Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
środa, 26 września 2007

Nauka nie idzie w las. Prezes Zagłębia Lubin do końca powinien iść drogą starszych kolegów z PiS: założyć trenerowi Czesławowi Michniewiczowi podsłuch, zarejestrować jego rozmowę ze mną, przyjść po niego o 6 rano i w kajdankach zawieźć do prokuratury. Aha, i jeszcze konferencja prasowa z rekonstrukcją zdarzeń, jak Michniewicz poruszał się po budynku klubowym, kiedy odpowiadał na pytania dziennikarzy. W końcu trener jest częścią układu, skoro z Wyborczą w ogóle rozmawiał.

Po kolei. Zaczęło się w poniedziałek. W „Gazecie" trener Zagłębia powiedział m.in.: „Prezes chodzi i opowiada, że sprowadzi Tomasza Frankowskiego, a ja mówię, że Frankowskiego nie chcę. On mi nie jest do niczego potrzebny, prezesowi - tak. Ale ja tu jestem trenerem i dopóki nim będę, nikt nie będzie mi mówił, kogo mam wziąć do drużyny".
Wywiad rozsierdził prezesa Roberta Pietryszyna, szefa (nie wiem, czy nadal) opolskiej młodzieżówki PiS. „Albo agent, albo wariat" - pomyślałby o Michniewiczu premier Kaczyński.
Michniewicz przegiął - śmiał zdradzić swojego wodza! Kazimierz Marcinkiewicz już wie jak to się kończy. Ale trener dostał szansę, do pracy w Londynie (choć pewnie marzy mu się posada w Chelsea) jeszcze nie wyjedzie. Musiał tylko napisać oświadczenie: „Chciałbym także odnieść się do moich kontaktów z Prezesem Robertem Pietryszynem. Albowiem sugerując się konkluzjom płynącym z różnych publikacji, można by odnieść wrażenie, że większość mojej pracy w Lubinie upływa na potyczkach, nie tylko słownych, z Panem Prezesem. A wcale tak nie jest. Prezes miał prawo być rozeźlony ostatnimi naszymi wynikami, ponieważ jesteśmy Mistrzami Polski, ale do formy z ubiegłej wiosny jest nam jeszcze daleko".
Brakowało tylko „Misiowego": „i to nieprawda, że dach przeciekał, bo przecież w ogóle nie padało"...
Kto zna Michniewicza, wie, że taki bełkot spod jego ręki by nie wyszedł. Nawet sam Stanisław Tym by tego nie wymyślił.
Ale Pietryszyn jest jak premier - brak subordynacji jest surowo karana. Prezes dla wtorkowego „Przeglądu Sportowego: „Dostałem już od niego [Michniewicza] SMS-a, w którym dystansuje się od tego [poniedziałkowego w GW] wywiadu i twierdzi, że jego wypowiedzi zostały przedstawione niezgodnie z intencjami. Proszę sobie wyobrazić, że uwierzyłem w te tłumaczenia. Cóż, jestem bardzo łatwowiernym człowiekiem".
Prezes Pietryszyn jednak łatwo nie wybacza. W środę w „Super Expressie": „Bardzo szanuję Michniewicza jako trenera i lubię jako człowieka. On ma tylko jedną wadę: za bardzo kocha media. Życzyłbym sobie, żeby wyłączył telefon i rozmawiał z dziennikarzami tylko podczas konferencji. Jeśli takie niefortunne wypowiedzi będą się zdarzać, to pokażę mu żółtą kartkę.
Proponowałem Panu Pietrszynowi już na początku: niech Pan nagra Michniewicza. Będzie wiadomo z kim i po co rozmawia. Może też w IPN coś by się na niego znalazło (urodził się w 1970 roku, podlega ustawie lustracyjnej). A później konferencja. Pan przecież wie jak to się robi. Dyktafon w dłoń i hajda: Proszę państwa, oto gwóźdź. Gwóźdź do trumny trenera Michniewicza...

10:47, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
wtorek, 25 września 2007
Andrzej Niemczyk, trener, z którym polskie siatkarki dwa razy zdobyły mistrzostwo Europy, nadaje z Hasselt. - To burdel, nie mistrzostwa Europy. Nasze mistrzostwa Polski juniorek organizacją biją Belgów na głowę. A w Hasselt wszechogarniający bałagan. Gdyby nie polscy kibice, przychodzący na mecze Złotek, trybuny byłyby zupełnie puste. Kiedy opowiadam znajomym, że kilkanaście lat temu w Belgii na ME było jeszcze gorzej - byłem tam z reprezentacją Niemiec - nikt nie chciał mi wierzyć. Na szczęście wieczorami jest co robić. Co chwila podchodzą do mnie trenerzy innych reprezentacji, chodzimy na kolacje, spotykam się też z byłymi reprezentantkami Polski, które teraz - już jako babcie - przyjeżdżają dopingować Złotka. Andrzej Niemczyk, Hasselt
09:46, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
środa, 19 września 2007

Trener Złotek Andrzej Niemczyk tylko kilka godzin był bez pracy. TVP zwolniła go po felietonie dla „Przeglądu Sportowego", a ja przyjąłem na swojego bloga z otwartymi ramionami.
Były trener Złotek zdecydował, że i tak zostanie w Belgii na całych mistrzostwach. Zmieni tylko hotel, bo oprócz TVP zaproszenie na ME wysłał mu także szef Europejskiej Federacji Siatkówki Andre Meyer. Ponieważ Niemczyk będzie miał teraz dużo czasu (odpadają mu transmisje telewizyjne) będzie relacjonował turniej na moim blogu. Ale nie tak: piłka po piłce, set po secie, mecz po meczu. Jak? Przekonacie się już wkrótce.

Andrzej Niemczyk


PS. Panie Andrzeju, jeśli zdarzy mi się przerwać którąś z Pana relacji, by przełączyć się np. na lokalną konwencję wyborczą PiS w Białymstoku, śmiało może mnie Pan obsmarować w swoim felietonie w „Przeglądzie Sportowym". Docenię Pana szczerość i nie będę miał nacisków, by wyrzucić Pana z mojego bloga. Poza tym niech się Pan nie martwi, bo dziś nie tylko Pan wyleciał z roboty z telewizji.

14:59, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
wtorek, 18 września 2007

We wtorek zadzwonił do mnie Maciek Szczęsny (ten od Legii, Widzewa i Ligi Mistrzów). Jak widzę (w telewizji Nsport) i usłyszałem przez telefon, każdy swój program (Fotoreporter) traktuje nie mniej poważnie niż skakanie między słupkami. Jego gościem była Agata Mróz (dwa razy złoto ME), więc Maciek postanowił zgłębić swoją siatkarską wiedzę. Poplotkowaliśmy o wszystkich Złotkach (nie powiem, które w oczach Maćka świeci najjaśniej), na chwilę pochyliliśmy się nawet nad losem tajwańskich siatkarek, aż doszliśmy do kasy.
- Niemożliwe, to co ja kurde robiłem w tej piłce! - Maciek zupełnie na poważnie zareagował na informację, że polskie siatkarki grające w kraju (w wypłacalnych klubach) zarabiają od 200 do 400 tys. zł.
Maćku drogi, nie chciałem Cię denerwować, ale siatkarze mają jeszcze więcej, bo są w naszej lidze i tacy, którzy wyciągają około miliona. Powiedziałeś, że ze swoimi 191 cm wzrostu do siatki może byś się nadał, ale nie żałuj, sam zobacz:

 

 



PS. Poza tym, gdybyś został siatkarzem, nie mógłbym (nie sam rzecz jasna) ogrywać Ciebie i Twojej drużyny gdzieś w Wąsach Kolonii czy w hali na Bemowie.

 

23:50, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »

Do redakcji Gazety Wyborczej przyszedł mail:
W ślad za złożonymi wyjaśnieniami pisemnymi przesłanymi do PZPN, przez zawodnika Legii Warszawa Kamila Grosickiego, Wydział Szkolenia zaprosił zawodnika oraz kierownika zespołu Ireneusza Zawadzkiego na spotkanie w dniu 17. września 2007 r. Wydział Szkolenia PZPN wysłuchał wyjaśnień zawodnika dotyczących jego absencji na zgrupowaniu reprezentacji Polski U-20 w Jordanii. Po wnikliwej analizie nieporozumienia jakie wyniknęło w trakcie powołania zawodnika na turniej do Jordanii, Wydział Szkolenia PZPN przychylił się do prośby Kamila Gosickiego i zdecydował, że może być on brany pod uwagę do gry w reprezentacji Polski.
WS PZPN
Nie wiem, czy autorem tej notatki jest pan Maciej Chorążyk, główny koordynator sekcji monitoringu i rozwoju młodych polskich piłkarzy (uff!, w PZPN chyba im dłuższa funkcja, tym ważniejszy człowiek), bo jeśli tak bez wstydu mógłby odczytać swój komunikat na międzynarodówce futbolowych towarzyszy.
A zatem panie Macieju:
W ślad za przysłaną przez pana korespondencją, mającą na celu poinformowanie opinii publicznej o zaistniałych nieprawidłowościach w strukturach Wydziału Szkolenia PZPN związanych z nieprzyjęciem powołania do kadry narodowej U-20 piłkarza o nazwisku Kamil Grosicki i jego absencji na zgrupowaniach oraz po zapoznaniu się z obszernymi wyjaśnieniami kierownictwa klubu Legii Warszawa, przed laty zwanego również CWKS Legia, uprzejmie informuję, że redakcyjny kolektyw po wnikliwej analizie i zapoznaniu się z informacjami zawartymi w w/w notatce kolegialnie orzekł, iż pana mail nosi znamiona informacji prasowej, którą należałoby podzielić się z szeroko rozumianą opinią publiczną, może on być brany pod uwagę podczas planowania najbliższych numerów naszych publikatorów i dlatego przychylamy się do prośby i zamieścimy artykuł na ten temat w jutrzejszym wydaniu (tj. 19 września br.) lokalnego Gazety Wyborczej, zwanym również Gazetą Stołeczną.
Z partyjnym, pardon, sportowym pozdrowieniem, towarzysz Iwańczyk

18:19, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »

Są noże kuchenne, bojowe, myśliwskie, a od poniedziałku jest też nóż siatkarski. Nóż, który pojawia się teraz w każdej publikacji i rozmowie na temat reprezentacji Raula Lozano.
Zaczął Paweł Zagumny, choć nie kapitan kadry, to jedna z najważniejszych jej postaci. Na pytanie dziennikarza „Życia Warszawy", czy decyzją o rezygnacji z gry na mistrzostwach Europy Wlazły wbił reprezentacji Polski nóż w plecy, rozgrywający odpowiada: - Można tak powiedzieć. Żaden z nas nie jest jednak Mariuszem Wlazłym i nie wie, co w jego głowie faktycznie siedzi...
Wlazły odpowiedział: - Bez komentarza.
Były selekcjoner Ryszard Bosek próbuje zapanować nad rozpalonymi głowami kadrowiczów i prosi: - Odłóżcie nóż i zacznijcie rozmawiać.
Od przyjścia Lozano kadrowicze przeszli razem wiele - oprócz mozolnej i ciężkiej pracy (w 2006 roku blisko cztery miesiące na zgrupowaniach i turniejach) oraz sukcesów trzeba pamiętać o ciosie, jakim była śmierć Arkadiusza Gołasia. Wielką próbą było dla nich także wyrzucenie z drużyny przed ME 2005 Kadziewicza, Stelmacha i Ignaczaka. Zawsze jednak byli hermetycznym zborem, z którego nic nie wychodziło. Z Zagumnego trudno było dotąd wyciągnąć banał w stylu „gra się tak, jak przeciwnik pozwala". Sebastian Świderski mówił więcej, ale nigdy takim tonem jak teraz („Wlazły powinien wziąć torbę i jechać na ME!"). Nawet Piotr Gruszka, który jako kapitan stoi na straży dyskrecji w kadrze, poirytował się ostatnio: - Kiedyś problemy też były, ale wszystko zostawało w grupie. Teraz wszystko wycieka do mediów i cała Polska żyje naszymi problemami. I to jest złe, tak być nie powinno. Sprawa Wlazłego jest bardzo skomplikowana. Trudno powiedzieć, kto ma rację, wiadomo za to, że każda ze stron zawiniła (Wlazły, Lozano, kadrowicze).
Konflikt - a wyraźnie go widać - zamiast przyschnąć jest coraz częściej rozdrapywany. Kadrowicze, owszem, rozmawiają, ale ze wszystkimi tylko nie między sobą. I zamiast schować nóż do pochwy - jak apeluje Bosek - coraz częściej nim wymachują.

17:01, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco