Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
poniedziałek, 29 czerwca 2009

Jonah Lomu, jedna z największych gwiazd rugby, a na pewno symbol tego sportu w erze telewizji i internetu, wraca do gry. Ta wiadomość nie jest jeszcze tak powalająca, jak to, że w dwóch kolejnych sezonach zagra we francuskim... trzecioligowcu - Marseille Vitrolles.

Lomu to człowiek niezwykły. Gdzie tam człowiek - przecież to gigant nie człowiek (196 cm, 125 kg). Jest zjawiskiem, jedynym przypadkiem w historii rugby, kiedy tak wielki facet gra jako skrzydłowy, a nie w formacji młyna. Zawdzięcza to niezwykłej szybkości, fenomenalnej sprawności, a przede wszystkim wielkiej błyskotliwości.

O Lomu można by napisać książkę, czego robić nie zamierzam. Dość powiedzieć, że uznani gracze ostatnich lat pytani w telewizyjnych programach „Total Rugby”, kto jest ich najwybitniejszym rywalem, w większości wymieniali Lomu.

Króciutko: Jonah Lomu, 34 lata, urodzony w Auckland. W wieku 19 lat i 45 dni był najmłodszym w historii rugbistą, który zadebiutował w pierwszej reprezentacji Nowej Zelandii. Rok później pojechał na Puchar Świata do RPA, gdzie podziw dla szybkiego jak błyskawica i silnego jak tur skrzydłowego wyrażał nawet Nelson Mandela. W finale tego turnieju All Blacks przegrali po dogrywce z RPA 12:15. W kolejnym PŚ Lomu był jeszcze lepszy. W meczu przeciwko Szkocji przebiegł kilkanaście metrów z czterema uwieszonymi na plecach bądź nogach rywalami i zaliczył przyłożenie. Pucharu Nowozelandczycy jednak nie zdobyli, bo niespodziewanie w półfinale łupnia dała im Francja. Chorobę Lomu zdiagnozowano już w 1996 roku. W maju 2003 roku, tuż przed kolejnym Pucharem Świata w Australii, nowozelandzki gracz trzy razy w tygodniu przechodził dializy, lekarze przekreślili jego dalszą karierę. W lipcu 2004 roku, kiedy Lomu przeszedł transplantację nerki, nie było chyba nikogo, kto obiecałby mu powrót choćby do rekreacyjnego sportu.

Kontrakt we Francji to nie pierwszy powrót Lomu do rugby. Próbował sił w Walii, wrócił grać do Nowej Zelandii, a teraz skusił go jego przyjaciel Tana Umaga, który w podobny sposób związał się z drugoligowym Toulonu i awansował z nim do ekstraklasy.

Trzecia liga we Francji to Federal 1. W nowym sezonie wystąpi tam kilku Polaków, m.in. Kamil Bobryk, Krzysztof Hotowski, czy Dawid Banaszek. Każdy z nich będzie mógł stanąć oko w oko z Lomu. Kiedy zaczynali grać w rugby, nawet o tym nie śnili.

Zobacz najciekawsze akcje Lomu:

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

17:20, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
wtorek, 23 czerwca 2009

Za nami finał mistrzostw Polski w rugby, złote medale odebrali Budowlani Łódź, którzy w finale pokonali Arkę Gdynia 28:23. O tym meczu, znów wielkiej promocji fantastycznego sportu zupełnie niedocenianego u nas w kraju, można by pisać wiele. Kto nie widział, ma jeszcze szansę zobaczyć fragmenty relacji Polsatu Sport w serwisie YouTube.

Foto: Fragment finału. Starcie Kacpra Ławskiego (z piłką) z Kazimierzem Raszpundą.

Ale nie o tym dziś chciałem. Otóż rugby - nie w klasycznym 15-osobowym wydaniu, ale w tzw. siódemkach - chce wejść na igrzyska. 15 czerwca przed Prezydium Zarządu Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Lozannie stanęła delegacja, której szefował Bernard Lapasset, prezydent IRB (światowej federacji). Francuz marzy, by rugby weszło do programu igrzysk od 2016 roku (odbędą się w Chicago, Madrycie, Rio de Janeiro lub Tokio). Działaczy MKOl. miał do tego przekonać film „Reaching out”, który możecie zobaczyć poniżej:

Kibice, którym zależy, by rugby weszło do programu igrzysk, mogą poprzeć ten pomysł na stronie www.olympic-rugby.org. Jak informuje strona Polskiego Związku Rugby, w drugiej fazie zebrano już 33 tys. głosy, a polscy fani są w czołówce najaktywniejszych. Oto aktualny ranking: 1.USA (4390 głosy), 2.Hiszpania (3698), 3.Niemcy (2552), 4.Argentyna (2451), 5.Anglia (1897), 6.Brazylia (1732), 7.RPA (1553), 8.Holandia (1479), 9.Portugalia (1325), 10.Belgia (1317), 11.Polska (945), 12.Kanada (726), 13.Francja (678), 14.Rosja (551), 15.Chile (440), 16.Australia (435), 17.Włochy (391), 18.Irlandia (384), 19.Gruzja (363) i 20.Czechy (322). Głosowali dotąd kibice ze 176 krajów.

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:44, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
piątek, 19 czerwca 2009

To jeszcze w uzupełnieniu poprzedniego wpisu, informacja z ostatniej chwili. Ola Dawidowicz na drugim etapie Le Grande Boucle Feminine z Bressuire do Niort (62,5 km) była czwarta. Nie wiem, jak przebiegał etap, ale sądzę, że po przekroczeniu mety wcale nie miała dość. Zastanawia mnie, czy jest wyzwanie, które może ją zmęczyć. Ona jest jak króliczekz reklamy baterii Duracell - wszyscy padają, a ona zasuwa dalej.

Gratulacje.

Foto: Ola z Mariuszem Rajzerem na zgrupowaniu przed wyścigiem we Francji.

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

16:42, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »

Wpis to będzie nietypowy, bo raczej informacyjny. Otóż polskie kolarki wystartowały właśnie w Le Grande Boucle Feminine, wielkiej pętli kobiet wiodącej przez Francję i Hiszpanię. Wyścig to szosowy, a jadące w nim Polki to specjalistki od kolarstwa górskiego. W czwartkowej czasówce (18,3 km w Bressuire) rewelacyjnie wypadła Ola Dawidowicz, zajęła ósme miejsce ze stratą 2.10 min do zwyciężczyni Emmy Pooley, srebrnej medalistki z Pekinu w jeździe na czas. Tym samym Ola w klasyfikacjo młodzieżowej jest na drugim miejscu.

Dwa miejsca za Olą była Paula Gorycka (wszyscy mówią, że to talent nie z tej planety), także młodzieżowiec w reprezentacji Polski. Maja Włoszczowska zajęła 14. miejsca, Magda Sadłecka - 30., a Katarzyna Solus - 57.

Piszę o tym dlatego, że kilkanaście dni temu miałem okazję obserwować kadrę trenera Andrzeja Piątka przygotowującą się do lipcowych mistrzostw Europy w Zoetermeer (Holandia). Obserwować, a nawet spróbować poczuć, co to znaczy jeździć zawodowo na rowerze. Pewnego dnia nasze panie wybrały się z trenerem na 100 kilometrową przejażdżkę. Górki, wzniesienia, płasko, znów podjazd - zawodowcom zajęło to około trzech godzin, ja dojechałem... znacznie później. Następnego dnia też coś około stówy, ale z podjazdami w Czechach. Makabrycznymi! Choć z „Gazetową” ekipą udało mi się zaliczyć sławne Mont Ventoux (będzie o tym w lipcowym magazynie „Logo”), tutaj pękłem po pierwszym. Zjazdy zaliczyłem, ale kolejne wspinaczki pokonałem dzięki uprzejmości Mariusza Rajzera i Huberta Grzebinogi, którzy mnie posilili i pociągnęli samochodem.

Foto: Jeden z treningów. Od lewej: Bartosz Huzarski (startował w tegorocznym Giro d'Italia), Paula Gorycka, Maja Włoszczowska, Andrzej Piątek i Kasia Solus.

Wszystko zamierzam opisać wkrótce ze szczegółami, zwłaszcza że jako wczasowicz położonego nieopodal pensjonatu miałem okazję obserwować, jak żyje taka grupa. W każdym razie przemoknięty, zmarznięty i słaniający się na nogach stanąłem po jednym z takich wypadów przed wszystkimi wymienionymi wyżej i rzekłem: „Drogie Panie, czapki z głów”. Pod nosem tylko dodałem: „Tu się nie trenuje, tu się zap...”.

Foto: Magda Sadłecka, nic nie wyprowadzi jej z równowagi. Próbowałem jechać obok niej przez chwilę. Moje tętno 160 i jej znaczyło zupełnie co innego.

A tak w ogóle, to np. Maja Włoszczowska z Magdą Sadłecką potrafiły gdzieś na 80 kilometrze wspomnianych podjazdów coś sobie opowiadać i uśmiechać się serdecznie. Za to Oli Dawidowicz trening nie wystarczał, bo ciągle odjeżdżała od grupy, żeby złapać odpowiednie tętno.

Dziś drugi z czterech etapów Le Grande Boucle Feminine - z Bressuire do Niort (62,5 km). W sobotę trasa z Hagetmau do Pau, a w niedzielę z Irun do Anglet. Trzymam kciuki!

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

00:01, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
środa, 17 czerwca 2009

Dla środowiska rugby opowieści o ludziach zostawiających serce na boisku brzmią jak oczywistość. Historia Roberta Frueana jest jednak niebanalna i poruszyła nawet największych rugbowych twardzieli.

17 lipca Robert skończy 20 lat. Ma wielkie szczęście, że skończy, bo lekarze wątpili w jego powrót do życia, nie mówiąc już o profesjonalnej grze w rugby. Kariera urodzonego w Wellington skrzydłowego (bagatela 190 cm wzrostu i 104 kg wagi) rozwijała się bajecznie. Dwa lata temu, kiedy po mistrzostwach świata juniorów IRB (międzynarodowa federacja) przyznała mu tytuł zawodnika roku, o Nowozelandczyku mówiono, że to jeden z największych talentów w kraju, gdzie co drugi mieszkaniec to rugbista, a każdy bez wyjątku, wliczając niemowlęta i starców, to fan tego sportu.

- Mistrzostwa świata, na które pojechałem, było jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu - wspomina Fruean. - Niesamowite doświadczenie, tym bardziej że po raz pierwszy byłem zagranicą. Czułem się wspaniale.

Kiedy młokos z Wellington odbierał nagrodę IRB, nie mógł się nadziwić, że nie tylko widzi na własne oczy wszystkie największe gwiazdy rugby, ale że ci ludzie podchodzą do niego i rozmawiają jak z kumplem. - Kapitan Anglików, Phill Vickery przywitał się jakby nigdy nic - zapala się Robert.

Podczas studiów na Uniwersytecie walczył o angaż w drużynie Wellington. Wtedy jego kariera, a nawet życie, zawisło na włosku. Podczas rutynowych badań lekarze zdiagnozowali chorobę reumatyczną, która doprowadziła do poważnych powikłań sercowych.

- Doktor przyszedł i poinformował mnie oraz moją rodzinę o tym, że konieczny jest zabieg chirurgiczny. Długo dyskutowaliśmy na ten temat, pojawiły się obawy, czy będę zdolny do gry w rugby. Właściwie to nic innego mnie nie interesowało, nie słuchałem innych rzeczy, o których wspominał. Interesowało mnie tylko to, czy będę dalej grał. Gdy powiedział, że ma co do tego wątpliwości, miałem ochotę po prostu wyjść z sali i uciec jak najdalej - opowiada rugbista.

Konieczna była operacja na otwartym sercu, w trakcie której wszczepiono mu specjalną zastawkę. Kilka miesięcy temu Robert - ku zdumieniu operujących go lekarzy - nie tylko odzyskał sprawność. Po wykonaniu specjalistycznych badań stwierdzono, że wszystko przebiega jak należy, a jego serce zostało wyleczone i funkcjonuje bez zarzutu. Kardiolodzy pozwolili młodemu Nowozelandczyk wrócić do pełnej aktywności.

W klubie Freuean został poddany rygorystycznej rehabilitacji. Trenerzy, kumple z drużyny i kadry podziwiali go, jak niespotykaną determinacją wykazał się w walce o powrót do zdrowia.

Kilka tygodni temu Freuean zadebiutował w barwach Hurricanes w Super 14, najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na półkuli południowej. Oto jego wstrząsająca relacja: - Gdy wybiegłem na murawę, rozpocząłem grę, a później upadłem, przez chwilę poczułem kompletną pustkę, moje serce zaczęło walić jak szalone, przez moment nic do mnie nie docierało, nic nie słyszałem. Zmiana tempa była chyba zbyt szybka.

Lekarze zbadali go po meczu. Okazało się, że była to naturalna reakcja na duży wysiłek po tak długiej przerwie i wszczepieniu zastawki. Fruean dostaje gratulacje o największych światowych sław rugby. A sam mówi: - Jeśli o czymś marzysz, jeśli pracujesz, aby to osiągnąć, nigdy nie poddajesz się, możesz to wszystko zrealizować.

Na zdjęciu Fruean i jego blizna po operacji

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

09:16, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 czerwca 2009

Poprosiłem Wojciecha Drzyzgę o ocenę pierwszych występów reprezentacji siatkarzy w Lidze Światowej. Oto fragmenty:

„Zdecydowanie za wcześnie na jakiekolwiek wnioski. W tym roku w LŚ styl i wyniki są nieistotne. Kadra, którą teraz oglądamy, szybko zakończy żywot. Nie sądzę, by trener Daniel Castellani zdążył wypracować jej jakiś charakter, to niemożliwe. Zresztą ten zespół oparty jest na drugoplanowych zawodnikach. Brak doświadczenia, zgrania widoczny był gołym okiem. Oczywiście z każdym meczem będzie lepiej, poprawi się komunikacja, taktyka, ale przecież nie o to chodzi. Podstawowym celem Castellaniego jest selekcja. Kadra musi zostać odmłodzona, dlatego w LŚ musimy przekonać się, który ze sprawdzanych zawodników jest gotowy do występów o wielką stawkę. Trzeba łowić perełki.

Priorytetem jest pozycja przyjmującego, który zastąpiłby Piotra Gruszkę, a w przyszłości Sebastiana Świderskiego. Potrzebujemy kogoś takiego jak Dawid Murek albo znakomity Bułgar Matej Kazijski. Gracza, który nie ma bajecznej techniki przyjęcia, ale potężnie uderza w ataku. Wśród kandydatów na czoło zdecydowanie wysuwa się 22-letni Zbigniew Bartman, a później 21-letni Bartosz Kurek. Obaj mają wielki potencjał fizyczny.

Castellani musi też znaleźć rozgrywającego, który byłby zmiennikiem dla Pawła Zagumnego. Jeśli rezygnacja z Łukasza Żygadło jest ostateczna, trzeba przetestować kolejnych graczy. O Pawle Woickim wiemy całkiem sporo, bo akurat on ocierał się o kadrę w ostatnich latach. Zagadką jest za to Grzegorz Łomacz, który ma za sobą świetny sezon”.

Wojtek opowiada też o swoim synu Fabianie:

„Fabian przez obowiązki w kadrze juniorów miał tydzień spóźnienia na zgrupowanie, obecnie trenuje z czterema, pięcioma graczami, którzy nie polecieli do Brazylii i Wenezueli. Nie widzę większej szansy, by zagrał w tej LŚ, tym bardziej że wkrótce wyjeżdża do Milicza na kolejne zgrupowanie juniorów. Rozgrywający, który nie trenuje z zespołem, ma większy problem niż koledzy na innych pozycjach. Zwłaszcza że to taki młodziak. Szczerze mówiąc, gdyby Fabian zagrał w jakimś meczu, byłby to bardzo ciężki eksperyment”.

Odnosi się również do krytyki, jaka spadła na Castellaniego i jego zespół po porażkach z Brazylią:

To głupota, a przede wszystkim niekonsekwencja, bo jeszcze niedawno ci sami ludzie przyklaskiwali Castellaniemu, że daje szansę młodym. Trzeba oddzielić dwie rzeczy: mecze z Brazylią, w których Polacy zagrali rzeczywiście źle, i ogólną ideę budowania nowej reprezentacji. Gdzie sprawdzić młodzież, jeśli nie w LŚ? Przestańmy patrzeć na wyniki, pierwsze oceny kadry zostawmy na eliminacje do mistrzostw świata i na mistrzostwa Europy. Wcześniej obserwujmy pojedynczych graczy.

Mam prośbę do Castellaniego, niech w ogóle nie reaguje na takie komentarze i analizy. Będę wspierał selekcjonera, bo uważam, że wybrał dobrą drogę. Choć nie rozumiem na przykład, dlaczego wstawia na dwa mecze do podstawowej szóstki Michał Bąkiewicza. Przecież wszyscy doskonale wiemy, że to wspaniały zmiennik, który do podstawowego składu raczej nie będzie się łapał”.

Więcej w środowej „Gazecie Wyborczej”

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

18:04, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 15 czerwca 2009

Ściągając do Polski Pawła Abramowa Jastrzębski Węgiel zyskał generała. Ale nawet on bez solidnego wojska nie pobije ani Skry Bełchatów, ani Resovii.

Wracając po urlopie nie liczyłem specjalnie na transferowe hity w PlusLidze. A już na pewno nie na taki. Kilka razy pytałem z niedowierzaniem kolegów z Katowic, czy transfer Rosjanina to aby nie jakiś żart. Okazało się, że prezes Jastrzębia Zdzisław Grodecki znów powalił rywali na kolana. Na razie rozmachem, z jakim zaczął wzmacniać klub. Piszę zaczął, bo sprowadzenie Dobosza, Sobali i Pająka (za giełdą transferową w Strefie Siatkówki) traktuję jako inwestycje długoterminowe. Czy strzały szefa JW okażą się trafione, pokażą dalsze jego ruchy, a później sama liga.

Na razie wiemy, że Rosjanin w Jastrzębiu to transferowa wieść, jakiej nasza siatkówka jeszcze nie słyszała. Że przy niej newsy z Delecty Bydgoszcz - umowy z Piotrem Gruszką czy Grzegorzem Szymańskim - brzmią jak codzienne meldunki z rynku walut. Liczę na to, że Abramow w Jastrzębiu rozpocznie prawdziwy wyścig zbrojeń w PlusLidze. Że Skra i Resovia - mimo że już zdecydowały się na kilka ruchów - na ten transfer odpowiedzą natychmiast. A najlepiej, żeby odpowiedział na niego... klub z Jastrzębia. Bo sam generał bez solidnego wojska wojny nie wygra.

Z podobnym hukiem Jastrzębie sprowadzało przed kilkoma laty Plamena Konstantinowa. Jego transfer, ikony bułgarskiej siatkówki, jednego z najlepszych graczy w Europie, stawiał wówczas JW w roli faworyta ligi. Skończyło się na srebrnym medalu, mimo że Konstantinow miał do pomocy Daniela Plińskiego, Łukasza Kadziewicza, czy Grzegorza Szymańskiego. Teraz tej klasy graczy w Jastrzębiu nie ma. Jest Abramow. Ale co dalej?

 Zakłady bukmacherskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

23:41, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (10) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco