Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
piątek, 31 lipca 2009

Minister sportu chce, by łódzkie kluby do końca wyczerpały wszystkie drogi odwoławcze w walce o ekstraklasę. Właśnie wysłał kontrolę, która sprawdzi, czy PZPN działał prawidłowo, ale zapewnia, że nie zawiesi rozgrywek.

- Siadam właśnie do pisania listu do prezesa PZPN, by rozważył możliwość rozpoczęcia ligi bez meczów z udziałem Cracovii i Korony Kielce - powiedział mi przed chwilą minister sportu Mirosław Drzewiecki. - Chodzi o to, by nie okazało się za kilka dni, że ŁKS i Widzew powinny jednak grać w ekstraklasie, ale w ich miejsce wystartują już Cracovia i Korona.

Po tym jak nie doszło w piątek rano do spotkania mediacyjnego między ŁKS a PZPN w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, działacze łódzkiego klubu domagają się, by Drzewiecki zawiesił ligę. - Nie zrobię tego, choć bez przerwy ktoś tego ode mnie żąda. Jest proces licencyjny, są procedury odwoławcze, mogę się tylko temu przyglądać i na pewno to zrobię.

Mimo to minister sportu zarządził właśnie kontrolę, która sprawdzi, czy PZPN działał prawidłowo przy przyznawaniu licencji, a także w sprawie Widzewa. - Za kilka godzin podam mediom treść oświadczenia i moich listów do Grzegorza Laty oraz Ekstraklasy SA - kończy Drzewiecki.

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

12:04, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »

W morzu narzekań na wszystko, co z polską piłką związane, w korupcyjno-licencyjnym bałaganie, który stał się znakiem firmowym naszej ligi, trudno znaleźć dobre strony startującej ekstraklasy piłkarskiej. Wróciłem więc do starych stron.

W papierowym archiwum wszelakiej maści skarbów kibica wyjąłem na chybił-trafił egzemplarz „Gazety Wyborczej” zapowiadający rundę wiosenną sezonu 2001/2002. Jeden z wiodących tematów to - a jakże - „licencje”. I może nie aż w tak kabaretowym ujęciu jak teraz, ale równie zabawnie. Zbigniew Boniek, wiceszef PZPN, grzmi: „Jeśli klub nie spełni w lipcu [za pół roku - red.] choć jednego warunku, nie zagra w lidze”. Wtedy jeszcze komisja licencyjna przymknęła oko na nieznaczne uchybienia, dosłownie detaliki (10 klubów z 16 jawnie wykazywało zadłużenie, dziewięć nie miało sztucznego oświetlenia, a niektóre nie zapewniły kibicom nawet trzech tysięcy krzesełek), ale za pół roku i później nikt przecież - jak dobrze wiemy - surowym PZPN-owskim regułom się nie wymknął...

Ligę regularnie wygrywały wtedy Wisła z Legią, coraz większą kasą szastał Zbigniew Drzymała, ale panteon polskich Abramowiczów otwierała stara dobra gwardia futbolowych dobrodziejów. Nr 1 wciąż był Andrzej Grajewski, który nawet nie krył się z tym, że pieniądze Widzewowi nie dawał, a pożyczał, i to na niezły procent. Słynął też z tego, że na stadion zajeżdżał ferrari, a że zasuwał z Niemiec do Polski aż miło, zgłodniały pałaszował najprawdziwszą meczową kiełbasę z musztardą.

Grajewski łódzkim klubem sterował, ale jego prezesem został właśnie były sekretarz komitetu dzielnicowego PZPR Mirosław Czesny, dla którego futbol okazał się taką trampoliną, że najpierw wzbił się na fotel wiceprezydenta Szczecina, a później wylądował w gabinecie prokuratora. Trenerem Widzewa był wtedy Dariusz Wdowczyk, w obronie rządził Kazimierz Węgrzyn, o przepustkę na zbliżający się mundial walczył Arkadiusz Bąk, a gole strzelał Bartosz Ślusarski.

Na działaczowski top próbował wskoczyć Tadeusz Dąbrowski, który z radomszczańskiej ligowej efemerydy (RKS, którego działacze i piłkarze notorycznie jeżdżą ostatnio do Wrocławia) chciał zrobić Real Madryt. Zasłynął tym, że użyczył najlepszemu piłkarzowi Igorowi Sypniewskiemu swojego jaguara, a ten zasłynął tym, że mu tego jaguara rozbił. Po wizycie u blacharza Sypniewski przeniósł się do Wisły Kraków, a do jaguara przesiadł się inny pupil Dąbrowskiego Sławomir Wojciechowski.

Z 16 klubów, grających wtedy w eksperymentalnym podziale na dwie grupy, połowa wystąpi w obecnych rozgrywkach. Wielkopolskich Groclinu i Amiki nie zobaczymy już nigdy, obyśmy nigdy nie zobaczyli już RKS Radomsko (aktualnie gra w A-klasie), Stomil Olsztyn stał się OKS 1945, a GKS Katowice, Górnik Zabrze, KSZO Ostrowiec, Pogoń Szczecin, czy Widzew mogą wrócić do ekstraklasy nawet za rok.

Dla porównania angielska ekstraklasa zmieniła się w tym czasie w 30 proc.

Trenerzy. Został jeden (!) - Ryszard Wieczorek. Choć przez te siedem lat zasiedział się trochę w Kielcach, krótko pracował w Zabrzu, to znów zobaczymy go w Odrze Wodzisław. Co się stało z innymi?

Np. wspominany Dariusz Wdowczyk stał się Dariuszem W. Franciszek Smuda, wtedy Wisła, w tym sezonie wrzucił na luz. Jerzy Fiutowski, kiedy już jego Stomil Olsztyn spadł z ligi, napisał pracę „Stosunki interpersonalne na przykładzie Stomilu Olsztyn”, co dało mu pierwszą wśród dolnośląskich trenerów licencję UEFA Pro. Później pracował w Lubinie, a wrocławska prokuratura postawiła mu cztery zarzuty za czasy, kiedy był prezesem Zagłębia.

Zagraniczni, a wtedy stołeczni Dragomir Okuka i Verner Liczka z Polski wyjeżdżali, później wracali, aż w końcu przepadli gdzieś na dobre.

Czas na ligowe kadry. Małe déjà vu, bo w obronie Wisły Arkadiusz Głowacki i Mariusz Jop, w pomocy Mauro Cantoro. Obok Piotra Dziewickiego z Polonii Warszawa i Tomasza Kiełbowicza z Legii to jedyni, którzy wciąż lub znów grają dla tych samych klubów.

Transfery nie powalały, ale to właśnie wtedy Górnik brał z Zagłębia Andrzeja Niedzielana za kilkanaście piłek, Sebastiana Milę czekał w Groclinie na ligowy debiut, a Artur Boruc wciąż musiał zadawalać się rolą rezerwowego Radostina Stanewa.

Do subiektywnego rankingu najdroższych ligowców wybraliśmy siedmiu piłkarzy. Otwierał go Bartosz Karwan, wyceniany przez nas wtedy na 1,3 mln dol. Na 450 tys. dol. szacowaliśmy wartość Sypniewskiego. Miał być wzmocnieniem Wisły, a także kandydatem do wyjazdu na koreański mundial. Teraz odbywa karę 1,5 roku więzienia za znęcania się nad rodziną oraz grożenie policjantom.

Na koniec poprosiliśmy wróżkę Martę z Olsztyna, by przepowiedziała przyszłość wszystkim ligowcom. Czasem się myliła, bo np. o Śląsku mówiła, że w przypadku tego klubu wszelkie historie o wielkich pieniądzach należy włożyć między bajki, ale w kilku przypadkach była nieomylna. „Ktoś chce zrobić bardzo dobry interes na zespole z Łodzi” - to o Widzewie. Stomilowi pisana była zagłada („Od pewnego czasu wisi jak zdechła ryba na wędce”), a w Legii co do joty do dziś sprawdzają się przepowiednie o częstych i coraz groźniejszych kontuzjach. O Wiśle wróżka Marta wspomniała w kontekście nietrafionych transferów. To, że siedem lat później mistrz Polski odpadnie na początku eliminacji do Ligi Mistrzów z estońską Levadią Tallin, nie wychodziło z żadnych kart.

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

02:49, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 lipca 2009

To co robię, to żadna systemowa praca, ani budowa zespołu na 4-5 lat. Na razie to ja ratuję, a nie buduję - powiedział mi kilka godzin przed pierwszym meczem kwalifikacji do mistrzostw świata trener Jerzy Matlak. Nie żartował. Polska reprezentacja rzeczywiście wyglądała jak zbieranina. Pal sześć gra, biało-czerwone omal nie przegrały z 33. drużyną świata i nie pogrzebały swoich szans na awans.

Na początek kilka liczb. Freya Aelbrecht, rocznik 1990, Helene Rousseaux (1991), Charlotte Leys (1989). Najmłodsza z tej grupy jest Lise van Hecke (1992). To reprezentacja Belgii, która - jak przyznała po meczu występująca w tej drużynie Marta Szczygielska - nie grała sparingów, więc nie była pewna, na co w ogóle ją stać. Podsumowując Belgijki zajmują w światowym rankingu 33. miejsce (na 90 sklasyfikowanych), ale to one miały pierwszego meczbola w starciu w Polską (9. miejsce). Grały lepiej, jak zauważyli goście w studio Polsatu Sport, próbowały grać „trudniejszą siatkówkę niż my”.

Bez względu na to, w jakim składzie, ile zawodniczek jest kontuzjowanych i kto jest w słabej dyspozycji, reprezentacja kraju, o którym zewsząd słychać, że to potęga światowej siatkówki, do takich sytuacji doprowadzać nie może. Krótko mówiąc szanującej się ekipie nie uchodzi.

Ale nie jesteśmy światową potęgą i pora, byśmy to w końcu zrozumieli. Nie po jednym nieudanym meczu z Belgią, bo jutro może być wygrana z Francją, pojutrze z Turcją (już niepotrzebna) i awans będzie w kieszeni. Składa się na to coraz więcej rzeczy. To, że w męskiej kadrze zmiennika dla Mariusza Wlazłego szukamy wśród przyjmujących. Że Joanna Kaczor to w tej chwili jedyna polska atakująca, bo poza kontuzjowanymi Natalią Bamber i Katarzyną Skowrońską oraz Kamilą Frątczak, która na razie z gry zrezygnowała, Polska nie ma siatkarki na tę pozycję. Że selekcjoner tak na dobrą sprawę szuka kadrowiczek w ledwie dwóch klubach, bo przepaść między nimi a resztą ligi jest kolosalna. Że na Zachodzie mamy tak naprawdę jedną wartościową siatkarkę, jaką jest Katarzyna Skowrońska, etc.

Zresztą o tym, jaką to nie jesteśmy „potęgą” mówi sam Matlak w sobotniej Gazecie Wyborczej.

Być może to zżerająca trema, być może efekt ciężkich treningów, może brak zgrania - polska kadra wyglądała w piątek w Rzeszowie bardzo źle. Poza Joanną Kaczor - która z rezerwowej w klubie stała się ostoją reprezentacji, więc i on w końcu może paść - nie było wśród Polek liderki. Ani sportowej, ani mentalnej, choć w składzie nie brakuje siatkarek z wielkim doświadczeniem.

Naszą rozmowę selekcjoner kończy tak: „Wszyscy chcą medalu na ME, najlepiej złota. I ja mam na nie apetyt, ale chcąc być szczerym, a zarazem nie posądzanym o asekuranctwo, mówię wprost: ledwie pozbierałem ten zespół. Zbierałem z kogo mogłem, bo to jedyna droga dopóki nie doczekamy się jakiegoś systemu, albo dochowamy wartościowych następczyń”.

Szczerze? Współczuję Matlakowi.

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

23:16, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 lipca 2009

Foto: Maja Włoszczowska, poniżej Ola Dawidowicz w objęciach trenera Andrzeja Piątka.

Cenię sukcesy polskich sportowców, niektórych z nich byłem świadkiem, ale ten zaimponował mi naprawdę. Bo wiem, ile kosztował.

Każdy wybiera co lubi, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Jedni stawiają na futbol, inni na siatkówkę, piłkę ręczną, tenis, narty, albo snookera. Nie mam zamiaru ważyć, w który sport trzeba włożyć więcej, by jak najwięcej wyjąć. Gdzie łatwiej zaistnieć, gdzie łatwiej się wybić, gdzie obok codzienniej pracy, czasem przyjemności, zrobić niezły biznes. Obserwowałem dość często sportową kuchnię, najczęściej w grach zespołowych, widziałem, ile kosztuje codzienna harówka, sam próbowałem niejednego. I wiem, że słowa: „kolarstwo to najtrudniejszy ze sportów” nie jest tylko oklepaną maksymą.

Wybity kciuk, poobijane ręce nogi, bark - tak Maja Włoszczowska wyliczała straty po wywalczeniu mistrzostwa Europy (tu przeczytacie relację z Zoetermeer). Gdybym tego nie posmakował, pomyślałbym, że przesadza. - To proste, wygrywa ten, kto potrafi sobie zadać więcej bólu - mówił mi Andrzej Piątek, trener Mai, kiedy wybrałem się z nimi na treningi. Jak pisałem wcześniej na blogu, to nie były zwykłe treningi nie tylko dla śmiertelnika wsiadającego na rower od wielkiego dzwonu, ale kierat, w którym radę mogą dać sobie tylko ludzie wyjątkowej determinacji. 3,5 godziny dziennie, daj Bóg, żeby po płaskim.

Spędziłem obok polskiej kadry trochę czasu, dla kolarzy taki wysiłek to codzienność. Widziałem też, jak grupa ta zachowuje się po zajęciach, co jedzą, jak spędzają wolny czas, jakie są jej relacje z trenerami. Tu też nie chcę silić się na porównania z innymi sportami, ale doświadczenia te pozwoliły mi ciut inaczej spojrzeć na moich dotychczasowych „bohaterów”.

Przede wszystkim nabrałem szacunku to ludzi, którzy uprawiają sporty popularne [na rowerze chyba jeździ(ł) każdy], ale niemedialne. Jak wiele muszą włożyć, żeby tak niewiele wyjąć. Nie miałem wcale zamiaru zaglądać kolarzom do kieszeni, ale kiedy dowiedziałem się, ile średnio dostają za swoją pracę, z większą pobłażliwością spojrzałem na kibiców-raptusów wykrzykujących po nieudanym meczu: „darmozjady”.

Trudno w kilku zdaniach oddać to, co zobaczyłem, odtąd patrzę na kolarzy z niekłamanym podziwem. A Mai Włoszczowskiej, Oli Dawidowicz, Magdzie Sadłeckiej i ich trenerowi Andrzejowi Piątkowi oraz ludziom ze sztabu jak najszczerzej gratuluję.

Tu znajdziecie rozmowę z Mają z Kacprem Merkiem z radia TOK FM.

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

22:42, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
piątek, 10 lipca 2009

Najpierw o samym meczu Finlandia - Polska. Napisałem w tekście do Gazety Wyborczej, że nawet jeśli nasza reprezentacja traktuje w tym sezonie Ligę Światową ulgowo, porażka z Finlandią nie przejdzie bez bólu. Pierwszy poważny sprawdzian kadry Daniela Castellaniego zakończył się porażką 1:3.

Owszem, nowy selekcjoner sprawdza młodych zawodników, którzy w przyszłości mogliby zastąpić ustępujące gwiazdy srebrnych dla Polski mistrzostw świata 2006 roku, wobec czego wyniki schodzą na dalszy plan. Stracony po wygranym tie-breaku punkt z Wenezuelą przeszedł więc bez echa, nad czterema dotkliwie przegranymi meczami z Brazylią również mało kto się pochylił. Przegrany z kretesem pojedynek z Finami jest jednak pierwszym rozczarowaniem młodej kadry Argentyńczyka.

Siedzący w studio Polsatu Sport Wojciech Drzyzga powiedział wprost: Polska powinna przegrać 0:3. Porażka w Tampere boli wyjątkowo, bo gdzieś za skromnymi aspiracjami młodej drużyny kryje się gdzieś chęć występu w turnieju finałowym LŚ w Belgradzie. Na wygranie grupy Polacy szanse stracili już dawno, ale prezes PZPS Mirosław Przedpełski zapowiedział, że jest gotów walczyć o dziką kartę, jeśli biało-czerwoni nie przyniosą wstydu w rozgrywkach grupowych. Nie przyniosą wstydu, czyli zajmą drugie miejsce, wyprzedzając Finów, drużynę, która w ostatnich latach zrobiła największy postęp spośród wszystkich europejskich średniaków. Wydawało się, że Castellani, który dotąd bez opamiętania rotował składem, kupił pomysł i zapowiedział, że o drugą lokatę powalczy ze wszystkich sił. Konfrontacje z Finami urosły więc do najpoważniejszego dotychczasowego sprawdzianu kadry. Nie zaprzeczał temu nawet trener, ani zawodnicy, ani dziennikarze, którzy od początku mówili, że najwcześniej można ocenić młody zespół Argentyńczyka po pojedynkach z Finlandią.

Pierwszy z czterech odcinków tego sprawdzianu został oblany, teraz o finał Ligi Światowej może być naprawdę trudno. Nie będę biadolił, jeśli go nie będzie, bo przecież wszyscy zgodziliśmy się, że w tym roku najważniejsze są eliminacje mistrzostw świata i mistrzostw Europy. Tyle że tam nikt już nie weźmie za dobrą monetę tłumaczeń, których słuchaliśmy dziś po meczu, że "właściwie w każdym z setów mogliśmy wygrać", a "o naszej porażce zdecydowały głupie błędy". Nawet jeśli wypowiadać je będą najmłodsi gracze nowej reprezentacji Castellaniego.

To dopiero początek, miejmy nadzieję, że w sobotnim rewanżu będzie o wiele lepiej. I że Polska zagra w swoich narodowych barwach, a nie w jakimś smutnym kolorze blue. Wiem, wiem, na MŚ w Japonii (na zjdęciu) i później też tak grali. Może jednak ktoś wyjaśni u licha, skąd ten pomysł...

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

22:00, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (12) »
czwartek, 09 lipca 2009

Kolarze w TdF wjeżdżają w Pireneje, a Maja Włoszczowska znów może sięgnąć po sukces, który rzuci trochę blasku na polskie kolarstwo.

W holenderskim Zoetemeer (na zjdęciu trening Polaków) rozpoczynają się w czwartek mistrzostwa Europy MTB. Po cichu, w cieniu emocji związanych z Tour de France, polscy górale znów chcą zaskoczyć i kibiców, i rywali. Nasza ekipa niemal bezszelestnie przygotowywała się do dwóch najważniejszych imprez tego roku - nie tylko ME, ale także wrześniowych mistrzostw świata. Polska faworytka Maja Włoszczowska pisze na swojej stronie: „Ciężko o jakiekolwiek prognozy wynikowe, ale tradycyjnie jesteśmy bojowo nastawieni i mam nadzieję powalczymy z potęgami Szwajcarii, Francji, Włoch, Hiszpanii czy Niemiec”.

W czwartek o godz. 19 pierwsze zawody - wyścig drużynowy, m.in. z Mają Włoszczowską. Na największe sukcesy czekamy jednak w sobotę, kiedy w wyścigu do lat 23 na starcie staną Ola Dawidowicz, Paula Gorycka i Katarzyna Solus oraz w niedzielę, kiedy zobaczymy śmietankę polskich górali - Maję, Olę oraz Magdę Sadłecką i Annę Szafraniec wśród pań (początek o 10) i Marka Galińskiego i Dariusza Batka wśród panów (13).

Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:33, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lipca 2009

Narozrabiał znów piłkarz Kamil Grosicki. Najpierw były ekscesy hazardowe, później głośny na cały kraj odwyk, a teraz wpadka z alkoholem. Przeglądając serwis youtube, natknąłem się na fragment serialu „Jan Serce”. Popatrzcie.

Zajrzałem też do wikipedii, co piszą o Grosickim - w końcu tak samo głośno o nim z powodów piłkarskich (wiosnę miał naprawdę udaną), jak i ruletkowo-karciano-alkoholowych. Znalazłem, że zwą go „Grosik” lub „Midas”. Temu ostatniemu w mitologii przypisywano wyjątkową głupotę. Dziś Tomasz Frankowski, napastnik Jagiellonii, nie był już tak subtelny.

Krupiński nie był - jak mówi Frankowski - debilem. A Grosicki?

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

17:33, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 lipca 2009

Marcin Możdżonek to - rzecz upraszczając - największy wygrany katastrofy finansowej w Olsztynie. Nie ma gracza, który w ostatnim roku zrobiłby większy postęp.

Kiedy niespełna rok temu przechodził do Bełchatowa z podupadającego AZS Olsztyn, mało kto pochwalał taki transfer, wskazując wśród powodów tej decyzji mistrza świata juniorów z 2003 roku tylko ten finansowy. Gwizdy w Uranii, kiedy Możdżonek przyjechał tam już jako zawodnik Skry, słychać było chyba w Zakopanem. Przyznam szczerze - mnie też nie przekonywały argumenty, że trenując w Skrze wykorzysta w pełni smykałkę do siatkówki i swoje 211 cm wzrostu. Przecież w Bełchatowie niepodważalną pozycję ma Daniel Pliński, po najlepszym swoim sezonie w PlusLidze był wówczas Jane Heikkinen, a Radosław Wnuk błysnął w Memoriale Ambroziaka i wykorzystując kontuzję Fina odzyskał miejsce w podstawowym składzie.

Był i mecz (może dwa), kiedy Możdżonek siedział na trybunach, szybko jednak stał się filarem mistrza kraju. Z siatkarza przewidywalnego, nieruchliwego, mającego problem z przemieszczaniem się do bloku, stał się finezyjnym środkowym z dużym wyczuciem i coraz większą dynamiką, do tego z piekielnie trudną zagrywką, z którą nie radzili sobie rywale w Lidze Mistrzów. W tegorocznej edycji Ligi Światowej Możdżonek sprawia wrażenie, jakby jeszcze udoskonalił te wszystkie atuty. Jest najlepiej blokującym z dużą przewagą nad pozostałym zawodnikami w rankingu (patrz poniżej). Mimo czterech porażek z Brazylią, niemal co mecz wymieniany jest jako jeden z bohaterów. To szczególnie trudne w przypadku środkowego, pozycji niedocenianej nie tylko przez kibiców, ale i działaczy (to oni mają z reguły najniższe kontrakty). W kadrze, tak jak kilka miesięcy temu w Skrze, z czwartego stał się pewniakiem do szóstki na eliminacje mistrzostw świata, a później mistrzostwa Europy.

Nie wiem, w jaki sposób selekcjoner pracuje z Możdżonkiem, najpierw w klubie teraz w kadrze, ale od obserwujących pracę reprezentacji trenerów słyszałem, że środkowy z Bełchatowa jest najlepszym przykładem na to, jak wykorzystywać wszystkie uwagi szkoleniowca. Od jednego ze starszych kolegów Możdżonka, też środkowego, dowiedziałem się, że to jeden z najpilniejszych graczy w kadrze. Mówił też, że to nie koniec, bo z wyjątkowo otwartą głową siatkarsko wciąż będzie rósł.

Możdżonek równie dobrze mógłby zrobić tak wielki postęp zostając w AZS Olsztyn i pracując z trenerem Mariuszem Sordylem - tego nigdy się nie dowiemy. Trudno jednak nie łączyć eksplozji formy 24-letniego środkowego z rozpoczęciem pracy z Danielem Castellanim. Czuję, że metamorfoza Możdżonka to jednak sprawka Argentyńczyka.

1 MOZDZONEK Marcin POL    34            42            50            126            1.21

2 Sala Andrea ITA               22            25            14            61            0.79

3 Bontje Rob NED                21            12            6            39            0.75

4 Podrascanin Marko SRB     22            17            26            65            0.73

5 Lee David USA                  22            23            15            60            0.71

6 Kazakov Alexey RUS         21            27            21            69            0.66

7 Spajic Alejandro ARG         23            40            25            88            0.64

8 Oivanen Matti FIN             19            36            33            88            0.61

9 Simón Aties Roberlandy CUB  19            64            62            145            0.59

10 Volkov Alexander RUS       18            58            56            132            0.56 

W poszczególnych rubrykach bloki punktowe, bloki nieudane, wybloki, suma wszystkich i średnia udanych bloków na set

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:44, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (9) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco