Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
wtorek, 31 sierpnia 2010

Trenerzy i zawodnicy będą zapierać się rękami i nogami, że to nieprawda, a ja wiem swoje: kolarstwo górskie to jeden z bardziej urazowych sportów. Co prawda wypadki nie grożą - jak np. w żużlu - trwałym kalectwem, ale pozbijane łokcie, poharatana twarz, czy „przeszlifowane” plecy to norma. Kto się boi, nie wygrywa, bo przecież kolano można naoliwić i wyregulować śrubokrętem.

Do ubiegłorocznego wypadku Mai Włoszczowskiej w australijskiej Canberze wracać nie chcę, ale w głowie wciąż mam widok dziewczyny, która na ostrych kamieniach zafundowała sobie operację twarzy. Pamiętam też wspomnienia Mai o walce na trasie. O tym, jak zawodniczki rozdają sobie kuksańce, o tym jak spadają w kamieniste przepaście, gdzie łamią sobie ręce, nogi i obojczyki. Na fioletowe od siniaków nogi, czy na cięte rany kolan nikt już uwagi nie zwraca.

Długo rozmawiałem w ostatni wieczór z lekarzem polskiej kadry dr Robertem Pietruszyńskim. Opowiadał o kolarskich przypadłościach i zapewniam - można by z tego napisać całkiem grubą książkę ze stosownymi ilustracjami pokazującymi „poupadkowe” miejsca na ciele. Właściwie wszystkie, te intymne też. Całe szczęście tu w Kanadzie, gdzie w sobotę o mistrzostwo świata walczyć będzie elita kobiet, dotąd nic się nie wydarzyło. Zresztą co ja piszę - wydarzyło się! Francuzka Julia Bresset złamała obojczyk i tym samym zakończyła sezon przed najważniejszą imprezą. Poza jej ekipą nikt specjalnie się tym nie przejął. Przed wyjazdem na trasę wszyscy zapominają o strachu. Kto się boi, przegrywa już na starcie.

Skoro o zdrowiu wśród kolarzy mowa, wpadła mi sesja zdjęciowa kolarek z grupy CCC Polkowice (autorstwa Miłosza Polocha) w Szpital EuroMediCare we Wrocławiu, który opiekuje się tą drużyną. Pomysł przedni, a lekarze jak mechanicy - naprawią każdą usterkę. Kolano np. można naoliwić i wyregulować śrubokrętem.

17:54, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »

Kanadyjczycy, którym przypadła w tym roku organizacja mistrzostw świata w kolarstwie górskim, mają fioła nie tylko na punkcie rowerów. Przede wszystkim na punkcie samych zawodniczek. Emily Betty np. bije po oczach większości okładek nie tylko rowerowych kolorowych czasopism.

Gdzieś w tle rowerowego mundialu trwa więc także walka o tytuł miss dwóch kółek. Na Kanadyjczykach nie polegam, ich propozycje nijak mają się do rzeczywistości. Moja subiektywna „trzynastka” obejmuje wszystkie polskie kadrowiczki oraz czołówkę światową (niekoniecznie brałem pod uwagę kryterium sportowe, w kolejności alfabetycznej).

Kto Waszym zdaniem powinien zostać rowerową miss?

Emilly Betty

22 lata, Kanadyjka. Gwiazda znad Zatoki Świętego Wawrzyńca. Po sukcesy kolarskie jeszcze nie sięgała.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lene Byberg

28 lat, Norweżka. Wicemistrzyni świata z 2009 roku, 13. na igrzyskach olimpijskich w Pekinie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aleksandra Dawidowicz

23 lata, Polka. Mistrzyni świata, Europy i zwyciężczyni Pucharu Świata do lat 23. 10. na igrzyskach olimpijskich w Pekinie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Paula Gorycka

19 lat, Polka. 5. na mistrzostwach świata juniorek, 7. na mistrzostwach świata do lat 23. Prawdopodobna mistrzyni świata w tej kategorii wiekowej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tereza Hurikova

23 lata, Czeszka. Mistrzyni świata juniorek na szosie (na czas) oraz w MTB. Ma papiery na wielką gwiazdę światowego kolarstwa.

 

 

 

 

 

Heather Irmiger

31 lat, Amerykanka. Najbardziej znana z tego, że pozuje w skąpych strojach razem z Willow Koerber.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Irina Kalentiewa

33 lata, Rosjanka. Dwukrotna mistrzyni świata, najniższa i najlżejsza z kolarek górskich światowego topu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Willow Koerber

33 lata, Amerykanka. Brązowa medalistka ostatnich mistrzostw świata. Rozbiera się przed aparatem równie często co Heather Irmiger.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Magdalena Sadłecka

28 lat, Polka. Wicemistrzyni świata w maratonie MTB 2003. Wicemistrzyni świata juniorek na szosie w 2000 r. Mistrzyni Europy MTB juniorek 2000 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Katarzyna Solus

22 lata, Polka. Góralka z krwi i kości z szansami na kontrakt w zawodowej grupie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sabine Spitz

39 lat, Niemka. Mistrzyni olimpijska z Pekinu, mistrzyni świata w 2003 roku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Anna Szafraniec

29 lat, Polka. Mistrzyni świata juniorek w 1999 roku, drużynowa mistrzyni świata w 2003 roku, wicemistrzyni świata w 2002 roku.

 

 

 

 

 

Maja Włoszczowska

27 lat, Polka. Wicemistrzyni olimpijska z Pekinu, mistrzyni świata w maratonie w 2003 roku, dwukrotna wicemistrzyni świata w latach 2004-2005, mistrzyni Europy z 2009 roku. Największa gwiazda polskiego kolarstwa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kto jest miss MTB?
Emilly Betty
Lene Byberg
Aleksandra Dawidowicz
Paula Gorycka
Tereza Hurikova
Heather Irmiger
Willow Koerber
Magdalena Sadlecka
Katarzyna Solus
Sabine Spitz
Anna Szafraniec
Maja Wloszczowska
pollcode.com free polls

 

 

03:45, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Byłem pewien, że cena za gram dotyczy tylko złota, kamieni szlachetnych, innego rodzaju kobiecych precjozów. Od wczoraj wiem, że taki przelicznik można zastosować także w rowerze. W przypadku białego scotta naszej kolarki Mai Włoszczowskiej to 5,53 zł.

Wiedziałem, że rowery nie są tanie, zwłaszcza jeśli służą zawodowym sportowcom. Cena 33,922 tys. zł (tyle co do grosza kosztuje cacko wicemistrzyni olimpijskiej po przeróbkach) zwala z nóg. To niebywałe, że rower - na pozór normalny, jakich przecież wiele - jest w cenie niezłego samochodu. Nie liczymy tu oczywiście czasu i pracy, jaki muszą włożyć serwisanci w przygotowanie takiego sprzętu. I jeszcze jedno: nikt poza właścicielką rowerem tym raczej nie pojeździ, bo mocowanie siodełka jest zintegrowane z ramą. Oznacza to tyle, że można je podnieść lub obniżyć o zaledwie 5 mm.

Poniżej zdjęcia roweru Mai Włoszczowskiej. Tym właśnie reprezentantka Polski, która skłania się ku sztywnej ramie, a nie z pełną amortyzacją, pojedzie w sobotę w mistrzostwach świata w kolarstwie górskim w Mont-Sainte-Anne.

Fajny, prawda?

13:53, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (9) »
niedziela, 29 sierpnia 2010

Czytałem tu i ówdzie, że piwo to nie grzech. Że jeśli działa źle, to tylko dlatego, że dostaje się po nim wilczego apetytu i że kilogramów od niego nie przybędzie, jeśli nie zacznie się trzaskać po nim lodówką bez umiaru.

Górskie klimatyczne Mont-Sainte-Anne w Kanadzie, gdzie w tym tygodniu kolarze górscy walczą o mistrzostwo świata, służy żywieniowej rozpuście. Pilnując się przez ostatnie dwa miesiące jak diabli, tu chciałem narzucić wyjątkowy reżim - obawiam się, że regularne i obfite posiłki na pewno pójdą w brzuch.

Po niedzielnym obiedzie pomyślałem o małym piwie. Zwłaszcza że moi stolikowi sąsiedzi pozwolili sobie na maleńkiego Heinekena. I kiedy porwałem kelnera za fartuch, żeby i mnie przyniósł jedno małe, dr Robert Pietruszyński (na zdjęciu) - na co dzień szanowany pan kardiolog, a na najbliższy tydzień lekarz reprezentacji - wystraszył mnie nie na żarty.

Zaczął z wrodzoną sobie swadą, od zagadki: jakie danie ma największy indeks glikemiczny, tzn. jak bardzo wpływa na poziom glukozy we krwi, albo wprost - od czego najbardziej się tyje. Dałbym głowę, że to golonka, albo inne świńskie danie. Pudło. „Piwo, kochany, piwo” - wypalił pan doktor. Mnie do zamówienia zniechęcił, ale sam wychylił pół szklanki. I jak tu wierzyć tym lekarzom...

Pierwszą relację z Mont-Sainte-Anne znajdziecie tu.

 

23:51, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
środa, 25 sierpnia 2010

W kolejnym magazynie siatkarskim moi goście, sekretarz generalny PZPS Bogusław Adamski i ekspert Polsatu oraz Sport.pl Wojciech Drzyzga, komentują słowa Michała Winiarskiego, który zarzuca działaczom nadmiernie rozbudowany terminarz. - To jest jakiś debilizm. Działacze powinni być dla zawodników, a nie odwrotnie. To jest chore, bo wcześniej czy później nawet koń padnie - mówi gwiazda reprezentacji.

Zdaniem Drzyzgi, kadrowicze przeżywają z tego powodu dramat. A Adamski odnosi się do zarzutów Winiarskiego o pieniądze za wygrany sparing z Brazylią: - Z tego co wiem wszystkie premie są wypłacane terminowo. Nieważne jak płacimy, ważne że płacimy. Wypowiedź Michała jest trochę nie na miejscu.

W magazynie rozmawiamy także o porażce polskich siatkarek z Amerykankami w finale World Grand Prix i prawdopodobnym błędzie trenerów, którzy w piątym secie wystawili Katarzynę Skowrońską na środku bloku. Zastanawiamy się także, czy organizacja w Polsce kolejnej imprezy (prezes PZPS Mirosław Przedpełski zapowiedział finał World Grand Prix w 2012 roku) nie spowoduje u kibiców przesytu siatkówką.

 

 

 

 

17:55, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (7) »
wtorek, 24 sierpnia 2010

Chińskiemu Ningbo promocyjnie polskie siatkarki zrobiły więcej niż wykupiona za ciężkie pieniądze kampania reklamowa. Zaczęło się cztery lata temu, kiedy podczas turnieju World Grand Prix doszło tam do sprzeczki między Andrzejem Niemczykiem a Małgorzatą Glinką. Dla kibiców siatkarskich konflikt ten jest symbolem upadku jednej z najwybitniejszych drużyn w historii polskiego sportu.

W tym roku Polki wracają w to feralne miejsce, tym razem jako finalistki WGP, co dotąd udało im się tylko raz (2007). Wracają, niestety, znów w nienajlepszej atmosferze. Ningbo na powrót kojarzy nam się tylko z jednym, o Ningbo znów mówią wszyscy kibice.

Po pierwszych turniejach wydawało się (mnie również), że kadra pań znalazła w końcu spokój. Że mając wszystkie podstawowe zawodniczki, selekcjonerowi uda się przygotować zespół być może nawet na czwórkę mistrzostw świata, zwłaszcza że Polki wygrały siedem meczów z dziewięciu meczów, co nie zdarzyło się już dawno.

Problem jednak w tym, że dwa kluczowe Polki spotkania przegrały, to ostatnie z Brazylią w fatalnym stylu. Sprzed telewizora widać jednak niewiele. Z perspektywy kilku tysięcy kilometrów trudno ocenić, czy w drużynie jest sielanka, czy może poza boiskiem zawodniczki skaczą sobie do oczu. Strzępy informacji przekazują sobie w Polsce tylko działacze klubowi, których zawodniczki są z reprezentacją i czasami dzielą się wrażeniami z wyprawy. Tak naprawdę i oficjalnie nie wiadomo nic.

Wywiad trenera Jerzego Matlaka dla portalu reprezentacja.net wyjaśnia jednak wiele - w kadrze pań znów jest bardzo źle. Tuż przed finałowymi potyczkami z USA, Włochami, Chinami, Brazylią i Japonią trener kadry grzmi:

„Co z tego, że rozegraliśmy siedem wygranych meczów, skoro kiedy przychodzi do tych decydujących przegrywamy w brzydki sposób? Może i nie mamy szans na zwycięstwo na przykład z Brazylią, ale trzeba położyć serce, wątrobę, duszę i ciało na tym boisku, zejść z boiska wykończonym, ale z przeświadczeniem, że zrobiliśmy wszystko”.

Nie wprost - choć nie trudno się domyślić, że chodzi np. Katarzynę Skowrońską, która nie jest jeszcze w formie - mówi o zawodniczkach:

„Nie może być tak, że nominalne liderki zespołu większość trudnych spotkań spędzają pod ścianą. Można przegrać mecz w głowach, można się spalić, bo nad tym jeszcze będzie czas pracować, ale nie może być tak, że te, na które się stawia najbardziej, większość czasu spędzają na ławce rezerwowych”...

Matlak zapowiedział poważną rozmowę, zagroził także rewolucją:

„Jeśli ktoś jest bez formy, źle się czuje, ma problemy - chcę o tym usłyszeć. Bo jeśli sytuacja diametralnie się nie zmieni i to już, zaraz, od najbliższego meczu, to będę musiał zweryfikować na niektórych pozycjach skład na mistrzostwa świata i będę już do końca stawiał na młodzież”...

Ryszard Bosek, który był moim gościem w polsatowym Sportowym Podsumowaniu Dnia, stwierdził na antenie, że tymi słowy Matlak chciał wstrząsnąć drużyną. Sądzę, że to nie był wstrząs, ale pierwszy strzał. Na razie jeszcze ostrzegawczy, oddany w górę. Pytanie tylko, ile zawodniczek jest na muszce i czy aby nie skończy to się tak, jak w 2006 roku za kadencji Andrzeja Niemczyka...

10:15, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (9) »
sobota, 21 sierpnia 2010

Od czasów Pawła Janasa i jego sensacyjnych wyborów na niemiecki mundial, nie zdarzyło mi się z taką uwagą śledzić ruchów selekcjonera którejkolwiek z polskich reprezentacji przed kluczową imprezą. Kadry na siatkarskie mistrzostwa świata wypatruję z ciekawością chłopca, któremu obiecano pierwszego resoraka. Chcę zobaczyć drużynę najlepszą z możliwych, bo Daniel Castellani - po raz pierwszy od lat - mógł wybierać pośród najlepszych naszych siatkarzy. Nikt selekcjonerowi nie odmówił, nikogo nie zmogła kontuzja. Chcę się przekonać, jak zahartowany trudnymi wyborami sprzed mistrzostw Europy Argentyńczyk zachowa się teraz, kiedy zamiast biedzić się, kto zapewni mu przyzwoity poziom, musi odrzucić aż trzech klasowych graczy.

Po sparingu z Brazylią, po dwóch memoriałowych pojedynkach z Bułgarią i Czechami wiemy niewiele więcej niż przed nimi. Można pokusić się jednak o kilka wniosków.

1) Zaburzył Piotr Nowakowski rywalizację wśród środkowych. Choć od osób będących z kadrą na co dzień słyszałem, że Castellani wziąłby Nowakowskiego bez zmrużenia oka, obawiałem się, że jego uraz jest zbyt poważną przeszkodą w powołaniu go na mistrzostwa świata. U Nowakowskiego nie ma śladu dolegliwości. Nie wiem, jak środkowy AZS Częstochowa wygląda na tle Patryka Czarnowskiego (Daniela Plińskiego i Marcina Możdżonka mam za pewniaków), ale gra na tyle przekonywająco, że jego obecność w mundialowej czternastce dziś niespodzianką nie będzie.

2) Coraz wyraźniej widać, że Castellani stawia na dwóch atakujących - Mariusza Wlazłego i Piotra Gruszkę, który sprawdził mu się w każdej z ostatnich prób. Pozycja trzeciego, notorycznie pomijanego przez selekcjonera Jakuba Jarosza, słabnie z dnia na dzień. Zresztą mina Kuby, która niczego dobrego nie wróży, mówi wiele.

3) Jeśli dwóch atakujących, to aż pięciu przyjmujących. I o ile zastanawiałem się niedawno, czy będzie to Zbigniew Bartman (jeden z najlepszych Polaków w meczu z Czechami), czy Sebastian Świderski, tak teraz mam wątpliwości, czy aby załapie się do kadry Michał Bąkiewicz. Wątpliwości te wyraża zresztą spore grono osób (mam ich za fachowców), które są w Bydgoszczy, a z którymi rozmawiałem zaraz po meczu z Czechami. Michał Winiarski, Bartosz Kurek i Michał Ruciak to dla mnie bezwzględni pewniacy, jednak ze względu na specyfikę gry pozostałej trójki (Bartman z inklinacją do ofensywy), bój o ostatni bilet do Triestu mogą stoczyć ze sobą Świderski z Bąkiewiczem. Na korzyść tego pierwszego przemawia wielkie doświadczenie i posłuch w zespole. Nawet gdyby nie zagrał jednego meczu, może być pod tym względem nieoceniony. Na niekorzyść tego drugiego działa przepis o dwóch libero w szerokim składzie. W mistrzostwach świata w Japonii (2006) Bąkiewicz po kontuzji Piotra Gacka był niezbędny, teraz para Gacek - Krzysztof Ignaczak uzupełnia się znakomicie.

Do wyników naszej kadry specjalnie się nie przywiązuję, także do meczu z Brazylią, choć doceniam pierwszą wygraną po ośmiu latach z siatkarskim absolutem. Widać jednak, że choć wszystkie drużyny grają na całego, po ciężkim cyklu treningowym robią to zaciągniętym hamulcu ręcznym. Optymizmem trąci po starciu z Brazylią, ale już niepokojem po piątkowym z Bułgarami, gdzie daliśmy się ograć rezerwom rywala, i sobotnim z Czechami, na którym z nudów bolały zęby (tak uproszczonej gry Polaków nie oglądaliśmy od dawien dawna).

Jaka jest prawdziwa kadra Castellaniego? Starcie z Brazylią zbliży nas do tej prawdy nieznacznie, wszystko powiedzą zamorskie boje biało-czerwonych z mistrzami świata, a później próba ostateczna z Kubańczykami.

19:05, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (11) »

Gazeta Wyborcza w Warszawie po trzecim kolejnym zwycięstwie piłkarzy Polonii Warszawa pisze, że trener Jose Mari Bakero tworzy historię. Istotnie, nie tylko znakomitym startem, także bezprecedensowym zakazem, jaki wydał piłkarzom, by ci nie wybijali piłki w aut, kiedy kontuzjowany (najczęściej nie) rywal leży na boisku.

 

 

Nie ma sensu udowadniać, że Bakero ma rację - to oczywista oczywistość. Popatrzcie, jakie zdanie maja na ten temat w Czechach.

06:53, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
czwartek, 19 sierpnia 2010

Reprezentacja Polski pierwszy raz po ośmiu latach pokonała wreszcie Brazylię. - Zwycięstwo wielkie, ale niepokoją przegrane trzeci i czwarty set, w których drużyna nie potrafiła nic zrobić na boisku. Źle będzie, jeśli takie przestoje będą nam się zdarzać na mistrzostwach świata we Włoszech - mówi szef sportu w Polsacie, Marian Kmita w kolejnym odcinku magazynu siatkarskiego.

Wraz z sekretarzem generalnym PZPS, Bogusławem Adamskim, drugim z moich gości, zastanawiają się, czy alibi dla polskich siatkarzy mogą być 10-minutowe przerwy.

Marian Kmita przyznaje, że nie podoba mu się koncepcja trenera Castellaniego dzielenia sezonu na imprezę najważniejsza i pomocniczą. - Reprezentacja Polski powinna jak Brazylia - grać w najmocniejszym składzie i na mistrzostwach świata, i w Lidze Światowej. - Castellaniego ocenimy po mistrzostwach świata - twierdzi.

Zdaniem obu moich gości we Włoszech reprezentacja Polski musi mierzyć w złoto. - Nasz potencjał jest olbrzymi, a warunki idealne. Wszystko zostało podporządkowane mistrzostwom, poświęcono nawet Ligę Światową. Jeśli więc występ zakończy się tak, jak na ME w Moskwie, będzie to katastrofa - mówi Kmita.

Na koniec Bogusława Adamski odpowiada na pytanie, dlaczego tak złagodniał trener Jerzy Matlak oraz kto może być następcą Mirosława Przedpełskiego w PZPS, jeśli ten odejdzie do władz światowej federacji FIVB.

 

 

23:46, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »

Dziś przedostatni już odcinek premierowego sezonu lekkoatletycznej Diamentowej Ligi. Impreza w Zurichu to chyba najbardziej prestiżowy z europejskich mityngów, niezwykle ważny w końcowej klasyfikacji Diamond Race, w której trwa batalia o diamenty w poszczególnych konkurencjach. I w Szwajcarii, i w przyszły piątek w Brukseli punkty do tego rankingu liczą się podwójnie, więc ostateczna kolejność może jeszcze odwrócić się do góry nogami. Transmisja zawodów dziś w Polsacie Sport Extra o godz. 20, jak co tydzień opierając się na bukmacherskich notowaniach typujemy z Arturem Partyką zwycięzców w najciekawszych konkurencjach. Jak zwykle też podsumujemy na antenie, który z nas lepiej trafiał.

Skok o tyczce, kobiety

Svetlana Feofanova (RUS) 2.15

Fabiana Murer (BRA) 2.25

Silke Spiegelburg (GER) 7.50

Yuliya Golubchikova (RUS) 8.50

Pozostałe zawodniczki 17.00

AP: Wygra Swietłana Fieofanowa. Po ME w Barcelonie nabrała pewności i jest najbardziej stabilna technicznie. Fabianie Murer wyraźnie brakuje w tym roku celu. Skacze wysoko, ale nie ma tak naprawdę okazji do zaprezentowania pełni możliwości.

PI: Szczyt Murer przypadł na początek sezonu, ale tu przecież idzie o diamenty... By je zgarnąć Fieofanowa musi wygrać, a Brazylijka być najwyżej trzecia. Nic z tego - i zwycięstwo, i diamenty dla Murer.

 

Skok w dal, kobiety

Brittney Reese (USA) 2.00

Darya Klishina (RUS) 3.75

Pozostałe zawodniczki 5.50

Naide Gomes (POR) 5.50

Ineta Radevica (LAT) 8.00

AP: Tym razem piękna Daria (na zdjęciu niżej) będzie musiała uznać wyższość Amerykanki, ale zawsze warto popatrzeć…

PI: Zapewniam Was, że jeszcze nikt w tym sezonie nie zrobił na Arturze takiego wrażenia jak Daria. Na poważnie, młodziutka Rosjanka jest w gazie, doradza nawet młodszym kolegom, dziś znów wygra i ograbi z diamentów Reese, która ma punkt przewagi w rankingu.

 

100 m, kobiety

Veronica Campbell-Brown (JAM) 1.90

Carmelita Jeter (USA) 3.00

Kerron Stewart (JAM) 9.00

Kelly Ann Baptiste (TRI) 9.00

Blessing Okagbare (NGR) 15.00

Pozostałe zawodniczki 18.00

AP: Po emocjonującej walce wygra Veronica Cambell-Brown. Stumetrówki w Zurychu zawsze przynosiły dużo emocji i nie inaczej będzie dzisiaj.

PI: U mnie także faworytką jest pani VCB. Podrażniona, że choć wygrywała w tym roku na 100 i 200 m nie została ambasadorem IAAF.

 

400m, mężczyźni

Jeremy Wariner (USA) 1.50

Jermaine Gonzales (JAM) 4.00

Ricardo Chambers (JAM) 6.50

Jonathan Borlee (BEL) 11.00

Inny atleta 26.00

AP: Pamiętamy emocjonujący bieg w Londynie i zwycięstwo Warinera nad dwoma Jamajczykami. Ten triumf wyraźnie wzmocnił średnio dysponowanego w tym sezonie Warinera i nie powinien mieć problemów z wygraniem w Zurychu.

PI: Wariner wygraną w Diamond Race ma już w kieszeni, determinacja Gonzalesa rośnie, jego wyniki też coraz lepsze. Dziś wygra.

 

100 m, płotki, kobiety

Priscilla Lopes-Schliep (CAN) 1.45

Lolo Jones (USA) 3.20

Pozostałe zawodniczki 12.00

Carolin Nytra (GER) 17.00

Nevin Yanit (TUR) 17.00

AP: To będzie bardzo emocjonujący bieg i wygra Kanadyjka Prisilla Lopes-Schliep. Myślę, że Amerykanka Lolo Jones jest już trochę zmęczona sezonem i może mieć kłopot nawet z wskoczeniem na podium.

PI: Co się stało z Lolo? Ostatnio oddała pole Kanadyjce, obie są ex aequo w rankingu DR. Dzisiejszy bieg nie jest punktowany, dopiero za tydzień rozstrzygnięcie rywalizacji, i trochę wbrew sobie, z sympatii postawię na Lolo.

 

400 m, kobiety

Allyson Felix (USA) 1.40

Tatyana Firova (RUS) 6.00

Debbie Dunn (USA) 6.50

Amantle Montsho (BOT) 12.00

Shericka Williams (JAM) 15.00

Pozostałe zawodniczki 26.00

AP: Bez problemu powinna wygrać Alison Felix prezentująca świetną formę na 200 i 400 metrów w tym sezonie. Pod nieobecność Sanya’i Richards to zdecydowana liderka na tym dystansie w tym roku.

PI: Nie ma wątpliwości - wygra Felix.

 

110m przez płotki, mężczyźni

David Oliver (USA) 1.15

Ryan Wilson (USA) 7.50

Dwight Thomas (JAM) 12.00

Inny atleta 21.00

Andy Turner (GBR) 21.00

Petr Svoboda (CZE) 21.00

AP: Wygra David Olivier w wielkim stylu i z wynikiem poniżej 13 sekund, ale czy będzie rekord świata? To jak zwykle w Zurychu zależy od pogody, bo atmosfera zawodów i forma Oliviera jest wspaniała!

PI: Że Oliver jestem przekonany, w rekord świata (obecny 12.87) - wątpię.

12:43, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco