Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
wtorek, 30 października 2007

Raul Lozano, selekcjoner siatkarskiej reprezentacji Polski, wrócił z Argentyny. Przyznam, że czekałem na powrót Lozano z utęsknieniem. Liczyłem, że w końcu zakończy waśnie między zawodnikami kadry i ustali z klubami oraz szefami związku, jak ma wyglądać kalendarz przygotowań do poszczególnych imprez.

Na początek Argentyńczyk udzielił dwóch wywiadów - „Gazecie Wyborczej” i „Przeglądowi Sportowemu”. Po przeczytaniu obu mam wrażenie, że będzie jeszcze gorzej niż było. Zamiast spokoju będzie rwetes, który na pewno kadrze nie pomoże, a doprowadzi do jeszcze gorętszego konfliku na linii Lozano - reszta środowiska, nie wnikając już w to, czyja wina jest większa, bo na pewno leży po obu stronach. Wypowiedzi selekcjonera, choć nie minęły nawet 24 godziny od ich publikacji, spowodowały wielki odzew i niezłą burzę. Od wywołanego do tablicy komentatora Polsatu Sport i Sport.pl Wojciecha Drzyzgi po działaczy klubowych. Ciekawe, co będzie w środowych wydaniach dzienników.

Nie podoba mi się, jak Lozano zabiera się do porządków. Pomijam już to, że Argentyńczyk tak naprawdę wcale nie wziął na siebie odpowiedzialności za kompromitację na ME w Moskwie tylko opowiedział o okolicznościach, które lepszemu wynikowi nie sprzyjały. Trudno mi jednak przejść obojętnie obok tego, jak stawia sprawę najbliższego turnieju preeliminacyjnego do IO. Mówi, że jeśli kadrowicze nie są do jego dyspozycji tak długo, jak chce, on sukcesu nie gwarantuje.

Jaki sukces? Dla wicemistrzów świata sukcesem jest przejście europejskich drużyn z trzeciej ligi (Belgia, Dania), czy Finlandii, której siatkarze spotkają się tydzień przed zawodami? Rozumiem szacunek do przeciwników i pokorę, ale nie wtedy, kiedy cechy te przeradzają się w asekurantcwo.

PS. Ostatnio pojawiło się wiele tekstów o niechęci Polaków do zagranicznych szkoleniowców. Ale zupełnie czym innym jest niechęć do Leo Beenhakkera, a czym innym do Raula Lozano. Problem ten wyjaśnia autor - może poza wątkiem o młodych zawodnikach - na blogu Pingpongi. Polecam.

20:02, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 października 2007

Szykuje się kolejna wojna trenera polskich siatkarzy z klubami. Aż chce się zapytać: po co to wszystko? Zapytać Raula Lozano.

Zapowiadając w „Gazecie Wyborczej” nowy sezon Polskiej Ligi Siatkówki antycypowałem ten konflikt tak naprawdę nie będąc świadomym jego realnego zagrożenia, bardziej z przyzwyczajenia, że takie wojenki to stały punkt programu każdych rozgrywek odkąd Argentyńczyk pracuje dla Polski.

Dla niewtajemniczonych, rzecz rozbija się o terminy zwalniania reprezentantów na zgrupowania kadry w czasie sezonu ligowego. Nie byłoby problemu, gdyby Polska zagrała w mistrzostwach Europy w finale. Wtedy automatem miałaby miejsce w Pucharze Świata i tam mogłaby walczyć o igrzyska. Ponieważ się nie udało (11. miejsce), trzeba przejść przez turnieje preeliminacyjne, które - niestety - odbędą się w trakcie rozgrywek ligowych.

„Ale PLS ma także problemy. Przede wszystkim dotyczące tego, w jakich terminach zwalniać reprezentantów na zgrupowania” - napisałem 1 października, choć przecież kilka dni wcześniej drugi trener kadry Alojzy Świderek przekonywał mnie, że tym razem sporu nie będzie.

Preeliminacje z udziałem Polaków rozpoczną się 28 listopada. Władze polskiej siatkówki zaproponowały, by kadra spotkała się 18 dni wcześniej [10 listopada]. Kluby, które dotychczas droczyły się z Lozano, odpowiedziały: „Zgoda”, a Świderek, który jest w stałym kontakcie z Lozano, wydawał się być zadowolony. - Tak naprawdę to chcieliśmy zgrupowania trzy tygodnie przed turniejem, ale te trzy dni nas nie zbawią - mówił na łamach „Gazety” Świderek.

I kiedy wydawało się, że tym razem wszystko jest jasne, Świderek w imieniu swojego przełożonego wypalił na łamach „Przeglądu Sportowego”: - Chcielibyśmy dostać zawodników 3 listopada.

Władze siatkówki natychmiast odpowiedziały, że nie ma mowy, teraz pozostaje czekać, aż 24 października Lozano wróci do Polski i wojna rozpęta się na dobre. Obserwując ten dialog [mówiąc eufemistycznie, by nie siać większej burzy] zastanawiam się coraz bardziej, dlaczego każdy kontakt Lozano z klubami kończy się taką samą debatą jak PO z PiS? Dlaczego inny zagraniczny trener w polskiej siatkówce Marco Bonitta dogaduje się z klubami po cichu i zawsze skutecznie? Dlaczego Argentyńczyk widzi we wszystkich wrogów, którzy tylko czyhają, by rzucić mu pod nogi kolejną kłodę? Dlaczego wreszcie tak często wspomina, że dla Polski pracować nie musi i w każdej chwili może wyjąć z szuflady kilka propozycji z innych krajów? Panie trenerze Lozano, po co to wszystko?

PS. Jeśli naprawdę chce Pan odejść, wystarczy zrobić tak, jak Pana dobry znajomy Włoch Andrea Anastasi. Zdobył z Hiszpanami mistrzostwo Europy i poprosił o rozwiązanie kontraktu, bo chce pracować dla reprezentacji swojego kraju. Nikt się na niego nie obraził, wszystko odbyło się w kulturalnej atmosferze. Czy tak nie lepiej?

10:53, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 października 2007

Puchar Świata w rugby wkroczył w decydującą fazę. Razem z dwoma kolegami wyrzuciłem już z tej imprezy wielkich All Blacks z Nowej Zelandii, Australijczyków, Szkotów, Walijczyków, Irlandczyków, nie wspominając o egzotycznych rugbistach z Tonga, Samoa i Fidżi.
Wyrzuciliśmy komentując mecze w Polsacie Sport. Na początku staraliśmy się być powściągliwi w emocjach, by nie zakrzyczeć transmisji. No ale już później się nie dało. W sobotę, kiedy Nowa Zelandia przegrywała z Francją, a Australia z Anglią, w naszej dziupli (pomieszczenie, z którego komentuje się spotkania) przekroczona została bariera dźwięku.
Kto to się tak drze? - zapytał mnie jeden z czytelników, więc teraz wyczerpująco odpowiadam:
Razem ze mną podczas meczu Pucharu Świata drą się:
Mariusz Liedel
Rocznik 1973. Zawodowo pracuje jako przedstawiciel handlowy, a także jako aktor. Wystąpił w filmach: „Dług", „Sezon na leszcza", „Gulczas, a jak myślisz". Nie grał - rzecz jasna - przedszkolanki, tylko m.in. „Paco", człowieka „Karkówy", czy bandytę, który w „Długu" wystawił na okno malutkie dziecko i trzymał je za nóżkę. Ostatnia z ról, w serialu TVN „Sędzia Maria Wesołowska", odbiła się na jego reputacji. Jako człowiek o nazwisku Miazga, był oskarżony o gwałt na nastolatce. Kiedy pojechał do rodzinnej miejscowości, sąsiedzi wytykali go palcami, myśląc, że zgwałcił naprawdę.
Ale Liedel to także rugbista i kiedy gra, wygląda tak:

Mariusz Liedel z piłką

Krzysztof Serafin
Rocznik 1974. Wędkarz. W wolnych chwilach oczywiście, kiedy nie gra w rugby i nie pracuje w Irlandii. Latem wrócił do kraju i zajął się komentowaniem. No i aktorem też był. W reklamówce Warki, dźwigając wielki most uratował kolegów przed śmiercią.
Kiedy Serafin gra w rugby, wygląda tak:

Krzysztof Serafin w czarnej koszulce

 

15:41, iwanczyk_gw_sport.pl , O rugby
Link Dodaj komentarz »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco