Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
sobota, 21 kwietnia 2012

Że wiosenne hity ekstraklasy okazują się zwykle kitami, wiemy od kilku już szumnie zapowiadanych spotkań. Że Lech przyjedzie do Warszawy, by oddać trzy celne strzały na bramkę, też mogliśmy się spodziewać. Ale że Legia, która wielu tygodni prowadzi w tabeli i jest faworytem do mistrzostwa Polski, zagra tak fatalnie, tego chyba nikt z ponad 20 tysięcy kibiców się nie spodziewał. Jest jeszcze jedna rzecz, która przepadła gdzieś między rozważaniami, kto doczłapie w tym sezonie do tytułu: to nie jest zwykła porażka, a porażka z Lechem, w jednej z najbardziej prestiżowych rywalizacji naszej ekstraklasy. To dla drużyny z Warszawy w jakiś sposób policzek, o czym kibice na trybunach doskonale wiedzą i słusznie się z tego powodu irytują. Piłkarze i trener na aż tak przygnębionych nie wyglądali.

Utarło się już, że nikt nie chce zdobyć mistrzostwa Polski, dlatego z pewnością sięgnie po nie Legia, która ma najrówniejszy, najstabilniejszy i najmocniejszy skład, dogodny układ gier, najlepiej wynagradzanych piłkarzy i trenera, który od dłuższego czasu może pracować w tak komfortowych warunkach, jak mało kto. Takie prognozy jednak zobowiązują, a dziś legioniści pokazali dokładnie to, co przez sześć ostatnich kolejek, kiedy to odnieśli zaledwie jedno zwycięstwo, pięć razy zremisowali aż wreszcie przegrali.

Statystyka w sobotnim przemawia za Legią - posiadanie piłki, strzały, dryblingi, rzuty rożne. Punkty jednak jadą do Poznania. Ani zasłużenie, ani niezasłużenie. Rzecz w tym, że to porażka w meczu, który kibice ochrzcili polskimi Grand Derbi, a Lech stał się drugą po Polonii drużyną z czołówki, z którą drużyna Skorży ma ujemny bilans.

Mimo to Legia to wciąż faworyt nr 1 do mistrzostwa. Jeśli zaprzepaści tę szansę, będzie to największa ligowa wtopa ostatnich lat.

15:30, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (10) »
piątek, 20 kwietnia 2012

Zapraszam na Magazyn Ekstraklasy zapowiadający 27. kolejkę. Całkiem nowy, odświeżony, w nowej scenerii, ale wciąż bardzo ciekawy.

Na tapecie przede wszystkim mecz Legii z Lechem. - Legia spręża się na ważnych przeciwników, ale to będą piłkarskie szachy, bo podoba mi się trener Rumak z Lecha. Może i Zbigniew Boniek mówi o nim źle, ale to dla mnie żaden autorytet - twierdzi Cezary Kucharski.

Andrzej Strejlau uważa, że brak kibiców z Poznania to szkoda dla widowiska. - Rozsądniej, żeby ci ludzie siedzieli na stadionie niż protestowali przed nim - uważa.

- Wojewoda musiał mieć argumenty, skoro wydał taką decyzję. Jeśli to święto ma wyglądać tak, że jedna strona będzie wyzywała drugą, przeklinała, rzucała race, to ja nie będę tęsknił za kibicami - ripostuje Kucharski.

Największym smaczkiem piątkowego hitu Polonia - Ruch to przyjazd trenera Waldemara Fornalika. - To będzie mecz o europejskie puchary, których Polonia bardzo potrzebuje - uważa Kucharski.

O życie walczy w piątek Cracovia. 



00:57, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (10) »
środa, 18 kwietnia 2012

Napisałem we wtorek o tym, że Legia przedłużyła kontrakt z trenerem Maciejem Skorżą, choć oficjalnie wciąż z nim negocjuje. Oczywiście spodziewałem się, że klub zaprzeczy, bo przecież nie wypada PR-owo najlepiej, jeśli coś z klubu wycieka, w dodatku sprawa, która pracowników i zarządców lidera T-Mobile Ekstraklasy w jakiś sposób dzieli.

Jakkolwiek by nie ubierał tego w słowa zarząd klubu (że obowiązuje obecny kontrakt, bo przecież podpisano doń jedynie aneks, etc), potwierdzałem wszystkie informacje w dwóch znaczących źródłach legijnych. Pan Prezes Kosmala uważa, że w żadnym oficjalnym, bo takim jest jedynie on sam, ale gdyby tylko na nim - zainteresowanym w sprawie - polegać, wciąż nie wiedzielibyśmy niczego. Mógłbym co prawda napisać kolejne szczegóły, które informacje te jeszcze bardziej uwiarygodnią, ale naraziłbym na szwank osoby, który mi to przekazywały.

Reasumując, Skorża zostanie w Legii bez względu na to, czy zdobędzie mistrzostwo Polski. Nawet jeśli w ogóle nie zakwalifikuje się do pucharów, teraz włos mu z głowy nie spadnie, bo umowa została przedłużona (przepraszam, aneksowana). A jeśli spadnie, właściciel słono mu za to zapłaci i to mu się zwyczajnie nie podoba.

Utrzymuję też, że w umowie nie ma zawartych warunków sportowych (PR-owe "zabezpieczenie interesu klubu" jest sprawą tak względną jak ocena smaku dania), zresztą wystarczy przeczytać fragmenty oświadczenia Legii, w którym działacze niby zaprzeczają mojemu wpisowi, a tak naprawdę do zwartych w nim faktów się przyznają.

- Klub podpisał z trenerem jedynie aneks do obecnej umowy, która nadal obowiązuje do końca sezonu 2012/13. Postanowienia aneksu mają związek z wysoką oceną pracy trenera Skorży i osiągnięciami sportowymi kierowanej przez niego drużyny.

- aneks do umowy w sposób odpowiedni zabezpiecza interes Klubu w przypadku braku satysfakcjonujących Zarząd wyników sportowych,

- strony uzgodniły, że nie będą podawać do publicznej wiadomości postanowień umowy,

- podpisanie aneksu odbyło się za wiedzą i w porozumieniu z Radą Nadzorczą Legii, której przewodniczącym jest Pan Mariusz Walter.


Przypomina mi to wszystko sytuację z Wisłą Kraków sprzed kilku tygodni, kiedy Mateusz Borek poinformował, że po przyjściu do klubu Michała Probierza szykuje się przewrót na dyrektorskich stołkach, a ja napisałem na blogu, że wróci do Wisły Patryk Małecki. Pamiętam tamto oburzenie ówczesnego prezesa Bogdana Basałaja, który zapewniał mnie, że to niemożliwe pod żadnym pozorem. Pamiętam też reakcje kibiców, którzy chcieli, byśmy odszczekiwali podane informacje. Co prawda odwlekło się to nieco w czasie, ale skończyło tak, jak Mateusz mówił, a ja pisałem.

Teraz podobnie kończy się w Legii w sprawie Skorży. Reakcji klubu się nie dziwię - chcieli wzmocnić szkoleniowca przed kluczowymi meczami, ale z ogłoszeniem czekali do końca, by ubrać to w odpowiedni komunikat. Przyznacie, że głupio wyjdzie, kiedy najważniejsze trofea przeciekną trenerowi przez palce, a ten i tak zostanie w klubie przynajmniej na kolejny sezon.

17:52, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (9) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Negocjacje z trenerem Legii Maciejem Skorżą to fikcja. Nowa umowa została podpisana około dwóch tygodni temu. Na dwa lata, bez żadnych warunków. I właśnie za to wściekły na prezesa klubu jest właściciel Legii Mariusz Walter.

Działacze Legii stopniują emocje. W poniedziałek poinformowali o nowej umowie napastnika Danjela Ljuboi. O porozumieniu ze Skorżą milczą, choć zostało one zawarte kilkanaście dni temu. A papiery zostały podpisane.

Dotychczasowy kontrakt wygasał latem 2013 r. Ale Legia mogła go jednostronnie zerwać po obecnym sezonie, jeśli drużyna nie sięgnęłaby po mistrzostwo Polski. Mimo to podjęto negocjacje z trenerem, które w oficjalnej wersji wciąż się przeciągają.

Tak naprawdę trwały krótko, tym bardziej że szkoleniowiec kupił (kupuje) ponoć mieszkanie w modnej warszawskiej dzielnicy i chce się związać ze stolicą na dłużej.

Według dwóch legijnych źródeł, sumy na umowie są takie same jak dotychczas. Jest jednak mała różnica w porównaniu z poprzednią wersją - nie ma w niej żadnych warunków ze strony klubu. Mówiąc krótko, Legia może zajmować nawet ostatnie miejsce w T-Mobile Ekstraklasie, a po zwolnieniu klub i tak będzie musiał wypłacić szkoleniowcowi wartość całego kontraktu.

Skorża związał się z Legią na kolejne dwa sezony. Orędownikiem kontraktowych zapisów był prezes klubu Paweł Kosmala, który przekonał zarząd, że trenera trzeba wzmocnić przed decydującymi meczami, zwłaszcza że osłabiono mu przed rundą zespół, sprzedając Ariela Borysiuka, Macieja Rybusa i Marcina Komorowskiego.

Dlaczego wciąż nie poinformowano o tym kibiców, nie wiadomo. Poinformowano rzecz jasna właściciela klubu Mariusza Waltera, który - jako szef dużej korporacji - szeroko otworzył oczy na zupełnie bezwarunkowy kontrakt trenera w czasach, kiedy klub miał oszczędzać i oddawać zainwestowane przez właściciela pieniądze. Mówiąc wprost Walter wściekł się na hojnego prezesa.

Skorża oczywiście zadowolony jest z takiego obrotu spraw. Latem, bez względu na ostateczne wyniki tego sezonu, zamierza żądać wzmocnień. Jego zdaniem, niektóre formacje Legii są dużo słabsze niż np. drużyn zajmujących miejsce w dolnej części tabeli.

22:25, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Mocny zestaw gości, to i Magazyn Ekstraklasy ciekawy.

Aleksandar Vuković odpowiada, czy jego Korona Kielce kipi agresją i nastawiona jest tylko na walkę. Potwierdza, że 17 żółtych i trzy czerwone kartki w meczu z Zagłębiem sędzia pokazał w większości słusznie. Opowiada też, kto skopał drzwi sędziów w przerwie meczu z Zagłębiem Lubin, na co szef arbitrów chce odpowiedzieć procesem. - Nie wiem, skąd ta awantura, to nasze drzwi i my za ich naprawę poniesiemy koszty - mówi Vuković. Najbardziej doświadczony piłkarz Korony zdecydowanie staje za trenerem Smudą w sprawie Peszki i czeka, kiedy Polonia będzie na sprzedaż i nikt nie będzie chciał jej kupić. Jacek Zieliński zdradza, kogo w meczu Podbeskidzie - Śląsk oglądał selekcjoner.

W ostatnim odcinku Vuko ostro o Polonii i jej szefie Józefie Wojciechowskim: - Polonia nie jest moim ulubionym klubem i nie widzę dla nich jakiegoś pozytywnego scenariusza. Czekam na taką ich porażkę, po której trudno będzie znaleźć dla nich kupca - mówi Vuković.



11:19, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 kwietnia 2012

Już za kilka godzin kolejna ekstraklasowa odsłona walki o mistrzostwo Polski. Wieczorny mecz Widzewa z Legią już zapowiadaliśmy, czas na opinie przed zbliżającymi się spotkaniami w Bielsku-Białej i Krakowie.

Czy Śląsk, po wygranej z Bełchatowem, znów zwietrzył szansę na mistrzostwo? Jego szansę przed sobotnim, wyjazdowym meczem z Podbeskidziem oceniają goście Magazynu Ekstraklasy.

- Przy tak kiepskiej grze wrocławianie wciąż mają szansę na tytuł. Tym bardziej że Legia ma ostatnio przetrzebiony skład. Jak będzie z Podbeskidziem? Drużyna ta rozdaje ostatnio punkty, co może nie być bez znaczenia - mówi Tomasz Łapiński.

- Śląsk gra źle, bo tragicznie spisują się jego obrońcy: Fojut oraz Pietrasiak. Zawodzi także zmieniana co chwila przez trenera linia pomocy. Panuje totalny bałagan, zawodnicy nie bardzo wiedzą jak grać. Cała drużyna gra jak ŁKS, Cracovia - mówi Dariusz Dziekanowski.

- Albo jeszcze brzydziej - dodaje Łapiński.

W sobotę zagrają także Wisła z ŁKS. - Jestem zaskoczony, że nie układa się trenerowi Probierzowi. Stracili właśnie ostatnią szansę na występy w Europie przez Puchar Polski - dziwi się Dziekanowski. - Z ŁKS Wisła sobie poradzi. Dla łodzian to za wysokie progi - dodaje Łapiński. 



09:17, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 kwietnia 2012

Zapraszam Was na cotygodniowy Magazyn Ekstraklasy. 26. kolejkę zapowiadamy z Dariuszem Dziekanowskim i Tomaszem Łapińskim.

Czy mecz Widzewa z Legią zdecyduje o mistrzostwie Polski warszawskiej drużyny? Zdaniem gości będzie trudno, bo lider zagra bez trzech piłkarzy, w tym najlepszego w lidze obrońcy Michała Żewłakowa.

- Trener Maciej Skorża popełnił błąd ryzykując jego występ w Pucharze Polski. Wiedział przecież, że nie do końca jest zdrów, a mimo to bał się słabej nawet poza ekstraklasą Arki i postawił na niego - mówią goście w studio.

W meczu w Łodzi faworyta nie widzą, bo przy meczach Widzewa z Legią tabelę i aspiracje obu drużyn można wyrzucić do kosza. Boisko z reguły pokazuje co innego. Dziekanowski uważa też, że Legia jest na czele przede wszystkim dzięki słabości rywali.

Zapowiadamy również piątkowe mecze GKS Bełchatów z Jagiellonią i Korony z Zagłębiem. Pozostałe odcinki magazynu w sobotę i niedzielę, a gośćmi poniedziałkowego będą Aleksandar Vuković i Jacek Zieliński (asystent trenera Smudy).





09:14, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Wiążący nogi rywalom Zbigniew Boniek to jedno z moich pierwszych, świadomych kontaktów z piłką. Czy to w reprezentacji, czy to w Juventusie, z czego bardziej niż tragiczny finał z Liverpoolem, utkwił mi w pamięci mecz ćwierćfinał ze Spartą Praga (także dlatego, że pierwszy raz widziałem pomarańczową piłkę). Uniesiony nie tylko genialnym golem po uderzeniu piętą z Bayernem, ale pełny doświadczeń z pilnego śledzenia jego kariery na boisku i poza kulisami, wiem, że idol sprzed lat znajduje następcę. Że jest nim Robert Lewandowski.


Dortmund vs Bayern 1:0 Grosskreutz przez maidb7abc

Zapisana blisko 30 golami w Bundeslidze i 13 bramkami dla reprezentacji kariera nawet nie 24-letniego piłkarza, każe widzieć w nim multirekordzistę pod każdym względem. Nie tylko statystycznym, ale także jako bohatera najwyższego w historii naszej piłki transferu, zdobywcy największych trofeów, daj Bóg także bohatera Euro.

Wskazują na to jego dotychczasowe losy, zapowiada przede wszystkim powaga, z jaką Robert podchodzi do piłki. Prywatne sesje z dietetykiem, opracowana przez specjalistów związanych z najlepszymi piłkarzami w Europie suplementacja oparta na kilkunastu produktach dziennie, systematyczne badania krwi, kąpiele odkwaszające (!), właściwie każdy elemencik, którym można pomóc sobie w karierze. Na naszym futbolowym rynku - przyznacie - rzecz niespotykana. A to wszystko przenosi się na każdy mecz, każdy błysk Polaka.

Pytanie tylko, co dalej. W Borussii Lewandowski dotyka właśnie sufitu. Jeśli chce się piąć - a wiem, że ma zamiar dokonać tego, co przed laty Boniek, Młynarczyk, Dudek i w niewielkim stopniu Kuszczak w Pucharze Mistrzów - klub z Dortmundu może okazać się dla tego celu „za mały”. Jestem pewien, że po środowym meczu spekulacji na temat transferu Polaka, bądź nowego kontraktu w Dortmundzie, będzie jeszcze więcej. Bliżej jednak tego pierwszego, bo prawda jest taka, że bawarczycy, którym wczoraj Lewandowski sprzątnął mistrzostwo, chcą go, kuszą i kusić będą wciąż. I to za wiele większe pieniądze niż dotychczas.

Kariera Roberta zaplanowana jest w najdrobniejszych szczegółach. Pamiętam, jakie były jego plany, kiedy przechodził ze Znicza Pruszków do Lecha, jakie perspektywy kreślili wraz z menedżerem Cezarym Kucharskim na dwa, cztery i kolejne lata. Zdaje się, że właśnie przychodzi czas na kolejny krok.

* * *

W związku z popisem Lewandowskiego dodatkowego pecha w swojej tragicznej sytuacji ma Sławomir Peszko. Kilka chwil przed meczem Borussia - Bayern selekcjoner definitywnie skreślił go z kadry, po meczu napastnik z Dortmundu upomniał się co prawda o łaskę dla kolegi (wcześniej zrobili to telefonicznie w rozmowie z trenerem Jakub Błaszczykowski i Rafał Murawski), ale już jutro o Peszce nikt dyskutował nie będzie. Decyzja Franciszka Smudy przejdzie bez echa, bo mam nadzieję wszyscy zajmą się genialnym występem Polaków w starciu z bawarczykami lub zbliżającymi się ich derbami z Schalke.

Może i dobrze - zbyt rzadko zdarzają nam się takie futbolowe wieczory jak ten w Dortmundzie, by spychać je w cień pozaboiskowych ekscesów piłkarza broniącego się przed spadkiem z Bundesligi, na miejsce którego czeka w kadrze kilku profesjonalistów. Zresztą Peszko woli chyba inne suplementy niż Lewandowski i jego koledzy z Borussii.

00:28, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Mam coraz większe przekonanie, że szefem tej ekipy nie jest już Franciszek Smuda. Jeśli skreśla on dyscyplinarnie z kadry dwóch reprezentantów, a kilka godzin później dyrektor reprezentacji Tomasz Rząsa dementuje, że „nie ma mowy o wykluczeniu Sławka Peszki i Marcina Wasilewskiego”, to już chyba dobitny dowód, że 63-letni selekcjoner został przez swoich współpracowników, przełożonych i znajomych na dobre ubezwłasnowolniony.

Zaledwie kilka godzin po informacjach niemieckich mediów o nocnych wybrykach Sławomira Peszki (piłkarz FC Köln miał awanturować się w taksówce i spędzić noc w izbie wytrzeźwień) Smuda poinformował portal Interia.pl, że skreśla piłkarza z reprezentacji na Euro. Zaskakująco dodał też, że Peszko balował razem z Wasilewskim, więc i z niego rezygnuje bez przebaczenia.

Byłem zaskoczony, że selekcjoner podejmuje tak drastyczne decyzje opierając się jedynie na „telefonach od niemieckich dziennikarzy”. O ile przypadek Peszki jest ewidentny, na co wskazuje nieprzejednana postawa władz FC Köln (olbrzymia kara finansowa i zawieszenie), o tyle udział w incydencie Wasilewskiego (on chyba w izbie wytrzeźwień nie skończył) jest sprawą do wnikliwego sprawdzenia. Pomijam już to, że wykluczenie Peszki sportowo kadry nie zrujnuje, a wyrzucenie Wasilewskiego to wyrwa najpewniej nie do załatania.

To Smuda jest tu szefem - pomyślałem. Skoro podjął takie decyzje, nawet kosztem osłabienia reprezentacyjnej i tak już poszarpanej obrony, widać miał ku temu podstawy. Jeśli jednak dyrektor Rząsa jego decyzję anulował, rozumiem, że rządzący kadrą (bo już chyba nie sam Smuda) są w stanie podważyć autorytet trenera do reszty.

Jest w tym wszystkim i menedżer Peszki, Andrzej Grajewski, który w niedzielę odradzał, by nie pisać o Peszce, bo prawda jest w 100 proc. inna. Ostrzegał mnie, że jeśli o wybrykach jego piłkarza poinformujemy, nie zawaha się wytaczać procesów sądowych. A tak w ogóle, że polscy dziennikarze nie są prawdziwymi Polakami, nie znają się na tym, co robią, groził też, że „chodnik, kiedy będziemy obok siebie przechodzić, będzie dla nas zbyt wąski”.

Dodajmy, że Grajewski to dobry znajomy Smudy, więc i jemu pewnie wytoczył tyradę w obronie interesów swojego klienta. Swoją drogą, jeśli prawda jest w 100 proc. inna, to z jakiego powodu Peszko przeprasza teraz wszystkich na oficjalnej stronie klubowej.

Niestety, sprawa Peszki i Wasilewskiego, decyzje Smudy oraz szybka riposta jego współpracowników, a także silne menedżerskie lobby są kolejnym dowodem na to, że reprezentacja Polski to totalne bezhołowie.

11:28, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
sobota, 07 kwietnia 2012

Tak własną siłą, jak i słabością innych. Dzięki indywidualnościom, ich wyrachowaniu, doświadczeniu, ale czasem także z przypadku. W stylu momentami porywającym, ale bywało, że i żenującym. W Wielką Sobotę, pięć kolejek przed końcem sezonu można już chyba ogłosić, że mistrzem Polski w sezonie 2011/2012 zostanie Legia.

Występując w mocno przetrzebionym kartkami składzie przeciwko rewelacyjnemu w tym sezonie Ruchowi lider udowodnił, że ma największy potencjał kadrowy, jego piłkarze najwięcej spokoju oraz umiejętności. I nawet jeśli czasem jego piłkarze bywają irytujący (Ljuboja), na T-Mobile Ekstraklasę to prawdziwe gwiazdy.

Z czterema punktami przewagi nad Ruchem, mając w perspektywie tylko dwa wyjazdowe spotkania w Łodzi z Widzewem i w Gdańsku z Lechią legioniści nie powinni już w tej walce polec. Tym bardziej że widać w nich determinację godną mistrza. Nawet wbrew trenerowi, z którego ust przed sobotnim hitem popłynął bezprecedensowy komunikat, że jego drużyna wcale nie jest faworytem. Wypowiedzią tą szkoleniowiec przeszedł do annałów, bo jako pierwszy w ostatniej historii klubu stwierdził, że klub z Łazienkowskiej przed własnymi kibicami nic nie musi.

Potwierdził to zresztą tuż przed meczem jego asystent Rafał Janas, który uznał, że remis wystarczy do obrony pozycji lidera. Na szczęście piłkarze tych słów nie wzięli serio, byli żądni wygranej od pierwszej minuty, odebrali swojemu przeciwnikowi jego największe atuty - taktyczną dyscyplinę, bezpardonowe odbiory czy nieustępliwość godną lidera ligi.

Co z Ruchem? 5 marca, kiedy chorzowianie zajmowali miejsce czwarte miejsce w tabeli, tracili do prowadzącego Śląska pięć punktów i nikt o zdrowych zmysłach nie podejrzewał, że mogą bić się o mistrzostwo Polski, trener Waldemar Fornalik - z filozofią odwrotną do Skorży - powiedział mi: Ruch mistrzem? Czemu nie? Podchodzę do tego z dużym dystansem, ale kiedy słyszymy śpiewy kibiców „Na piętnaste nadszedł czas...", myślimy sobie, dlaczego nie?

Panie trenerze, chyba jeszcze nie teraz. Na mistrzostwo w tym sezonie najbardziej zasłużyła Legia.



15:42, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (10) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco