Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
piątek, 30 maja 2008

Jeśli drużyna Raula Lozano nie awansuje do Pekinu, kibice szybko zapomną o wicemistrzostwie świata, będą jedynie wyliczać wszystkie późniejsze klęski. Jeśli w Espinho Polacy odbiorą bilety do Chin, wróci wiara, nawet w medal olimpijski.

Wstrzymywałem się z powrotem do blogowania w oczekiwaniu na olimpijski awans siatkarek. Właściwie chciałoby się podsumowywać ich występy już w trakcie kwalifikacji w Tokio, ale pomyślałem - lepiej nie zapeszać. Siatkarzom też nie chcę przynieść pecha, ale trudno w spokoju czekać na najważniejszą od dwóch lat imprezę dla drużyny Raula Lozano.

Portoryko, Indonezja, Portugalia to rywale Polaków w rozpoczynających się dziś kwalifikacjach. Wojciech Drzyzga, nasz ekspert w Sport.pl, daje kadrze 70 proc. szans na awans. Ja o takie rokowania się nie pokuszę, choćby dlatego, że dokładnie pamiętam mecz Pucharu Świata, kiedy Portorykańczycy rozbijali Amerykanów. O polskiej reprezentacji nie wiadomo teraz właściwie nic. Czy prezentuje formę taką jak w pierwszej części eliminacji mistrzostw Europy w Olsztynie, gdzie gromiła wszystkich rywali bez straty seta, czy taką jak w drugim etapie tego turnieju, gdzie już w najsilniejszym składzie poległa m.in. z Czarnogórą i Estonią. Nie wiadomo, jakie nastroje panują wewnątrz drużyny, choć akurat ufam Pawłowi Zagumnemu, który powiedział mi, że powodów do niepokoju nie ma i dopiero turniej w Espinho pokaże na co polskich siatkarzy naprawdę stać. Nie wiadomo, kiedy świeżość po wyczerpującym sezonie odzyska we Włoszech odzyska Michał Winiarski. Jak długo Mariusz Wlazły, największa siła Polaków w ataku, będzie w stanie ciągnąć grę bez uszczerbku na jego nie do końca idealnym zdrowiu. Pytania można stawiać bez końca.

Jedyne, co jest w miarę oczywiste to przyszłość Raula Lozano. Czy będzie awans na igrzyska, czy też nie, w sierpniu argentyński trener raczej pożegna się - raczej zostanie pożegnany - z reprezentacją. Nie jestem zajadłym przeciwnikiem Lozano, tym bardziej jego gorliwym zwolennikiem. Myślę jednak, że jest ofiarą, która musiała paść w konfrontacji zagraniczny trener - tzw. środowisko. Każdy inny obcokrajowiec w tej roli będzie miał łatwiej niż Lozano. Łatwiej, bo „tęgie głowy” polskiej siatkówki już chyba zrozumiały, że otwarcie się na to co nowe jest nieuniknione, a i spośród siebie trudno im będzie wybrać selekcjonera, wobec którego oczekiwania kibiców będą olbrzymie. Nowemu selekcjonerowi będzie łatwiej, bo z pewnością zasięgając języka nie popełni tych samych błędów co Lozano (kontrowersyjność, brak zdolności do kompromisu - o tym pisze Rafał Stec na swoim blogu), które de facto przesądzają, że nie będzie miał okazji - jak mu się marzy - pracować tak długo jak Alex Ferguson.

Raul Lozano

O wielkim sukcesie Lozano (nie zgodzę się z selekcjonerem, że pierwszym od złotego medalu olimpijskiego ekipy Wagnera, bo później były m.in. cztery z rzędu srebrne medale mistrzostw Europy) zapomnieć nie wolno. Oby nie był to jedyny, jaki da Polsce w trakcie swojej trzyletniej kadencji. Lozano ma jeszcze dwie okazje, byśmy dobrze go wspominali - Espinho oraz igrzyska. Olimpijski medal to coś, po co Lozano przyszedł pracować do Polski. Jeśli polegniemy w Portugalii, kibice szybko zapomną o wicemistrzostwie świata, będą jedynie wyliczać wszystkie późniejsze klęski.

09:14, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco