Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
czwartek, 29 kwietnia 2010

Czy dziennikarze powinni rozmawiać na temat transferów? Czy sportowcy to profesjonaliści, więc spekulacje transferowe nie powinny mieć wpływu na ich grę? Czy działacze zawsze mówią prawdę?

Moimi gośćmi w magazynie siatkarskim byli prezes PGE Skry Bełchatów Konrad Piechocki oraz Zbigniew Bartman, mistrz Europy z reprezentacją Polski, występujący ostatnio we włoskiej Serie A.

 

 

14:22, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
sobota, 24 kwietnia 2010

Równo o 21 dostałem SMS-a. Nadawcą był Zdzisław Grodecki, prezes siatkarskiej drużyny Jastrzębskiego Węgla. Spodziewałem się, że pisze o czwartym półfinałowym meczu jego zespołu z ZAKS-ą Kędzierzyn, który jego zawodnicy wygrali po tie-breaku, mimo że przegrywali 0:2. Zaskoczenie. Nie o to chodziło.

Pozwalam sobie ujawnić treść tej wiadomości nie konsultując tego z nadawcą, bo nie miała charakteru prywatnego. Prezes Grodecki pisze: „Młodzicy KS Jastrzębie Borynia - Jastrzębski Węgiel awansowali do finału mistrzostw Polski młodzików”.

Niby nic szczególnego, ale ilekroć rozmawiam z prezesem JW o siatkówce, z pierwszego zespołu - jedynego pewnie znanego szeroko w kraju, grającego za duże pieniądze, z gwiazdami w składzie - za każdym razem zbacza on z tematu przechodząc do siatkówki niby niższej kategorii, ale fajniejszej, pozbawionej złych emocji, szczerej, naturalnej. A to, że być może uda się otworzyć szkołę siatkarską w Jastrzębiu, że gwiazdy z Abramowem, Hardym, Yudinem, etc. spotkały się z dzieciakami z jakiejś klasy i wręczyły im gwiazdkowe prezenty, że za kilka lat drużyna juniorów z jego klubu zdobędzie trofea bez importowanych z innych drużyn osiłków, etc.

Mnie, dziennikarza zajmującego się ligową siatkówką, bardziej interesuje wielkie granie. Ale to mniejsze, niższe z pozoru, też potrafi porwać. Byłem dziś rano na turnieju w Warszawie w liceum na Nowolipiu. Ponad 20 zespołów, blisko setka dzieciaków, kilka godzin grania. Były emocje, ale tylko te dobre. Nawet jeśli sędzia wyraźnie się pomylił, nawet jeśli chłopaków czasem ponosiło. Szkoda, że tego Państwo nie widzą, tam rzadko kto zagląda...

22:11, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (11) »
piątek, 23 kwietnia 2010

Różne bzdury czytał prezes Skry Bełchatów Konrad Piechocki na temat swojego klubu i jego transferów. Ale widać nie wszystko oglądał, a już na pewno nie „poważny, zdawało się” program, który „burzy atmosferę w zespole”, a z którym polemizuje. Chodzi o czwartkowe wydanie magazynu siatkarskiego „Punkt, Set, Mecz”, w którym rozmawialiśmy z Jerzym Mielewskim i Jakubem Bednarukiem na temat ewentualnego przyjścia do mistrza Polski brazylijskiego rozgrywającego Ricardo i podróży w drugą stronę Bartosza Kurka.

Portal Strefa Siatkówki cytuje prezesa Skry: „Z pełną odpowiedzialnością, zaświadczając swoim nazwiskiem stwierdzam: nawet przez myśl nam taki transfer nie przeszedł. Ricardo u nas nie zagra. Pytanie tylko, po co ktoś wymyśla takie rzeczy? Czeka nas dzisiaj bardzo trudny mecz z Asseco Resovią. Za tydzień gramy Final Four Ligi Mistrzów. A tymczasem poważny, zdawało się, program burzy atmosferę w zespole. Ktoś może powiedzieć: taka spekulacja to nic takiego, ot zwykły wymysł. Ale postawcie się w pozycji Miguela Falaski i Maćka Dobrowolskiego: jak byście się czuli, gdyby tuż przed ważnym dla was wydarzeniem w pracy ktoś powiedział, że już i tak zostajecie z niej zwolnieni? Wyobraźcie sobie menadżera, który współtworzy dwa kluczowe dla dalszych losów firmy kontrakty, których finalizacja wkracza w decydującą fazę. Gdy nagle dowie się, że i tak straci pracę, nawet gdy obie umowy z ogromną korzyścią firma podpisze, to będzie pracował ze zdwojoną energią, czy braknie mu motywacji? Da z siebie wszystko, wyrzucając z głowy, że nie ma zabezpieczonej przyszłości? Teraz wyobraźcie sobie, jak musieli się poczuć nasi rozgrywający, gdy usłyszeli, że mam już umówionego Ricardo. I zobaczycie, jakim taki wymysł, mógłby być dla nas problemem tuż przed najważniejszymi meczami sezonu”.

Nie wiem, co siedzi(ało) w głowach działaczy Skry w sprawie transferów, ale informacja o przyjściu Ricardo dotarła do mnie i mojego gościa (Mielewskiego) z czterech niezależnych źródeł. W piątek rano zadzwoniłem również do Włoch - do klubu z Treviso oraz lokalnych dziennikarzy. Usłyszałem, że Kurek jest na liście życzeń Sisleya, mimo ważnego kontraktu ze Skrą. O wiązanej transakcji (Ricardo - Kurek) moi rozmówcy mówili „maybe”.

Pytanie, kto i po co wymyśla takie rzeczy, pan Piechocki powinien zadać nie nam, bo żaden z nas nie jest prezesem, menedżerem, etc. klubu z Bełchatowa, tylko ludziom ze swojego otoczenia. Gdyby szef Skry zechciał obejrzeć program od początku do końca, usłyszałby, kiedy mówię, że są to spekulacje, nie przesądzamy, który zawodnik do jakiego klubu przejdzie i zastanawiamy się jedynie, czy taki gracz jak Ricardo przydałby się Skrze oraz czy bełchatowianom wymiana z Kurkiem w ogóle się opłaca. Mielewski dodał, że jest to informacja skrywana przez wszystkich, ale jednak dociera do uszu dziennikarzy coraz częściej. Mówiliśmy też o wariancie, który przewiduje pozostawienie Falaski na kolejny sezon.

Nie weryfikowałem transferowych spekulacji u prezesa Skry, ponieważ usłyszałbym jak zwykle wymijającą odpowiedź. Tak było 7 kwietnia 2008 roku, kiedy pisałem o przyjściu do Bełchatowa Miguela Falaski, który oficjalnie podpisał kontrakt dopiero kilka tygodni później. Prezes Piechocki grzmiał wówczas: „Równie dobrze można napisać, że interesujemy się Lloydem Ballem [Dynamo Kazań], Ricardo [Modena] czy Esko. Mamy dwóch rozgrywających, Maćka Dobrowolskiego i Bartka Neroja, z ważnymi kontraktami. Nie zapominajmy, że Dobrowolski po raz trzeci z kolei doprowadził Skrę do ścisłego finału mistrzostw Polski, a w Olsztynie rozegrał chyba najlepsze mecze w historii występów w Bełchatowie”.

Tak było kilka tygodni temu, kiedy rozmawialiśmy w programie „Punkt, Set, Mecz” o potężnej inwestycji koncernu PGE w kobiecy zespół z Sopotu. Prezes Piechocki najpierw zaprzeczał, potem nie potwierdzał, by wreszcie wydać komunikat.

Podsumowując, dziennikarz ma prawo do spekulowania na temat transferów, tak jak mają do tego prawo kibice, którzy chcieliby o swoich drużynach wiedzieć jak najwięcej. Nawet w poważnym - zdawało się - programie.

Poniżej omawiany program „Punkt, Set, Mecz”.

 

 

15:21, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (28) »
wtorek, 20 kwietnia 2010

We wtorkowej „Gazecie” pisaliśmy o problemach sportowców, którym przemieszczanie się uniemożliwia pył wulkaniczny. M.in. Mai Włoszczowskiej, wicemistrzyni olimpijskiej z Pekinu, która na kolarski wyścig w Dalby Forest w północnej Anglii wybrała się promem.

Dziś Maja przysłała zdjęcia ze swojej podróży. Jak zapowiadała, treningu na pokładzie promu nie było.

20:57, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Siatkarze Skry Bełchatów wciąż są myślami przy finale Ligi Mistrzów, który nie odbył się z powodu narodowej żałoby. Czy Resovia wykorzysta to zaangażowanie rywali na wielu frontach i konieczność oszczędzania sił?

Moimi gośćmi w magazynie siatkarskim są rozgrywający Politechniki Warszawa, Jakub Bednaruk i dziennikarz TOK FM Kacper Merk. Obaj zastanawiają się, czy półfinały będą popisem atakujących - Mariusza Wlazłego, Mikko Oivanena, Kuby Jarosza i Igora Yudina.

- Każdy zespół buduje siłę na ataku, od zawodnika, który dostaje najtrudniejsze piłki w najtrudniejszych momentach. Każdy z nich może zabłysnąć, ale i się spalić. Ale poziom Wlazłego jest dla pozostałych nieosiągalny. Po raz kolejny udowodni, że jest w Skrze po to, żeby wygrywać ważne mecze - uważa Bednaruk. A dziennikarz TOK FM wyjaśnia, dlaczego w finale zagrają Skra z Jastrzębskim Węglem.

 

 

11:53, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 kwietnia 2010

Siatkarze z Bełchatowa wciąż są myślami przy finale Ligi Mistrzów, ale szanse Resovii wzrosły dzięki temu tylko minimalnie. Znacznie bardziej wyrównana będzie rywalizacja ZAKS-y Kędzierzyn z Jastrzębskim Węglem.

Jedynie brak w półfinale Delekty Bydgoszcz - zbudowanej za wielkie pieniądze, ale naprędce - może być małą niespodzianką. Czwórka, która w tym roku walczy o medale, to zasobna i sprawdzona czołówka ligi, która od wielu lat systematycznie dzieli łupy między sobą, przyjmując a priori, że mistrzem i tak będzie Skra, którą stać na każdego siatkarza grającego w Polsce i większość występujących za granicą. Od kilku lat jedyną niewiadomą w walce o złoto jest to, jak szybko bełchatowianie poradzą sobie z rywalami - czy będą to jak zwykle trzy czy może cztery mecze.

O pięciu spotkaniach z udziałem Skry, a zarazem o zaciętej, pełnej emocji rywalizacji kibice siatkówki nad Wisłą mogą tylko pomarzyć. Tylko raz, i to przed czterema laty, zdarzyło się, że Skra wyszarpała złoty medal dopiero w piątym spotkaniu. Wtedy jednak dysproporcja między klubem spod Łodzi a resztą stawki nie była aż tak wielka, reprezentanci rozsiani byli po pięciu, nawet sześciu klubach. Dziś niemal wszyscy są w Skrze, dlatego inny wynik niż szóste kolejne mistrzostwo bełchatowian będzie hipersensacją.

Resovii w półfinale nie powinno pomóc nawet to, że jej przeciwnik wciąż jest myślami przy przełożonym na początek maja finale Ligi Mistrzów. Zwycięstwo w niej lub w najgorszym razie drugie miejsce to dla bełchatowian cel nadrzędny - oczekiwany przez kibiców, zawodników, a przede wszystkim sponsorów, którzy ustami klubowych działaczy mówią o weryfikacji dotychczasowych nakładów na najpotężniejszą drużynę klubową polskiego sportu ostatnich dziesięcioleci. W założeniu kluczowe spotkania w kraju miały przyjść już po finale LM, teraz drużyna Jacka Nawrockiego musi dzielić uwagę, a przede wszystkim cykl przygotowań między oba wydarzenia.

Marne to jednak pocieszenie dla rzeszowian, którzy zdają sobie sprawę z siły przeciwnika. Drużynę Ljubomira Travicy wzmacnia co prawda wygrana w Pucharze Polski, która wykluczyła Skrę z finałowej walki o to trofeum, ale zawodnicy z Pokarpacia głośno przypominają, że w play-off trzeba pokonać bełchatowian aż trzy razy, co nie udało się nikomu od 2004 roku.

Tegoroczne półfinały będą teatrem dla atakujących, zawodników z pozycji nr 4 na boisku, najczęściej i najefektowniej zbijających piłkę. To, że Mariusz Wlazły (Skra) powinien wygrać pojedynek z Finem Mikko Oivanenem (Resovia), wskazują już same statystyki. Kto będzie górą w wojnie Jakuba Jarosza (Zaksa) z Australijczykiem Igorem Yudinem (Jastrzębski Węgiel), nie wie nikt. Obaj to najczęściej eksploatowani gracze w całej lidze, często przesądzający o sukcesach swoich drużyn w pojedynkę. Rzadko zawodzą, ale jeśli już trafi im się słabszy dzień, na pomoc kolegów bardziej może liczyć Yudin, który ma obok siebie charyzmatycznego Rosjanina Pawła Abramowa. ZAKSA przekonała się o tym całkiem niedawno, kiedy jastrzębianie wylali ich z finału Pucharu Polski, kilka innych zespołów również wie, jak wielką siłą są zagraniczni siatkarze drużyny ze Śląska.

Mecze ZAKS-y z Jastrzębiem to również pojedynek włoskiej szkoły - Roberto Santillego ze strony tych drugich i Krzysztofa Stelmacha, który trenerskie nauki pobierał właśnie w Italii. - Jeden procent więcej dla Jastrzębia - twierdzą fachowcy, mimo że wyżej po rundzie zasadniczej była ZAKSA. Jeśli będą mieli rację, Skra spotka się w finale z Jastrzębiem, które zalazło bełchatowianom za skórę cztery lata temu.

20:58, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco