Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
środa, 31 sierpnia 2011

Do Magazynu Siatkarskiego, który poprowadziłem dla Sport.pl, zaprosiłem Wojciecha Drzyzgę i Jerzego Mielewskiego. Obaj dyskutowali o słabej formie siatkarzy i o tym, co czeka polskie reprezentacje na mistrzostwach Europy.

- Wyniki i styl gry zespołu nie jest dobry. Trudno to ukryć, skoro w Memoriale Wagnera Polska wygrała tylko seta. Krótki czas, jaki został do mistrzostw Europy, nie daje nadziei na ogromną poprawę. Tak okrojonego składu dawno nie wystawialiśmy. Grzegorz Wagner powiedział, że należy przyzwyczaić do porażek. Tej drużynie niestety brakuje możliwości, umiejętności. Oczekiwania mogą być wielkie, ale nie ma to nic wspólnego z realiami. Nawet w Czechach znajdę pięciu-sześciu graczy lepszych od naszych - ocenia Wojciech Drzyzga.

- Na zawodnikach wyżywał się nie będę. Prezes PZPS utrzymuje dobrą minę do złej gry. Uspokaja i wierzy. Inną sprawą jest zła atmosfera i oliwa dolewana do ognia przez trenera Andreę Anastasiago, który wyładowuje się na operatorach telewizji. Brakuje mu kultury osobistej i szacunku do innych - dodaje Jerzy Mielewski.

Goście zastanawiają się również, co się dzieje z polską siatkówką, skąd biorą się takie kryzysy tuż przed mistrzostwami Europy.





10:35, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Zapraszam na Magazyn Ekstraklasy, moimi gośćmi byli tym razem Tomasz Kłos, 69-krotny reprezentant Polski, oraz komentator Polsatu Bożydar Iwanow.

Niespodziankami 5. kolejki były porażki pucharowiczów. Śląsk poległ z Widzewem (1:2). - Liczyłem, że po odpadnięciu z pucharów wrocławianie ze złością zagrają w lidze. Ekstraklasa jest jednak brutalna, w niej prawda wychodzi na jaw – mówi Kłos.

Patryk Małecki po przegranym meczu Wisły z Lechią (0:1) stwierdził, że nie lubi kibiców-pikników, którzy przychodzą na mecz zjeść kiełbasę i oglądnąć mecz, więc ich miejsce jest na Cracovii. - Mówi to piłkarz, który prowadzi doping kibiców Wisły, zawsze traktował dobro klubu z namaszczeniem. Może to sygnał, że nie przedłuży kontraktu i niebawem odejdzie. Do tego żal i ból po meczu z Apoelem, bo to Małecki popełnił w nim błąd na wagę gola - mówi Iwanow.

- Patryk musi pamiętać, że kibice, których teraz piętnuje, wynosili go na piedestał. Dzięki nim cały stadion skandował nazwisko Małeckiego. Musi też pamiętać, że kibice liczyli na więcej w lidze i mają prawo poczuć się rozgoryczeni – dodaje Kłos, były piłkarz Wisły.

Legia w poniedziałek gra z ŁKS, a w czwartek zwyciężyła ze Spartakiem Moskwa i awansował do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Na lotnisku trener Maciej Skorża nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, a rzecznik prasowy wypchnął kamerę ze schodów autokaru. - Są trenerzy sympatyczni, jak Benitez czy Mourinho, którzy lubią pogadać, są i tacy, którzy z dziennikarzami rozmawiać nie lubią. Wiemy, jaki jest Skorża, jego się nie zmieni. Może nie do końca traktuje media, jak powinien, ale taki ma charakter, więc chyba nie była to złośliwość – uważa Iwanow z Polsatu. - Kamera nie miała prawa stanąć w autokarze. Inna sprawa, że Skorża ma za złe dziennikarzom, którzy zwalniali go po poprzednim sezonie, i dlatego nie chce rozmawiać – mówi Kłos.

Zdaniem obu gości gola kolejki strzelił Aleksander Kwiek, Lechowi zbyt szybko przymierzamy koronę mistrza, Polonia składu na pierwsze miejsce nie ma, a Aleksandra Suworowa z Cracovii należy surowo ukarać za popchnięcie sędziego.



07:02, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 sierpnia 2011

Władysław Kozakiewicz rzadko bywa w Polsce, mnie udało się z nim spotkać dziś w Warszawie. Oto jego sportowe i nie tylko wspomnienia.

Mieszkam w Niemczech, zostałem banitą, wyrzucili mnie z Polski – wspomina legenda polskiej lekkoatletyki. - W latach 80. wyjechałem do Niemiec na zawody i za to mnie zdyskwalifikowano. Po trzech dniach dowiedziałem się, że uciekłem z Polski. A to przecież nieprawda, chciałem wrócić. Zrobiono z tego sprawę polityczną, chcieli mnie wsadzić za kratki. Ojca wyrzucili siłą z mojego prywatnego mieszkania, zabrali je, a teraz uznano, że nie należy mi się ono z powrotem. Zrezygnowałem z walki o odzyskanie lokum, ale marzy mi się, by ktoś w mojej ukochanej Gdyni, dla której zrobiłem chyba wiele, pomyślał, że może warto mnie tam przyjąć – opowiada mistrz olimpijski z Moskwy w skoku o tyczce.

Tamte igrzyska spowodowały, że Kozakiewicz naraził się nie tylko władzy ludowej, ale i całemu ZSRR. - Igrzyska te były bojkotowana przez większość krajów. Z ogromnym napięciem cała Polska czekała na konkurs skoku o tyczce. A to dlatego, że było w nim trzech Polaków [Władysław Kozakiewicz, Tadeusz Ślusarski i Mariusz Klimczyk – red.]. Ta walka przeszła do historii nie tylko ze względu na złoto i srebro, jakie w tym konkursie zgarnęliśmy. To była przede wszystkim walka z przeraźliwymi gwizdami na stadionie Łużniki, które skierowane były przeciwko nam, Polakom. Stanąłem na przeciw publiczności, walczyłem z nimi, tak jak walczyłem z poprzeczką. Ale nie chciałem nikogo krzywdzić, mój gest był symbolem. Symbolem zwycięstwa nad wrogo nastawionymi ludźmi. Politycznie przeciągnięto ten gest jako wrogość do Związku Radzieckiego. Następstwem były interwencje ambasadora radzieckiego. Chcieli mnie dożywotnio zdyskwalifikować i odebrać medale. Za mną stanął cały świat. A przecież ja tylko pokazałem to, co należało wtedy pokazać – wspomina legendarny polski skoczek.



19:13, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
czwartek, 25 sierpnia 2011

W delikatnych stosunkach polsko-rosyjskich przywoływanie jakichkolwiek konfliktów między naszymi krajami to jak wejście słonia do składu porcelany. Uznałem jednak, że skoro przed polsko-niemiecką batalią na mundialu w 2006 roku gazety wbijały na okładkach dwa nagie mecze, to i po dzisiejszym triumfie konotacja ta stosunków dyplomatycznych między Warszawą a Moskwą nie zerwie.

Tak, tak, 25 sierpnia to koniec Bitwy Warszawskiej, jednej z przełomowych w dziejach świata, zwanej Cudem nad Wisłą. Dziś, także 25 sierpnia, mieliśmy kolejny cud. Piłkarski Cud nad Moskwą. Tak samo strategiczny triumf nad rywalem bogatszym, silniejszym, po prostu wielkim.

Żeby nie było: dzisiejsze zwycięstwo Legii ze Spartakiem przypadkiem nie było, ale historia obu spotkań (choćby dzisiejsze 0:2, gole Kucharczyka i Wawrzyniaka, którzy zawalili przy bramkach dla Spartaka), rzucane na tło porównania budżetów, klasy piłkarzy, trenerskiej osobowości, aspiracji, etc, każą na tę całą tę konfrontację w kategorii cudu spoglądać.

Przypuszczam, że Bożydar Iwanow, komentator Polsat, rozpoczynając transmisję „to najważniejszy mecz w najnowszej historii Legii” nie robił tego tylko na potrzeby podgrzania temperatury przed spotkaniem spisywanym przez większość na straty, a z pełną świadomością wypowiadał te słowa.

Istotnie, to może być jeden z najważniejszych meczów w historii klubu, który na razie europejskiej klasy ma tylko stadion. Meczu, który może - właściwie powinien - pchnąć Legię nieco dalej niż na eliminacyjne rundy na Litwie, Białorusi, w Szwajcarii czy Austrii. Do prawdziwego, już nie prowizorycznego, cywilizowanego piłkarsko świata.

Dość patosu, choć w sytuacji Legii (klasa piłkarzy, trener, którego ostatnie ruchy z logiką mają niewiele wspólnego) sukces to niebywały, właśnie nad cud zakrawający. Teraz wszystko zależy od właścicieli; ile z czekających ich doświadczeń wyciągną dla siebie. To przede wszystkim szansa dla piłkarzy, ich szkoleniowca Macieja Skorży i dyrektora sportowego Marka Jóźwiaka, który dochrapał się w miejscu pracy opinii dywersanta. Szansa dla nich wszystkich, by przekonali kibiców, że nie działają w myśl zasady: „Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie”...

20:04, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
środa, 24 sierpnia 2011

Polecam Wam magazyn siatkarski, którego byłem gospodarzem. Znów bałagan w kadrze pań, że hej. Tym razem przez wrześniowymi ME.

Selekcjoner nie powołał gwiazd mistrza Polski z Muszyny, trener mistrzyń twierdzi, że z powodów pozasportowych, a prezes siatkarskiego związku uspokaja: "Pomalutku, jakoś to będzie".

Goście w studio - Ryszard Bosek i Jerzy Mielewski - oceniają występ polskich siatkarek w World Grand Prix. Mimo rewelacyjnej sytuacji w grupie, Polki nie zakwalifikowały się do finału. Dzień później trener Alojzy Świderek ogłosił szeroką kadrę na mistrzostwa Europy. Wszyscy są zaskoczeni, bo brakuje w niej wielu gwiazd, m.in. Joanny Kaczor i Katarzyny Gajgał, brązowych medalistek poprzedniego Euro. Zdaniem trenera Świderka obie nie będą w stanie przygotować się do imprezy po przebytych kontuzjach.

Klubowy szkoleniowiec siatkarek Bogdan Serwiński z mistrza Polski Muszynianki uważa, że to nieprawda. - Prawo selekcjonera, uznał, że obie są za słabe na reprezentację. Ale patrzę na te 22 nazwiska, słucham, że moje siatkarki nie zdążą się przygotować, i uważam, że argumenty te są obłudne. Bełcik leży właśnie w szpitalu na badaniach i nie trenowała ani razu. Mieliśmy spotkać się z trenerem Świderkiem, porozmawiać na te temat w Zielonej Górze, ale trener nie przyszedł, bo spieszył się na zawody żużlowe - opowiada Serwiński.

- Nie mam konfliktu z trenerem Serwińskim. Wręcz przeciwnie, bardzo go lubię, ale mam w sprawie powołań Kaczor i Gajgał inne zda nie. Obie powinny przejść odpowiedni okres przygotowawczy, a lekarze zalecili im do końca sierpnia stopniowy powrót do obciążeń treningowych. Nie ma na świecie trenera, który w tak krótkim czasie przygotowałby je do turnieju po tak po ważnych urazach - twierdzi Alojzy Świderek.

Do akcji wkracza prezes PZPS Mirosław Przedepełski. - Lekarze jeszcze oceniają stan zdrowia tych siatkarek. Jeśli się okaże, że są zdolne do gry, postaramy się, by obie znalazły się w kadrze. Jeśli Gajgał i Kaczor podołają, będą w kadrze. Nie róbmy z tego szopki, pomalutku, jakoś to rozwiążemy - kończy prezes Przedpełski. 

PS Ciekawe, czy Grzegorz Lato też kiedyś zmieni powołania Franciszkowi Smudzie?



09:19, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
wtorek, 23 sierpnia 2011

Jak w tytule; awans do fazy grupowej Wiśle się nie należał. Kto widział mecz, wie dlaczego. Kto nie widział, nie wklejam fragmentów, w których APOEL miał miażdżącą przewagę, ani goli po błędach mistrzów Polski. Wystarczy załączona poniżej statystyka, by widzieć, nawet przez różowe okulary kibiców z Krakowa, że 15 lat polskiego oczekiwania na Champions League nie jest jedynie zrządzeniem losu.

22:49, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

- Praca Oresta Lenczyka w Śląsku pokazuje, że boss musi być tylko jeden. Wyrzucenie Sotirovicia ustawiło tę drużynę. Najpierw wicemistrzostwo Polski, a teraz dobry start w lidze tylko potwierdzają tę opinię. Trener ograł Legię 2:1, ugruntował swoją pozycję, a i w pucharach pasować nie zamierza - mówi Andrzej Strejlau, były trener reprezentacji, w najnowszym Magazynie Ekstraklasy.

- Porażka Legii jest dla mnie zaskoczeniem. Piłkarze z Warszawy mieli po remisie ze Spartakiem złudne poczucie siły. Pomyśleli, że jest w nich moc. Nie było - dodaje Jacek Bednarz, były piłkarz Legii, Ruchu i Pogoni.

Po meczu trener Maciej Skorża zbeształ sędziego. - Jak każdy trener ma prawo być zdenerwowany, ale jako dorosły mężczyzna, musi nad sobą panować. Oceniają go kibice, widzowie i zawodnicy. A trener musi mieć autorytet bez względu na to, co się dzieje. Wpływ na jego zachowanie miała frustracja wynikająca ze słabej gry Legii - uważa Strejlau.

Wisła, szykując się do rewanżu o Ligę Mistrzów, zagrała z Koroną z dziewięcioma zmianami. - Gdyby nie było ich aż tyle, sądzę, że mistrzowie Polski by wygrali - mówi Jacek Bednarz.

Co piłkarze Korony jedzą na śniadanie? - Nie daję swoim piłkarzom surowego mięsa na śniadanie. Nie pozwala nam na to sytuacja finansowa klubu - mówi Leszek Ojrzyński, trener Korony, pytany, dlaczego jego zespół gra tak agresywnie. - Na rugby się nie wzoruję, bo tam grają jeszcze ostrzej. Powiedzieliśmy sobie, że tylko walką utrzymamy ekstraklasę. Wirtuozami nie jesteśmy, więc musimy szukać innych sposobów na szukanie punktów - dodaje szkoleniowiec.

W Magazynie także: "Rudniew idzie na króla, Lech gra najładniej" oraz apel Strejlaua: "Nie życzę sobie, by Frankowski kończył".



09:26, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 sierpnia 2011

To może skończyć się niepowodzeniem, bo wielce możliwe jest, że zostaniemy tylko z Ligą Europejską Wisły. Ale wreszcie, po wielu latach upokorzeń i drwin, nie oglądamy polskich drużyn, które dostają w pucharach regularne baty, a media nie grzmią wyłącznie o klęskach. Piłkarze – i to widać gołym okiem - kilka kroków do cywilizowanego świata futbolu zrobili. Nie ma co kryć: podciągamy się dzięki obcokrajowcom, ale i nasi dzięki temu sporo się uczą.

Wisła przegra w Nikozji rewanż z APOELEM? To całkiem realne, bo 1:0 w Krakowie to nawet nie skok w kierunku Ligi Mistrzów w starciu z niecypryjską, a wielonarodową mieszanką o wysokiej piłkarskiej kulturze. To kroczek ledwie. W środę jednak oglądaliśmy walecznych mistrzów Polski, którzy tej wyższej kulturze rywala dorównali. Grupę do takich wyzwań solidnie przygotowaną, żądną sukcesów,  nie trzęsącą się ze strachu. Zespół oparty przede wszystkim na obcokrajowcach, przy których rośnie Patryk Małecki czy Cezary Wilk.
Spartak Moskwa miał być najtrudniejszym rywalem polskich drużyn. Nie był, za to Legia zagrała tak, jak jeszcze kilka tygodni temu (choćby w rewanżu z Gaziantepsporem) nikt by jej o to nie podejrzewał. Z Danielem Ljuboją w roli niekwestionowanej gwiazdy, z Miroslavem Radoviciem podążającym za swoim rodakiem krok w krok, robiącym z meczu na mecz milowe postępy. Wreszcie z trenerem, który nie zmusza swojego zespołu jedynie do wykopywania piłki z własnej połowy, ale do odważnej, pełnej zaangażowania gry pod bramką przeciwnika.

Przy Łazienkowskiej Polaków gra więcej niż Wiśle, ale ci - jak widać z każdym meczem - sięgają po regularne korepetycje od zagranicznych kolegów. Legia, która przed rewanżem jest w znacznie gorszej sytuacji niż Wisła, może rosyjskiej przeszkody nie pokonać. Ale nie będzie to styl znany u nas od lat – zakończony upokorzeniem.

Z polskiej trójki na eksport najmniej korzystnie wpadł Śląsk Wrocław. Trudno klasę Rapidu Bukareszt przymierzać do pozostałych drużyn, ale fakty są takie, że drużyna, która w rodzimych rozgrywkach radzi sobie bez zarzutu, w poważnym europejskim starciu na razie radu nie dała. Kto wie, może dlatego, że zagranicznych, zaprawionych w europejskich bojach piłkarzy ma naprawdę niewielu.

Zostaniemy z niczym? Wstydu nie będzie, a polscy piłkarze zostaną z doświadczeniem, jakiego nie posiądą nawet w największych ligowych hitach. Działacze zaś przekonają się, że na obcokrajowców w swoich zespołach warto stawiać. Ale tylko takich, od których nasi mogą się czego nauczyć.

22:17, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (18) »

Czyn, którego dopuścił się w środę w nocy Jose Mourihno, to nic innego jak dobrze znane z boisk rugby eye-gouging. Z tym że w sporcie z jajowatą piłką trener Realu dostałby za swój występek nawet dwa lata bezwzględnej dyskwalifikacji. Naraziłby się także na proces cywilny ze strony ofiary.

Wkładanie paluchów do oczodołów to do niedawna najgorsza zmora rugbowych widowisk. Zawodnicy wykorzystywali nieuwagę sędziów i co rusz częstowali rywali takimi „niespodziankami”. Ponad dwa lata temu światowa federacja (IRB), krajowe związki oraz media relacjonujące mecze wydały wojnę takim zachowaniom. Wprowadzając ostre sankcje, m.in. bezwzględne dyskwalifikacje, proceder ukrócono.

Dla chętnych przypominam swój wpis sprzed ponad dwóch lat na ten temat. Jest w nim m.in. o najgłośniejszych i najbardziej brutalnych przypadkach eye-gouging. Najgłośniejsza sprawa miała miejsce w Pucharze Świata 2003 w meczu Irlandia - Argentyna. Irlandzki olbrzym Reggie Corrigan (187 cm, 116 kg) poczuł nagle w swoim oczodole dwa paluchy Mauricio Reggiardo. Corrigan wspomina to jako najstraszniejszą historię w swoim życiu. W jednym z programów opowiadał, jak czuł, że ktoś miesza mu w gałce ocznej, a na palcach Argentyńczyka zostają nie tylko soczewki kontaktowe...

9 września w Nowej Zelandii rozpocznie się Puchar Świata w rugby. Portugalczyków tym razem zabraknie. W debiucie przed czterema laty zaprezentowali się jako jeden z najtwardszych zespołów, balansujący na granicy przepisów. Środowe sceny z Superpucharu Hiszpanii wskazują na to, że Mourihno na pewno oglądał ten turniej.





16:31, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Zapraszam na Magazyn T-Mobile Ekstraklasy, w którym gościłem trenera Polonii Warszawa Jacka Zielińskiego oraz komentatora Polsatu Przemysława Pełkę.

Typowana na mistrza Polonia wygrała drugi mecz, gola w kolejnym spotkaniu strzelił pomocnik Bruno i jest jedynym polonistą, który trafia w tym sezonie do bramki. Co się dzieje z napastnikami? - Po trzech meczach nie można jeszcze powiedzieć, że zawodzą. Mamy najmłodszy atak w lidze. I właśnie dlatego potrzebny jest nam bardzo doświadczony napastnik, przy którym ci młodzi chłopcy będą się rozwijać i uczyć. Mamy kandydata o bardzo znanym nazwisku, choć trudno zastąpić Mierzejewskiego, Sobiecha i Smolarka. Ze stratą Adriana się liczyłem, ale nie spodziewałem się, że nie będzie z nami Artura i Ebiego. Ten ostatni, gdyby został u nas, byłby mocnym kandydatem do kadry na Euro – mówi trener Czarnych Koszul.

Legia zdała test przed starciem ze Spartakiem Moskwa w eliminacjach Ligi Europejskiej. Wygrała z Górnikiem 3:1 przy świetnej grze Serbów: Radovicia i Ljuboi. - Ten ostatni ma to coś, nie należy wypominać mu, że zarabia najwięcej w polskiej lidze – twierdzi komentator Polsatu. - Widać, że Radović z Ljuboją grają w ciemno. W poprzednim sezonie zapłacili za budowanie dream teamu, w tych rozgrywkach będą bardzo groźni. Jestem ciekaw ich konfrontacji ze Spartakiem, bo spośród polskich zespołów trafili w losowaniu na najsilniejszego rywala – dodaje trener Zieliński.

Wydarzeniem weekendu był tak samo mecz Wisły z Zagłębiem, jak i zerwanie negocjacji w sprawie przedłużenia kontraktu między mistrzem Polski, a Małeckim. - Takiego piłkarza każdy trener wziąłby z pocałowaniem ręki. Ale Patryk zostanie w Wiśle, ale zasługuje na większe zarobki za serce, przywiązanie i wartość, jaką wnosi do zespołu. Takiego zawodnika krakowianie się nie pozbędą – uważa trener Zieliński, choć proponuje mu ligę angielską. - A ja widzę go w Bundeslidze. Do innego polskiego klubu nie przejdzie – dodaje Pełka.

Śląsk wygrał na wyjeździe z Ruchem Chorzów po golu Diaza. Ten wszedł na boisko, choć kilka dni wcześniej udzielił wywiadu, w którym obrażał trenera Oresta Lenczyka. - Nie byłem nigdy w takiej sytuacji, więc nie wiem, co zrobiłbym na miejscu trenera Lenczyka. Diaza poniosło, a szkoleniowiec pokazał klasę – mówi Zieliński. - Tak jak trener Lenczyk jest dobrym taktykiem, tak po mistrzowsku rozegrał sprawę z Diazem. Napastnik obraził się na szkoleniowca po meczu w Sofii z Lokomotiwem, który komentowałem. Schodząc z boiska nie podał trenerowi ręki i od tego się zaczęło – opowiada Pełka i zastanawia się, czy aby Zieliński z Korony Kielce nie jest tym, który obok Frankowskiego zdumiewa piłkarską Polskę.

Na nowym stadionie w Gdańsku zadebiutowała Lechia w meczu z Cracovią. - Dla piłkarza gra na tym stadionie jest jak pielgrzymka do Mekki. To trzeba przeżyć. Tam każdy mecz urośnie do rangi wydarzenia, tam nie da się słabo grać – uważa szkoleniowiec. Na koniec wraz z Przemysławem Pełką zastanawiają się również, czy reprezentacji Polski pomoże Eugen Polanski.

 

09:20, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco