Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
piątek, 25 września 2009

Razem z Wojtkiem Drzyzgą, ekspertem Polsatu Sport, oraz Gustawem Bednarskim, autorem programu Clip w Polsacie Sport oraz - jak mówi o sobie - mistrzem Europy w skokach do wody z wieży, wytypowaliśmy wyniki pierwszej kolejki fazy grupowej mistrzostw Europy. Oto nasze propozycje, w komentarzach wpisujcie swoje.

Turcja - Francja

Wojciech Drzyzga 3:0, Gustaw Bednarski 3:1, Przemysław Iwańczyk 3:1

Azerbejdżan - Serbia

Wojciech Drzyzga 1:3, Gustaw Bednarski 0:3, Przemysław Iwańczyk 0:3

Holandia - Chorwacja

Wojciech Drzyzga 3:1, Gustaw Bednarski 3:0, Przemysław Iwańczyk 3:0

Włochy - Niemcy

Wojciech Drzyzga 3:0, Gustaw Bednarski 3:1, Przemysław Iwańczyk 3:0

Belgia - Białoruś

Wojciech Drzyzga 3:2, Gustaw Bednarski 1:3, Przemysław Iwańczyk 2:3

Słowacja - Czechy

Wojciech Drzyzga 1:3, Gustaw Bednarski 1:3, Przemysław Iwańczyk 0:3

Hiszpania - Polska

Wojciech Drzyzga 0:3, Gustaw Bednarski 1:3, Przemysław Iwańczyk 1:3

Bułgaria - Rosja

Wojciech Drzyzga 1:3, Gustaw Bednarski 0:3, Przemysław Iwańczyk 0:3

3 pkt - za dokładnie trafiony wynik

1 pkt - za trafionego zwycięzcę

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:57, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »

W Bydgoszczy, Katowicach, Łodzi i Wrocławiu rozpoczynają się dziś mistrzostwa Europy siatkarek. Polki znów mogą stać się Złotkami, pod warunkiem że nie dadzą sobie wmówić, jak bardzo są osłabione i narażone na presję kibiców.

W pierwszej rundzie na nasze siatkarki czeka Hiszpania, Chorwacja i Holandia, w drugiej - na pewno Rosja oraz Bułgaria, Belgia lub Białoruś. Wśród nich tak naprawdę liczą się tylko Holenderki i Rosjanki. Wystarczy wygrać z jedną z tych drużyn (o porażkach z pozostałymi nikt ze zdrowym rozsądkiem nie wspomni), by zapewnić sobie półfinał.

- A później wszystko może się zdarzyć. Ten zespół stać na medal, może nawet na mistrzostwo - mówi Andrzej Niemczyk, trener, dzięki któremu polskie siatkarki stawały się Złotkami dwukrotnie - w 2003 i 2005 roku. - Chłopakom się udało, choć nie byli w łatwej sytuacji, dziewczyny też na to stać. Możemy stać się potęgą na lata.

Siatkarki jak ognia unikają porównań do złotej ekipy Daniela Castellaniego. Ale ich nie unikną, bo również popadły w kadrowe tarapaty i również mają dość łatwą drogę do czołowej czwórki - przed półfinałami nie spotkają się z wysoko notowanymi Włoszkami, Serbkami, Niemkami i Turczynkami.

W polskiej lidze męskiej - uznawanej za trzecią najmocniejszą na świecie - Castellani znalazł zastępstwo dla Wlazłego, Winiarskiego czy Świderskiego. Ale nasza kobieca siatkówka to ewenement. Od blisko dekady trenerom udaje się zebrać reprezentacje aspirujące do medali, choć przyzwoitość sportowa i finansowa w lidze kończy się na dwóch klubach z Bielska-Białej i Muszyny. Dlatego perełek trzeba szukać wszędzie - i np. Agatę Mróz trener Niemczyk wyciągnął z prowincjonalnego Ostrowca.

Jak będzie teraz? Jeszcze przed pierwszą fazą przygotowań wiadomo było, że nie można liczyć na największą gwiazdę ostatnich lat Małgorzatę Glinkę ani na Marię Liktoras (obie zdecydowały się urodzić dziecko). Później kadrę zaczęły dziesiątkować kontuzje, które wyeliminowały m.in. Katarzynę Skowrońską oraz Katarzynę Skorupę. Wstrząsnął nią także niewyjaśniony do dziś przypadek Doroty Świeniewicz, która rezygnację z reprezentacji tłumaczyła chamstwem siatkarskich internautów.

Osłabiona drużyna przebrnęła przez eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw świata, a później miewała udane sparingi nawet przeciwko najsilniejszym rywalom. Nikt nie potrafi jednak odgadnąć, czy zespół ten będzie miał tyle zacięcia i determinacji, ile miały ekipy Niemczyka. Na pewno nie chce tego zrobić trener Jerzy Matlak, któremu optymistyczne prognozy nie chcą przejść przez gardło, tak jak z głowy nie chce mu wyparować poczucie krzywdy po utracie kilku czołowych zawodniczek.

Siatkarki nie chcą porównywania ich do siatkarzy, a selekcjoner nie lubi porównań do poprzedników - Marco Bonitty i Niemczyka. Zwłaszcza tego drugiego, który dwoma złotymi medalami wylał fundament pod kolejne sukcesy - jak na razie nieosiągalne. Dla Matlaka - wynajdującego tysiące powodów, dla których Polki nie są faworytkami - medal jest obowiązkiem wyznaczonym mu i przez kibiców, i przez władze PZPS. To pod tym warunkiem dostał od związku kadrę, niepowodzenie na Euro oznacza automatyczną dymisję.

Ale Matlak to nie Niemczyk. On nie zapowie głośno, że z Holenderkami wygra w trzech setach, a Rosjanki będą po meczu beczeć jak dzieci. Choć warsztatowo obaj są z tych samych szkół, to jednak trudno zestawić ich styl zarządzania ludźmi.

Pierwszy dawał zawodniczkom nieograniczoną swobodę. Czasem aż do przesady, pozwalając, by razem z kadrą czas spędzali ich najbliżsi. Dochodziło do tego, że to siatkarki wyganiały Niemczyka z hotelowego baru, bo jutro czekał je kolejny krok po złoto.

U Matlaka rządzi tylko Matlak. Trzyma zespół twardo, do tego stopnia, że Polki - w obawie przed sponsorami, rodzinami i dziennikarzami - jako jedyne nie mieszkają w centrum Łodzi, lecz zostały skoszarowane w podmiejskim lesie, do którego zaglądają co najwyżej okoliczne lisy i sarny.

Dziś Polki zmierzą się jednak nie tylko z teoretycznie najsłabszą w grupie Hiszpanią, ale i oczekiwaniami 14 tysięcy kibiców, którzy wykupili wszystkie bilety na mecz w łódzkiej Arenie. Trener jeszcze nie wie, jak jego drużyna poradzi sobie z presją, ale siatkarki starają się nie dać sobie wmówić ani tego, że są osłabione, ani tego, że oczekiwania Polaków mogę je przytłoczyć.

- Zagramy na najwyższym poziomie, powinna być czwórka - zapowiada libero Mariola Zenik.

- Strach? Ja się nie boję, czujemy się podekscytowane - dodaje Joanna Kaczor.

Z takim nastawieniem ta kadra jest w stanie sięgnąć nawet po złoto.

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:06, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 września 2009

- Poproszę, przyślij mi to na piśmie - zarechotał Stefan Majewski. - Muszę to mieć, zbieram takie pytania.

Niniejszym wysyłam. Zadzwoniłem w poniedziałek do nowego selekcjonera kadry piłkarzy i zapytałem, czy jego żoną jest... córka Antoniego Piechniczka. Zapytałem nie bez powodu, bo zastanawia się nad tym od jakiegoś czasu część futbolowej Polski. Jeszcze nikt o tym nie pisał, ale już mówią, że niby Piechniczek faworyzuje Majewskiego-zięcia, etc.

Majewski odpowiedział, a właściwie dusił się ze śmiechu. - Moja żona? Przecież ona z domu nie Piechniczek, a Ziółkowska. Jola Ziółkowska...

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

09:15, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 września 2009

Kilka dni temu pisałem na blogu o sportowych śniadaniach u premiera Donalda Tuska. „Ciekawe kto i według jakich kryteriów układa listę sportowych gości premiera. Czy pierwszeństwo mają ci, których nazwiska i sukcesy „grzeją” Polaków najbardziej, czy może ci, z którymi spotkanie ściągnie najwięcej telewizyjnych kamer i można zrobić sobie przy nich świetny PR” - zastanawiałem się, kiedy szef rządu gościł złotych siatkarzy.

Przytoczyłem również historię kolarzy górskich, którzy - mimo licznych sukcesów, z olimpijskim srebrem włącznie - takiego zaproszenia się nie doczekali.

W poniedziałek Andrzej Piątek, trener polskich kolarzy, poinformował, że razem z Mają Włoszczowską (wicemistrzynią Europy w maratonie z niedzieli) i Olą Dawidowicz (zdobywczynią wszystkiego w tym roku) wybierają się do Donalda Tuska 29 września. Szef rządu jednak zadzwonił.

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

14:47, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 września 2009

I to od kilku dni. - Jak czytałeś już pewnie, nie tylko jeżdżę, ale i wybieram się na maraton w Estonii. Tam jest mała szansa, że zaliczę jakiś upadek, więc czemu nie spróbować - powiedziała mi w czwartek wicemistrzyni olimpijska, która trzy tygodnie temu w Canberze uległa poważnemu wypadkowi.

W głosie sama radość, ze zdrowiem wszystko ok, nie wiem, skąd Maja ma w sobie tyle samozaparcia.

Jej koleżanka z grupy CCC Polkowice Aleksandra Dawidowicz pojedzie w sobotę w austrackim Schladming w ostatniej eliminacji Pucharu Świata. Jeśli zajmie miejsce punktowane, skończy sezon na pierwszym miejscu utrzymując koszulkę liderki PŚ. A ponieważ ma już na koncie i mistrzostwo Europy, i mistrzostwo świata, ma szansę stać się pierwszym w historii polskim kolarzem (kolarką na pewno), która w jedynym roku sięgnęła po wszystkie trzy triumfy.

Dla Oli to ostatni sezon w kategorii do 23 lat, w następnym pojedzie w elicie. Z tej okazji grupa CCC urządziła jej profesjonalną sesję zdjęciową. Oto fotografie, jakie dotarły do mnie z Austrii.

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:02, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
środa, 16 września 2009

Ponieważ od czasu do czasu sam siadam przed mikrofonem, nigdy nie podejmowałem na blogu wątku telewizyjnych komentatorów sportowych. Niniejszym czynię wyjątek, bo uważam, że warto wspomnieć o najbardziej niedocenianym sprawozdawcy.

Nie dlatego, że jestem związany z Polsatem, nie dlatego, że gość ów jest moim kolegą, po prostu - oglądam Ligę Mistrzów z przyjemnością z komentatorem w tle, który nie przeszkadza, nie irytuje, nie jest pretensjonalny, mówi po polski, a do tego wie, o czym mówi. I jest to opinia nie tylko moja, ale i znajomego, z którym właśnie siedzę, a który zawodowo para(ł) się futbolem przez kilka ładnych lat. Nawet serwis zczuba nie poświęcił komentatorowi meczu Inter - Barca nawet linijki, a przecież komentatorzy to lejtmotyw wszystkich relacji, w których dostaje im się po uszach co rusz.

Właściwie o Przemku Pełce, który nie wiedzieć czemu nie łapie się do żadnych komentatorskich rankingów, chciałem tu wspomnieć już podczas hokejowych mistrzostw, Euro 2008, czy wcześniej mundialu 2006. Osobiście mu tego nie mówiłem, bo a nuż uzna, że wazelinuję, albo że czegoś od niego chcę. A że niczego nie chcę, mogę napisać, że Pełka to dla mnie Liga Mistrzów.

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

22:39, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (10) »

Zresztą jaki tam z Piechniczka, Engela czy Laty diabeł. Ot, polska myśl szkoleniowa, w błysk której Franciszek Smuda, kandydat nr 1 na stanowisko po Leo Beenhakkerze, niespodziewanie uwierzył.

Jeśli selekcjoner z Polski, to tylko Smuda. Jakiekolwiek inne rozwiązanie - tymczasowe lub na dłużej - jest moim zdaniem złe i niesprawiedliwe. Bo Smuda na swoją szansę w kadrze zapracował, czekał na nią latami, a patrząc na jego sukcesy (w skali Polski, w skali mikro) ma największy mandat, by o to stanowisko się ubiegać.

Ale nie o tym chciałem. Rozmawiałem z trenerem Smudą kilka dni temu. I jak to on: „U mnie piłkarze będą zapieprzać”, „Reprezentant Polski musi wypruć sobie żyły”, etc. Aż w końcu wkroczyliśmy na dość grząski grunt - Grzegorz Lato i jego ferajna.

Prowadzi pan już rozmowy z PZPN? - zapytałem.

Smuda na to: - Zostawmy to. Grzesiu Lato zna się na piłce...

Już chciałem spytać, czy Smuda aby nie dogryza w tym momencie szefowi PZPN, ale trener szedł dalej: - Nie ma w tej chwili ludzi w związku, którzy na futbolu by się nie znali! Muszę to powiedzieć: Leo nie dopuszczał ich do głosu i to było złe. On jest doświadczonym trenerem, ale tak samo Piechniczek czy Engel przeżyli w futbolu niejedno, mieli sukcesy. Ci ludzie mogą być pomocni. Trzeba ich akceptować i mieć z nimi jak największy kontakt.

Zdębiałem. Smuda, taki bezkompromisowy, co to nikomu w robotę wtrącić się nie pozwoli? On, trener z zachodnimi szkołami w CV, tak o polskiej myśli szkoleniowej?

Pojąłem szybko, że Smuda to przecież szczwany lis. Niby duszę diabłu zaprzedaje, punkty w walce o stołek taką wypowiedzią łapie, ale kiedy będzie trzeba jak Twardowski wykuka i samego biesa.

Zresztą przeczytajcie i oceńcie sami.

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

17:01, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »

On też wracał z mistrzostw Europy. Wtedy jeszcze bez medalu, ale miał po niego sięgnąć na następnych - w Moskwie, bądź teraz w Turcji. Dziś mijają cztery lata od śmierci Arkadiusza Gołasia.

Właściwie trudno cokolwiek mądrego w takim dniu napisać - zresztą podobnie było zaraz po wypadku, do którego doszło w piątkowy poranek 16 września na autostradzie w Austrii. Załączam więc wspomnienie Krzysztofa Ignaczaka, który opowiedział mi kiedyś o swoim przyjacielu.

„Przez te wszystkie lata pokłóciliśmy się dwa razy. W obu przypadkach cisza trwała 20 minut. Później jak na komendę podnosiliśmy się z łóżek, ubieraliśmy i wychodziliśmy na kolację. Obaj wiedzieliśmy, o co chodzi. Słowa były niepotrzebne.

Poznaliśmy się w Rzeszowie. Pojechałem tam jako reprezentant Polski juniorów, on - uczeń Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Nawet nie przypuszczałem, że nasze drogi ponownie zejdą się w AZS Częstochowa. Wchodził do naszego zespołu z charakterystyczną dla niego nieśmiałością. Miał się od kogo uczyć, bo byli u nas tacy gracze jak Siergiej Orlenko czy Dawid Murek. W klubie była jednak taka atmosfera, że od razu przyjęliśmy go jak swojego. No i się zaczęło. Na zgrupowaniach w pokoju, na zabawach w dyskotece, na piwie, praktycznie non stop razem. Niepostrzeżenie Arek stał się członkiem mojej rodziny. Nawet kiedy zacząłem grać w Bełchatowie, mieszkałem ciągle w Częstochowie. I tam gościliśmy się niemal codziennie - on u mnie na obiedzie, ja u niego. Poznałem też jego rodziców i dziś mogę powiedzieć, że mogą być dumni, że wychowali takiego syna. Człowieka, któremu nigdy nie przewróciło się w głowie. Potrafił pochylić się nad innymi.

Wielką rolę w jego życiu odegrała Agnieszka. Od momentu, kiedy się poznali, była dla niego oparciem, pomagała podnosić się w najgorszych chwilach. Arek potrafił mówić o niej bez przerwy. Byli idealnie dobraną parą. Cieszyliśmy się z żoną, że tak się dobrali.

Połączyły nas z Arkiem także wspólne pasje - komputery i fotografia. Był w tym niedościgniony wśród kolegów z klubu i reprezentacji. Ostatnio nawet żartował, że jak przestanie grać, to zostanie albo hakerem, albo fotoreporterem. Komputer wciągnął nas na tyle, że potrafiliśmy siedzieć przed nim godzinami. Zamawialiśmy pizzę, ewentualnie Arek robił kanapki z serem i baleronem, i bez przerwy graliśmy w "Heroes Of Might And Magic III".

Nie opuszczaliśmy także nowości kinowych. Jak nie było czegoś ciekawego w Częstochowie, to wsiadaliśmy w samochód i jechaliśmy do Zabrza albo jeszcze dalej. Kiedy brakowało czasu, zostawało nam DVD. Dzień przed jego śmiercią też oglądaliśmy film. Ubawiliśmy się do łez, bo to była komedia.

Arkowi, bardzo skromnemu chłopakowi, trudno było się przestawić, odnaleźć w świecie popularności. Gdziekolwiek się ruszyliśmy, dziewczyny wzdychały na jego widok. Kiedyś szliśmy ulicą, spotykają nas kibice i proszą o zdjęcie. Ponieważ grałem od Arka trochę dłużej, myślałem, że to do mnie. Odparłem, że nie ma sprawy, i istotnie, chodziło o mnie - tyle że ja miałem fotografować, a nie pozować.

"Goły", choć był nieśmiały, miał idealny kontakt z dziećmi. Czy to z moim Sebastianem, czy też z córkami Grześka Szymańskiego i Krzyśka Gierczyńskiego. Nasze rodziny spędzały ze sobą mnóstwo czasu. Arek i żona Agnieszka byli z nami nawet w chwili, kiedy moja żona robiła test ciążowy.

Ostatnie nasze zgrupowanie to Spała. Tam Arek dostał od Raula Lozano pseudonim "Bestia". Choć był wielkim łasuchem, potrafił zjeść dwie tabliczki czekolady od razu, nigdy nie przytył. W ogóle był wzorem, jeśli chodzi o profesjonalne podejście do sportu. Przedkładał naukę nad pieniądze. W kraju mógł dostać o wiele większy kontrakt, a mimo to pojechał do Włoch, by się rozwijać. Czwartek wieczorem wyruszył na prezentację w nowym klubie Lube Banca Maccerata. Niestety, była to jego ostatnia podróż”...

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

08:32, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (7) »
wtorek, 15 września 2009

Jako że siatkarskie śniadanie z premierem zdominowało niemal wszystkie serwisy informacyjne, i ja słów kilka o tym wydarzeniu. Impreza się ponoć udała - śniadanie było smaczne, humory dopisywały, a Donald Tusk dostał na pamiątkę od trenera Castellaniego złoty medal z Izmiru. Zresztą wszystkie poranne spotkania u szefa rządu toczą się z wielkim rozmachem, a sportowi goście są naprawdę znamienici - 2 czerwca ubiegłego roku szef rządu podjął piłkarzy jadących na pierwsze w historii Euro. Pod koniec sierpnia czas premierowi przy kawie i ciastkach umilali lekkoatletyczni herosi. No i we wtorek siatkarze.

Chwil kilka po imprezie, do mediów przesłano komunikat. Komunikat o kolejnym śniadaniu, tym razem z medalistami mistrzostw świata w wioślarstwie. Dla wioślarzy informacja to dobra, bo okazało się, że nawet trzy tygodnie temu po ich imprezie ktoś o nich jeszcze pamiętał. Ale mają pecha - dla nich premier czasu już nie znalazł, muszą zadowolić się towarzystwem jedynie ministra sportu.

Ciekawe kto i według jakich kryteriów układa listę sportowych gości premiera. Czy pierwszeństwo mają ci, których nazwiska i sukcesy „grzeją” Polaków najbardziej, czy może ci, z którymi spotkanie ściągnie najwięcej telewizyjnych kamer i można zrobić sobie przy nich świetny PR.

Podczas ostatniej podróży do Canberry na mistrzostwa świata w kolarstwie górskim zagadnąłem trenera kadry Andrzeja Piątka, czy jego multimedalistów w tym wicemistrzynię olimpijską Maję Włoszczowską spotkał kiedyś zaszczyt śniadania z premierem. Piątek wzbraniał się przed tym pytaniem, nie chciał, by odebrano to, że wprasza się na spotkanie, ale w końcu odpowiedział: - Zdobyliśmy w sumie 27 medali, ten z igrzysk też, ale jak dotąd cisza.

Cisza, nawet SMS-a czy depeszy, była także po mistrzostwie świata Aleksandry Dawidowicz.

Skoro o politykach i sportowcach mowa, ci pierwsi bardzo chętnie wskakują w szaty mistrzów. Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera, zrobił to jeszcze przed dekoracją siatkarskich mistrzów Europy, wpisując na twitterze: „bravo siatkarze! jesteśmy z Was dumni! wystarczyło uporządkować PZPS i już jedzie. Może kiedyś PZPN”...

Tak, tak, mistrzostwo Europy to rzeczywiście zasługa polityków i działaczy. Tyle że, jak napisał dziś w „Fakcie” Jerzy Wenderlich, obecny rząd wszystkich zasług na swoje piersi nie weźmie, bo przecież złoto na olimpiadzie w Montrealu było za Gierka, a wicemistrzostwo z Japonii za Kaczyńskiego.

To tyle o sportowcach i politykach. Tzn. o politykach, którzy wykorzystają każdą okazję, by pod sportowców się podpiąć.

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

16:53, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (10) »

Nie mogło być normalnie, jak w cywilizowanym świecie - triumf, feta, spotkanie z kibicami, głowami państwa. W Polsce jak zwykle, nawet sportowy sukces jest pretekstem do politycznej hucpy. Takiej, jaką urządzili w poniedziałek... No właśnie - kto?

Kimkolwiek by prezydent RP nie był, nawet jeśli jest to Lech Kaczyński - skoro wysyła złotej drużynie zaproszenie, a w dodatku chce ją uhonorować medalami, to takie zaproszenie należy przyjąć. Siatkarze, a właściwie ich zwierzchnicy, go nie przyjęli. Piotr Gruszka w „Kropce nad i” u Moniki Olejnik: - Zdecydowali o tym nasi przełożeni, menedżerowie... Paweł Zagumny w programie „Teraz my”: - To działacze zawalili, nie my...

Obawiałem się, że prędzej czy później w rolę bohaterów z Izmiru wcielą się nie ci, którzy powinni - a więc działacze i politycy. Bo jak wytłumaczyć, że o odwołaniu wizyty u prezydenta informuje... minister sportu Mirosław Drzewiecki, który wspólnie z premierem gościł siatkarzy na śniadaniu następnego dnia. Jak wytłumaczyć wieczorny, dość dwuznaczny komunikat PAP: „Dwie godziny przed planowanym spotkaniem prezydenta z siatkarzami rzecznik prasowy PZPS Kamil Fedorowicz poinformował PAP, że siatkarze nie będą w stanie w poniedziałek dotrzeć do Pałacu Prezydenckiego”... Jak wytłumaczyć telewizyjne wystąpienie szefa PZPS Mirosława Przedpełskiego, który z rozbrajającą szczerością wypalił: „Byliśmy w takim stanie, brudni, może lepiej inny termin... Straciłem kontrolę nad tym, co się dzieje”...

Radosław Sobiech, socjolog z UW, w TVN 24 ujął to w dyplomatyczne ramy: „Nie wyobrażam sobie, żeby inna grupa zawodowa odmówiła prezydentowi”. Będę dosadniejszy - mogło być wyjątkowo, wyszło jak zawsze. Wstyd. Lub - jak to powiedział Tomek Kin z Radia Roxy FM - po prostu wiocha...

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

08:41, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (29) »
 
1 , 2



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco