Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
środa, 30 listopada 2011

- Polacy znaleźli się w wymarzonej sytuacji. Niczego lepszego nie można było sobie wyobrazić. Zaskakuje mnie skuteczność naszej drużyny. Można mieć indywidualne zastrzeżenia, ale nie ma to żadnego znaczenia i nie rzutuje na wynik. Chłopaki przegrali mecz z Iranem, ale to nie kelnerzy, bo ci wygrywali z kilkoma drużynami. Najlepszy mecz Polacy rozegrali z USA - mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl.

- Cieszę się z poziomu, ale na awans trzeba poczekać. Wygramy ostatnią akcję, będę się cieszył. Marzy mi się Puchar Świata, tym bardziej że nikt się tego nie spodziewał. Uwierzyłem w siłę naszego zespołu po meczu z Serbią. Po twarzach, zachowaniu widać power w chłopakach. Sukcesy przynosi konsekwentna polityka trenera Anastasiego i działaczy. Mamy najbardziej wyrównany zespół w tym turnieju. Zobaczmy, kto jest w czubie tabeli PŚ. Drużyny, których zawodnicy są najbardziej obciążeni w sezonie. Nagrody? Pieniądze są do zdobycia na igrzyskach, ale i tu na pewno coś się znajdzie - dodaje Mirosław Przedpełski, szef PZPS.

Czy sięgniemy po Puchar Świata? - Zaczniemy ostatnią serię gier od Włochów, a ta drużyna trochę nam nie leży. Jeśli zniwelujemy ich siłę na zagrywce, uda nam się. Nie możemy podchodzić do nich ze zbyt dużą pokorą - podsumowuje Drzyzga.



11:45, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
środa, 23 listopada 2011

Po trzech meczach rozgrywanego w Japonii Pucharu Świata, najlepszej i najbardziej wiarygodnej siatkarskiej imprezie globu, Polacy, którzy wracają na tę imprezę po 30 latach, wygrali trzy mecze z bardzo silnymi przeciwnikami, potęgami światowej siatkówki - Kubą, Serbią i Argentyną.

- To ostatnie spotkanie było odpowiedzią dla malkontentów, którzy narzekali, że Polacy nie mają zmian. Procentuje praca na zgrupowaniach kadry i w klubach. Przecież ci ludzie już się potwierdzili, sięgając po dwa brązowe medale w Lidze Światowej i mistrzostwach Europy. Stworzyli bazę dla dwóch gwiazd, które dołączyły, czyli Pawła Zagumnego i Michała Winiarskiego - opowiada Ireneusz Mazur, były trener kadry, jeden z gości Magazynu Siatkarskiego.

- Mamy grupę ludzi sprawdzonych w boju. Na nowo rodzi nam się drużyna. Powtórzę: drużyna. Grupa ludzi, którzy chce grać ze sobą, a nie musi. Trener Anastasi ma kapitalną sytuację, wszystko rozwiązuje sam, nie słucha podpowiadaczy. Przy poprzednim trenerze Danielu Castellanim siatkarze byli rozpuszczeni - dodaje Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl.

Jacek Nawrocki, trener Skry Bełchatów, uważa po trzech meczach, że Polacy mogą wygrać cały turniej. - Mogą popaść w zawirowania, ale start mamy bardzo dynamiczny. Jesteśmy pełni nadziei i optymizmu - uważa Mazur. - Mamy szeroki skład, możliwości, jeśli wszystko zadziała, to czego chcieć więcej? Mamy drużynę, która zdolna jest wejść na poziom, z którym zdobywa się Puchar Świata - dodaje Drzyzga. 



08:44, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 21 listopada 2011

Moimi gośćmi w Magazynie Ekstraklasy byli Rafał Wolski, bohater 14. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, i Tomasz Smokowski z Canal+.

- To były ułamki sekund, nie zastanawiałem się, trzeba było podjąć decyzję, więc przyjąłem sobie piłkę, podbiłem i uderzyłem na bramkę. Szczerze? Zamknąłem przy tym oczy - opowiada pomocnik Legii o swoim najpiękniejszym golu 14. kolejki, a może nawet całego sezonu. Zaraz po tym Ivica Vrdoljak, jeden z najstarszych graczy, podbiegł do Wolskiego i zaczął czyścić mu buty. Czy musimy wracać do lat 90. i Wojciecha Kowalczyka, by znaleźć punkt odniesienia do tak udanego wejścia w ligę? - Powiem przekornie, by Rafał nam nie odleciał. Michał Żyro nie jest gorszy, obaj idą łeb w łeb - dodaje szef sportu w Canal+.

Co musi poprawić pomocnik Legii, by błyszczeć w każdym sezonie? Czy nie powinien być bardziej umięśniony? - Patrząc na Xaviego i Iniestę można dojść do wniosku, że siła to nie wszystko - odpowiada Wolski. - Rafał powinien zostać w Legii, choć dyrektor sportowy tego klubu stwierdził, że nie ma piłkarza nie na sprzedaż.

Legia czy Śląsk? Kto będzie mistrzem jesieni? - Wrocławianie mnie zaskakują z każdym meczem. Patrząc, jaką mają przewagę, na koniec roku będą na czele tabeli - uważa Smokowski. - Wiadomo skąd jestem, ja powiem, że Legia - twierdzi Wolski.

W rozsypce jest Wisła, która przegrała kolejny mecz. - Gdyby Górnik prowadził z nimi do przerwy 2:0, nie byłoby zaskoczenia. Jeśli ktoś zagrał w Wiśle, to młody Michał Czekaj, który wszedł w 9 minucie. Każde jego dobre zagranie pogrążało Jaliensa i Maaskanta, który na niego uparcie stawiał - podsumowuje Smokowski.

Łódź pogrążona w kryzysie - i Widzew, i ŁKS, który stoi coraz gorzej. W piątek odeszli z klubu Tomasz Kłos i Tomasz Wieszczycki, alternatywą ma być Andrzej Grajewski. - Szczerze? Dla mnie to folklor - mówi Smokowski. Wolski z kolei opowiada, kiedy piłkarz zaczyna myśleć o pieniądzach i wielkim kontrakcie.



08:41, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (11) »
czwartek, 17 listopada 2011

Mam nadzieję, że powołanie Joanny Muchy na ministra sportu wynika nie tylko z chęci sfeminizowania rządu czy obniżenia średniej wieku gabinetu. Że 35-letnia posłanka z Lublina to nie jest tylko alternatywą dla stereotypu brzuchatego, podpitego, ubabranego w korupcję działacza sportowego. Zwłaszcza że przed nami trudny 2012 rok - z Euro w Polsce i na Ukrainie oraz olimpiadą w Londynie.

Do tej pory w III RP Ministerstwo Sportu to był resort przeklęty, często przystań dla partyjnych kolegów, miejsce zesłania politycznych niedojd. Jego szefowie zamiast sport naprawiać, chcieli na nim wypływać. Potem niektórzy kończyli w niesławie. Jacek Dębski odchodził po skandalu z wypowiedzią o kwitach na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Tomasz Lipiec podał się do dymisji w związku z podejrzeniami o korupcję, a Mirosław Drzewiecki odszedł jako bohater afery hazardowej.

Premier Donald Tusk zapewnia, że z minister Muchą będzie inaczej, że jest kompetentna. Startu jej nie ułatwił, przyznając, że o nowym stanowisku rozmawiał z nią raz, w dodatku kilka godzin przed ogłoszeniem składu rządu. Wśród największych jej kompetencji wskazał znajomość angielskiego i talent komunikacyjny.

Posłanka na propozycję przystała. I choć trudno mi wyobrazić sobie jej dyplomatyczne batalie z prezesem PZPN Grzegorzem Latą czy sekretarzem tego związku Zdzisławem Kręciną, zakładam, że nie będzie złym ministrem.

Szefowa polskiego sportu nie musi być absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego, wiedzieć, jak zdobywa się punkty w curlingu albo kto jest trenerem Termaliki Nieciecza. Ważne, by wśród doradców miała ludzi, którzy sport rozumieją. Takich wparlamencie jest wielu - piłkarze, siatkarze, koszykarze, nawet snowboardziści. Są i w ministerstwie urzędnicy, którzy pracują z pasją, a nie dla ciepłej i dobrze płatnej posady. Najważniejsze jednak, by nowa minister miała na zarządzanie sportem pomysł, a z okrojonego przez kryzys budżetu przekazywała pieniądze na dyscypliny istotne, rokujące medale i te, w których mamy talenty. By rozprawiając się z korupcją, kibolstwem i innymi patologiami, miała wsparcie swojej partii, swojego rządu i parlamentu. I żeby była w tym konsekwentna do bólu.

Kończąc przedstawianie składu nowego rządu, premier ostrzegał, by na nową minister uważać, bo sama kiedyś sport uprawiała, a w dodatku były to sztuki walki. Mocny „cios" na tym stanowisku jest niezbędny, żeby sport choć trochę zreformować. Poprzednicy albo nie próbowali w ogóle, albo na rozbijaniu skostniałych związkowych struktur łamali sobie ręce. 

22:52, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 07 listopada 2011

13. kolejkę T-Mobile Ekstraklasy w moim magazynie podsumowują tym razem Tomasz Łapiński, Janusz Basałaj oraz Czesław Michniewicz.

- Jestem pod dużym wrażeniem wypowiedzi trenera Maaskanta, który czuje się fantastycznie. Na jego miejscu nie spałbym spokojnie, a on sprawia wrażenie, jakby był z kompletnie innej planety. Poza tym stracił okazję, by milczeć w tej sprawie - mówi po przegranych przez Wisłę derbach Krakowa redaktor naczelny stacji Orange Sport i dodaje, że Wisła może przegrać z Legią, ale nie może przegrać z Cracovią. Bogusław Cupiał, właściciel klubu nie przyjmuje tego do wiadomości. - Musi się zdarzyć coś, co sprawi, że krakowianie zaczną grać lepiej. Potrzebny jest wstrząs, czy to na boisku, czy poza nim - mówi Tomasz Łapiński na pytanie, czy zmieniłby trenera w Wiśle.

Obaj zastanawiają się również, czy mistrzem Polski zostanie lider, Śląsk. - Trener Orest Lenczyk wykorzystuje doświadczenie, które zebrał przez lata pracy. Stąd jego miejsce na podium - mówią obaj goście. - Nie przesądzałbym jednak, że jego drużyna, która wygrała teraz z Zagłębiem 5:1, sięgnie po mistrzostwo - dodaje Basałaj, a Łapiński przypomina sobie największe dziwactwa polskiego Fergusona, kiedy pracowali razem w Widzewie.

Po odejściu Michała Probierza rozsypał się ŁKS, który przegrał z Ruchem 0:4. - Cieszę się, że Tomek Wieszczycki, który poprowadził zespół, zobaczył, jak trudne to zadanie. Mówiłem mu kiedyś: siedzisz w studio Canal+, rysujesz, rozstawiasz, podsumowujesz, zobacz sam, co to jest - wspomina Basałaj.

Poniedziałkowy mecz Jagiellonia - Legia zapowiada trener tych pierwszych Czesław Michniewicz. Opowiada też, czy chce wyciągnąć z Widzewa czołowych piłkarzy i ile pieniędzy jest mu winien właściciel łódzkiego klubu Sylwester Cacek. - Dla mnie to dużo, dla niego to drobne, które nosi w tylnej kieszeni - mówi Michniewicz.





10:09, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
piątek, 04 listopada 2011

To nasz nowy magazyn Przed-Ligon. Przed hitem 13. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, Polonia - Lech, trener Czarnych Koszul, Jacek Zieliński, zapewnia, że powołany na stanowisko wiceprezesa legendarny polski piłkarz - Włodzimierz Lubański - nie ogranicza suwerenności obecnego szkoleniowca. Pozostałe mecze zapowiadają: Antoni Piechniczek, Leszek Ojrzyński, Tomasz Kafarski, Sebastian Mila, Michał Probierz (jeszcze jako trener ŁKS) i Kazimierz Węgrzyn.

Zobaczcie, piszcie recenzje, komentujcie, typujcie...



02:30, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
środa, 02 listopada 2011

Dziennikarstwo sportowe ma jednak pewien feler. Wchodząc w ten światek, żyjąc w nim kilkanaście lat, nabiera się doń chłodnego dystansu. Postępującego z wiekiem i stażem, co piszę nawet z lekką goryczą.

Zawód ten z kibicowskich emocji wyzuwa. Sukcesy sportowców, o których się pisze i opowiada, wciąż cieszą, porażki - smucą. Ale już nie tak, jak kiedyś, nie w takiej formie, gdy na futbolowym meczu reprezentacji lub nawet klubowej drużyny w kibicowskiej gorączce skakało się pod sufit. Czy to z radości, czy ze złości. Zresztą podobnie z siatkarzami, których spotkania zawsze były wydarzeniem rozpoczynającym się i kończącym gęsią skórką.

Poznanie wszystkiego od podszewki euforię zabija, raczej skłania do analizy niż do bezgranicznego uwielbienia. Według kanonów, nic lepszego niż chłodnym okiem widzenie dziennikarza spotkać nie może, choć przypadłość ta dotknęła nie wszystkich, co często widać na rozpalonych od emocji prasowych trybunach.

Z pozycji tej trudniej również o sportowych idoli. Wcześniej z dystansu podziwiani, w rzeczywistości często rozczarowywali. Ich życiowe prawdy, przeklejane przez rozmaite media, okazywały się słodkimi komunałami, którymi latami paśli się kibice. A jeszcze gorzej, kiedy ci, za których fani gotowi byli rzucić się w ogień, stawiali się zwykłymi oszustami ściganymi przez policję i prokuraturę (np. wielu piłkarskich ligowców i ich trenerów).

Piszę o tym dlatego, bo są jednak tacy, którym wciąż tak samo gorąco kibicuję. A że nie chcę silić się na patos i opisywać, ile sportowcy ów dla mnie znaczą, polecam wywiad, który ukaże się w czwartkowej Gazecie Wyborczej, a którego fragmenty znajdziecie tu.

Przeczytać to jedno, ale tak naprawdę trzeba by słyszeć, w jaki sposób Piotr Gruszka opowiadał o swojej nieobecności w kadrze na Puchar Świata. Legendarny - jak by nie patrzeć - polski siatkarz, mimo że kariery jeszcze nie skończył. Bez zawiści, żalu, ze szczerością w głosie. Trzeba by słyszeć przede wszystkim to, co dodał na koniec - czym jest dla niego kadra, czemu brzmi jak nastolatek, który do wielkiego sportu dopiero wchodzi, a nie z nim kończy.

Gruszka, mój rówieśnik zresztą, przez lata nie zmienił się nic a nic. Był taki sam, kiedy mu tylko kibicowałem, jest taki sam, kiedy teraz o nim piszę. Mało takich, niestety...

17:15, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco