Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
czwartek, 03 października 2013
W najnowszej historii Legii 3 października 2013 r. to jeden z najczarniejszych dni. Klub rozegra dziś pierwszy w dziejach mecz w europejskich pucharach na pustym stadionie, a za parę godzin UEFA może wydać kolejny srogi wyrok na mistrza Polski - jeszcze jedno spotkanie w Lidze Europejskiej (z Trabzonsporem) bez kibiców.

08:49, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (7) »
wtorek, 01 października 2013
Napisałem ten tekst po 2. kolejce tego sezonu. Opublikowany został w poniedziałkowej Gazecie Wyborczej jako Po-ligon, dlatego nie był ogólnie dostępny w sieci. Ponieważ zauważyłem dziś na Twitterze dość szeroką dyskusję między dziennikarzami sportowymi, "czy/co a jeśli/czy może/powinien Dariusz Wdowczyk poprowadzić w przyszłości reprezentację Polski", wklejam go z w całości, w wersji rozszerzonej o jeden akapit.

16:08, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (12) »
niedziela, 22 września 2013
Polscy siatkarze niemal na pewno nie zajmą pierwszego miejsca w grupie. Oznacza to, że muszą grać we wtorkowych barażach o ćwierćfinał. Ponieważ mecz ze Słowacją będzie ostatnim, jaki rozegrają w trzeciej serii, będą mogli wybrać sobie barażowego przeciwnika - Bułgarię lub Rosję. I choć wszyscy mówią wkoło, że jeśli trzeba będzie, przegrają ze Słowakami, by uniknąć tych drugich, jakoś wierzyć nie chce mi się w to szaleństwo.

13:46, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
sobota, 21 września 2013
Po meczu z Turcją nie są zasadne ani nadmierny optymizm, ani połajanki, że siatkarze grają źle, a mimo wszystko wygrywają. Polaków zweryfikuje w sobotę Francja, dopiero wtedy dostaniemy odpowiedź, gdzie naprawdę jest drużyna Andrei Anastasiego. Do tego czasu prosiłbym wszystkich wyrywnych fachowców o wstrzymanie się z kategorycznymi komentarzami.

12:55, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
środa, 21 sierpnia 2013
Dziś jeden z dwóch najważniejszy meczów Legii od 18 lat. Być może także najważniejszy dla całej naszej klubowej piłki w dwóch ostatnich dekadach. Po raz pierwszy polska drużyna stoi przed szansą, ale nie stoi pod ścianą - może, nic nie musi. I to jej największy atut w bitwie ze Steauą Bukareszt.

00:25, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 marca 2013
Nie tylko Ludovic Obraniak wyjeżdżał z ostatniego zgrupowania kadry zdemolowany psychicznie. Atmosfera wokół reprezentacji jest nieznośna dla wszystkich – piłkarzy, trenera, podejrzewam, że dla Zbigniewa Bońka również. W ten sposób nie da się iść do przodu.

19:33, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (17) »
sobota, 23 marca 2013
Kibice muszą przyjąć do wiadomości, że klęskę z Ukrainą ponieśli najlepsi polscy piłkarze. Do kapitana zachowującego się jak primadonna musi dotrzeć, że szacunku kibiców nie zdobywa się aroganckimi wypowiedziami, a nieudawaną walką. Waldemar Fornalik musi wiedzieć, że selekcjoner jest jak forteca - nikt i nic nie może mieć na niego wpływu, a w reprezentacyjnej jedenastce grać powinni ci, którzy do sukcesu poniosą, a nie ci, których chcą widzieć kibice i szefowie PZPN.

10:58, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (17) »
piątek, 22 lutego 2013
Niewykluczone, że piłkarska wiosna z tak wyraźnym faworytem będzie ciekawsza od tych, kiedy po tytuł ścigało się kilku konkurentów. Nie lubi się przecież tych, którzy działają bezkompromisowo, podglądać, jak się wykładają, wręcz uwielbiamy. Legia dała zimą powód, by nie spuszczać z niej oka.

16:15, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 18 lutego 2013

„Bo dosrać, kochani, trzeba umieć. Znaczy z wdziękiem trzeba to robić, by dosrywanemu nie było przykro, a może nawet i się uśmiechnął”. To cytat z Bugno. Nie myśliciela którejś z filozoficznych epok, choć mógłbym błysnąć, jaki to światły ze mnie gość i zafałszować autorstwo. To cytat z Bugno Ignacego, mojego polonisty, który a to coś publicznie popisywał, a to uczył nas ortografii, a to uparł się, żeby nasze wzajemne złośliwości nie były - tu znów cytat z niego - „zwykłą obsrywką”.

Za mało subtelny początek wpisu przepraszam, mną też wtedy wstrząsnęło. Może właśnie dlatego, choć minęło ponad dwadzieścia lat, słowa polonisty pamiętam do dziś.

Sam, za jego radą, za „dosrywanie” zabieram się rzadko, bo wciąż umiejętności tej nie posiadłem. Stanął mi jednak Bugno przed oczami, kiedy dziś na łamach Sport.pl Extra w Gazecie Wyborczej Wojciech Kuczok, laureat Nike, rozprawił się z Andrzejem Gołotą i Przemysławem Saletą.

Rywalizacja sportowa oglądana i komentowana z innej perspektywy niż ta codzienna - z reguły oklepana i usłana frazesami dziennikarzy branżowych - bywa przyjemna. Pod warunkiem, że opowiadający - może nawet i zwykły celebryta, nie tylko uznany pisarz - albo się zna, albo pasjonuje się tym, o czym mówi i pisze. Lub jest przynajmniej dowcipny.

Wiedząc o sportowych pasjach Kuczoka, miłości do Ruchu Chorzów, na jego słowa czekałem niecierpliwie. Tym bardziej że na poniedziałkowych szpaltach stał się nie tylko dawcą opinii, ale wszedł w buty mistrza ceremonii, ringowego announcera niemalże, zajmując prestiżową w swoje formie rozkładówkę.

Wątki sportowe? Na boksie nie znam się zupełnie, ale oglądam czasami wsparty fachową opinią. Czy tu fachowość jest mi potrzebna, sam nie wiem, wszak to raczej benefis niż poważna walka, więc i rozpatrywanie szans, szukanie atutów i mankamentów w przypadku dogorywających sportowo 45-latków nie ma chyba większego sensu.

Benefis to jednak nieco inny niż te dotychczasowe schodzących ze sceny bohaterów sportu. Nie wspominki, anegdoty czy żarty, a sportowe (niby)starcie, tym ciekawsze że mimo prób obaj nigdy naprzeciw siebie nie stanęli, a w przypadku Gołoty to najpewniej ostatnia okazja, by zobaczyć go w ringu. W mojej pięściarskiej obojętności, żeby nie powiedzieć antypasji, to najważniejszy, jeśli nie jedyny powód, dla którego siądę przed telewizorem.

Kuczok niby też przekonuje, że „to raczej bal pożegnalny - obaj bohaterowie powinni skupić się raczej na tym, żeby godnie odejść”, ale z pasją godną zapowiedzi walki o mistrzostwo świata, wmawia nam, że to jednak pojedynek sportowców upadłych. Właściwie upadłych od początku do końca swoich sportowych chwil, bo „Gołota to historia nieszczęść, prawdziwy lucky looser, bokser, którego zwycięstw nikt nie pamięta, za to porażkami przeszedł do historii sportu”. Itp., itd. O Salecie w sportowym ujęciu jest niewiele, poza tym, że „wytatuowany biceps ma obwód sekwoi”.

No więc bierze tę walkę serio, czy nie?

Prawo autora, myślę sobie, znam przecież niejednego znawcę materii, który rejterady Gołoty po imieniu zwykł nazywać tchórzostwem, a bicie poniżej pasa brakiem psychicznej równowagi. Słów Kuczoka „nikt nigdy nie wygrał tak wiele na porażkach - trzeba przyznać: porażkach szpetnych, czasem haniebnych, skandalicznych” podważyć nie sposób, nawet jeśli wywody w jego tekście są ze sobą sprzeczne.

Co kibic, to obyczaj. Proszę jednak jako czytelnik, by Kuczok zrozumiał, że jest coś takiego, jak irracjonalna więź ze sportowcem, w naszym polskim przypadku dającym nadzieję, że może w końcu w czymś będziemy najlepsi. To także coś trudnego do zdefiniowania, co moi koledzy korespondenci z igrzysk nazywają syndromem „sympatycznego Kubańczyka”, czyli sportowca-fajtłapy, który co prawda potyka się o własne nogi, ale w swojej niezborności jest tak pocieszny, że aż sympatyczny. Kuczok, choć niekonsekwentny, ma prawo do surowej, sportowej oceny, w swojej pisarskiej sprawności bardzo przekonywającej. Jednak ja też roszczę sobie prawo do kibicowania po swojemu, w tym wypadku prawo do słabości do Gołoty latami w sobie pielęgnowanej. Lubię gościa i już...

I na tym nasze rozbieżności powinny się skończyć, z gazetowej zapowiedzi Kuczoka wynika, że starciu w tym nie do końca byłbym przegranym, bo dyskusja zeszłaby raczej na licytację na kibicowską wrażliwość, oczekiwania i rozczarowania, a nie solidne sportowe argumenty. Zresztą Kuczok pewnie by nie dyskutował - zmiótłby mnie pisarsko, udowadniając przy okazji, że właściwie to jestem kretynem. Taki przynajmniej jego styl, a wnoszę po srogim piórze i licznych wypowiedziach na temat sportu.

Kuczok w swoim tekście w Sport.pl Extra na sprawach sportowych też się nie zatrzymał. Jako czytelnik nie tylko odniosłem wrażenie, wręcz jestem pewien, że i Gołocie, i Salecie Kuczok chciał po prostu - wg mojego nauczyciela Bugno - „dosrać”. Bez wdzięku, niestety, więc i „dosrywani” pewnie się nie uśmiechną.

Uprzedzając komentarze pod tym wpisem (właściwie powinienem był od tego zacząć), nie ma on nic wspólnego z moim związkiem z organizującym tę walkę Polsatem. Zapewniam wszystkich, że nawet kluczowi pracownicy nie podpisują lojalki o dozgonnej miłości do boksu, ksw i wszelakich sportów-wizytówek stacji (sam niejednokrotnie o siatkówce pisałem bardzo krytycznie). Mnie też nikt nie pchał w ramiona Gołoty i Salety, tak samo ja swobodnie mogę mówić, że bokser Szpilka mnie kompletnie nie interesuje ze względu na prezentowany styl, jak i jego kibolsko-ustawkową proweniencję. Nie do końca zgodną z prawem, za co wspomniany delikwent swoje odsiedział.

Szpilce jednak nie wypominam, że intelektualnie nie jest godzien tykać się sportu. Nie zastanawiam się, czy w kanonie swoich lektur ma „Ulissesa”, czy może regał z książkami zajmuje mu jedynie „Akademia Pana Kleksa”. Nie pytam też o to, prowadząc piłkarskie programy, jak to z czytaniem i ogólnym odbiorem świata jest u ulubieńców Kuczoka - piłkarzy z Chorzowa.

Autor dzisiejszego „Trzaśnij go kantem, niech zobaczy gwiazdy” z Gołoty kpi: „W ostatnich latach odnosił sukcesy wyłącznie poza ringiem: nauczył się tańczyć na oczach milionowej widowni, stał się bibliofilem (kiedyś, wypełniając „Kwestionariusz Prousta” na pytanie o ulubioną lekturę odpowiadał: „Brak!”, teraz przeprowadza eksperymenty translatologiczne - chwali się że przeczytał „Króla szczurów” w oryginale i po polsku w kilka dni).

Kuczok uskutecznia też na łamach swoją wizualizację walki Gołota - Saleta na intelekt.

Och, taką walkę chętnie bym zobaczył: panowie po gongu rażą się elokwencją, okładają bonmotami, inteligentnymi złośliwostkami, freestylują w językach obcych. Saleta wali Gołotę prawym hakiem: „Jesteś ociężały jak socrealizm liturgiczny późnego Kilara”, Gołota odgryza mu się lewym prostym „Tak cię pogłaskam, że będziesz miał twarz jak Płacząca Kobieta Picassa”, na co Saleta odwija się „Bardzo lubię ten obraz. Masz coś do Dory Maar?”, zaś Gołota zza gardy odpiera: „Słuchałem Missa pro Pace na dzisiejszej rozgrzewce. Coś ci nie pasi w Kilarze?”

I tak chłopaki się spierać zaczynają, najpierw o pryncypia, potem o uniwersalia, że aż ich trudno rozdzielić. Pot lśni w błysku fleszy, trenerzy w narożnikach doradzają: „Wyjedź mu z Schopenhauera, to chłopak zwątpi”, „Trzaśnij go Kantem tak, żeby zobaczył nad sobą niebo gwiaździste”.

I tak długo, do ostatniego akapitu, przybrane wszystko piękną frazą, która ostatecznie ma ukazać epatującego erudycją autora-arbitra tej walki jako ostatecznego zwycięzcę intelektualnej potyczki dwóch sportowców-cymbałów. Udało się, zwycięstwo, na „paroksyzm nie ma co liczyć”.

Właściwie można by tym tropem wykpiwać pisarzy. Kto nie umie kopnąć z prostego podbicia, albo nie pcha kulą na 20 m, ten dupa nie pisarz. Och, taką walkę chętnie bym zobaczył: Kuczok, który wchodzi do koła, techniką obrotową załatwia rywala, nie „pali” próby. Jego rywal ma z tym problem, wykonuje doślizg, i zbliża się do rekordu Polski.

Elegia Kuczoka na sportowcem nieoczytanym, niedouczonym, intelektualnie dysfunkcyjnym ma uzasadnienie, jeśli boleć nad płytkością sportowego światka w ogóle. Jednak odbierania Gołocie i Salecie prawa do walki, a kibicom prawa do zainteresowania się nią pod groźbą infamii ze strony gardzących sportem intelektualistów, nie rozumiem.

Tak ten tekst odebrałem, proszę wybaczyć, jeśli nie wychwyciłem w nim ironii. Albo nie mam poczucia humoru, albo jak Gołota i Saleta jestem intelektualnie niegodzien. Albo miała to być zwyczajna „dosrywka”.

12:27, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
sobota, 09 lutego 2013

'ZAKSA przegrywa z Kielcami 2:3, aby tylko nie awansować na pierwsze miejsce (to grozi Resovią lub Skrą w półfinale), i nie wysilać się, żeby lepiej przygotować na rewanż w Lidze Mistrzów z Arkasem Izmir. Czyli wystawić rezerwy, które przetrą się lepiej niż na wewnętrznej gierce. Aha, tak już zupełnie na marginesie, kielczanie mogą dzięki temu być zupełnie spokojni, że skończą rundę zasadniczą na siódmym miejscu.

Delecta tym samym zachowa pozycję lidera, więc też może szukać czasu dla kurażu najlepszych graczy. A że AZS Olsztyn jeszcze ma szansę wydźwignąć się nad wstydliwe miejsca 9-10, to pewnie z bydgoskimi rezerwami sobie poradzi. No i zaraz potem Delecta w pierwszej rundzie spotka się właśnie z nieodległym... Olsztynem.

Resovia musi wygrać z Lotosem, by do play off ze Skrą przystąpić z wyższej, czwartej pozycji. Więc tu nikt na nikogo oglądał się nie będzie, walka na całego, sportowo lepszy mistrz. W Bełchatowie płaczą, że kontuzje ich przetrzebiły, ale Politechnika wciąż pozbierać się nie może. Więc tam niespodzianki też nie będzie. W poniedziałek Jastrzębski Węgiel kontra AZS Częstochowa. Wygrywają 3:0 i 3:1, a tak zapewne będzie, stają się gospodarzami ćwierćfinału z ZAKSĄ'.

 



Mniej więcej taki scenariusz wymieniliśmy w redakcji w środowe popołudnie. Spojrzeliśmy też w bukmacherskie notowania – po kursach doszliśmy do wniosku, że tam raczej nikt niespodzianek nie przewidywał, mieli wygrywać faworyci.

Oczywiście, czym innym jest kupić/sprzedać mecz, jak to latami w futbolu bywało, a czym innym nie wysilać się w imię własnego interesu, 'opękać' go słabszym składem nie wzbudzając podejrzeń, co czyniły nawet takie potęgi jak Brazylia na mistrzostwach świata we Włoszech w 2010 r. (fragmenty celowo przegranego meczu z Bułgarią poniżej).

Nawet jeśli spekulacje te są nic nie warte, a w ostatniej kolejce PlusLigi padną wyniki inne od przewidywanych przez większość kibiców, można było ich uniknąć, nie narażać produktu na złe skojarzenia, zarządzając wszystkie mecze tego samego dnia o tej samej porze. Zwłaszcza teraz, kiedy co kilka dni dowiadujemy się, że po świecie rozprzestrzenia się wirus 'bukmacherski'.

Cóż, zarządzający PlusLigą uznali, że ich siatkarze pola do niezdrowych dyskusji nie dadzą. Zobaczymy, ile sprawdzi się z napisanego wyżej scenariusza...



11:16, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 63



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco