Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
niedziela, 21 marca 2010

Ani lepsza, ani gorsza. W lidze nie zmienia się nic mimo upływu lat - Skra potęgą jest i basta, ale za jej plecami coraz większy ścisk. Wszyscy czekają jednak, aż mistrz Polski w końcu potwierdzi swoją wielkość w Lidze Mistrzów

Największym wygranym może czuć się ZAKSA Kędzierzyn, bo choć Skry nie wyprzedziła, ma najlepszą pozycję przed play-off spośród innych kandydatów do podium. W barażach zmierzą się Jadar Radom i Politechnika Warszawa. Kto jest najlepszym zawodnikiem na półmetku ligi, a kto największym niewypałem. Oto podsumowanie moje i Wojciecha Drzyzgi.

Drużyna

Wojciech Drzyzga: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. W trudnej lidze, z wyrównanymi zespołami, zajęła najwyższe miejsce za plecami Skry Bełchatów. Nie miała dużych wahnięć formy, wykorzystała cały swój potencjał, ograła wszystkich, których musiała, choć małym rozczarowaniem może być ich niepowodzenie w Pucharze Polski. Gdyby jednak w ocenę włączać także te rozgrywki, najbardziej wygranym jest w tej chwili Jastrzębski Węgiel. Ponieważ wyróżniam za coś, czego mało kto oczekiwał, nie jest dla mnie drużyną rundy Skra. Pierwsze miejsce to dla nich żaden sukces, tylko rezultat bardzo silnego składu. A pamiętajmy, że przegrali Puchar Polski, więc z oceną mistrza wciąż czekam.

Przemysław Iwańczyk: Powtórzę - ZAKSA i Jastrzębie - używając tych samych argumentów. Do tej dwójki pasowałby także AZS Częstochowa, gdyby nie końcówka rundy z pięcioma porażkami w pięciu meczach. Nie wszystko jednak zależało od trenera i zawodników. Uważam, że tragedia Dawida Murka, później kolejne kontuzje, a co za tym idzie - coraz gorsze mecze, pozbawiły częstochowian miejsca w czwórce. I chyba atmosfera jakoś siadła, bo na początku sezonu było dużo entuzjazmu, który szybko opadł. Inna sprawa, że chyba mało kto się spodziewał tak wysokiego miejsca akademików. A Skra... Co to za frajda i wyczyn wygrywać w lidze, mając tak silną drużynę. Niech potwierdzą w końcu swoją wielkość w Lidze Mistrzów.

 

Siatkarz

Drzyzga: Jakub Jarosz. Jego ocena idzie w parze z oceną ZAKSY. Spełnił wielkie oczekiwania, jakie spadły na jego barki, zmagał się z odpowiedzialnością mistrza Europy, a także rezerwowego, który odchodzi ze Skry i musi poprowadzić do sukcesów inny zespół z czołówki. W Kędzierzynie udowodnił, że nie jest zastępcą, następcą, niczyją „wersją B”, tylko facetem, któremu można powierzyć jakieś zadanie i oczekiwać stuprocentowej realizacji we wszystkich 18 meczach. Dodajmy, że z Jaroszem w roli atakującego ZAKSA prowadzi o wiele ciekawszą, bardziej urozmaiconą grę niż z Jakubem Novotnym, który wyniósł się do Skry.

Nie uważam Mariusza Wlazłego za siatkarza rundy, bo grał zbyt mało. Miguela Falaskę też nie, bo wciąż mnie nie przekonuje. Rafael Redwitz indywidualnie zasługuje na wyróżnienie, ale przegrał ze swoim zespołem zbyt wiele, podobnie jak Mikko Oivannen.

Iwańczyk: A ja stawiam na Redwitza, gracza nietuzinkowego, kreatywnego, z wielką kulturą na boisku i poza nim. Słowem - klasa. Pytanie, czy należy obciążać go winą za słabsze występy Resovii w lidze. A może właśnie dzięki niemu wicemistrzowie Polski zaszli tak daleko w Lidze Mistrzów, a Puchar Polski przegrali jedną akcją. Może przy lepszych kolegach Redwitz stałby się jeszcze większym artystą, a jego drużyna byłaby w stanie rywalizować skutecznie ze Skrą.

Postawa Jarosza potwierdziła, że Skra popełniła błąd, pozbywając się go i biorąc w zamian Novotnego. Atakujący ZAKSY to w tej chwili absolutna czołówka wśród atakujących. Czyni różnicę jakości na pozycji nr 4 i dlatego kędzierzynianie wyprzedzili po rundzie zasadniczej i Jastrzębie, i Resovię.

Na trzecim miejscu, mimo coraz słabszej dyspozycji w końcówce, stawiam Aleha Akhrema z Resovii.

 

Odkrycie

Drzyzga: Paweł Zatorski. Do tej pory nikt go nie uhonorował, choć wciąż potwierdza wysokie umiejętności i zadziwiającą jak na jego wiek [20 lat] stabilność. Niestety, tej stabilności nie potwierdził ani Bartosz Kurek, ani Karol Kłos, a na Mateusza Mikę jest jeszcze za wcześnie. Drugim zawodnikiem wartym uwagi jest także Łukasz Wiśniewski, tak jak Zatorski z młodej drużyny AZS Częstochowa. Młody, skromny, schowany, ale wyróżniający się na tyle, że zwrócił na niego uwagę Daniel Castellani.

Iwańczyk: Patryk Czarnowski. Zawodnik z Jastrzębia gra tak widowiskowo, jakby chciał zrzucić z siebie łatkę wyrobnika, jaką najczęściej przykleja się środkowym bloku. Na ile jest to naturalna skłonność, a na ile wyćwiczone zagrania z rozgrywającym Grzegorzem Łomaczem - pokaże sezon kadrowy. Czarnowskiego dostrzegł Castellani, oby tylko nie pominął przy kolejnej selekcji.

Coraz bardziej odkrywa się Fabian Drzyzga, który myślę, że stanie się niebawem pełnoprawnym kadrowiczem. Wyróżniam go za finezję, ale i za charakter, styl oraz sposób, w jaki radzi sobie z piętnem ojca, który grał z powodzeniem na tej pozycji, a teraz ocenia - często dość surowo - jego kolegów z drużyny i reprezentacji.

 

Trener

Drzyzga: Skoro ZAKSA, to Krzysztof Stelmach. Za wzorcowe prowadzenie zespołu, charyzmę, unikalny w naszej lidze styl. To się musi podobać, przekonuje, ma wartość. Jacek Nawrocki - nie, bo ma większe obciążenia niż Stelmach, a dotąd nic nie zdobył. Do jego warsztatu i stylu nic nie mam, ale jest w trudnej sytuacji, bo cokolwiek nie zrobi, nie przekona wszystkich. Zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że ze Skrą to i woźna zdobyłaby mistrzostwo Polski. Reszta trenerów nie zasługuje na słowa pochwały.

Iwańczyk: Jeśli Stelmach zawsze jest sobą - a zakładam, że tak - to największy powiew świeżości na trenerską ławkę w Polsce od wielu, wielu lat. Jednak doceniłbym także Nawrockiego, bo niełatwo jest przejąć zespół wielokrotnego mistrza, skazanego na kolejne sukcesy, w dodatku od trenera Castellaniego, który w świadomości kibiców wciąż kieruje Skrą, skazując następcę na rolę marionetki. Jeśli obecny trener Skry nie popadnie w charakterystyczną dla Bełchatowa paranoję, że na każdym kroku wszyscy chcą dokopać jego klubowi i tak jak Stelmach nie będzie przejmował się ocenami z zewnątrz, wypłynie na szerokie międzynarodowe wody. By tak się stało, działacze muszą mu dać szansę - pozwolić awansować do Final Four Ligi Mistrzów drogą sportową.

 

Niewypał

Drzyzga: Delecta Bydgoszcz. To nie tylko niewypał - pełen niewypał. Po raz któryś wyszło, że zespoły budowane za niemałe pieniądze, ale bez żadnego pomysłu się nie sprawdzają. To drużyna przeciążona oczekiwaniami, nie wypełnia nawet 50 proc. oczekiwań. Nie nazwiska, nie pieniądze, tylko opracowane systemy gwarantują sukces. Dopełnieniem tego są nie najlepiej prowadzone sprawy szkoleniowe. Za to wielki minus.

Rozczarowane muszą czuć się drużyny, którym przyszło walczyć w barażach - Jadarowi i Politechnice. Mają składy nie gorsze niż Siatkarz Wieluń i AZS Olsztyn. Czerwone kartki ode mnie dla drużyn z Radomia i Warszawy. Szkoleniowcy tych zespołów też muszą uderzyć się w piersi.

Iwańczyk: Casus Delekty powinien być przestrogą dla innych inwestorów i władz miast, które chcą zainwestować w sport. Na razie zamiast sukcesów o Bydgoszczy jest głośno z powodu przekleństw trenera i słynnego już na cały świat: f... you od Richa Lambourne'a z dedykacją dla trenera Wspaniałego.

Wydarzenie

Drzyzga: Zdobycie Pucharu Polski przez Jastrzębski Węgiel i brak w finale tych rozgrywek Skry. Słabe miejsce Resovii po rundzie zasadniczej też jest dla mnie wydarzeniem tak jak nie najlepsza jej postawa w niektórych meczach. Niestety, z tej rundy zapamiętam też paskudną kontuzję Dawida Murka. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem i zobaczyć już nie chcę. Warto też wspomnieć o pełnej hali Torwar na meczu o tzw. pietruchę. Postawa warszawskich kibiców bardzo mnie zaskoczyła.

Iwańczyk: Znów zejdzie na Skrę, bo jej nieliczne porażki były jednak spektakularne. Tak ta w Pucharze Polski z Resovią, jak i ligowa z AZS Częstochowa. Zachwycający był poziom finału PP oraz spotkanie Skra - Resovia (3:2) zaraz na starcie ligi.

 

Cytat

Drzyzga: Żałosny spektakl w wykonaniu opiekuna Delekty Waldemara Wspaniałego w spotkaniu z ZAKSĄ Kędzierzyn. Wulgaryzmy, jakie tam padły, wystarczą za parę innych ligowych historii.

Iwańczyk: Jeśli Wspaniały, to i Konrad Piechocki, prezes Skry Bełchatów, w meczu Pucharu Polski z Resovią. W obu ich wywodach nie było treści, tyle że opiekun Delekty miał świadomość kamery, która go obserwuje, a szef Skry - nie. Trzecie miejsce dla trenera Jana Sucha, który przestrzegał swój zespół, aby się „nie zesrał”.

 

Obcokrajowcy

Drzyzga: Zacznijmy od minusów. Kubański zaciąg w Jadarze i brazylijska pomyłka w Wieluniu. Dla mnie obecność tych graczy w Polsce to jakiś żart. Afera dopingowa, żałosny poziom sportowy, tego nam nie potrzeba. Do tego oczywiście Rich Lambourne, który pokazał Wspaniałemu środkowy palec i rozwiązano z nim kontrakt. Brazylijczyk Paulo z AZS Olsztyn też mnie nie przekonał, tacy zawodnicy nie powinni nas w ogóle interesować.

Na plus Redwitz i Aleh Akrem. Ta para się wybija, ale nie przełożyło się to na wyniki Resovii. Takich zagranicznych siatkarzy chcemy.

Iwańczyk: Dwa trafione transfery Resovii, czyli Redwitz i Akhrem, to zdecydowane wzmocnienie ligi. Ale i też wielkie pudło, czyli Ardo Kreek. W porę jednak wicemistrzowie Polski podrzucili kukułcze jajo do Radomia, wyciągając w zamian zdolnego Grzegorza Kosoka. Lambourne to już znana historia, szkoda, że najbardziej poszkodowanym przez niego był Michał Dębiec, który dyspozycją w powrocie pokazał działaczom i trenerowi, jak wielki popełnili błąd.

 

Prognoza na play-off

Drzyzga: W 90 proc. trafiliśmy z przewidywaniami. Skra, choć miała problemy, i tak jest na czele. Cieszy mnie coraz lepsza postawa jej najgroźniejszych przeciwników oraz ich sytuacja organizacyjna. Nie wiem, jak jest z poziomem, ale jeśli się wyrównał, to chyba jednak w dół. Choć doceniam, że w lidze panów nie mamy sytuacji jak u kobiet, gdzie ostatni zespół jest tak słaby, że nie ma szans nawet marzyć o jednej wygranej. Typuję kolejność na podium - Skra, Jastrzębie, ZAKSA.

Iwańczyk: Mistrzem Skra i oby sięgnęła po tytuł w glorii zwycięzcy Ligi Mistrzów, inaczej nikt w kraju nie doceni ich szóstego złotego medalu. A dalej ZAKSA i Resovia, choć te drużyny staną na podium mało usatysfakcjonowane, bo przepustkę do Ligi Mistrzów zgarnęło już Jastrzębie.

20:39, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
piątek, 19 marca 2010

Wojciech Drzyzga

ZAKSA - AZS Olsztyn 3:0

Delecta - Jastrzębski Węgiel 3:1

Resovia - Politechnika 3:1

Skra - Jadar 3:0

Siatkarz - AZS Częstochowa 1:3

 

Ireneusz Mazur

ZAKSA - AZS Olsztyn 3:0

Delecta - Jastrzębski Węgiel 2:3

Resovia - Politechnika 3:0

Skra - Jadar 3:1

Siatkarz - AZS Częstochowa 3:2

 

Jerzy Mielewski

ZAKSA - AZS Olsztyn 3:1

Delecta - Jastrzębski Węgiel 1:3

Resovia - Politechnika 3:0

Skra - Jadar 3:0

Siatkarz - AZS Częstochowa 2:3

 

Kamil Drąg

ZAKSA - AZS Olsztyn 3:1

Delecta - Jastrzębski Węgiel 1:3

Resovia - Politechnika 3:1

Skra - Jadar 3:0

Siatkarz - AZS Częstochowa 3:2

 

Bartosz Wencław

ZAKSA - AZS Olsztyn 3:0

Delecta - Jastrzębski Węgiel 1:3

Resovia - Politechnika 3:0

Skra - Jadar 3:0

Siatkarz - AZS Częstochowa 3:2

 

Przemysław Iwańczyk

ZAKSA - AZS Olsztyn 3:0

Delecta - Jastrzębski Węgiel 1:3

Resovia - Politechnika 3:1

Skra - Jadar 3:0

Siatkarz - AZS Częstochowa 3:2

 

13:20, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (29) »
wtorek, 16 marca 2010

W kolejnym odcinku magazynu siatkarskiego rozmawialiśmy o budzącej wątpliwości końcówce rundy zasadniczej w lidze kobiet oraz o telewizyjnych prawach do ligowej siatkówki, które nie zostały jeszcze sprzedane. Moimi gośćmi są Marian Kmita, szef sportu w Polsacie oraz telewizyjny ekspert Wojciech Drzyzga.

 

 

17:11, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
piątek, 12 marca 2010

Wojciech Drzyzga

Jadar Radom - Pamapol Siatkarz Wieluń 3:2

AZS Politechnika - PGE Skra Bełchatów 0:3

AZS Częstochowa - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

AZS UWM Olsztyn - Jastrzębski Węgiel 1:3

Delecta Bydgoszcz - Asseco Resovia 2:3

 

Ireneusz Mazur

Jadar Radom - Pamapol Siatkarz Wieluń 2:3

AZS Politechnika - PGE Skra Bełchatów 1:3

AZS Częstochowa - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

AZS UWM Olsztyn - Jastrzębski Węgiel 2:3

Delecta Bydgoszcz - Asseco Resovia 2:3

 

Jerzy Mielewski

Jadar Radom - Pamapol Siatkarz Wieluń 3:1

AZS Politechnika - PGE Skra Bełchatów 0:3

AZS Częstochowa - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

AZS UWM Olsztyn - Jastrzębski Węgiel 1:3

Delecta Bydgoszcz - Asseco Resovia 3:1

 

Kamil Drąg

Jadar Radom - Pamapol Siatkarz Wieluń 3:1

AZS Politechnika - PGE Skra Bełchatów 1:3

AZS Częstochowa - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

AZS UWM Olsztyn - Jastrzębski Węgiel 1:3

Delecta Bydgoszcz - Asseco Resovia 1:3

 

Bartosz Wencław

Jadar Radom - Pamapol Siatkarz Wieluń 3:2

AZS Politechnika - PGE Skra Bełchatów 1:3

AZS Częstochowa - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:2

AZS UWM Olsztyn - Jastrzębski Węgiel 1:3

Delecta Bydgoszcz - Asseco Resovia 1:3

 

Przemysław Iwańczyk

Jadar Radom - Pamapol Siatkarz Wieluń 2:3

AZS Politechnika - PGE Skra Bełchatów 1:3

AZS Częstochowa - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

AZS UWM Olsztyn - Jastrzębski Węgiel 1:3

Delecta Bydgoszcz - Asseco Resovia 2:3

12:54, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (40) »
czwartek, 11 marca 2010

Maja Włoszczowska, kolarska wicemistrzyni olimpisjka z Pekinu, już w sobotę wystartuje w Hajfie w pierwszym tegorocznym wyścigu. Do Izraela pojechała ze swoją ekipą CCC Polkowice niemal prosto ze zgrupowania na Teneryfie. W Ziemi Świętej drużyna trenera Andrzeja Piątka miała trenować przez tydzień, bo na tej samej trasie rozegrane zostaną w lipcu mistrzostwa Europy. Zrealizowaliby plan w stu procentach, gdyby nie pech. Poniżej korespondencja szkoleniowca z Izreala i seria zdjęć w drodze do Hajfy.

„Fajnie, jeszcze wczoraj rano byliśmy na Teneryfie, wieczorem w Warszawie, a teraz w Izraelu. W sumie jakieś 10 tys. km. Na Teide temperatura 15 st. w Warszawie około 0 a tu 30 st.  Kiepskie informacje dotarły dziś do mnie z biura bagażu zagubionego w Warszawie. Okazuje się, że zagubione po drodze z Teneryfy rowery Oli [Dawidowicz] i Pauli [Goryckiej] oraz cały bagaż Mai dotrą do nas najwcześniej w piątek. Wyścig już w sobotę. A miały być już dziś w hotelu:).

Tak więc w związku z zaistniałą sytuacją jutro trenujemy na dwie tury. Maja jedzie rano z Magdą [Sadłecką], a popołudniu Ola z Paulą. Maja w pożyczonych ubiorach, a Paula i Ola na rowerach Mai i Magdy. Życie... Oby tylko te rowery dotarły przed sobotą”...


piątek, 05 marca 2010

Wojciech Drzyzga

Jadar Radom - Neckermann AZS Politechnika 3:1

Jastrzębski Węgiel - Domex Tytan AZS Częstochowa 3:0

PGE Skra Bełchatów - Delecta Bydgoszcz 3:1

Asseco Resovia - AZS UWM Olsztyn 3:1

Pamapol Siatkarz Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

 

Ireneusz Mazur

Jadar Radom - Neckermann AZS Politechnika 3:2

Jastrzębski Węgiel - Domex Tytan AZS Częstochowa 3:0

PGE Skra Bełchatów - Delecta Bydgoszcz 3:1

Asseco Resovia - AZS UWM Olsztyn 3:0

Pamapol Siatkarz Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 2:3

 

Jerzy Mielewski

Jadar Radom - Neckermann AZS Politechnika 1:3

Jastrzębski Węgiel - Domex Tytan AZS Częstochowa 3:0

PGE Skra Bełchatów - Delecta Bydgoszcz 3:0

Asseco Resovia - AZS UWM Olsztyn 3:2

Pamapol Siatkarz Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3

 

Kamil Drąg

Jadar Radom - Neckermann AZS Politechnika 2:3

Jastrzębski Węgiel - Domex Tytan AZS Częstochowa 3:1

PGE Skra Bełchatów - Delecta Bydgoszcz 3:1

Asseco Resovia - AZS UWM Olsztyn 3:1

Pamapol Siatkarz Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

 

Bartosz Wencław

Jadar Radom - Neckermann AZS Politechnika ?

Jastrzębski Węgiel - Domex Tytan AZS Częstochowa ?

PGE Skra Bełchatów - Delecta Bydgoszcz ?

Asseco Resovia - AZS UWM Olsztyn ?

Pamapol Siatkarz Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle ?

 

Przemysław Iwańczyk

Jadar Radom - Neckermann AZS Politechnika 2:3

Jastrzębski Węgiel - Domex Tytan AZS Częstochowa 3:0

PGE Skra Bełchatów - Delecta Bydgoszcz 3:1

Asseco Resovia - AZS UWM Olsztyn 3:0

Pamapol Siatkarz Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3

 

 

15:50, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (32) »
czwartek, 04 marca 2010

Po porażce 0:3 siatkarze Asseco Resovii zachowali minimalne szanse na wyeliminowanie włoskiego Trentino, ale środowe starcie pokazało, że Final Four Ligi Mistrzów to zabawa na razie nie dla nich.

Bywało, że polskie zespoły radziły sobie z Włochami. Rok temu mistrzów Serie A z Piacenzy wyrzucił z Ligi Mistrzów AZS Częstochowa. Skra Bełchatów wygrała w Final Four z Sisleyem Treviso, w podrzędnym Pucharze Konfederacji ten sam zespół został wyeliminowany przez Jastrzębski Węgiel.

Były też pojedyncze sukcesiki z Rosjanami. Dwa razy lanie dostała Iskra Odincowo, poległ Lokomotiw Biełgorod. Reszta starć z europejskimi tuzami to już dla Polaków pasmo niepowodzeń. Wskazując pojedyncze momenty chwały, ograniczam się do historii najnowszej, liczonej od zdobycia przez Polaków wicemistrzostwa świata, bo to wtedy działacze i większość kibiców postawiło znak równości między ligą rodzimą a włoską i rosyjską uznawanymi za najsilniejsze.

Sukcesy w starciach z gigantami przychodzą incydentalnie. Sukcesy klubów - reprezentacje to inny świat, najlepsi w Europie Polacy i Francuzi w Lidze Mistrzów nie szaleją. Skra czy AZS nie wygrywały, kiedy ważyły się losy awansu do czwórki, lecz w grupie albo wczesnych fazach pucharowych. I tylko wtedy, kiedy Polacy rozgrywali mecze wielkie, a rywale wyjątkowo nie mieli formy.

Na to właśnie mogła liczyć Asseco Resovia w meczu z Trentino, najsilniejszą drużyną świata, z ligi tak silnej, że nie jest nawet jej mistrzem. W takich spotkaniach nie gra się jak w spolaryzowanej polskiej lidze, gdzie część drużyn myśli, jak przetrwać i nie spaść, więc poważne mecze zdarzają się raz na dwa tygodnie. W LM nie ma miejsca na pomyłki siatkarzy, nie ma marginesu błędu zwłaszcza dla trenera. W środę mylili się i zawodnicy, i Ljubomir Travica, który zapomniał, że zespół składa się także z rezerwowych. Kiedy Marcin Wika z 27-proc. skutecznością w ataku odbijał się boleśnie od bloku, najbardziej doświadczony, w pełni gotowy do gry Krzysztof Gierczyński przyglądał się temu z kwadratu dla rezerwowych. Na jakąkolwiek zmianę, choćby mały impuls dla drużyny, Travica nie zdecydował się też, kiedy drugi skrzydłowy Aleh Akhrem opadł z sił i także zatracił skuteczność (36 proc.).

To nie był incydent, to już przypadłość Travicy, dla którego Resovia musi wyjść z kłopotów w takim samym składzie, w jakim się w nie wpędziła. Tak było też w kilku ligowych spotkaniach i przegranym finale Pucharu Polski. Widzą to dziennikarze, kibice, a sponsor klubu namawia szkoleniowca, by ten prześledził wszystkie swoje ruchy w trakcie meczów i zastanowił się, czy nie można było zrobić więcej.

Jednak Resovia padła przede wszystkim dlatego, że jej rywale to zbiór siatkarzy ocierających się o geniusz - z trzema Brazylijczykami, Kubańczykiem (Juantorena na 27 ataków zepsuł tylko dwa, przyjmował z 90-proc., niespotykaną nawet na najwyższym poziomie, skutecznością) i Bułgarem. Mają do dyspozycji co roku około 4-5 mln euro. Wicemistrzowie Polski z budżetem 8 mln zł to zespół tylko solidny, w którym jeden artysta (rozgrywający Rafael Redwitz, we Włoszech kariery nie zrobił, z Serie A spadł) nie był w stanie pchnąć do wygranej kolegów niewyrastających ponad średnią europejską.

To premierowy występ Resovii w LM. Spisała się ponad oczekiwania, docierając do ostatniej fazy przed Final Four z bilansem zwycięstw 7-1. Taki wynik w debiucie nie zdarzył się dotąd nikomu i będzie trudny do powtórzenia, kiedy los da rzeszowianom innych rywali niż ze Słowenii, Turcji, Francji i Bułgarii. Będzie też trudno, bo przy obowiązującym w lidze limicie trzech obcokrajowców w składzie, w rozgrywkach zdominowanych finansowo i sportowo przez PGE Skrę Bełchatów ze wszystkimi najlepszymi Polakami (poza grającym w Grecji Pawłem Zagumnym i we Włoszech Sebastianem Świderskim), drużyna z Podkarpacia dużo lepsza już nie będzie.

* * *

Przez 15 lat rozgrywek Włosi wprowadzili do FF sześć drużyn aż 16 razy, Rosjanie mieli cztery kluby i dziesięć startów. Grecy z wybijającym się Olympiakosem Pireus i Iraklisem Saloniki osiągali turniej finałowy siedmiokrotnie. Dwie polskie drużyny grały w FF trzy razy - Mostostal Kędzierzyn (dwukrotnie) i Skra, która teraz oraz przed dwoma laty dostała awans wraz z organizacją.

18:50, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
środa, 03 marca 2010

Resovia może być drugim w historii zespołem z Polski, który awansuje do finału siatkarskiej Ligi Mistrzów. Jej ostatnią przeszkodą jest włoskie Trentino, najlepsza drużyna świata, ale wicemistrzowie kraju nie są bez szans.

 

 

 

Siatkarskich atutów w starciu z Włochami Resovia nie ma zbyt wielu. Największym może być rewanż na własnym boisku (w dwumeczu liczy się lepszy bilans setów, w przypadku dokładnie odwrotnego wyniku w rewanżu rozgrywana jest tzw. złota partia). Ale obecny sezon przyniósł najwięcej niespodzianek w 15-letniej historii LM. Wielcy i bogaci, którzy zdominowali finały ostatnie finały, tym razem ulegli maluczkim i biednym. Rozgrywany 10 i 11 kwietnia w Łodzi Final Four ze Skrą Bełchatów jako gospodarzem może być turniejem mistrzów drugiej kategorii, może być też pierwszym w historii z udziałem dwóch polskich zespołów.

Do czwórki najlepszych nie awansują już na pewno giganci z Dynama Kazań, zwycięzcy rozgrywek sprzed dwóch lat z genialnymi mistrzami olimpijskimi w składzie - Lloyem Ballem i Claytonem Stanleyem - oraz rosyjskimi gwiazdami - Sergiejem Tietuchinem i Aleksiejem Werbowem. Przepadli w starciu z Olympiakosem Pireus. Niemców z Friedrischafen, triumfatorów sprzed trzech lat, upokorzył anonimowy w siatkarskim światku austriacki Hypo Tirol Innsbruck. Włoski zespół Sebastiana Świderskiego, Lube Banca Macerata (trzy razy finał) powinien ze wstydu zapaść się po ziemię. Przetrzepali mu skórę młodzi Słoweńcy z Bled Volley.

W premierowym w LM sezonie rzeszowianie mieli w planach jak najwyższe miejsce w grupie, ale nikt nie żądał od nich nawet awansu do następnej rundy. Po srebrnym medalu w kraju w podstawowym składzie zmieniło się aż czterech siatkarzy, w tym rozgrywający. W siatkówce to pozycja fundamentalna, wymagająca zgrania z zespołem, kilkaset wspólnych treningów i meczów. Działacze, sponsorzy i szkoleniowcy przewidzieli konsekwencje tej roszady. Brazylijczyk Rafeal Redwitz, w swoim fachu gracz kreatywny i nieszablonowy, długo szukał wspólnego języka z kolegami. Rzeszowianie płacili za to przede wszystkim w lidze, przegrywając połowę spotkań w ośmiu kolejkach otwierających sezon.

Szefowie wicemistrzów Polski wiedzieli też, że w siatkówce pucharowi debiutanci nie mają łatwo. Właściwie tylko Włosi, Rosjanie i Grecy, przez lata wystawiający do najbardziej prestiżowych rozgrywek po trzy drużyny, umiejętnie dzielili grę w rodzimej lidze z LM. Rzeszowianie wymknęli się jednak tej regule. Tuzów co prawda w grupie nie mieli, ale spokojnie i efektownie, z jedną zaledwie porażką, przeszli do następnej rundy, w której nie dali szans Bułgarom z CSKA Sofia. Dziś stają przed historyczną szansą.

Jakkolwiek względne jest uznanie kogoś za najlepszą drużynę świata, nikt na ten tytuł nie zasługuje bardziej niż Trentino. W praskim finale LM przed rokiem nie mieli konkurencji, w wymyślonych na potrzeby marketingu klubowych mistrzostwach świata 2009 również pobili wszystkich. Mają najwyższych, najsilniejszych i najwyżej skaczących skrzydłowych. W Serie A od osiągnięć Sisleya Treviso (dziewięć mistrzostw Włoch w 20 lat) dzieli ich jeszcze kosmos, ale z każdym sezonem coraz wyraźniej zaznaczają swoją dominację, ściągając z każdym rokiem lepszych siatkarzy, którzy przychodzą kosztem wielkich gwiazd, np. w ostatnim sezonie Michała Winiarskiego. W obecnych rozgrywkach znów są na czele ze sporą przewagą.

Charakter Trentino najbardziej oddają Bułgarzy, trener Radostin Stojczew i skrzydłowy Matej Kazijski. Ten pierwszy wydaje się prowadzić zespół tak samo, jak gra ten drugi - bezkompromisowo, mało finezyjnie, byle mocniej, byle szybciej, byle prędko. Ważne, że skutecznie. Temu stylowi ulegli nawet Brazylijczycy, rozgrywający Raphael i atakujący Leandro Vissotto (212 cm wzrostu). Nawet 25-letni Kubańczyk Juantorena, który - co dość znamienne - przez trzy lata pauzował karnie po wykryciu w jego organizmie sterydów.

Statystyka jest wymowna. W ostatnim pucharowym meczu włoski zespół atakował ze skrzydeł aż 67 razy. Ze środka siatki, co jest synonimem gry kombinacyjnej, ledwie osiem. I tak prawie w każdym meczu, przez co wielu fachowców nazywa Trentino najbardziej anachronicznym zespołem świata.

Vissotto i Kazijskiego rzeszowianie boją się najbardziej. Siatkarskich geniuszy jest na świecie niewielu, a Bułgar to nawet nie gracz kompletny. Skacze jednak na ponad 3,5 m, zagrywa lub - jak mawiają siatkarze - „kopie” z prędkością ponad 120 km/godz.), jest trudny do zatrzymania, ale w przyjęciu pęka. I to właśnie w nim rzeszowianie powinni widzieć swój największy cel. Tylko w ostatnim ligowym spotkaniu, wygranym - co warto podkreślić - 3:1, po przyjęciu Kazijskiego Trentino straciło siedem punktów.

W Resovii są siatkarze obyci w Europie. Poza Redwitzem regularnie w pucharach grał Fin Mikko Oivannen i Białorusin Aleh Akhrem, który wystąpił z Iraklisem Saloniki w ubiegłorocznym finale. Są też wojownicy Marcin Wika i Krzysztof Ignaczak, który polsko-bułgarskie wojenki ma w małym palcu.

Resovia może być pierwszym od czasów Mostostalu Kędzierzyn zespołem, który na boisku awansuje do Final Four (Skra grała w nim jako gospodarz z awansem w pakiecie). W Europie fachowcy nie dają jej jednak żadnych szans. Także bukmacherzy (Bwin), u których za złotówkę postawioną na wygraną Włochów można dostać 1,10 zł. Za zwycięstwo Resovii aż 5,75 zł. Ale czy wszystkie wojny wygrywali ci, którzy mają największe armaty?

13:35, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (7) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco