Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
czwartek, 24 maja 2012

Dla kibiców Legii nie ma i pewnie nie będzie fantastycznych wieści tego lata. Klubowy budżet wymaga oszczędności, kadra w drastyczny sposób się nie zmieni, może przyjdzie dwóch nowych graczy, ale tylko pod warunkiem, że nie trzeba będzie za nich płacić, a oni sami nie zechcą na Legii „ugrać” kontraktu życia. W tej sytuacji trudno też szukać alternatywy dla Macieja Skorży, trenera, który znacząco przyłożył rękę, by Legia nie zdobyła pierwszego od 17 lat dubletu, podzielił szatnię nierównym traktowaniem piłkarzy, tracąc u nich autorytet również dlatego, że działacze wpierw go wyrzucali, a później z braku alternatywy zostawiali na stanowisku.

Można oczywiście pastwić się nad poprzednim prezesem, który lekką ręką naraził klub na poważne straty (ponad milion złotych rocznie), przedłużając kontrakt ze Skorżą w sposób bezwarunkowy. Trudno jednak winić za to obecne władze. Można im co najwyżej współczuć, że zaczęły z takim pasztetem w schedzie po poprzednikach, a pole do manewru mają ograniczone.

Decyzje zapadną najpóźniej za tydzień, ale coraz głośniej przy Łazienkowskiej o tym, że Skorża jednak zostanie. Jest już zresztą w Warszawie po powrocie z urlopu, przez który nie obejrzał decydującego o mistrzostwie Polski meczu Młodej Ekstraklasy, co jego notowań nie poprawiło.

Kandydatura Vladimira Weissa była droga i padła bardzo szybko. Waldemara Fornalika rozważano, ale nie podjęto z nim rozmów. Jedynym, który negocjuje, jest Jan Urban, który kibiców, dziennikarzy i fachowców dzieli w jednakowy sposób. Pracując za pierwszym razem w Legii też sięgał po Puchar Polski, ale pracował w o wiele trudniejszych okolicznościach, bo na Łazienkowskiej nie było wówczas ani kibiców, ani dopingu. Wszyscy pamiętają mu jednak fatalną jesień w Zagłębiu Lubin, które przejął później Czech Pavel Hapal i uczynił najlepszą drużyną wiosny w T-Mobile Ekstraklasie.

Jeśli Urban wróci, nie zacznie z czystą kartą - musi liczyć się z wypominaniem niepowodzeń, rozliczaniem po każdej kolejce, etc. Jego przewagą nad Skorżą będzie autorytet i respekt, który wzbudzał u piłkarzy w każdym klubie.

Per saldo może okazać się, że pozostawienie Skorży to w tej chwili najlepsze wyjście. Drużyna, która nie straci kluczowych piłkarzy i ma szansę być najstabilniejszą w całej lidze (zostanie najwięcej graczy z wiosny). Nowi działacze mają szansę w sposób zasadniczy egzekwować od szkoleniowca obowiązki, by np. nie wpadał do klubu kwadrans przed treningiem i nie wychodził kwadrans po nim. Co najważniejsze, klub nie będzie musiał wypłacać gigantycznego nawet jak na warszawskie warunki odszkodowania. Duma Skorży nie ucierpi, bo to dla niego nie pierwszyzna, a jeśli jeszcze działacze sprzedadzą słabego wiosną Miroslava Radovicia, rozbijając toksyczny - jak mówi większość legionistów - „serbski układ”, jest szansa przejść przez letnią przerwę bez większego uszczerbku, mimo niekomfortowych warunków.

Przygotowania do Euro zupełnie przykryły spektakularną wtopę Legii i jej ewentualne konsekwencje. Dla klubu to dobrze, dla kibiców też, bo lepiej wziąć wszystko na chłodno niż rozpalać stos jeszcze w emocjach. Można wszystko ubrać w czarne kolory, czekać armagedonu, ale przecież w innych klubach też trudno wyłapać znaczące wzmocnienia, tym bardziej rewolucje, które pchnęłyby rywali w role zdecydowanych faworytów do tytułu.

Nadchodzi sezon oszczędności. Niewykluczone, że ligę wygra ten, kto będzie działał mądrze, spokojnie i stabilnie. Może jednak warto się zastanowić, czy Skorża to nie takie złe rozwiązanie?

21:01, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 maja 2012

W okresie podsumowań minionego sezonu T-Mobile Ekstraklasy furorę robią wszelkiego rodzaju analizy, cenzurki. A że Legia jest największym przegranym tego sezonu, to i eksperci biorą się za jej zespół najczęściej. Oto Zbigniew Boniek, który opowiada portalowi www.weszlo.com, co sądzi o gwiazdorze klubu z Łazienkowskiej Danjelu Ljuboi.

„Na temat Ljuboji mam takie zdanie – jest to inteligentny facet, bo wie, jak sobie przedłużyć karierę i gdzie najłatwiej zarobić na stare lata. Dlatego właśnie przyjechał do Polski. Na pewno ze względu na umiejętności i doświadczenie odgrywa w zespole dużą rolę, ale jeśli odgrywa aż tak dużą, to musi też biegać, nadawać ton, brać odpowiedzialność, robić nie tylko to, co najłatwiejsze, ale też to co najtrudniejsze w najtrudniejszych, krytycznych momentach. On natomiast ustawia się szeroko, gra w martwej strefie, między liniami, tam gdzie jest najluźniej. Tam lubi wymienić piłkę, zagrać krótko – ale to najmniejszy problem. Wolałbym, żeby wziął odpowiedzialność za wynik, spróbował minąć obrońcę i strzelić gola… Cóż, przejął dowodzenie w drużynie, a skoro tak to za brak mistrzostwa Polski pretensje trzeba mieć głównie do niego. To on ten zespół miał pociągnąć, a moim zdaniem tego nie zrobił. Poza tym wygląda słabo fizycznie, po stracie piłka go już nie interesuje…

Dla mnie – chociaż jest indywidualnie dobry – jest też cwany, gra trochę na alibi, gra tak, by dziennikarze nie mieli do niego pretensji. Podejdzie do trzech rzutów wolnych, pokaże się. Akurat na tyle, by przedłużono z nim kontrakt. Ale tak naprawdę niewiele z tego wynika. Pewnie gdyby Legia zamiast niego miała Rudniewa to zakończyłaby ligę z dziesięciopunktową przewagą nad wicemistrzem kraju”.

Właściwie na tym powinien zakończyć wpis, ponieważ Boniek potwierdził w każdym słowie to, co dostrzegła niewielka grupa ludzi obserwujących ligę. Niestety dla Legii, spostrzeżenia te miała tylko garstka ludzi, którzy w klubie mają coś do powiedzenia. Reszta ochoczo przedłużyła z nim kontrakt na kolejny rok.

Zobaczymy, jak będzie w nowym sezonie, kiedy np. przyjdzie nowy trener i odstawi go od składu. Że Ljuboja da wszystkim popalić, zapowiedział niejako na gali Ekstraklasy, kiedy demonstracyjnie odwracał się tyłem podczas dekoracji. Z niesmakiem wspominali o tym później goście z innych klubów. W Legii nikt nie zwrócił na to uwagi.

PS Brawa dla najmłodszego w składzie Legii Rafała Wolskiego. Przy rzucie wolnym w meczu z Koroną Kielce, po którym padł gol, Serb chciał zabrać piłkę i strzelać samemu, mimo nieudanych wcześniejszych prób. Młody, z pewnością przyszły reprezentant Polski, postawił na swoim, bo tak ustalił na odprawie trener.

13:01, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
środa, 09 maja 2012

Z wielu powodów marna to dla mnie satysfakcja. Pamiętam, z jaką zapalczywością prezes Paweł Kosmala przekonywał mnie, że nie mam racji, pisząc o aneksowanej umowie trenera Macieja Skorży. Że prezes Mariusz Walter o wszystkim wie, kontrakt został przedłużony za jego zgodą, etc.

Wciąż utrzymuję, że się nie myliłem, tak jak uważam, ze wczorajsze zmiany w Legii to nie tylko kremlowskie roszady – jak nazwali je kibice. Kosmala poleciał za Skorżę i naiwne przedłużenie z nim kontraktu na kolejny sezon przed metą rozgrywek. To był biznesowy samobój, który kosztuje ponad milion złotych i trudno obronić go także od strony psychologicznej. Wątpię, by szkoleniowiec poczuł się wzmocniony przed kluczowymi meczami o mistrzostwo, co najwyżej bliższe realizacji stały się jego plany mieszkaniowe na Wilanowie.

Nie wiadomo, czy to koniec zmian i co ma w głowie nowy zarządca Legii Wojciech Kostrzewa. Bo to on, a nie Piotr Zygo przejął de facto stery w klubie z Łazienkowskiej. Czy dalej będzie ścinał głowy, czy też zostawi w klubie tych, którym na Legii naprawdę zależy? Wszystko wskazuje na to, że na razie to koniec rewolucji. Jedyne, jakie mogą jeszcze nastąpić, dotyczą trenera.

Do końca maja działacze mają uradzić, co dalej ze Skorżą. Albo będą do tego czasu szukać następcy, a jeśli go nie znajdą, bądź znów będzie zbyt drogi, zostawią dotychczasowego szkoleniowca. Albo już zdecydowali, że Skorża zostaje, tylko chcą przeczekać napięcie kibiców i ogłosić decyzję w gorączce przed Euro.

Co do Skorży, na poniedziałkowej gali Ekstraklasy usłyszałem od kilku osób, że szkoleniowca Legii wyjątkowo nie lubię, dlatego tak zapalczywie go atakuję. Nic z tych rzeczy – podczas dekoracji zrobiło mi się go autentycznie żal. Zresztą sympatie nie mają tu żadnego znaczenia, a tak po prawdzie nie znam trenera w ogóle. I być może tym łatwiej spojrzeć mi na jego drugi rok pracy w Warszawie, w którym znów nie obronił się wynikami, mimo PR-owych komunikatów o całkiem udanym sezonie. Przede wszystkim zmarnował szansę, jaka może nie przytrafić się Legii przez 17 kolejnych lat.

Także inne wydarzenia na korzyść trenera nie świadczą – jego zachowanie przed rokiem, kiedy działacze wybrali na następcę trenera Weissa, a z przyczyn finansowych zachowali status quo (bez zastanowienia pozostał); kibice, którzy lżą teraz wszystkich tylko nie jego (jakiś powód pozasportowy chyba jest, skoro we wszelkich sondach domagają się jego odejścia); Serbów, którzy zasłużyli sobie na szczególne traktowanie (Ljuboja i Radović już zupełnie przeszli na indywidualny tok zajęć); brak porozumienia z kluczowymi osobami w klubie (m.in. z Markiem Jóźwiakiem), etc.

Jeśli trenera zmienią, wydaje się, że najrozsądniejszą opcją jest trener zagraniczny. Jeśli chcieliby jednak Polaka, jest tylko jedno rozwiązanie – Waldemar Fornalik. Trener ten przedłużył co prawda kontrakt z Ruchem, ale ponoć na warunkach na tyle dogodnych, że może przy niewielkim odszkodowaniu go zerwać.

Już słyszę te opinie, że sobie nie poradzi, bo do Legii trzeba mieć żelazną rękę, niezniszczalną psychikę i niespotykaną charyzmę. No to od razu odpowiem, że to jedyny szkoleniowiec w Polsce, który został przy własnym zdaniu nie łaszcząc się na miliony Józefa Wojciechowskiego z Polonii. Nie dał sobie dmuchać w kaszę także innemu chimerycznemu prezesowi – Sylwestrowi Cackowi z Widzewa. Z obu tych klubów odchodził i w obu tych klubach go żałują do dziś. A co do charyzmy, nie sztuką jest pięknie opowiadać. Wystarczy, że opowiadają o nim inni. Piłkarze Ruchu, z którymi niespodziewanie sięgnął po wicemistrzostwo Polski, nie dadzą powiedzieć o nim złego słowa. Mimo że wcale sielanki ze strony szkoleniowca nie zaznają.

00:32, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 07 maja 2012

Zapraszam na ostatni w tym sezonie ligowym Magazyn Ekstraklasy.

- Śląsk został zasłużonym mistrzem. Ruch z kolei to świetna drużyna bez gwiazd, ze świetnym trenerem Fornalikiem. Nad Legią niech siądą ludzie ze sztabu szkoleniowego i zastanowią się, dlaczego przegrali tytuł - mówi Andrzej Strejlau.

- Zastanówmy się, czy liga jest coraz silniejsza, że mieliśmy tak zaciętą końcówkę. Bo w innych krajach o tytule decydują mecze na szczycie, u nas spotkania ze słabeuszami - twierdzi Stefan Majewski i uważa, że jeśli Śląsk nie zainwestuje teraz w drużynę, straci wszystko.

- Legia przegrała mistrzostwo w siedmiu ostatnich kolejkach. Nie zasłużyła na nie. Brakowało jej liderów i taktyki. Zawiedli mnie Skorża, Radović i Ljuboja. Patrzę na tego ostatniego, a on hasa po boisku wszędzie gdzie chce. Przeszkadza wszystkim, którzy mają piłkę. W Borussii Lewandowski nie wraca po piłkę do defensywnego pomocnika, tam wszystko jest poukładane - dodaje Cezary Kucharski.

15:22, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 maja 2012

To był niewiarygodny sezon. Na poziomie emocji chyba najbardziej spektakularny od 15 lat, kiedy mistrzostwo rozstrzygnęło się w fascynującym meczu Legia - Widzew (2:3). Tak zaciętej ligi nie mieliśmy jednak od dziesięcioleci - z nieustającymi zawirowaniami faworytów, zawodem najbogatszych i błyskiem solidności biednych oraz aż pięcioma kandydatami do mistrzostwa na dwie kolejki przed końcem.

 

Nawet dla największych wygranych meta szalonych w tym sezonie rozgrywek nie oznacza jednak euforii i spokojnego planowania przyszłości. Od mistrza do spadkowiczów - co do jednego wszyscy z nich zmierzą się z największymi od lat problemami, okrajaniem budżetu, redukowaniem kadry i cierpieniem za własne, nietrafione decyzje.

Sielanki nie zazna nawet mistrz. We Wrocławiu lada moment znów zetrą się dwie właścicielskie racje - polityczna i biznesowa. Z jednej strony hojni politycy, którzy po kolejnym sukcesie marzą nawet o Lidze Mistrzów i gotowi są z miejskiej kasy rzucić kolejnymi milionami, by klub oddłużyć (zaległe premie dla piłkarzy), a później wzmocnić. Z drugiej - zimna kalkulacja Zygmunta Solorza, który w futbol chce się wciąż bawić, ale dopiero po wyjściu na prostą. Skoro oszczędza na Polsacie i Polkomtelu, nie zamierza sypać z sakiewki bez opamiętania na futbol, zwłaszcza że w tym biznesie zminimalizować ryzyko chyba najtrudniej.

Mgliste perspektywy mimo wyniku ponad oczekiwania mają w Chorzowie. Jest co prawda nowy sponsor (Węglokoks), ale nie na tyle pochłonięty wizją europejskich pucharów, by wyłożyć solidny grosz na poważne wzmocnienia. A wśród drużyn z czołówki chorzowianie potrzebują ich najbardziej, bo kadrę mają najwęższą ze wszystkich (przez cały sezon trener Waldemar Fornalik skorzystał  zaledwie z 23 piłkarzy), która może zostać dodatkowo solidnie przetrzebiona transferami, np. Macieja Jankowskiego.

Na razie Ruch nie ma też stadionu godnego wystawienia na europejskie salony, a szkoleniowiec - mimo że przedłużył kilka tygodni temu kontrakt - wciąż jest pożądany przez bogatszą i zdolną wypłacić odszkodowanie za zerwanie umowy konkurencję.

Lech w tej gromadce jest w najlepszej sytuacji, bo wywalczone rzutem na taśmę puchary - jak przed dwoma laty - mogą uratować mu budżet. Szefom klubu zostanie jeszcze niewielkie sprzątanie szatni, ale to i tak nic w porównaniu z gorącym kartoflem, z jakim został w rękach właściciel Legii Mariusz Walter.

Jego klub bez mistrzostwa Polski nie jest już atrakcyjnym towarem dla nowego inwestora, a wizja odzyskania zainwestowanych pieniędzy poprzez zyski z Ligi Mistrzów oddaliła się bezpowrotnie. Dodatkowo ponadmilionową roczną pensją obciąża budżet trener, z którym współpracownicy Waltera bezwarunkowo - a teraz można dodać już, że bezmyślnie - przedłużyli kontrakt na długo przed finałem rozgrywek.

Dopóki Maciej Skorża - który co prawda zdobył Puchar Polski, ale pokonując m.in. takie przeszkody, jak: rezerwy Rozwoju Katowice, Gryf Wejherowo czy Arka Gdynia - sam nie zrezygnuje, będzie największym problemem Legii, która będzie miała jesienią albo szkoleniowca bez autorytetu (Skorża tracił go u piłkarzy i kibiców z kolejki na kolejkę), albo kolejną finansową wyrwę.

Niepokojące, jak zwykle zresztą w przypadku Legii, są gigantyczne kary wydawane za rozróby na trybunach. Dziś kolejny raz na boisko spadły petardy, w czwartek doszło także do kolejnego bezprecedensowego wydarzenia: kilka samochodów, a w nich kilkanaście osób czekało w nocy pod Warszawą na wracających po klęsce w Gdańsku piłkarzy i ich trenera. Sceny były ponoć jak z gangsterskich filmów - z zajeżdżaniem drogi autokarowi, a już później bluzgami i groźbami.

Spory zgryz ma Józef Wojciechowski, właściciel Polonii, który ogłosił rozstanie z futbolem, ale wpierw musi znaleźć chętnego, który biznes z Konwiktorskiej od niego przejmie. Na razie nikt się nie kwapi.

Dziś o godz. 19 zakończyliśmy sezon 2011/2012. Od tego momentu czas myśleć o kolejnym, być może najtrudniejszym w ostatnich latach. Być może liga znów będzie nieprzewidywalna jak teraz, ale oby nie wynikała tylko ze słabości i kłopotów oraz licytacji, kto swoje problemy zniesie najmniej dotkliwie.

20:04, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (10) »
środa, 02 maja 2012

Jak pisałem wczoraj, nie było zaskakująco i nietrudno było wytypować 26-osobową kadrę na Euro. Więcej emocji wzbudził konkurs na turniejową piosenkę, w którym zwyciężyło bliżej nie określone „Koko, spoko, coś tam coś tam, ej tam, ej tam”...

Wracając do piłkarzy nie popełniam tego wpisu, by chwalić się celnością swoich wyborów. Proponuję, by 2 maja - oprócz Dnia Flagi, Dnia Wyboru Kadry, etc - stał się dniem, w którym przestaniemy rozmawiać wreszcie o Borucu, Żewłakowie, Peszce, Kuszczaku i innych, których Franciszek Smuda nie zabrał.

Nie twierdzę, że selekcjoner jest nieomylny, nie uważam, że wszyscy wymienieni na Euro by się nie przydali (najbardziej pewnie Żewłakow), ale to Smuda dokonał wyboru i on za ten wybór głowę straci lub zostanie mu ona koronowana.

Niech żaden z tych, których nazwiska dziś wyczytano, nie poczuje się jak kiedyś za Engela Sibik czy za Beenhakkera Pazdan - obśmiewani, postponowani, nikomu niepotrzebni. Może właśnie Kamiński, Wolski czy Kucharczyk staną się bohaterami Euro. A może to „farbowane lisy”: Perqius, Polański, Boenisch czy Obraniak (trzech z nich ma pewne miejsce w składzie) powiodą do triumfów, jakich w króciuteńkiej historii naszych występów ME nigdy nie przeżyliśmy.

Daleki jestem od idealizowania Smudy i jego wybranków, odezw „wszystkie ręce na pokład”, itd. Kopmy ich, obsobaczmy - jeśli zasłużą - dopiero po turnieju, ale nie podkładajmy im nogi, kiedy zbierają się, by pokonać pierwszą przeszkodę.

23:52, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (14) »
wtorek, 01 maja 2012

Zająłem dziś selekcjonerowi 45 minut, by porozmawiać o kadrze na Euro. Za nic nie chciał podać nazwisk, na Podzamczu ma być efektownie i uroczyście, więc i tajemniczo. Na pewno jednak nie będzie zaskakująco, bo po kilku sugestiach trenera łatwo wyłonić 26 ludzi, którzy pojadą na zgrupowanie do Austrii.

Zaskakująco wypadł za to sam selekcjoner. Przez całą rozmowę nie dała o sobie znać żadna z jego przywar, wyszedł z niego selekcjoner pełną gębą, z którego raczej bije sprawiedliwość, a nie małostkowość. Facet, który ma poczucie misji, zdaje sobie sprawę, ile Euro znaczy dla polskich kibiców, ale nie „odlatuje”, mając wpływ na wybór naszych reprezentantów na imprezę stulecia.

Nie mam zamiaru przekonywać, że Franciszek Smuda to teraz postać idealna. Zdarzy się pewnie nie raz, że znów coś chlapnie, porazi niepoprawną polszczyzną lub będzie niekonsekwentny, do czego nas przez kilka miesięcy przyzwyczajał. A może teraz - kiedy już nie będzie można dokonać znaczących korekt - chcę widzieć trenera reprezentacji piłkarskiej, z którym dyskutuje się o futbolu, a nie o ekscesach, wykluczeniach i niedotrzymanych obietnicach.

Nasz wywiad ukaże się w środowej Gazecie Wyborczej, Smuda jawi się w nim jako selekcjonera. Wkleję poniżej kilka jego fragmentów, a na koniec wytypuję tych, których nazwiska padną podczas środowej gali.

Wpiszcie swoje typy, zobaczymy, kto będzie najbliżej.

„Znajdą się tacy, którzy będą mieć inne zdanie, ale gdybym ich wziął i kazał im wybrać kadrę, ostatecznie mieliby na liście tych samych ludzi co ja”.

 „Przeżyłem w kadrze najtrudniejszy czas w swojej karierze, nigdzie nie spotkało mnie nic podobnego - włożona praca, codzienne nerwy. We wtorek rano obudziłem się i mówię sobie: kurdę, zapomniałem wczoraj zjeść. Ani śniadania, ani obiadu, ani kolacji. Człowiek w amoku nie myśli o jedzeniu. Ja tak właśnie żyję”.

 „Młodzi, którzy mogą być w przyszłości podstawowymi kadrowiczami, też muszą przeżyć taką imprezę. Trener Kazimierz Górski nie zawahał się przecież wziąć Władka Żmudę i trafił idealnie. Nie musi to być tylko Rafał Wolski, może to być Michał Żyro lub jeszcze inni”.

Bramkarze.

1. Szczęsny, 2. Tytoń, 3. Fabiański.

Obrońcy

4. Piszczek, 5. Wasilewski, 6. Perquis, 7. Glik, 8. Kamiński, 9. Wawrzyniak, 10. Boenisch, 11. Wojtkowiak.

Pomocnicy i napastnicy

12. Jodłowiec, 13. Dudka, 14. Polański, 15. Murawski, 16. Matuszczyk, 17. Błaszczykowski, 18. Kucharczyk, 19. Obraniak, 20. Wolski, 21. Mierzejewski, 22. Grosicki, 23. Rybus, 24. Lewandowski, 25. Brożek, 26. Sobiech.

20:46, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (68) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco