Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
wtorek, 30 września 2008

Były selekcjoner reprezentacji siatkarzy Raul Lozano przysłał oświadczenie, w którym odnosi się do ostatnich publikacji na jego temat: Wywiad z Lozano i odpowiedź Wlazłego.

Oswiadczenie wklejam poniżej, uznając, że to niezwykle istotne w kontekście wpisów - moich i moich kolegów - pojawiających się na moim blogu.

„W odniesieniu do artykułu, który ukazał się w Internecie na portalu Interia.pl, i do nawiązujących do niego późniejszych artykułów, które ukazały się w polskiej prasie, Raul Lozano złożył oświadczenie, które publikujemy poniżej.

W ostatnich dniach przed moim wyjazdem do Argentyny udzieliłem wielu wywiadów przeróżnym dziennikarzom. Zdając sobie sprawę z faktu, że mój włoski jest daleki od doskonałości i nie potrafię w tym języku wyrażać się tak precyzyjnie jak po hiszpańsku, aby uniknąć nieporozumień, mam zwyczaj prosić o przesłanie tekstu do autoryzacji, aby upewnić się, że zostałem właściwie zrozumiany. Niestety, tuż przed wyjazdem udzielałem tak wielu wywiadów (w ostatni weekend aż trzech), że tym razem zabrakło mi na to czasu. Ufam dziennikarzom i wierzę w ich dobre chęci, ale tym razem, w artykule na portalu Interia.pl, nie przedstawili w sposób dokładny tego co powiedziałem. Dowodem na prawdziwość moich słów jest to, że pewne zawarte w artykule stwierdzenia zaprzeczają moim słowom we wszystkich pozostałych wywiadach, których udzieliłem przed wyjazdem i w których żegnałem się z Polską i wyrażałem swoje podziękowania dla polskiej publiczności, a w szczególności dla zawodników.

W żadnym momencie, chciałbym to podkreślić z całą mocą, nie użyłem stwierdzenia, że zawodnicy woleli wyjechać na wakacje niż zagrać kolejny mecz dla reprezentacji.

W ostatnim okresie mojej pracy z polską reprezentacją wielu zawodników grało z różnymi dolegliwościami, na środkach przeciwbólowych, aby dać z siebie wszystko podczas meczu. Dlaczego to robili? Otóż dlatego, że wszyscy chcieliśmy zrobić co tylko w naszej mocy, aby zdobyć w Pekinie medal. Problemy zdrowotne niektórych polskich graczy są jak najbardziej prawdziwe i bardzo konkretne.

Dlatego chciałbym jeszcze raz wyjaśnić: nigdy nie twierdziłem, że zawodnicy pojechali sobie na wakacje. Owszem, powiedziałem, że z powodu nękających ich kontuzji (PRAWDZIWYCH, nie wydumanych!) zrobili sobie odpoczynek aby poddać się koniecznym dla ich zdrowia zabiegom - a to oczywiście miało znaczący wpływ na poziom i wynik naszego meczu z Belgią. Nigdy nie bagatelizowałem ich kontuzji ani nie sugerowałem, że są zmyślone!

Moi zawodnicy jak zawsze dali z siebie wszystko i zrobili co mogli aby wygrać każdy kolejny mecz, nawet kosztem własnego zdrowia, na środkach przeciwzapalnych i przeciwbólowych. Wszystkich członków naszej drużyny zabolała i zdeprymowała porażka z Włochami, która wyeliminowała nas z Igrzysk. Zawsze po takich ważnych zawodach organizm odreagowuje włożony w nie wysiłek - wówczas pojawia się ból i kontuzje.

W wielu wywiadach dla prasy i telewizji starałem się podziękować moim zawodnikom za wysiłek jaki włożyli w każdy mecz rozegrany pod moją wodzą. Nigdy przez cztery lata nie występowałem przeciwko zawodnikom i tym bardziej nie zamierzam tego robić teraz, gdy odchodzę: nie leży to w mojej naturze.

Nie wypowiadałem się również w żadnym wypadku negatywnie o Waldemarze Wspaniałym, ani personalnie o żadnym innym działaczu Polskiego Związku Siatkówki. Wyraziłem swoją opinię na temat sposobu, w jaki mnie pożegnano i tyle, nigdy natomiast nie twierdziłem (i nie myślałem), że Pan Wspaniały ma trzy oblicza...

Jeśli chodzi o wypowiedź Mariusza Wlazłego, składam ją na karb młodzieńczego charakteru i rozumiem doskonale, że mógł poczuć się urażony moim rzekomym stwierdzeniem, że jego kontuzja była zmyślona i że pojechał sobie na wakacje. Jestem przekonany, że oburzenie Mariusza wynika z faktu, iż uznał, że powiedziałem coś, czego tak naprawdę nigdy nie mówiłem. Po Olimpiadzie udzieliłem co najmniej sześciu wywiadów (we wszystkich poruszano podobne tematy) i nigdy nikt nie zinterpretował moich słów w ten sposób... Zawsze dziękowałem zawodnikom i wyrażałem podziw dla ich postawy - i zawsze będę to powtarzał. Mariusz zagrał w Pekinie kilka spotkań ze złamanym palcem i dał z siebie wszystko, za co bardzo go cenię. Rozumiem, że mógł poczuć się urażony, bo przecież nie wiedział, że cytowane „moje słowa" nie są prawdziwe.

Jeśli chodzi o kwestię, że „Skrze Bełchatów powinno się zabronić kupowania młodych zawodników"... Cóż, uważam, że w interesie polskiej reprezentacji jest aby młodzi i dobrze rokujący zawodnicy nie siedzieli na ławce rezerwowych - trzeba przecież myśleć już o Mundialu w 2010 roku. Młodzi powinni grać i rozwijać się, dla dobra reprezentacji i z myślą o przyszłości.

Stworzyłem dla PZPS specjalny program rozwoju polskiej siatkówki na lata 2005-2008, w którym wyraźnie zaznaczyłem, że należy dążyć do tego, aby podnieść poziom polskiej ligi i sprawić, by była jak najbardziej zrównoważona. Jako przykład podałem amerykańską ligę koszykarską NBA, gdzie stosuje się zasadę draftu aby zrównoważyć poziom poszczególnych klubów. Podobny system działa w siatkarskiej lidze brazylijskiej.

Twierdziłem i twierdzę nadal, że jeśli jedna drużyna ligowa ma w swoim składzie tylu doskonałych zawodników, nie jest to dobre dla równowagi w lidze. Osłabienie rywalizacji ligowej nie leży ani w interesie klubów, ani sponsorów, ani telewizji, ani reprezentacji, ani kibiców! I mówiąc to, miałem na myśli nie tylko Bełchatów, lecz KAŻDY z klubów! Nie ważne czy klub nazywa się Sisley Treviso, czy Milan (a to przecież siatkarskie potęgi pod względem ekonomicznym) - takie postawienie sprawy niszczy ligę i szkodzi rozwojowi siatkówki.

Mam nadzieję, że moje wyjaśnienie sprawy będzie równie chętnie cytowane przez media co poprzednie, nieprawdziwe i nie mające miejsca oświadczenia”.

Raul Lozano

20:45, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
czwartek, 25 września 2008

Rozmawiałem dziś z Rafałem Stecem - nawet na wakacjach w USA dotarły do niego kulisy przepychanek Lozano kontra reszta świata - i zastanawialiśmy się, co na to wszystko powiedziałby Zdzisław Ambroziak. Nie sztuką jest przewidzieć, że w charakterystyczny dla siebie sposób (gdzieś podświadomie słyszeliśmy Jego tubalny głos - posłuchajcie koniecznie!!!) ustawiłby ich wszystkich - od Lozano po Wlazłego - do pionu.

A może i dobrze, że nie musi babrać się w tych wojenkach...

Popołudniem wspomnienie o swoim ojcu, w przededniu III Memoriału Ambroziaka, który rozegrany zostanie na Ursynowie, przysłała mi Jego córka - Ewa. Oto i ono:

Sport to coś więcej niż zarobek

„Człowiek, kiedy  ostro pobiega i bardzo się zmęczy, łatwiej chwyta proporcje ważności spraw. Słowo olimpijczyka" -  Zdzisław Ambroziak, sportowiec i felietonista, człowiek o niezapomnianym głosie. Urodził się 1 stycznia 1944 roku w Warszawie. Ukończył studia w warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego w 1972 roku z tytułem, jak sam mawiał: „magistra od fikołków". Był nie tylko dziennikarzem i komentatorem sportowym, ale przede wszystkim zawodowym siatkarzem.

Swoją przygodę z siatkówką rozpoczął już w  liceum ogólnokształcącym im. Bolesława Prusa, jednak Jego kariera sportowa rozpoczęła się na studiach w warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Grał w warszawskich klubach Orzeł, Spójnia, AZS oraz Skra. W latach 1963-72 rozegrał 220 spotkań w reprezentacji Polski. W roku 1967 wywalczył brązowy medal na mistrzostwach Europy w Stambule. Był to historyczny, pierwszy medal dla polskiej męskiej siatkówki. Grał podczas igrzysk olimpijskich w Meksyku w 1968 roku oraz cztery lata później na igrzyskach w Monachium. Uczestniczył także w finałach mistrzostw świata w 1970 roku w Sofii, gdzie jego drużyna zajęła piąte miejsce. W latach 1973-84 związany był z piłką siatkową we Włoszech początkowo w roli trenera, później jako zawodnik. Grał przez cztery lata w Petrarca Padwa, dwa lata Gonzaga Mediolan i jeden sezon w Di. Po. Vimercate. Włoscy dziennikarze pisali o Nim, że „(...) jest gigantem i mistrzem ścinania". Jako dziennikarz zadebiutował w 1969 roku w nieistniejącej już gazecie „Sportowiec", w której pracował do 1990 roku. W latach 1991-93 pisał dla „Nowej Europy", której redaktorem naczelnym był Krzysztof Teodor Toeplitz. Przez ponad 20 lat współpracował z Tygodnikiem „Polityka". Ostatnie 11 lat związał z redakcją „Gazety Wyborczej", w której publikował cotygodniowe felietony „Od ściany do ściany". Obok siatkówki drugą Jego pasją był tenis. Była to dyscyplina sportu, którą uprawiał amatorsko. To jednak z tą dyscypliną sportu związany był Jego pierwszy telewizyjny komentarz dla TVP w 1986 roku. Później przez wiele lat komentował zarówno tenis, jak i siatkówkę, współpracując z telewizją Canal+, Eurosport, sporadycznie z telewizją Polsat. Kibice okrzyknęli Zdzisława Ambroziaka magikiem mikrofonu. To On na antenie powiedział, że: „Błądzić jest rzeczą ludzką, ale na Boga nie teraz" i że „Szczęście siedzi okrakiem na siatce".  Który kibic nie pamięta Jego okrzyku „Fenomenalnie", czy też „Ka-ta-stro-fa"? Miał powiedzenia, które na długo pozostaną w pamięci wielu Jego słuchaczy: „Nie są ważne warunki techniczne, nie są ważne warunki pracy, ważne jest, żeby Polacy ten mecz wygrali". Dzięki jego felietonom i komentarzom wielu uwierzyło, że sport to coś o wiele więcej niż sposób na zarobek. Zdzisław Ambroziak zmarł 23 stycznia 2004 roku.

Ewa Maria Ambroziak

20:33, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (24) »

Ciąg dalszy konfliktu Raul Lozano - Mariusz Wlazły. Tym razem głos na łamach Przeglądu Sportowego zabrał prezes PGE Skra Bełchatów, klubu Wlazłego, Konrad Piechocki.

(...) Rację ma nasz trener Daniel Castellani, który po przetłumaczeniu mu ostatnich słów Raula Lozano przed wyjazdem z Polski stwierdził, że jak ktoś cię opluwa, patrząc do góry, to nie warto z nim się kłócić, bo to jemu ślina spadnie prosto na czoło (...).

Bez komentarza.

PS. Do babel87, który wpisał się poniżej: Prosisz mnie o więcej obiektywizmu nawiązując do czego? Że przywołałem ten cytat z prezesa Piechockiego? Przywołałem go i nie opatrzyłem komentarzem nie dlatego, że wyjątkowo mi się spodobał, ale dlatego, że jest żałosny i kompromitujący ludzi, którzy go wypowiedzieli (szef klubu za trenerem).

10:28, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (15) »
środa, 24 września 2008

W związku ze zbliżającym się sezonem, zdecydowałem się otworzyć swój blog na wpisy ekspertów oraz dziennikarzy zajmujących się siatkówką. Chciałbym, żeby miejsce to stało się platformą, na której nie tylko ja będę przedstawiał swój punkt widzenia. Pierwszy napisał Jurek Mielewski. Oto jego pogląd na konflikt między Raulem Lozano a Mariuszem Wlazłym.

„W przededniu kolejnego memoriału Zdzisława Ambroziaka, który od piątku rozegrany zostanie na warszawskim Ursynowie, atmosfera wokół polskiej siatkówki znów nie jest najlepsza. Wypowiedziane przez tego wielkiego siatkarza i znakomitego felietonistę słowa „Było miło, zrobiło się średnio" stały dziś bardzo aktualne.

Czytając wypowiedzi Raula Lozano i pojawiające się riposty siatkarzy można odnieść wrażenie, że ostatnie cztery lata to czas kłamstwa i obłudy. Czas, który polska siatkówka najzwyczajniej straciła. Kiedy Argentyńczyk podpisywał kontrakt, obiecywał, że zostawi siatkówkę w zupełnie innym miejscu, że ta wkroczy w nowy wymiar. Czy tak ma owy wymiar wyglądać?

Fatalni działacze o trzech twarzach, nie rozumiejący siatkówki dziennikarze oraz wreszcie leniwi i pozbawieni ambicji siatkarze. Tak zinterpretowałem ostatnie wypowiedzi Lozano. Jakim prawem człowiek, który przez ostatnie dwa lata nie przyznał się do jakiegokolwiek błędu (nawet po porażkach z Estonią czy Czarnogórą), może zachowywać się w ten sposób? Nie rozumiem tego. Przecież ci domniemani „symulanci" wygrali Raulowi srebrny medal mistrzostw świata, walczyli o półfinał igrzysk w Pekinie.

Rozumiem za to rozgoryczenie Mariusza Wlazłego. Oczywiście kontakty z mediami nigdy nie były i już nie będą jego mocną stroną. Swoją złość powinien najpierw rozładować w bełchatowskim lesie, a następnie w sposób wyważony i przemyślany odpowiedzieć na zarzuty Argentyńczyka.

Zresztą czy to wszystko ma teraz jeszcze jakieś znacznie?”

14:47, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (7) »
wtorek, 23 września 2008

W środę w Gazecie Wyborczej ukaże się wywiad z Mariuszem Wlazłym (jego fragmenty tutaj), który odpowiada na zarzuty Raula Lozano wypowiedziane w rozmowie z Romanem Kołtoniem dla portalu Interia.pl. Co sądzę na temat słów Lozano, pisałem w niedzielę. Widzę jednak, że to dopiero niewinne błyskawice zwiastujące prawdziwą burzę nad reprezentacją.

Mam Wlazłego za jednego z najlepszych polskich siatkarzy. Oczekiwałem jednak, że jeśli chce być w przyszłości prawdziwą gwiazdą reprezentacji, powstrzyma się od wyciągania brudów. Nawet jeśli Raul Lozano gra nie fair.

Argentyńczyka zaś uważam za trenera, który zdobywając wicemistrzostwo świata, osiągnął najlepszy wynik dla Polski od 25 lat. Był trudnym we współpracy człowiekiem, byłem przeciwnikiem przedłużania z nim kontraktu, ale liczyłem, że będzie pierwszym selekcjonerem od niepamiętnych czasów, który nie opuści stanowiska w atmosferze skandalu. Myliłem się.

Z zażenowaniem oglądam pożegnanie Lozano z Polską. To, jak eksselekcjoner oskarża swoich czterech zawodników o symulanctwo, choć jeszcze niedawno stał za nimi murem, nie dając powiedzieć na nich złego słowa. To, jak Argentyńczyk wypowiada się o działaczach, choć jeszcze niedawno, kiedy liczył na przedłużenie kontraktu, milczał na ich temat jak zaklęty.

Dlatego rozumiem rozgoryczenie Wlazłego, który jak dla swojego klubu z Bełchatowa, tak i dla reprezentacji zostawił wiele zdrowia. Najlepszy polski atakujący i czterech jego kolegów - zakładając, że każdy z nich miał na tyle poważne kłopoty zdrowotne, by nie grać w barażach o mistrzostwa Europy - został potraktowany niesprawiedliwie i mógł poczuć się dotknięty.

Wlazły ma dość i jak sam mówi, chce odpowiedzieć na zarzuty. Posuwa się jednak o wiele dalej, wytaczając w stronę Lozano armaty, na które Argentyńczyk nie będzie w stanie odpowiedzieć, bo już z Polski wyjechał.

Dlaczego Wlazły nie zarzucił selekcjonerowi wprost, że liczą się dla niego tylko premie? Na jakiej podstawie twierdzi, że „po tym, co stało się w Polsce, trudno mu będzie znaleźć nowy klub czy reprezentację"?

Przypuszczam, że oskarżenia Lozano, a teraz riposta Wlazłego, to niejedyna cuchnąca bomba, jaka wybuchła. Niestety, spodziewam się kolejnych, bo do zabrania głosu szykują się inni zawodnicy (tu m.in. wywiad z Krzysztofem Gierczyńskim), co bez wątpienia podzieli ich na zagorzałych zwolenników i zajadłych przeciwników Lozano. Swoje trzy grosze nie omieszkają dołożyć także działacze. Wykorzystując wyborczą gorączkę przed październikowym zjazdem związku i nieobecność Argentyńczyka w Polsce, będą chcieli poprawić swoje notowania, a ich zarzuty na zawsze pozostaną bez odpowiedzi. Dlatego mam prośbę: Panowie, skończcie ten żałosny spektakl.

18:31, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (12) »

W Szwajcarii trwa właśnie posiedzenie władz FIVB w sprawie przyszłorocznej Ligi Światowej. Rywale Polaków to: Brazylia, Finlandia i Wenezuela.

Polska delegacja zastanawia się jeszcze, gdzie rozegrane zostaną spotkania i kto będzie gościł Brazylię. Zgłosiło się aż sześć miast. Oprócz stałych gospodarzy - Łodzi, Katowic, Bydgoszczy i Poznania - zgosiły się Gdańsk i Wrocław.

17:53, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 września 2008

Z wypiekami na twarzy przeczytałem wywiad Romana Kotonia z Raulem Lozano na portalu Interia.pl. Rozmowa odbyła się już po zakończeniu współpracy między Polskim Związkiem Piłki Siatkowej a argentyńskim selekcjonerem biało-czerwonych, co nie pozostaje bez znaczenia, jeśli chodzi o sens wypowiedzi Lozano.

W jednej z kwestii zgadzam się z Lozano. Np. kiedy mówi o przyszłości polskiej siatkówki i wskazuje na niebezpieczeństwo, że najzdolniejsi polscy siatkarze, którzy powinni być ostoją kadry na mundialu w 2014 roku, zamiast grać będą siedzieć na ławkach rezerwowych najbogatszych klubów.

Czytając resztę wypowiedzi Argentyńczyka otwierałem szeroko oczy, bo kilka dni temu, kiedy miał jeszcze szansę zostać w Polsce, lub zaraz po rozmowie z PZPS, mówił zupełnie co innego. Np. o kadrowiczach, którzy nie zagrali w barażach o Euro z Belgią. Lozano usprawiedliwiał ich wówczas kontuzjami, mówiąc, że urazy były zbyt poważne, by Winiarski, Zagumny, Ignaczak czy Wlazły zagrali w Antwerpii i Kędzierzynie. Co czytam w wywiadzie dla Interii?

Krytycy nie oszczędzają pana po ostatnich meczach z Belgią.

- Czterech podstawowych siatkarzy wyjechało na wakacje...

Chciał pan powiedzieć, że miało kontuzje.

- Nie, chciałem powiedzieć, że wyjechało na wakacje. Nigdy by sobie nie pozwolili na to, gdybym dalej miał prowadzić kadrę. Jednak moja spodziewania dymisja była dla nich doskonałym alibi. W moim przekonaniu, tak naprawdę z Belgią, mogli zagrać wszyscy czterej, począwszy od Zagumnego... Cóż, w Polsce nie potrafi się dyscyplinować zawodników. Prawda o ich kontuzjach wyszłaby na jaw, gdyby związek nie bał się jasno postawić sprawy - kto nie może zagrać z Belgią, ten nie może grać w pierwszych czterech kolejkach ligowych.

Ciekaw jestem, co odpowiedzą na to wspomniani zawodnicy, wszak Lozano wprost zarzucił im symulowanie.

Wracając do wywiadu, pomijam targi byłego selekcjonera o kasę, bo przecież wtek ten porusza w każdej rozmowie (twierdzi, że jego menedżer jechał do Polski po podwyżkę przy nowym kontrakcie). Znacznie ciekawsza jest opinia Lozano o polskich działaczach.

Na koniec przygody w Polsce niespodziewanie pojawiła się propozycja pełnienia funkcji dyrektora sportowego w PZPS.

- Zupełnie nie rozumiem, o co chodziło. Moja praca jako selekcjonera została negatywnie oceniona, skoro nie podpisano ze mną nowego kontraktu, a tu nagle pada propozycja dyrektora sportowego. Mam też zaproszenie na pożegnalną kolację w listopadzie. Nie skorzystam z niego. O czym mamy rozmawiać? O trzech twarzach pana Wspaniałego [wiceprezesa PZPS - red.]. O wyborach, które są w końcu października? Proszę mi wierzyć, dla działaczy najważniejszy jest 27 października, a nie sierpniowa data, na którą zaplanowano finał turnieju siatkarskiego na igrzyskach olimpijskich. Działacze nie myślą o rozwoju siatkówki - myślą o tym, aby trwać. Jedni dla władzy, inni dla pieniędzy.

W dużej części - zwaszcza tej poświęconej działaczom - zgadzam się z Lozano. Ale jednocześnie pamiętam obrazek z reportażu Polsatu Sport, kiedy to w reportażu ”Kadziu Projekt” Argetyńczyk na lotnisku w Rio de Janeiro obściskiwał się z Waldemarem Wspaniałym, wiedząc, że m.in. w jego rękach jest los selekcjonera reprezentacji.

Wspaniały ma dwie lub trzy twarze, ile twarzy ma Lozano? Z niecierpliwością czekam na drugą część wywiadu, tak jak na kolejny odcinek filmu Kadziewicza, który odsłoni kulisy reprezentacji (z programu Polsatu Sport wynika, że będzie w sobotę o godz. 14).

17:48, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 15 września 2008

Nie będzie nim, bo nie chce. Przynajmniej na razie. Razem z Jurkiem Mielewskim spotkaliśmy się z najbardziej doświadczonym polskim siatkarzem przy okazji pożegnalnego meczu w Bełchatowie. Na pytanie o posadę selekcjonera, o czym jeszcze podczas igrzysk mówił prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosław Przedpełski, Stelmach zaśmiał się w głos, ale zaraz - już jak najbardziej poważnie - ostatecznie uciął wszelkie spekulacje:

„Chciałbym zakończyć tę sprawę w kilku zdaniach. Nikt z władz nie rozmawiał ze mną na ten temat. Właściwie mógłbym przeciąć te spekulacje, mówiąc, że mnie to nie interesuje, ale wtedy bym skłamał. Chcę być w sztabie szkoleniowym reprezentacji, ale to jeszcze nie ten czas, żeby Krzysztof Stelmach prowadził kadrę. Poczekam do igrzysk w Londynie i jeśli pojawi się taka propozycja, skorzystam. Nie jest powiedziane, że wtedy ją dostanę, bo jest wielu młodych ambitnych szkoleniowców, ale jest to mój cel. Jak dotąd spełniło się 70-80 proc. moich wszystkich życiowych marzeń, liczę, że i w tym przypadku się uda”.

Krzysztof Stelmach

Cały wywiad można przeczytać w Gazecie Sport, poniedziałkowym dodatku do Gazety Wyborczej, wkrótce nasza rozmowa pojawi się także w programie Polsatu Sport.

PS. W poniedziałek władze PZPS rozpoczęły debatę nad następcą Raula Lozano, który już na pewno nie zostanie w Polsce.

12:12, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 września 2008

Z przyjemnością oglądałem w Częstochowie mecze IV Memoriału Arkadiusz Gołasia. Dla dwóch polskich zespołów, które wystartowały w tym turnieju, a więc Skry Bełchatów i AZS Częstochowa (daruję sobie długie nazwy sponsorów), to nawet nie półmetek przygotowań do sezonu, który wystartuje w połowie października. Forma obu polskich przedstawicieli w Lidze Mistrzów z pewnością daleka jest jeszcze od tego, co zakładają trenerzy, ale mimo to nasunęło się mi się kilka wniosków:

1) Pogłoski o śmierci wicemistrzów Polski z Częstochowy są mocno przesadzone. Bogaci wyszapali im tych, którzy sięgnęli po srebrne medale - Gacka (Skra), Woickiego, Wikę i Gierczyńskiego (Resovia). Szczerbaniuk wrócił szukać siatkarskiego szczęścia do Kędzierzyna, a działacze sami zrezygnowali z chimerycznego Billingsa. Straty, przynajmniej na papierze, nie do powetowania. Ryszard Bosek, niegdyśznakomity siatkarz, teraz dyrektor sportowy AZS, w telewizyjnym studiu Polsatu Sport powiedział nawet, że występ jego drużyny w lidze był realnie zagrożony. Na szczęście udało się pozszywać budżet i ściągnąć kilku naprawdę perspektywicznych zawodników (pokuszę się wkrótce o spis kadrowiczów, jakich „wyprodukowała” Częstochowa). Fabian Drzyzga, Zbigniew Bartman, a przede wszystkim Paweł Zatorski to młodzi siatkarze, którzy zamiast martwić się, co zrobić ze zżerającą debiutantów tremą, wychodzą na boisko i grają jak starzy. Na austriacki hotVolleys Wiedeń to wystarczyło, na włoską Padwę - nie, ale wstydu nie było. Mało tego kibice zobaczyli kilka świetnych zagrań, zwłaszcza młodego libero.

Paweł Zatorski

2) Liga będzie wiele silniejsza niż przed rokiem. Do czołowej czwórki z poprzedniego sezonu dołączają Resovia, Trefl Gdańsk, kto wie, może także Kędzierzyn. W najgorszej sytuacji znajdą się brązowi medaliści z Olsztyna (na razie bez sponsora, z długami i bez perspektyw), ale pewnie wezmą się w końcu w garść i prowadzeni przez Zagumnego oraz Szymańskiego będą bić się o podium. Częstochowę stawiam w tym gronie jako czarnego konia. Zobaczycie - jeszcze niejednym napsują krwi.

3) Panika przed mistrzostwami świata 2014 być może jest trochę na wyrost, bo sama częstochowska młodzież może być trzonem kadry. Właściwie można by wymienić pół drużyny spod Jasnej Góry, dołożyć do tego młodych-zdolnych z Bełchatowa, poszukać w innych klubach i kadra na mundial prawie gotowa:) Swoją drogą ciekawe, kto za sześć lat będzie selekcjonerem.

18:29, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
sobota, 13 września 2008

Argentyński selekcjoner polskich siatkarzy rozpoczął pracę z reprezentacją w Kędzierzynie i w Kędzierzynie ją kończy. Dziś w rewanżowym spotkaniu o awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy z Belgią Raul Lozano będzie miał okazję pożegnać się z kibicami i siatkarzami, z którymi pracował przez cztery lata.

Raul Lozano

Działacze Polskiego Związku Piłki Siatkowej dyplomatycznie twierdzą na łamach gazet, że odejście Lozano wcale nie jest przesądzone, ale już szeptem i „na ucho” mówią wprost: bierzemy nowego trenera. To oczywiście element kampani wyborczej przed październikowym zjazdem, próba zapewnienia kadrze spokoju przed ostatnim meczem w tym roku, lecz sprawa - jak mówią głównodowodzący związku - jest już przesądzona.

Nie jestem zwolennikiem przedłużenia kadencji Lozano (dlaczego - piszę w najnowszym numerze „Super Volleya”), choć uważam, że był jednym z najlepszych trenerów w ostatnich latach. Zastanawiam się jednak, co będzie, jeśli władze polskiej siatkówki nie znajdą szkoleniowca, który przynajmniej da nadzieję na wyniki nie gorsze od tych Lozano.

Kandydatów na razie ani widu, ani słychu. Temu z Polski, Krzysztofowi Stelmachowi, życzliwi z PZPS już rzucili się do gardła. W czwartek podczas swojego pożegnalnego meczu Krzysiek opowiadał mnie i Jurkowi Mielewskiemu (materiał ukaże się wkrótce na antenie Polsatu Sport i na łamach Gazety Wyborczej), że ma już dość dyskusji na ten temat, choć o prowadzeniu kadry ciągle marzy. Zagraniczni pojawiają się tylko w spekulacjach, a tylko jeden z nich (o czym napiszę niebawem) rozmawiał wstępnie w PZPS. Kto więc po Lozano?

Dziś, jak już pisałem, ostatni mecz Argentyńczyka. Mam nadzieję, że kibice, współpracownicy, siatkarze, ludzie z tzw. środowiska - bez względu na to, jak oceniają Lozano - podziękują mu za te cztery lata. Za srebrny medal wicemistrzostw świata, czy niezapomniane emocje w olimpijskim ćwierćfinale...

10:51, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco