Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
środa, 29 lutego 2012

W Magazynie Siatkarskim dziś o Jastrzębskim Węglu, obsadzonym wieloma gwiazdami światowej siatkówki, typowanym nawet do mistrzostwa Polski, który przegrał kolejny mecz i rundy zasadniczej najpewniej nie zakończy nawet w czołowej czwórce.

- Już dziś możemy powiedzieć bez żadnego ryzyka, że transfery nie były trafione. Obcokrajowcy są na minusie, Polacy uwijają się jak mogą - mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl.

Szef polskich sędziów Andrzej Lemek też ma uwagi do klubu ze Śląska. Jego zdaniem włoski trener Jastrzębskiego Węgla Lorenzo Bernardi nie rozumie, na czym polega system sprawdzania kontrowersyjnych sytuacji.

Wojciech Drzyzga mówi także o kuriozalnych decyzjach trenera siatkarek Atomu Trefla Sopot i twierdzi, że w wypowiedzi szkoleniowca Muszynianki Bogdan Serwiński wkrada się hipokryzja. 



00:50, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 lutego 2012

Zapraszam na Magazyn Ekstraklasy po 19. kolejce. Moimi gośćmi są Jacek Zieliński, drugi trener kadry, i Tomasz Łapiński. Podsumowują hit Śląsk - Legia, wytykają błędy liderowi, a także zastanawiają się nad krewkimi piłkarzami Wisły. Dyskusja przeniosła się również na reprezentację, powołanie Artuta Boruca i ostre słowa Tomasza Hajty pod adresem Franciszka Smudy, który zabiera mu Tomasza Frankowskiego na cztery dni. - Nie wiem po co te zarzuty Hajty, dlaczego miesza w to Smudę. Taka była umowa i już - twierdzi ostro Jacek Zieliński. - Dla mnie to temat zastępczy - dodaje Tomasz Łapiński.




09:25, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 lutego 2012

Śląsk Wrocław bezprzykładnie dla innych finansowych średniaków zmierza po mistrzostwo Polski. Na jego drodze stanie jutro Legia, której działacze również doszli do wniosku, że triumf w naszej lidze wcale nie wymaga fortuny.

Na podium rzucali się w ostatnich latach mocarze. Poza przypadkiem, kiedy w 2007 r. po tytuł sięgnęli pławiący się w państwowej kasie KGHM piłkarze Zagłębia Lubin, złoto zgarniały przede wszystkim kluby finansowane przez kochających futbol bardziej niż zdrowy rozsądek biznesmenów. Kilka lat zajęło, by ci przekonali się, że krociowe inwestycje w krajowe trofea nigdy się nie zwrócą, a przecież Ligi Mistrzów, która jako jedyne rozgrywki w Europie przynosi naprawdę realne zyski, polskie ekipy nie dostąpiły od 15 lat.

Tak wykruszył się Groclin, wytwór samochodowego biznesu Zbigniewa Drzymały z maleńkiego Grodziska Wielkopolskiego. Z coraz mniejszym entuzjazmem podchodzi do futbolu właściciel broniącej tytułu Wisły Kraków Bogusław Cupiał, coraz mniej kasy wkłada w piłkę Jacek Rutkowski, szef Lecha Poznań, mistrza sprzed dwóch lat. Kłopoty finansowe koncernu ITI skutecznie pozbawiły chęci na wielką Legię także Mariusza Waltera, który chce już odbierać to, co włożył, a nie dawać jeszcze więcej. W przededniu wiosennych rozgrywek w naszej ekstraklasie i Lidze Europejskiej, z której warszawiacy odpadli w czwartek, pozwolił na sprzedaż trzech perspektywicznych piłkarzy: Ariela Borysiuka, Macieja Rybusa i Marcina Komorowskiego. Cel pozostawił jednak ten sam - mistrzostwo.

Inaczej do inwestycji w krajową piłkę podszedł nowy współwłaściciel Śląska Zygmunt Solorz. Jeden z najbogatszych Polaków po przejęciu klubu w 2009 r. nie rzucił na stół milionów, ze swoim partnerem w futbolowym interesie - miastem Wrocław - od początku spiera się i liczy każdą złotówkę. Stara się opierać finanse klubu przede wszystkim na hojności ratusza niż swoim wkładzie. Zamiast najbogatszym Śląsk - z budżetem o blisko jedną trzecią mniejszym od Legii i Wisły - pozostał średniakiem. Średniakiem, ale z pomysłem.

Wrocławska drużyna to żadne asy polskiej piłki. Nie błysną na czerwcowym Euro, nie ma wśród nich rokujących na wielką karierę talentów. To solidni, wiekowi piłkarze, w wielu przypadkach po przejściach (Sztylka, Kaźmierczak), niechciani w innych klubach (Pawelec, Pietrasiak, Wasiluk, Ćwielong), powracający po nieudanych zagranicznych wojażach (Mila) bądź też relatywnie tani obcokrajowcy (Diaz, Voskamp).

I właśnie z takich piłkarzy - przeprowadzając w rundzie jeden, góra dwa transfery - blisko 70-letni trenerski weteran Orest Lenczyk poskładał zespół zdolny bić się o mistrzostwo. „Dziadek" - tak nazywają trenera piłkarze - półtora roku temu wyciągał Śląsk z przedostatniego miejsca w tabeli, sezon zakończył na drugim miejscu, a teraz pędzi po mistrzostwo. Czy to przypadek?

38 pkt to zaliczka, która po 18 meczach nie zawsze dawała końcowy sukces. Za drużyną Lenczyka przemawiają jednak wszelkie statystyki. Ich opracowane do perfekcji stałe fragmenty gry reklamuje aż 12 (na 32) goli z rzutów rożnych, wolnych i karnych. Wrocławianie szczycą się również największą liczbą strzałów i strzałów celnych w całej lidze. Mają także doskonale grających głową obrońców: Pietrasiaka, Fojuta i Celebana.

Lenczyk to trenerski weteran ze świetnym warsztatem, niepopartym jednak - poza mistrzostwem z Wisłą pod koniec lat 70. - wieloma sukcesami. Mówi o sobie, że przez dekady częściej zmagał się z wszechogarniającą nasz futbol korupcją niż z rywalami. Podkreśla, że być może jako jeden z nielicznych w Polsce nie ubabrał się piłkarskimi przekrętami.
Choć uchodzi za dziwaka, porywa nawet młodych. Jego znakiem firmowym jest świetne przygotowanie fizyczne piłkarzy. Strategiem jest wyśmienitym, ale jego siłą nie jest taktyka, bardziej umiejętność kierowania ludźmi. Lenczyk nie kryje, że jego zespół ma być przede wszystkim skuteczny, a dopiero później grać porywająco. Zresztą kibice w Polsce coraz częściej przekonują się, że na urzekający futbol jeszcze poczekają. Próby przestawienia zespołów na zachodnioeuropejską modłę - np. Roberta Maaskanta w Wiśle czy José Bakero w Lechu - w dłuższej perspektywie skończyły się albo skończą zwolnieniem trenera.

Legia, choć odpadła w czwartek z Ligi Europejskiej, zrobiła to z przytupem, prezentując ułożoną, mocno kombinacyjną jak na polskie warunki grę. W ekstraklasie drużyna Macieja Skorży w trzy dni potrafi jednak pokazać zupełnie inne oblicza - na finiszu jesieni przegrała z Koroną Kielce, w ubiegłą niedzielę trafiła się jej wpadka z Górnikiem Zabrze (0:2).

Legionistów, już po odejściu Rybusa i Komorowskiego, wesprą nowi zagraniczni koledzy (Novo, Blanco) oraz wracający po kontuzji żeber Radović. Mogą być zarówno atutem, jak i mankamentem, bo trzy zmiany na tak znaczących pozycjach w spotkaniu na szczycie mogą się nie powieść. Bo dla Legii to jest mecz o wszystko. Jeśli Legia go przegra, ośmiopunktowa strata do Śląska może być już nie do odrobienia.

00:53, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (7) »
sobota, 25 lutego 2012

Zbaraniałem, kiedy rankiem zobaczyłem tytuły „Kapitan reprezentacji: Boruc powinien być w kadrze”. Klikać w te linki za bardzo nie chciałem, sądząc, że to któryś z byłych „szefów” drużyny narodowej wpakowuje Franciszkowi Smudzie bramkarza Fiorentiny. Byłem pewien, że chodzi o Michała Żewłakowa, skazanego razem z Borucem na reprezentacyjną banicję.

O bramkarzu wypowiada się jednak aktualny kapitan Jakub Błaszczykowski. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówi m.in.: „Nikogo nie trzeba przekonywać, ile Artur jest wart. Pod względem sportowym powinien mieć miejsce w reprezentacji”.

Dalej pomocnik Borussii mówi, że o braku powołań decydują aspekty niezwiązane ze sportem i że drużyna namawiała Smudę, by przywrócił 32-letniego bramkarza.

Korowody z powrotem Boruca - odsuniętego od kadry półtora roku temu za wybryki i wywiady, w których nazywał selekcjonera „Dyzmą” - zaczęły się w tym tygodniu, na 100 dni przed Euro, wraz z jego wywiadem dla TVP Sport. Bramkarz nawoływał w nim do pojednania: „Wcale nie musi się tak wiele wydarzyć, żebym wrócił do reprezentacji. Można się porozumieć. Rozmowa w cztery oczy byłaby lekiem na całe zło. Bardzo chciałbym grać na Euro”.

Wiedząc jak delikatna to sprawa, jak alergicznie na nazwisko „Boruc” reaguje Smuda (przekonałem się, rozmawiając z nim dwa dni temu), sądzę, że nad wywiadem Błaszczykowskiego selekcjoner też nie przejdzie obojętnie, że może być z tego kolejna chryja. Smuda - wiadomo nie od dziś - nie znosi, kiedy ktoś podważa jego decyzje, narzuca mu coś, imputuje niekonsekwencję i zdradza, co dzieje się za drzwiami kadry. Tym bardziej, jeśli robi to kapitan, najbardziej zaufany trenera, ten sam, który w reportażu Romana Kołtonia „Polonia Borussia” w Polsacie Sport zarzucał Robertowi Lewandowskiemu, że posunął się za daleko, udzielając mi rok temu wywiadu pt. „Brakuje nam ustawienia”.

Nie mam zdania, czy Boruc powinien wrócić czy nie. Sportowo - tak. Z tej drugiej strony - nie wiem. Jak działa na grupę, czy rozsadza ją od środka czy może zjednuje jak ojciec najlepszy, wiedzą tylko kadrowicze i sztab szkoleniowy. I to właśnie ci ostatni, ze Smudą na czele, poniosą konsekwencję wszystkich swoich decyzji. Na razie niektórzy członkowie kadry, z którymi dziś rozmawiałem, są zaskoczeni wywiadem Błaszczykowskiego. I przekonani, że najpewniej niefortunnie sprecyzował swoje myśli. Jutro, w pierwszym dniu zgrupowania przed meczem z Portugalią, sprawa ta na pewno będzie na tapecie.



11:58, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (21) »
piątek, 24 lutego 2012

Wcale nie musi się tak wiele wydarzyć, żebym wrócił do reprezentacji. Można się porozumieć - słowa Artura Boruca, który udzielił wywiadu TVP Sport, brzmią jak wyciągnięcie ręki do selekcjonera Franciszka Smudy. Wypowiedziane zostały na 100 dni przed Euro, po blisko półtorarocznej medialnej wojence, po wielu przytykach z obu stron, z tym że te najbardziej dotkliwe padały ze strony bramkarza.

Nie przyłączę się do chóru tych, którzy Boruca absolutnie w reprezentacji nie widzą, bo być może znów byłby on jednym z jej bohaterów. Jeśli nie jako pierwszy bramkarz, to na pewno jako filar kadry występujący w roli jednego z najstarszych w stadzie. Ale nie stanę też twardo za tymi, którzy bramkarza Fiorentiny domagają się w kadrze na każdym kroku, bo to Smuda wybiera drużynę, układa ją według własnego planu, za co ręczy swoją głową.

Pytanie tylko, czy nie chce 32-letniego bramkarza tylko z powodów merytortycznych i czy w ogóle jest szansa, by w tej sprawie rękę wyciągnął także Smuda.

- Rozmowa w cztery oczy byłaby lekiem na całe zło. Bardzo chciałbym grać na Euro - mówi w dalszej części rozmowy Boruc. Charyzmatyczny, choć częściej nieobliczalny bramkarz, który ma pewne miejsce w średniej drużynie jednej z czołowych europejskich lig.

Dla większości trenerów reprezentacji Polski (jak czytam m.in. Jerzego Engela) byłaby to wystarczająca rekomendacja, by zabrać go na turniej życia w Polsce. Stoją za nim dwa wielkie turnieje, w których reprezentacja zbierała cięgi, a on był jednym z nielicznych, który ratował ją przed sroższym laniem. Przemawia za nim niebagatelne w naszej skali doświadczenie wyniesione z Fiorentiny, Celtiku, a wcześniej Legii. Jego atutem jest wreszcie niezłomny charakter, który pozwala mu nie pękać w sytuacjach, w których koledzy mają najczęściej „powiązane” nogi. Niestety, dający znać o sobie także w sytuacjach, które wymagają przede wszystkim dyplomacji.

A że trener Smudy tej dyplomacji też nie ma w sobie zbyt wiele, z Borucem nigdy nie będzie mu po drodze. Mniemam, że wcale nie za wyłuszczane miesiącami w mediach kadrowe wybryki bramkarza - pewnie w dużej części te same, którzy popełniali obecni reprezentanci. Rzecz w tym, że Boruc poszedł o jeden most za daleko. Jestem niemal pewien, że Smudę najbardziej dotknął „Dyzma”.

I właśnie dlatego selekcjoner tak piekli się na samo nazwisko bramkarza z Serie A. - Ja już mówiłem, że nie ma o czym gadać. Nie i już - usłyszałem, choć próbowałem o Boruca zagadnąć trenera najdelikatniej jak się dało. - Nie dzwonisz pierwszy. Kiedy dziś pytano mnie o tę sprawę, powiedziałem, że szkoda czasu na takie gadki. Lepiej wyjść na spacer z psem - zakończył Smuda.

A więc pewne jest, że żaden wywiad już tego nie zmieni. Polska zagra na Euro bez Boruca.

13:51, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (18) »

Na bloga, ciut szybciej niż na Sport.pl, wrzucam Magazyn Ekstraklasy zapowiadający 19. kolejkę. Moim gościem był Andrzej Strejlau, dyskutowaliśmy o wielu sprawach, obejrzeliśmy materiały ekipy Ekstraklasa.tv, typowaliśmy wyniki meczów.

- Trener Jose Bakero jest pod obstrzałem. Ale jestem wrogiem zmian trenerów w trakcie sezonu. Nie wierzę, by tak poważny człowiek, jak właściciel Lecha Poznań, pan Jacek Rutkowski, zdecydował się na zwolnienie szkoleniowca - uważa mój gość.

Wściekłość trenera Legii, któremu wbrew zapowiedziom sprzedano trzech kluczowych zawodników, spotęgowała porażka w Zabrzu z Górnikiem. Hit ze Śląskiem to także okazja na odkucie się za odpadnięcie w Lidze Europejskiej. Tyle że we Wrocławiu czekają na kolejne przewroty trenera Oresta Lenczyka. - Byłbym very, very happy - zapowiedział szkoleniowiec Śląska.

W programie także ballada o nieznośnym Patryku, czyli jak Patryk Małecki Wisłę Kraków kochał, wielbił i herb po każdym meczu całował. Aż porzucił. I drużynę, i trenera, przekreślając resztki zaufania, jakim go przy Reymonta darzono. - Historia zadziwiająca, Wisła z Małeckim nie mogła postąpić inaczej - mówi Andrzej Strejlau. W niedzielę krakowianie grają z Koroną Kielce.

Polecam, zapraszam również do dyskusji na facebookowy profil iwanczyk.blox.pl. O lidze, naszych programach i czym tylko chcecie.



01:05, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 lutego 2012

Rozwiązania siłowe w stosunku do Patryka Małeckiego, to błąd. Z tym człowiekiem trzeba rozmawiać. On nie spadł z gwiazd, każdy w Krakowie wie, jak trudny to charakter. Proponuję działaczom i trenerom rozmowę z piłkarzem - mówi Jacek Bednarz o konflikcie jednego z liderów Wisły z trenerem Kazimierzem Moskalem w Magazynie Ekstraklasy, na który zapraszam.

Bez Małeckiego mistrz Polski zremisował na wyjeździe z Zagłębiem 2:2.

- Dużo więcej spodziewałem się po Legii, która przegrała w Zabrzu. Michał Żewłakow nie popełnił błędu przy pięknym golu Prejuce Nakoulmy, bo to napastnik z dużym potencjałem zwodów, co wykorzystał w tej akcji - uważa Tomasz Kłos.

Czy zwolniłbym Jose Bakero? Ja bym go w ogóle nie zatrudnił - Bednarz dla trenera Lecha po porażce z GKS jest bezlitosny. Dodaje, że nie można z tą drużyną, na tak kiepskim boisku próbować grać jak Barcelona.

W ostatnim meczu 18. kolejki w roli trenera ekstraklasy zadebiutuje Tomasz Hajto. Czy jego Jagiellonia pójdzie na wojnę z Koroną Kielce?





09:56, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
środa, 15 lutego 2012

- Jest wiele klubów w PlusLidze, które zalegają siatkarzom z wypłatami. Problemy te wydają się być na porządku dziennym. Na razie bez konsekwencji, tak długo, jak będą to akceptować sami zawodnicy - mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.



Powodem dyskusji w Magazynie Siatkarskim jest fatalna sytuacja warszawskiej Politechniki. Jakub Bednaruk, drugi trener tego zespołu, opowiada, dlaczego jego zespół, który jest postrachem rywali w PlusLidze i Pucharze Challenge, wystąpił w odblaskowych kamizelkach z napisem S.O.S. - Chcieliśmy zwrócić uwagę na nasze problemy finansowe - mówi Bednaruk. Warszawiacy w ramach oszczędności nie korzystają z hoteli i restauracji na meczach wyjazdowych.

- Jest źle, ale Politechnika jeszcze nie utonęła. Znam to z życia, dalej będzie ucieczka zawodników, fajny zespół rozpada się na naszych oczach - dodaje Drzyzga.

W programie także o tym, czy w AZS Olsztyn zawodnicy mają problem z trenerem Tomaso Totolo. Goście w studio spierają się też, czy wysokie miejsce drużyny z Bydgoszczy to przypadek, efekt dobrej pracy, czy norma, jaką powinna wykonać tak doświadczona drużyna.

09:55, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 lutego 2012

Klapa z Superpucharem na piłkarskie otwarcie, zagrożony mecz Polska - Portugalia, wpadka szefa Narodowego Centrum Sportu Rafała Kaplera, jego horrendalna, ponad półmilionowa premia za „dobrą robotę”, a później odwołanie - to jeszcze nie koniec sprawy Stadionu Narodowego. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że kolejną odsłoną może być dymisja minister sportu Joanny Muchy.

Odejście Kaplera nie jest zaskakujące - podjął się organizacji imprezy, której ze względów bezpieczeństwa nie był w stanie przeprowadzić. Podpisał kontrakt, z którego się nie wywiązał, przez co zleceniodawca - Ekstraklasa SA - może teraz domagać się odszkodowania. Gigantycznego ponoć, nawet 1,5 mln zł.

Zaskakująca jest jednak metamorfoza, jaką szef NCS-u przeszedł w ciągu 24 godzin - od butnego, pewnego siebie menedżera, który zapewniał, że spisał się na medal, do zapędzonej w kozi róg ofiary, która zwalnia się z pracy, bo „jej czas minął”.

Nie mam wątpliwości, że ktoś przystawił Kaplerowi pistolet do głowy i że była to najpewniej minister Mucha. Nie wierzę też, że właśnie teraz przypadkiem wypływa informacja o gigantycznej premii Kaplera za budowę stadionu (570 tys. zł). Kwotę tę - precyzując, że chodzi o dwie transze po 342 tys. i 228 tys. zł - potwierdziła w poniedziałek z ironicznym komentarzem „za sukcesy” pani minister, de facto zwierzchnik Kaplera, a więc i współodpowiedzialna za stadionową hucpę.

Minister Mucha na sporcie się nie zna i najmniej świadczy o tym jej pytanie, kto wybrał Legię i Wisłę na finalistów Superpucharu. Błądzi, kluczy, w czasie tego samego telewizyjnego programu żałuje, że widowisko, jakie z zachwytem reklamowała, się nie odbyło, by po chwili być z tej decyzji niezwykle zadowoloną. Znika, zaszywa się, najczęściej wtedy, kiedy jej wypowiedź jest niezbędna. Inne jej wpadki wymieniać by długo.

Mimo braku kompetencji, to właśnie polityczny nos oraz inteligencja, nadzwyczajna erudycja i doświadczenie miały stać za nową minister. Przynajmniej według premiera Donalda Tuska. Szef rządu widział ją jako twarz zbliżającego się Euro, katalizator złej aury, jaka spowija polski sport, z PZPN i jego działaczami na czele.

Problem w tym, że Mucha sportu nawet nie czuje, niezwyczajna jest też na razy, jakie ludzie w tym środowiska rozdają bez pardonu. Za całokształ opozycja już zmyła minister głowę, teraz nie szczędzą jej nawet partyjni koledzy. Julia Pitera natrząsa się w telewizyjnym studio z biegania wokół stadionu: „Będzie to jeszcze prześmiewane jeszcze długi czas”. Premier, wiedząc, że świętować w niedzielne południe nie było co, odpowiada dyplomatycznie: „Nie widziałem samego biegu, nic nie mogę powiedzieć na temat estetycznych walorów tego przedsięwzięcia”. Bezwzględny jest za to inny polityk PO, Andrzej Biernat. Sprawę Kaplera i minister Muchy komentuje tak: „Trzeba było znaleźć jakiegoś kozła ofiarnego. W końcu trzeba czymś przykryć komplet gaf, które popełnia się w krótkim okresie”.

Nie trzeba opierać się na przeciekach z wnętrza PO, że premier czuje się minister sportu mocno zawiedziony, a jej następcą może zostać Ireneusz Raś. Cała ta sprawa ze stadionem, pasmem innych niepowodzeń, a już na pewno słowa Biernata, które brzmią jak wyrok, wskazują, że po pierwszych rezerwowych premier może zacząć sięgać właśnie do ministerstwa sportu.

23:51, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (7) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco