Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
czwartek, 23 czerwca 2011

- Reprezentację siatkarzy stać teraz na wszystko. Nawet na wygraną w finale Ligi Światowej z Brazylią. Już teraz ta drużyna gra dobrze, a jeśli jeszcze nabierze siły mentalnej, doszlifuje niektóre elementy i nie będzie poddawać się, jak dotychczas, możemy być naprawdę wysoko - opowiada w Magazynie Siatkarskim Ryszard Bosek, mistrz świata, mistrz olimpijski, a także były trener reprezentacji Polski, który przyczynił się do sprowadzenia Andrei Anastasiego. - Znam go długo, wiem, że to doświadczony trener, który nigdy nie zatrzymuje się w swojej nauce i nigdy nie zadowala się tym, co już osiągnął. Z naszej kadry w krótkim czasie zrobił zespół, który miło oglądać. Z Danielem Castellanim ani Raulem Lozano nie warto go porównywać, bo Włoch koncentruje się na swojej pracy. Nie jak Lozano, który chciałby nominować się nawet na prezesa PZPS. Castellani to z kolei wspaniały człowiek, może nawet za dobry.

Bosek ocenia również poszczególnych graczy w ostatnich występach przeciwko USA. Jego zdaniem, dobrze spisał się Zbigniew Bartman. - Trzeba zwrócić uwagę, w jak trudnej roli on się znalazł, jest killerem, od którego wymaga się, by kończył każdą akcję. Wielu myślało, że to może nie wypalić, ale Zbyszek radzi sobie. Musi jednak pamiętać, że wszystko co najtrudniejsze dopiero przed nim, bo rywale dopiero uczą się, jak gra, jak atakuje na nowej pozycji. To ambitny chłopak, więc sobie poradzi - kończy Bosek, tłumacząc też, dlaczego słabiej wypadł Bartosz Kurek. - Ma za sobą ciężki sezon ligowy. Musi też przyzwyczaić się do roli naszego najlepszego siatkarza.

 



16:10, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (7) »
środa, 15 czerwca 2011

- Nie zaskakują mnie szybkie wygrane Polaków bez straty seta z Portoryko. Pytanie, czy to wystarczy na USA i Brazylię. Bo ja Polakom zbyt wysokiej oceny za przegrane z Cararinhos wcale bym nie wystawił. Mistrzowie świata grają średnio, momentami wręcz słabo - mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl w najnowszym Magazynie Siatkarskim.
Mój gość ocenia również formę Polaków po trzech kolejkach Ligi Światowej. - Łukasz Żygadło Początek miał bardzo trudny. Przede wszystkim nerwowy – popełniał wiele błędów, gubił się w taktyce. Ale zdawał sobie z tego sprawę i to jest dobry sygnał. Z meczu na mecz gra lepiej, coraz bardziej kombinacyjnie, wystawiam mu notę dobry i apeluję, byśmy nie oczekiwali od niego zbyt wiele, bo Pawłem Zagumnym to on nigdy nie będzie.
Z atakiem mamy największy problem. Zwłaszcza w skuteczności obu graczy, bo to zupełnie co innego niż liczba zdobywanych punktów, na co pochopnie zwracają uwagę kibice. To, że ktoś zdobył 15 punktów na 45 prób, nie oznacza, że grał dobrze. Bartman i Jarosz nie mają regularności, w ich grze jest wiele przypadku, obaj popełniają błędy niedeterminowani przez przeciwnika. Kuby autentycznie mi żal, jest w wyraźnym dołku. Obu wystawiam dostateczny.
Liderem przyjmujących i całego zespołu jest Bartosz Kurek. Przyjęcie i obrona to nasze największe atuty. Bartek łączy dwie ważne role – przyjęcia, gdzie daje sobie radę, i ataku, gdzie jest mocno obciążany, ale błyszczy. Bez niego drużyna jest bezsilna. Za te sześć meczów należy mu się mocna piątka, na szóstkę niech pracuje w finale. Michał Ruciak i Michał Kubiak są bliźniaczo podobni. Kubiak grał mniej, poczekajmy, jak poradzi sobie w dalszej części sezonu. Stawiam im 4+. Środkowi zasługują na oceny od 3+ do 4-. Krzysztof Ignaczak to za to mocny punkt zespołu, wyciąga piłki niemożliwe do obrony. Choć ma wpadki w przyjęciu wynikające ze złej komunikacji, bardzo pozytywnie go oceniam – kończy Drzyzga i liczy, że do kadry wrócą inne gwiazdy, zwłaszcza Paweł Zagumny i Michał Winiarski.



09:50, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 13 czerwca 2011

Tym razem trochę autopromocji z prośbą o rady i sugestie zarazem. Za nami siedem odcinków „Atletów”, magazynu dla wszystkich i o wszystkich, którzy lubią się ruszać. W doborowym towarzystwie Pauliny Sykut, która nie tylko świetnie przepowiada pogodę, ale przede wszystkim brawurowo prowadzi największe wydarzenia artystyczne w Polsce, Pawła Januszewskiego i Artura Partyki, a więc dwóch znakomitych niegdyś lekkoatletów, witam co tydzień jako gospodarz programu widzów kanałów stacji Polsat.

Nasz magazyn, traktujący głównie o królowej sportu, dzieli się na trzy części - newsową, poradnikową i publicystyczną. W tej ostatniej razem z Arturem rozmawialiśmy już z wieloma gwiazdami, m.in. Anną Rogowską, Tomaszem Majewskim, Piotrem Małachowskim, Adamem Kszczotem, Marianem Woroninem, czy Jackiem Wszołą. I planujemy kolejne spotkania.

W poradnikowej części wspólnie z Pauliną i Pawłem zachęcaliśmy widzów (mam nadzieję, że Was też) do wyjścia z domu, poruszania się choćby na chwilę, nawet bez sportowego, zawodowego zacięcia.

Tutaj znajdziecie link do ipli z odcinkami naszego programu. Jeśli znajdziecie chwilę, zobaczcie i napiszcie co o nim sądzicie, a także przekażcie swoje sugestie, z jakimi innymi ciekawymi bohaterami mamy - także w Waszym imieniu - się spotkać.

Przy okazji apel do organizatorów biegów, zawodów, imprez... właściwie wszystkiego, co do „Atletów” pasuje: możemy przyjechać i do Was, nie ograniczamy się tylko do Warszawy czy Spały. Pobiegniemy czy przemaszerujemy razem z Wami, będziemy rywalizować ramię w ramię, a później wszystko pokażemy w „Atletach” (już zaplanowaliśmy wyjazd na Bieg Filmowy do Wałcza). Ostatnio wybraliśmy się na świetny bieg pań na warszawskiej Agrykoli (Paweł, mam nadzieję, że potwierdzisz), wcześniej byliśmy też w ramach akcji „Polska Biega” w warszawskim areszcie.

Mnie też Paulina z Pawłem „zmusili” do biegania, choć przy boksie, na który też mnie wyciągają, to i pikuś. Obok roweru to dla mnie obecnie najlepsza rozrywka, zwłaszcza że dzięki Jurkowi Mielewskiemu odkryłem program endomondo.pl, który rejestruje wszystko, co zrobię, nawet mapę z moich zmagań pokaże. Polecam, naprawdę fajne.

Aha, i jeszcze jedno. Paweł dał mi do wypróbowania wieloraki sprzęt do biegowych zabaw. Na pierwszy rzut poszło Ecco Biom, podobno biegacki hit dla mistrzów. Nie zwykłem chwalić po pierwszych próbach. ale tu muszę. Pierwszy raz miałem na sobie obuwie, które przy premierowym spotkaniu nie obtarły mi kostki do krwi, co u mnie jest normą. Nie zostawiły też odcisków, co zdarza się często. Słowem bomba, bo płynąłem zamiast odbijać się od twardej powierzchni, czego doświadczyłem na warszawskim półmaratonie (nie powiem, co to za firma, ale model z 2005 roku).

Z Biomami jest tylko mały mankament - Ecco ma jakąś nietypową numerację, bo rozmiar 42 za mały, 43 - za duży. Nie można by czegoś pośrodku?

Wkrótce kolejne próby, choć z tymi będzie mi szalenie trudno się rozstać...

02:00, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 czerwca 2011

Na szczerość zdobył się pomocnik Legii Tomasz Kiełbowicz. Zaraz po niespodziewanym przedłużeniu kontraktu z klubem z Łazienkowskiej udzielił wywiadu Przeglądowi Sportowemu. I rzecze w te słowa: Po ostatnim meczu ligowym z Polonią Bytom dostałem sygnał, że jest szansa przedłużenia kontraktu. Były zapytania z innych klubów, ale czekałem na propozycję z Legii, bo ona zawsze była, jest i będzie dla mnie priorytetem. Jak są wyniki, to nikt nie doszukuje się takich rzeczy, jak brak silnych osobowości w drużynie. W przeciwnym przypadku nie byłoby takiego tematu, pisalibyście, że jest kolektyw, są osobowości. Wiadomo, czym jest Legia, zawsze jesteśmy na czołówkach gazet i jeśli coś nie idzie, to się nas krytykuje. W drużynie jest kilku zawodników z osobowością i charakterem, nie boimy się krytyki i weźmiemy ciężar oczekiwań na siebie.

Świadomie lub nie, najbardzej doświadczony gracz Legii w jednej wypowiedzi wyłuszcza, co tak naprawdę trapi klub, który możliwości ma ogromne, a wyniki tylko zadowalające. W Legii jest "kilku zawodników z charakterem". Kilku na ponad 20-osobową kadrę, czyli o kilkunastu za mało.

O trenerze Kiełbowicz nie wspomniał. Znów świadomie lub nie, ale trafił w sedno, bo trenera z charakterem drużyna ta, niestety, nie ma. Chyba że charakterem nazwać koniunkturalizm, jakim Maciej Skorża wykpiwał się najpierw w Wiśle (co z lubością przypominają jego byli współpracownicy), a teraz przy Łazienkowskiej – czy to wobec przełożonych, czy to wobec kibiców, których kupuje tanim poufalstwem.

Po sezonie fatalnym (11 porażek), choć szczęśliwym (Puchar Polski) Skorża z oszczędności ostał się na nowy sezon. Piłkarzy wymieniają na nowych, choć znów nie wiadomo, czy za zgodą trenera, czy tak jak przed rokiem bez jego wiedzy, co znów stanie się "skorżowym" alibi w razie niepowodzenia w kolejnym sezonie.

Podsumowując, Legia to klub jedyny w swoim rodzaju. Można sprowadzić nań sportową katastrofę, czy nawet klęskę żywiołową, ale nic ci nie grozi – wystarczy trochę okrzesania i "wychodzonej" opinii u Mariusza Waltera. Czy to trener, czy to prezes, czy dyrektor sportowy. Oni charakteru mieć nie muszą, wystarczy, że ma go kilku piłkarzy...



01:50, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
środa, 08 czerwca 2011

  

Na 60. urodziny prezesa PZPS Mirosława Przedpełskiego przyjechali szefowie siatkarskich federacji z całej Europy, co świadczy o dużym szacunku dla jubilata. Nie w stylu country, ale na poziomie i z klasą. - opowiada w najnowszym Magazynie Siatkarskim szef PlusLigi i wiceszef PZPS Artur Popko, który dodaje, że z PZPS jest jak z łodzią na oceanach; słońce, ale czasem i wiatr, sztorm, niepogoda.

Goście w studio rozmawiają także o zatrzymanych przez reżim Fidela Castro kubańskich siatkarzach, którzy mieli uciec z wyspy do klubów PlusLigi. Jerzy Mielewski z Polsatu Sport opowiada o dobrym - mimo porażek 0:3, 1:3 - występie biało-czerwonych przeciwko Brazylii i genialnym Bartoszu Kurku.

Pierwszy mecz obejrzało w sobotę zaledwie 244 tys. 164 widzów przed telewizorem. Czy to kolejny dowód na dekoniunkuturę siatkówki? - Wszyscy muszą zasłużyć na dużą oglądalność, nasza reprezentacja również. Poza tym była piękna pogoda, która nie zachęcała do siedzenia przed telewizorem. Nie obawiam się o reakcję naszego sponsora, firmy Polkomtel. To cierpliwi ludzie, znający się na siatkówce - uważa wiceszef PZPS.

Od nowego sezonu PlusLiga znów będzie grała starym systemem, mimo że jeszcze kilka tygodni temu działacze uznali go za rewelacyjny. Popko opowiada skąd ta zamiana i czy szefowie PlusLigi wciąż będą stosować retorsje wobec klubów i dziennikarzy, którzy odważą się rozgrywki skrytykować.



09:44, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (20) »
piątek, 03 czerwca 2011

Informacje o rychłym odejściu trenera Franciszka Smudy są przesadzone. Dziś, kiedy wiemy już, że w Śląsku Wrocław zostaje trener Orest Lenczyk - zupełnie nierealne.

Nawet, gdyby Lenczyk z wicemistrzem Polski się nie dogadał, mało kto umie sobie wyobrazić, że charyzmatyczny szkoleniowiec (jedyny kandydat przymierzany na następcę Smudy) przyjmuje nominację z rąk Grzegorza Laty, Andrzeja Placzyńskiego i spółki. Z rąk środowiska, które porzucił trzy lata temu odchodząc z PZPN, i którym najzwyczajniej gardzi. Nie wierzę też, że Lenczyk, choć praca z kadrą to z pewnością jego niespełnione marzenie, chciałby przejąć ją w okolicznościach tak niekomfortowych. Szkoleniowiec to i dżentelmen starej daty, praktykami młodych trenerskich wilków, które dla posady są w stanie poświęcić reputację (patrz Maciej Skorża), raczej się brzydzi, to i Smudy nie wysiudałby pewnie po jego potknięciach.

Atmosfera w kadrze jest gęsta, a selekcjoner wysokich notowań nie ma. Piłkarze co rusz podważają jego kompetencje, dziennikarze wypominają niekonsekwencję przy powołaniach i stosunku do korupcji, a on sam w meandrach swojej trenerskiej filozofii gubi się bezprzykładnie.

Rzeczywistość jest jednak bolesna, poza Lenczykiem nie ma w Polsce szkoleniowca zdolnego przejąć piłkarską kadrę, w dodatku 365 dni przez Euro. Zagraniczni fachowcy może i by się znaleźli, może i PZPN byłoby na nich stać, ale żaden z nich nie spełniłby pewnie ścisłych, związkowych kryteriów. Właściwie jednego: wejścia do polskiej futbolowej rodziny całym sobą, z pełną akceptacją i uznaniem swojego zwierzchnika oraz jego przybocznych. Bez względu na wyniki z Argentyną i Francją Smuda może spać spokojnie. On jako jedyny jest w stanie dogadać się z Latą i jego świtą.



13:27, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
środa, 01 czerwca 2011

Polscy siatkarze, którzy rozpoczęli występy w Lidze Światowej, popadają ze skrajności w skrajność – jednego dnia wysoko wygrywają, drugiego przegrywają z kretesem.

- Wrażenia są mieszane, gra faluje. Nie wiadomo, czy dlatego, że to dopiero początek reprezentacyjnych rozgrywek, czy dlatego, że takich teraz mamy siatkarzy. Kurek i Bartman to szaleni gracze. W tym szaleństwie jest metoda, bo Kurek grałby u każdego selekcjonera, a Bartman ma na razie wielkie poparcie nowego trenera Andreę Anastasiego. Trener powiedział mi, że nie jest osobą, która sięga po zmiany z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, czy nawet z miesiąca na miesiąc – opowiada Marcin Lepa, dziennikarz Polsatu Sport w najnowszym Magazynie Siatkarskim.

- Anastasi ma o wiele mniej czasu na pracę niż jego poprzednik, dlatego zajęcia są bardzo intensywne. Trener przestrzega zawodników przed meczami, tak było po pierwszym spotkaniu z USA: nie lekceważcie przeciwnika, nie bądźcie nonszalanccy. Dodał też: Nie myślmy o tych, których nie ma, myślmy o tych, którzy są – dodaje Radosław Panas, współpracownik Anastasiego, nawiązując do nieobecności w kadrze Wlazłego, Winiarskiego i Plińskiego.



 

08:55, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco