Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
piątek, 29 października 2010

Bukmacher

AZS Częstochowa (1,15) – Siatkarz Wieluń (4,75)

Resovia (2,40) – Skra Bełchatów (1,50)

Jastrzębski Węgiel (1,05) – Fart Kielce (7,50)

ZAKSA Kędzierzyn (1,20) – AZS Politechnika W-ska (4,00)

Delecta Bydgoszcz (1,38) – AZS Olsztyn (2,80)

 

Wojciech Drzyzga

AZS Częstochowa – Siatkarz Wieluń 3:1

Resovia – Skra Bełchatów 3:2

Jastrzębski Węgiel – Fart Kielce 3:1

ZAKSA Kędzierzyn – AZS Politechnika W-ska 3:1

Delecta Bydgoszcz – AZS Olsztyn 1:3

 

Ireneusz Mazur

AZS Częstochowa – Siatkarz Wieluń 3:1

Resovia – Skra Bełchatów 1:3

Jastrzębski Węgiel – Fart Kielce 3:0

ZAKSA Kędzierzyn – AZS Politechnika W-ska 3:1

Delecta Bydgoszcz – AZS Olsztyn 3:1

 

Jerzy Mielewski

AZS Częstochowa – Siatkarz Wieluń 3:1

Resovia – Skra Bełchatów 1:3

Jastrzębski Węgiel – Fart Kielce 3:0

ZAKSA Kędzierzyn – AZS Politechnika W-ska 3:1

Delecta Bydgoszcz – AZS Olsztyn 1:3

 

Bartosz Wencław

AZS Częstochowa – Siatkarz Wieluń 3:1

Resovia – Skra Bełchatów 1:3

Jastrzębski Węgiel – Fart Kielce 3:0

ZAKSA Kędzierzyn – AZS Politechnika W-ska 3:0

Delecta Bydgoszcz – AZS Olsztyn 3:1

 

Przemysław Iwańczyk

AZS Częstochowa – Siatkarz Wieluń 3:2

Resovia – Skra Bełchatów 2:3

Jastrzębski Węgiel – Fart Kielce 3:0

ZAKSA Kędzierzyn – AZS Politechnika W-ska 3:1

Delecta Bydgoszcz – AZS Olsztyn 2:3

 

Klasyfikacji generalnej po 2. kolejkach szukajcie tutaj.

13:16, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (44) »
czwartek, 28 października 2010

Kończy się najgorszy od lat sezon dla polskiej siatkówki. Jej twarz może uratować już tylko drużyna Jerzego Matlaka, która dziś w Japonii meczem z gospodarzami rozpoczyna mundial kobiet.

O siatkarkach było dotąd zupełnie cicho. Bez echa przeszedł ich nie najgorszy występ w World Grand Prix (odpowiedni męskiej Ligi Światowej) z drugim finałem w historii, zupełnie pominięto także serię sparingów. Prawie wszystkie nadzieje kibiców siatkówki związane były z męską drużyną Daniela Castellaniego. To ona miała przywieźć z mistrzostw świata nawet złoty medal, panie miały jechać do Japonii jedynie „pokazać ładną siatkówkę”.

Po klapie planów sytuacja drużyny Jerzego Matlaka zmieniła się diametralnie. Wliczając fatalne występy także juniorskich reprezentacji, Polska siatkówka kończy właśnie najgorszy sezon od lat. Siatkarki pojechały więc do Japonii bronić jej honoru.

Artur Popko, wiceprezes PZPS, mówi: - Nie oczekujemy konkretnego miejsca, nie stawiamy trenerowi celów, zależy nam na dobrej grze.

Działacze zaprzeczają, że czekają na choćby jeden w tym roku sukces, ale dla nich to naprawdę ostatnia szansa, by ostatecznie nie podpaść sponsorom i ministrowi sportu Adamowi Gierszowi, który po klęsce siatkarzy zapowiedział finansowe „czerwone światło”.

Szanse na sukces z medalem włącznie są duże i jak najbardziej realne. Kadra Matlaka trafiła do grupy A z Japonią, a jak wiadomo, w siatkówce nawet najbardziej sprawiedliwy regulamin musi sprzyjać gospodarzom. Oznacza to tyle, że w pierwszej fazie silniejsza (wg rankingu światowej federacji) od biało-czerwonych jest tylko jedna drużyna. A i w drugiej rundzie, po połączeniu czołowych drużyn z grupą D, Polki będą miały łatwiej niż inni faworyci, bo ich najgroźniejszym rywalem będą tylko Rosjanki, którym nasza reprezentacja utarła nosa w ubiegłorocznych, zakończonych brązowym medalem mistrzostwach Europy.

Stamtąd więc prosta droga do półfinału i - wtedy już naprawdę ciężkiej - walki o medale. W drugiej „połówce” mistrzostw o czwórkę najpewniej będą się bić Brazylijki, Włoszki, Amerykanki, Kubanki i Holenderki.

Ale nie tylko terminarz stawia Polki w korzystnej sytuacji. Ich wielkim atutem powinien być powrót największej gwiazdy - 32-letniej Małgorzaty Glinki. Siatkarki, która jest symbolem sukcesów Złotek Andrzeja Niemczyka na początku wieku i bezprecedensowych w polskim sporcie dwóch z rzędu mistrzostw Europy. Glinka, po urodzeniu dziecka i podpisaniu kontraktu z tureckim klubem, prawdopodobnie ostatni raz dała się namówić na pomoc kadrze. Dla niej to ostatnia szansa, by błysnąć i stanąć na podium także w mistrzostwach świata.

Bo w najnowszej historii mundiale kojarzą się Polkom jak najgorzej. Po trzech medalach w latach 50. i 60. reprezentacja wypadła ze światowej czołówki, a kiedy po blisko ćwierćwiecznej przerwie udało się wreszcie awansować na MŚ (w 2002 roku), drużyna zakończyła je dopiero na 15. miejscu.

Podobnie było na następnych mistrzostwach, już po dwóch złotach na ME. Nasze siatkarki musiały zacząć radzić sobie nie tylko z rywalami, ale przede wszystkim wewnętrznymi wstrząsami. Fatum dotknęło je właśnie cztery lata temu tuż przed mundialem, kiedy w owianych skandalem okolicznościach odchodził trener Andrzej Niemczyk, kiedy z gry rezygnowały czołowe siatkarki z Małgorzatą Glinką na czele. Biało-czerwone pojechały wtedy na mundial kierowane przez trenerskiego nowicjusza Ireneusza Kłosa, któremu służył radą wówczas jako działacz PZPS Waldemar Wspaniały.

Nie lepiej było za kadencji następnego szkoleniowca Marca Bonitty, kiedy miał przyjść sukces na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Zakończyło się sportową klapą i awanturą wewnątrz drużyny, po której trener został zdymisjonowany.

Ale i teraz nie jest sielankowo, bo zaraz po meczach World Grand Prix trener Jerzy Matlak pozbył się największej gwiazdy Katarzyny Skowrońskiej, a wraz z nią wybijającej się ligowej rozgrywającej Katarzyny Skorupy. Tłumaczył decyzję względami sportowymi, ale zza kulis docierały informacje, że nie wszystkie siatkarki czuły się dobrze w swoim towarzystwie.

Teraz wszystko wydaje się być w porządku, już od ponad tygodnia kadra trenuje i przygotowuje się do turnieju w Japonii. W piątek czeka ich inauguracja z gospodarzami.

Mistrzostwa świata bronią Rosjanki, które przed czterema laty niespodziewanie pokonały w finale Brazylię. Od tego czasu triumfatorki tamtego mundialu nie mogą przebić się nawet do finału mistrzostw Europy, a Brazylijki - ostatnio na zmianę z Amerykankami - podkreślają swój prymat niemal w każdej imprezie.

Właśnie te trzy drużyny przystępują dziś do turnieju w roli faworytów. Zarówno w opinii fachowców, jak i bukmacherów, którzy dają Canarinhos najwięcej szans. Polska plasuje się w notowaniach na równi z Japonią, ale za plecami Włoszek, Chinek, Kubanek i Serbek. Bukmacherzy najwyraźniej nie spojrzeli dokładnie na całkiem korzystny dla nas terminarz.

18:31, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (9) »
środa, 27 października 2010

Bukmacher

Indykpol AZS Olsztyn (2,00) - Tytan AZS Częstochowa (1,72)

PGE Skra Bełchatów (1,13) - Jastrzębski Węgiel (5,00)

Fart Kielce (4,75) - Delecta Bydgoszcz (1,15)

Siatkarz Wielton Wieluń (4,25) - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle (1,18)

AZS Politechnika Warszawska (2,40) - Asseco Resovia (1,50)

 

Wojciech Drzyzga

Indykpol AZS Olsztyn - Tytan AZS Częstochowa 1:3

PGE Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel 3:0

Fart Kielce - Delecta Bydgoszcz 3:2

Siatkarz Wielton Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

AZS Politechnika Warszawska - Asseco Resovia 2:3

 

Ireneusz Mazur

Indykpol AZS Olsztyn - Tytan AZS Częstochowa 3:1

PGE Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel 3:0

Fart Kielce - Delecta Bydgoszcz 1:3

Siatkarz Wielton Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3

AZS Politechnika Warszawska - Asseco Resovia 1:3

 

Jerzy Mielewski

Indykpol AZS Olsztyn - Tytan AZS Częstochowa 3:1

PGE Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel 3:1

Fart Kielce - Delecta Bydgoszcz 0:3

Siatkarz Wielton Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

AZS Politechnika Warszawska - Asseco Resovia 2:3

 

Bartosz Wencław

Indykpol AZS Olsztyn - Tytan AZS Częstochowa 3:2

PGE Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel 3:1

Fart Kielce - Delecta Bydgoszcz 1:3

Siatkarz Wielton Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

AZS Politechnika Warszawska - Asseco Resovia 2:3

 

Przemysław Iwańczyk

Indykpol AZS Olsztyn - Tytan AZS Częstochowa 2:3

PGE Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel 3:0

Fart Kielce - Delecta Bydgoszcz 1:3

Siatkarz Wielton Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3

AZS Politechnika Warszawska - Asseco Resovia 1:3

10:40, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (26) »
wtorek, 26 października 2010

Jako że 2. kolejka PlusLigi już w środę, wrzucam ligową część cotygodniowego magazynu siatkarskiego. Moimi gośćmi są Wojciech Drzyzga i Jakub Bednaruk, którzy podsumowali wydarzenia inauguracyjnych spotkań.

- Po Memoriale Ambroziaka byliśmy naładowani i wierzyliśmy, że możemy wygrać - mówi drugi trener zwycięzców meczu z Jastrzębskim Węglem. Drużyna aż kipi od testosteronu. Dodatkowo pomaga nam atmosfera Torwaru, gdzie zagramy w drugiej kolejce z Resovią.

A ekspert Polsatu i Sport.pl, Wojciech Drzyzga, opowiada o niezwykle interesującym meczu w Częstochowie, w którym Delekta Bydgoszcz pokonała AZS.

 

 

Poniżej zapowiedź kluczowej części magazynu, oczywiście o zwolnieniu Daniela Castellaniego. Całość dostępna w środę od godz. 9 w Sport.pl.

 

 

PS Niebawem wrzucę typy na 2. kolejkę PlusLigi.

16:14, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 25 października 2010

Nieważne, kto będzie następcą Daniela Castellaniego. Istotne, żeby był lepszy od poprzednika. Kibice muszą też dowiedzieć się, dlaczego doszło do zmiany selekcjonera, a całe środowisko musi szczerze poprzeć następcę. To najtrudniejsze od lat zadanie dla działaczy PZPS, zwłaszcza że najważniejsi z nich nie idą ostatnio w tym samym kierunku.

Sąd nad Castellanim podzielił rządzących polską siatkówką. Z jednej strony prezydium zarządu ze stojącym na czele głównym rozgrywającym Arturem Popko, którego grupa głosowała za odejściem Argentyńczyka. Z drugiej strony batalion Konrada Piechockiego, szefa Skry Bełchatów. Może z niezbyt liczną reprezentacją w zarządzie PZPS (tylko pięć głosów za pozostawieniem Castellaniego), ale z wielką siłą na zapleczu, jaką jest większość reprezentantów grających w drużynie mistrza Polski, oraz potężny sponsor, czyli PGE.

Obaj de facto rządzą polską siatkówką, gdzieś między nimi jest co prawda prezes związku Mirosław Przedpełski, ale ten próbuje przede wszystkim łagodzić nastroje i stara się złapać wymykający się z rąk eksponowany stołek we władzach światowej siatkówki. Każdy z nich ma mocne argumenty, każdy jest w stanie wyciągnąć z rękawa potężny atut, ale jeśli kluczowi dla dyscypliny działacze znów nie zaczną mówić jednym głosem, sen o potędze polskiej siatkówki może się szybko skończyć.

Nie wiadomo do końca, co przesądziło o odwołaniu Castellaniego. Czy dwa nieudane mecze na mistrzostwach świata, co akurat nie powinno być jedynym punktem oceny trenera, cały słaby sezon z przegraną także Ligą Światową, czy może brak chęci podporządkowania się władzom PZPS (nowi współpracownicy w sztabie, wpływ na kadrę). Źle by się stało, gdybyśmy powodów tych nigdy nie poznali, bo oznaczałoby to tyle, że Argentyńczyk wyleciał nie za swoją pracę, ale w wyniku próby sił między działaczami. Że nie decydowały wyniki, forma i perspektywy, ale większe wpływy jednej ze stron. Brak takiego uzasadnienia to drwina z milionów kibiców, którymi polska siatkówka się szczyci. Dla nich poniedziałkowa decyzja jest zupełnie niezrozumiała. Wiedzą jedynie, że grupa działaczy kopnęła w tyłek trenera, który przed rokiem zdobył mistrzostwo Europy, a teraz nie wyszedł mu sezon.

Wyjaśnienie tego to podstawa, by w rozsądny sposób, przy pełnym i szczerym poparciu całego środowiska, wybrać następcę Argentyńczyka. Tym bardziej że ma to być polski trener, a więc rozwiązanie tyleż nowatorskie - biorąc pod uwagę dwie ostatnie kadencje obcokrajowców - co ryzykowne. Mówił o tym niedawno Wojciech Drzyzga, że każdy polski szkoleniowiec jest w jakiś sposób naznaczony, żaden nie zacznie pracy z czystą kartą, bo do każdego ktoś będzie miał jakieś uwagi. Niepokojące w tym kontekście są wypowiedzi siatkarzy, przede wszystkim reprezentantów Polski. Rozumiem, że jednogłośnie opowiadali się za współpracą z Castellanim, ale w momencie jego odwołania, na szantaż - że z innym selekcjonerem w kadrze już nie zagrają - pozwalać sobie nie powinni. Albo rzeczywiście z tej kadry powinni zrezygnować.

Rolą prominentnych działaczy jest nad wszystkimi emocjami zapanować. Emocjami innych działaczy, trenerów, zawodników, całego środowiska. Już w momencie wyboru nowego selekcjonera - ktokolwiek nim zostanie - powinni zacząć pchać wózek w tę samą stroną.

Nieważne, kto będzie następcą Castellaniego, ważne, żeby był lepszy od swojego poprzednika. Żeby był gwarantem - przynajmniej na papierze - świetnej przyszłości, rewelacyjnych wyników i fantastycznej gry kadry. Nie wiem, czy da to polski trener, czy wciąż musimy polegać na obcokrajowcach. Wiem, że na to wszystko stać polską siatkówkę. Tylko wtedy kibice, którzy dziś nie mogą pogodzić się z odejściem Argentyńczyka, zaakceptują poniedziałkowy wybór władz PZPS.

Marzy mi się przede wszystkim mocny związek z mocnym szefem, który jest w stanie selekcjonera odwołać/powołać bez koterii, narad, oportunistycznych kalkulacji, ile można na tym stracić, a ile zyskać. Z szefem, który za swoje wybory weźmie jednoosobową odpowiedzialność, a w konsekwencji odbierze za swoje ruchy gratulacje, bądź zbierze za nie cięgi z odwołaniem włącznie. Tylko czy w PZPS, gdzie posady są naprawdę ciepłe, jest to możliwe?

18:36, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (21) »
piątek, 22 października 2010

Szanowni Czytelnicy. Proponuję jak co roku zabawę w typowanie z udziałem ekspertów. Problem w tym, że mogę mieć problem z sumowaniem wyników, nie wiem też, czy Tita, która tak pomagała nam w zeszłych sezonach, miałaby ochotę robić to i teraz. A może ktoś inny ma chęć. Ja w każdym razie podaję typy:

 

Bukmacher

Fart Kielce (7,50)  - PGE Skra Bełchatów (1,05)

Tytan AZS Częstochowa (1,40) - Delecta Bydgoszcz (2,75)

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle (1,04) - Indykpol AZS Olsztyn (9,00)

Pamapol Wielton Wieluń (2,80) - Asseco Resovia (1,38)

AZS Politechnika Warszawska (2,40) - Jastrzębski Węgiel (1,50)

 

Wojciech Drzyzga

Fart Kielce - PGE Skra Bełchatów 1:3

Tytan AZS Częstochowa - Delecta Bydgoszcz 3:0

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Indykpol AZS Olsztyn 3:2

Pamapol Wielton Wieluń - Asseco Resovia 2:3

AZS Politechnika Warszawska - Jastrzębski Węgiel 1:3

 

Ireneusz Mazur

Fart Kielce - PGE Skra Bełchatów 0:3

Tytan AZS Częstochowa - Delecta Bydgoszcz 3:1

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Indykpol AZS Olsztyn 3:1

Pamapol Wielton Wieluń - Asseco Resovia 1:3

AZS Politechnika Warszawska - Jastrzębski Węgiel 3:2

 

Jerzy Mielewski

Fart Kielce - PGE Skra Bełchatów 1:3

Tytan AZS Częstochowa - Delecta Bydgoszcz 3:1

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Indykpol AZS Olsztyn 3:2

Pamapol Wielton Wieluń - Asseco Resovia 1:3

AZS Politechnika Warszawska - Jastrzębski Węgiel 2:3

 

Bartosz Wencław

Fart Kielce - PGE Skra Bełchatów 0:3

Tytan AZS Częstochowa - Delecta Bydgoszcz 1:3

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Indykpol AZS Olsztyn 3:0

Pamapol Wielton Wieluń - Asseco Resovia 0:3

AZS Politechnika Warszawska - Jastrzębski Węgiel 2:3

 

Przemysław Iwańczyk

Fart Kielce - PGE Skra Bełchatów 0:3

Tytan AZS Częstochowa - Delecta Bydgoszcz 3:2

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Indykpol AZS Olsztyn 3:0

Pamapol Wielton Wieluń - Asseco Resovia 1:3

AZS Politechnika Warszawska - Jastrzębski Węgiel 3:1

13:47, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (52) »
czwartek, 21 października 2010

Pierwszy raz od lat mistrzostwo Polski PGE Skry nie jest oczywistością. Monopol bełchatowian ma szansę złamać ZAKSA Kędzierzyn z Zagumnym i Świderskim oraz Asseco Resovia z karetą zagranicznych asów.

 

 

Startująca w piątek PlusLiga to bezdyskusyjnie jedna z niewielu wysepek normalności w polskim sporcie. W porównaniu z innymi, błagającymi o grosz i zainteresowanie rozgrywkami, prawdziwa kraina szczęśliwości. Przynosi autentyczne, z reguły dobre emocje, nie kojarzy się z hordami rozwydrzonych kiboli, występują w niej prawdziwi herosi.

Na siatkówkę łożą trzy potężne spółki skarbu państwa - Jastrzębski Węgiel, PGE i ZAKSA (kolejność alfabetyczna) - i prywatny, także wielki kapitał, np. Asseco czy Delecta. Kasa - od 10 nawet do 18 mln zł rocznie na klub - pozwala na gwiazdy. Prawdziwe, nie tylko malowane. Polskie zespoły zdolne są - tu siatkówka jest także wyjątkiem - bić się nie tylko między sobą, ale i z najlepszymi w Europie. Wreszcie telewizja, która siatkarzy pożąda. Kolejki inaugurujące sezon Polsat pokaże niemal w całości. Choć w tych samych terminach w Japonii panie bić się będą w mistrzostwach świata, rekordy oglądalności padną w wieczornych potyczkach panów.

Startujący sezon będzie przełomowy. Na boisku - bo pierwszy raz od niepamiętnych czasów nikt nie powie, że po mistrzostwo powinna sięgnąć z urzędu Skra Bełchatów. Od strony promocyjnej - bo nigdy dotąd nie przechodziło do Polski w jednym okienku transferowym aż tylu liderów czołowych reprezentacji. Wreszcie w stawach i mięśniach siatkarzy - to nie konie, ciągnąć bez wytchnienia na pełnych obrotach rady nie dadzą.

Zafascynowani ligową hossą działacze zaproponowali, by czołowe drużyny grały jeszcze więcej. By sponsorzy lgnęli do ligi jeszcze bardziej ochoczo, a wszystko to pokazywała telewizja. By pieniądze polały się strumieniem.

Po dwóch rundach meczów „każdy z każdym”, rozgrywanych w ekspresowym tempie „sobota - środa”, nie będzie od razu play-off. Najlepsi będą musieli bić się od nowa - osobno czołowa szóstka i najgorsza czwórka. Oznacza to tyle, że sięgając po mistrzostwo, trzeba będzie rozegrać blisko 40 spotkań. I wszystko to do końca kwietnia. Siatkarze ostrzegali, że padną na twarz. Że oprócz ligi najlepszych czekają jeszcze Liga Mistrzów, Puchar Polski, a po tym wszystkim zgrupowania reprezentacji. Głos ich jednak się nie liczył, prezesi zagłosowali „za”, jak mówi jeden z nich: „Kto haruje, ten żyje”.

Skra wciąż jest faworytem (wciąż w szerokim, mało zmienionym składzie), ale już niejedynym. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle sprowadziła Pawła Zagumnego, Sebastiana Świderskiego (wraca do Polski po siedmiu latach we Włoszech), Patryka Czarnowskiego, Piotra Gacka i Tine Uranuta. Resovia stawia na zagraniczne gwiazdy: Georga Grozera (Niemcy), Włochów Matej Černicia i Michała Baranowicza oraz mistrza olimpijskiego w barwach USA Ryana Millara.

Za ich plecami powinni bić się pozostali: Jastrzębski Węgiel, który po wicemistrzostwie Polski stracił sporo krwi (odeszli m.in. Paweł Abramow i trener Roberto Santilli), Delecta Bydgoszcz (oddała Piotra Gruszkę i Pawła Woickiego), Tytan AZS Częstochowa (z polskimi nadziejami Fabianem Drzyzgą i Piotrem Nowakowskim), odbudowany Indykpol AZS Olsztyn oraz warszawska Politechnika, która chce wreszcie czegoś więcej niż oglądania rywali z dna tabeli (transfer Zbigniewa Bartmana). O utrzymanie, o ile liga wzorem NBA nie zostanie zamknięta, walczyć mają drużyna z Wielunia i beniaminek z Kielc.

Co ciekawe, skazywane na ligowe średniactwo drużyny coraz śmielej podnoszą głowę. Drugi trener Politechniki uważa, że w finale zagra jego zespół i Skra. Żartuje? Nie. W najciekawszych od lat rozgrywkach siatkarzy na podium wcale nie muszą stanąć najlepsi. Medale mogą zgarnąć ci, którzy ligową orkę najlepiej zniosą.

20:01, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (12) »
środa, 20 października 2010

To już chyba ostatni tydzień korowodu z Danielem Castellanim. Rozmawiam o tym w kolejnym magazynie „Punkt, Set, Mecz” z Wojciechem Drzyzgą.

Czy PZPS zwolni Castellani po nieudanych MŚ, a w jego miejsce przyjdzie Alojzy Świderek jako 'nadzorca' kadry z włoskim sztabem do pomocy? Czy to dobry pomysł?

- Sport już dawno stał się wielkim biznesem, stąd rozwiązania biznesowe. To chyba korporacyjne rozwiązanie Polkomtela, sponsora naszej dyscypliny, który chce pilnować wydawanych pieniędzy poprzez swoistego nadtrenera. A że nie ma w Polsce dobrych wykonawców szuka ich we Włoszech czy Brazylii - mówi Drzyzga. A Iwańczyk zastanawia się czy lepszym rozwiązaniem nie byłaby kandydatura byłego trenera reprezentacji Rosji, pracującego wiele lat w Francji, Władimira Alekno?

 

 

Niebawem cz. 2 magazynu o startującej w piątek lidze.

10:14, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
niedziela, 17 października 2010

Konrad Piechocki, członek zarządu Polskiego Związku Piłki Siatkowej, prezes klubów PGE Skra Bełchatów i Atomu Trefla Sopot, nazywany jest Napoleonem polskiej siatkówki. Bo jest ambitny, bezwzględny i chce pociągać za wszystkie sznurki. - Skoro tak mnie oceniają, proszę bardzo, niech tak będzie - mówi w rozmowie, która w poniedziałek ukaże się w poniedziałkowej Gazecie Wyborczej.

Jej kilka najciekawszych wątków znajdziecie tutaj. Rozmawialiśmy o Skrze, niechęci do niej, trenerze Castellanim, którego szef mistrza Polski broni przed usunięciem, wreszcie planami Piechockiego na dalszą karierę działacza, jego wpływie na kadrę, całą polską siatkówkę w ogóle.

Konard Piechocki: - Posada szefa polskiej siatkówki? To bardzo poważne wyzwanie. Jeśli cieszyłbym się aż takim zaufaniem i mógłbym pracować dla całej polskiej siatkówki... Zastanowiłbym się.

Całość na dwóch stronach w poniedziałkowej Gazecie. Myślę, że po jej przeczytaniu zaczniecie się zastanawiać, kto tak naprawdę rządzi polską siatkówką, kto jest jej szarą eminencją.

22:20, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (9) »
piątek, 15 października 2010

Byłem już całkiem piśmiennym uczniem, kiedy sąsiad z 11. piętra przyniósł egzemplarz „Sportowca”. Czytywało się go wtedy namiętnie, w końcu był jedynym w tamtych czasach sportowym tygodnikiem, w dodatku miejscami kolorowym, więc na przerwach wymiana co większymi zdjęciami kwitła aż miło.

Akurat tamten numer wymiotło od razu, sąsiad w kiosku był jednym z pierwszych. Może dlatego, że to numer okołoświąteczny, a może właśnie, że szybko rozeszła się wieść o „Spowiedzi napastnika”, 22-letniego wówczas Dariusza Dziekanowskiego, największego piłkarskiego talentu lat 80., nadziei Widzewa.

Oczywiście najbardziej uderzające były te słowa: „Po minięciu tablicy z napisem Warszawa otwieram szybę i powiew innego powietrza wpływa na mnie kojąco”, ale po latach patrzy się na tę rozmowę zupełnie inaczej. W lidze, w której chronicznie brakuje bohaterów, która kreuje na herosów wybijających się w co piątym meczu mało lotnych grajków, właśnie dlatego o wywiadzie Jerzego Chromika z Dziekanowskim mówi się mimo upływu 25 lat. Że był piłkarz, naprawdę świetny, który umiał mówić gorzko o kolegach, z którymi za chwilę miał siedzieć w szatni. Miał odwagę po takich słowach stanąć oko w oko z kibicami.

Prawdę powiedziawszy, poza niedawnymi korupcyjnymi wyznaniami Piotra Dziurowicza, niewiele „ligowych” rozmów jestem w stanie sobie odtworzyć. Dlatego czekałem na powrót Widzewa do ekstraklasy, by przypomnieć o tej pamiętnej rozmowie, akurat ćwierć wieku później. Nie jest przypadkiem, że wracamy do niej w dniu meczu Widzew - Legia. Nie robimy tego, by podgrzać łódzko-warszawskie animozje, ale pokazać, że byli kiedyś piłkarze zdolni wyrażać to, co myślą, a widzewsko-legijne mecze, które po „Spowiedzi napastnika” stały się bardziej elektryzujące, są solą ligi. Że mecze Widzewa z Legią, zaraz po potyczkach Legii z Górnikiem Zabrze, rozpalają kibiców w całej Polsce.

Spotkałem się w czwartkowe popołudnie z Dariuszem Dziekanowskim i Jerzym Chromikiem w naszej redakcji. Nagraliśmy rozmowę, którą możecie zobaczyć poniżej, w piątek w „Gazecie Wyborczej” i Sport.pl przypomnimy cały wywiad sprzed 25 lat (co ciekawe, nawet we fragmentach nie ma go w internecie) oraz przekażemy, co sądzą o nim po ćwierć wieku jego bohaterowie.

 

 

 

 

 

 

 

 

PS Dziękuję Darkowi i Jurkowi, że jednak zdecydowali się porozmawiać po 25 latach o wywiadzie. Zapewniam, że nie było łatwo namówić ich do drugiej „Spowiedzi napastnika”. Dziękuję też Rafałowi Zarzyckiemu, że jakiś rok temu wywiad ten gdzieś spod ziemi wykopał.

00:12, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco