Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
wtorek, 15 stycznia 2008

Wyobraźmy sobie sytuację: dwóch zawodowych bokserów spędza kilka dni przed walką w jednym hotelu. Rano przechadzają się po korytarzu, grzecznie mówiąc dzień dobry, przybijając piątki, przesyłając całusy. Posiłki też jedzą wspólnie, uśmiechając się do siebie. A po obiedzie skoczą nawet na kawę, by poplotkować trochę o nowych ciuszkach, które udało się kupić na ostatniej wyprzedaży w galerii handlowej. Tak już na sam koniec obaj panowie muszą w końcu wyjść na ring, sprać się po pyskach, walcząc tyleż o mistrzostwo, co o swoje zdrowie, a często nawet życie.

Siatkarki bić się nie muszą, ale np. turniej olimpijski w Halle to dla nich takie samo wyzwanie, jak walka o bokserski pas. Tymczasem wszystkie osiem ekip, które walczy o jedno miejsce w Pekinie, mieszka obok siebie, wspólnie jada, spędza wolny czas.

- Nienawidzę tego - powiedziała mi w poniedziałek Małgorzata Glinka, choć chwilę wcześniej machała ręką do koleżanek z reprezentacji Rosji. - To dekoncentruje, nawet na obiedzie trzeba trzeba przejść obok siebie i pogadać.

Małgorzata Glinka

Glinka, jak zawodowy bokser, wolałaby w samotności czekać na starcia z rywalami. Dopiero na boisku mierzyć się spojrzeniami zza siatki i zadawać ciosy każdym udanym atakiem. A może wcześniej konferencja prasowa? Wyobraźcie sobie, że po jednej stronie stoi Glinka, a po drugiej Rosjanka Lobow Sokołowa...

12:00, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 stycznia 2008

We wtorek pierwszy dzień kwalifikacji olimpijskich w Halle. Do malutkiego miasteczka nieopodal Bielefeld zjechało osiem europejskich drużyn, które walczą o jedną przepustkę do Pekinu. W poniedziałek, w myśl ściśle wytyczonego planu i jak na niemiecką precyzję przystało wszystkie drużyny miały do dyspozycji gigantyczny (podobno nawet 15-tysięczny Gerry Weber Stadion) obiekt. Każdy zespół po półtorej godziny.

Gerry Weber Stadion

Zaczęły Polki, które weszły do hali krótko po godz. 9 wyraźnie zaspane. Zajęcia, a tak naprawdę rozruch, oglądało nawet nie 10 osób. Trener Marco Bonitta nie robił z zajęć żadnej tajemnicy, część treningu zobaczyły następne w kolejce Holenderki, pierwszy rywal polskiej drużyny.

Ale kiedy polski zespół poszedł do hotelu (na godz. 11 trener zaplanował wideo z meczem rywali) menedżer holenderskiej kadry na polecenie trenera Avitala Selingera zaczął wypraszać wszystkich z sali. - To są tajne zajęcia, przykro mi - uzasadniał.

Avita Selinger

Wystarczyło wyjść przed halę i spojrzeć przez okno. Holenderki nie robiły nic, co mogło by zaskoczyć przeciętnego kibica, nie mówiąc już o trenerach innych zespołów. Jeśli takie są wszystkie tajemnice pilnie strzeżone przez Holenderki, trener Bonitta i jego drużyna mogą spać spokojnie...

12:07, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 stycznia 2008

Brak Doroty Świeniewicz w kadrze siatkarek na olimpijskie kwalifikacje to zagranie va banque trenera Marco Bonitty. Jeśli Polki zagrają na igrzyskach w Pekinie, włoski trener będzie bohaterem. Jeśli nie - zostanie odsądzony od czci i wiary, a kibice będą wypominać mu 12 stycznia 2008 roku, kiedy najlepsza polska siatkarka ostatnich lat znalazła się poza kadrą.

Dorota Świeniewicz

W tej chwili nie ma co dyskutować nad wyborem Bonitty. Tak jak w przypadku Raula Lozano z męskiej reprezentacji, cel jego pracy to igrzyska w Pekinie. Obaj mają szansę go osiągnąć, od nich tylko zależy, jakim sposobem, z jakimi zawodnikami w składzie. Kibice i dziennikarze mogą się zastanawiać, kto mógłby pomóc reprezentacjom, kto jest lepszy, a kto gorszy, mogą głośno pytać, dlaczego brakuje niektórych graczy, ale jakakolwiek ocena wyborów obu selekcjonerów nie ma w tej chwili sensu.

Marco Bonitta

Byli w historii szkoleniowcy, którzy decydowali się na odważne decyzje i nieźle na tym wychodzili. Patrząc na wybór Bonitty, na to jak pomnikową postacią jest Świeniewicz, trudno jednak uciec od analogii do piłkarskich selekcjonerów - Jerzego Engela i Pawła Janasa. Obaj w ostatniej chwili zrezygnowali z filarów swoich drużyn - Tomasza Iwana, Jerzego Dudka, Tomasza Frankowskiego, Tomasza Kłosa. Obaj okazali się przegrani na kluczowych turniejach. I choć nie sposób stwierdzić, jak byłoby z tymi zawodnikami, którzy nie pojechali na mundial, wszyscy wypominają im te wybory. 

Jak będzie z Bonittą? 

19:56, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 stycznia 2008

Rozpoczął się sąd na trenerem polskich siatkarzy Raulem Lozano. Za wcześnie, bo przychodząc do pracy w Polsce argentyński selekcjoner obiecał awans na igrzyska w Pekinie, a na nich medal. Wciąż ma szansę wywiązać się ze swojej obietnicy.

Rozumiem zaniepokojenie władz polskiej siatkówki. Od roku, po wicemistrzostwie świata w Japonii, męska reprezentacja nie odniosła żadnego sukcesu. Nie uznaję za taki pasma zwycięstw w Lidze Światowej, bo istotny dla tych rozgrywek był finał w katowickim Spodku, gdzie kluczowe mecze drużyna Lozano przegrała. Ale czy turniej kwalifikacyjny w Izmirze należy uznać za klęskę?

Po kontuzjach Winiarskiego, Wlazłego, Kadziewicza i Szymańskiego Polacy jechali do Turcji, by nie złapać kolejnego psychicznego doła. Później, kiedy okazało się, że rywale mają podobne kłopoty, apetyt wzrósł. Kiedy Polacy po dobrej grze przegrali z Hiszpanią, a później fantastycznie rozprawili się z Włochami, niemal wszyscy - ja również - widzieli naszych siatkarzy machających przepustkami do Pekinu. Właściwie można by pochwalić teraz Lozano, że z kompletnego prochu zbudował zespół, który podniósł się, mimo wyrwania z niego przynajmniej trzech zębów.

Nie chcę bronić Lozano, bo trenera, tak samo jak zawodników, obarcza wina za porażki w „wygranych” spotkaniach. Jeśli zespół gra naprawdę dobrze, w decydujących partiach prowadzi trzema punktami (tie break z Hiszpanią i Holandią), a później trwoni przewagę, oznacza to, że zawodnicy wybrali złe rozwiązania, a trener w porę nie zareagował, np. zmianą. Moim zdaniem Lozano popełnił też błędy przy wyborze zawodników. Potwierdzają to słowa prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosława Przedpełskiego, który opowiada, że to on wcisnął do kadry Lozano Dawida Murka i Krzysztofa Gierczyńskiego, gdzie ten pierwszy był najlepszym polskim siatkarzem w Izmirze.

Mimo to Lozano wciąż ma szansę zrealizować swój cel - awansować do Pekinu i przywieźć stamtąd medal. O minusach pracy Lozano, o jego konfliktowym charakterze, o wyrzuceniu go z pracy, o klęsce w Izmirze najchętniej mówią teraz członkowie zarządu PZPS. Wytykają błędy, ale nie robią tego pod nazwiskiem. Do swoich wypowiedzi twarz daje jedynie Przedpełski. Choć mówi ostro, że po rozmowie z Lozano każdy scenariusz jest możliwy, włącznie z dymisją, proponuje dialog, różne scenariusze (wzmocnienie sztabu innym trenerem, spotkanie Lozano z ligowymi szkoleniowcami, etc.). Wierzę, że Przedpełski zachowa chłodną głowę do końca.

11:08, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 stycznia 2008

Chciałem, bo polscy siatkarze mieli wygrać pierwszy mecz olimpijskich kwalifikacji z Hiszpanią nie 3:2, a 3:1. Przegrali 2:3...

Nie można przegrać meczu, kiedy w czwartym secie, przy prowadzeniu w partiach 2:1, mając trzy punkty przewagi (18:15), daje się rywalowi odrobić straty. Nie można przegrać, prowadząc w tie breaku 8:5. To przecież nie podwórkowa siatkówka, ale mistrzostwa Europy bis. Można dywagować, czy słusznie, że Bartosz Kurek został na decydującą partię, ale nic to nie zmieni. Przegraliśmy, a sytuacja z komfortowej stała się po prostu zła. Wszystko w kilka minut, lewdwie kilka akcji...

Wracając do Murka. Jego powrót może dla polskiej kadry okazać się zbawienny. Nic to, że Lozano zdjął go przed końcem meczu. Szkoda tylko, że dla niego i całej kadry wtorkowy mecz z Włochami nie jest spotkaniem pieczętującym awans, ale tylko (a może aż) pojedynkiem ostatniej szansy. Polscy siatkarze nie lubią być stawiani pod ścianą. Z drugiej strony - mistrzostwa świata, mecz z Rosją i sytuacja niemal krytyczna. Panowie, pamiętacie??? Zagrajcie to samo z Włochami!

22:52, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »

Piszę to przed pierwszym meczem polskich siatkarzy w turnieju w Izmirze, nie wiedząc zatem, w jakiej dyspozycji są mistrzowie Europy Hiszpanie, a przede wszystkim, co wymyśli Raul Lozano, który musi sporo na główkować, by załatać dziury po kontuzjowanych zawodnikach (tak naprawdę tylko na przyjęciu, bo z resztą składu niespodzianek być nie powinno).

Jedno jest prawie pewne - Holendrzy, choć wszyscy na każdym kroku wyłuszczają starą wytartą prawdę, że na takim turnieju nie ma słabych, liczyć się nie będą. Styl, w jakim przegrali z Włochami 0:3 (w ostatnim secie do 10!!!), to dla nich kompromitacja. A dla Italli żadna odpowiedź, w jakiej formie są siatkarze z konieczności poprzestawiani na boisku (patrz kontuzje, tak jak u Polaków, czterech kluczowych zawodników).

Patrząc na to spotkanie intuicja podopowiada mi, że Polska spotka się z zespołem Anastasiego w finale. Na razie przed nami pierwszy mecz z Hiszpanią, do 19.30 czasu niewiele. To tzw. spotkanie kluczowe. Trzeba je wygrać, by z Włochami nie grać o wszystko, a z Holendrami - nie daj Boże - o honor.

16:48, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 stycznia 2008

Mimo coraz większych kłopotów obu siatkarskich reprezentacji, wierzę, że i panie, i panowie zagrają na igrzyskach w Pekinie. Nie zdziwiłbym się, gdyby przepustki wywalczyli już w turniejach kwalifikacyjnych.

O problemach kadry Raula Lozano głośno praktycznie od początku zgrupowania. Zaczęło się od Michała Winiarskiego, którego z wyjazdu wykluczył uraz pleców. W czwartek dowiedzieliśmy się, że do Izmiru nie pojedzie Mariusz Wlazły (ostateczna decyzja zapadnie w piątek, ale sam siatkarz mówił tak dziś naszemu dziennikarzowi, potwierdził to prezes PZPS Mirosław Przedpełski). Trzeba też wspomnieć o nieobecności Łukasza Kadziewicza, choć akurat problem środkowych nie jest aż tak palący.

Czy w tej sytuacji można osiągnąć sukces? Można. Zgadzam się z Rafałem Stecem, który twierdzi, że w takiej sytuacji od kadry Lozano nie można wymagać samych zwycięstw. I nie wymagajmy, bo jak grają Polscy siatkarze stawiani w roli faworytów pokazały choćby ostatnie mistrzostwa Europy. Ale triumf w Izmirze jest jak najbardziej możliwy.

Po pierwsze, inni też mają kłopoty. Włosi są najlepszym tego przykładem, z ich kadry też wypadli czołowi gracze z Alessandro Fei na czele. Hiszpanie? Owszem, mistrzowie Europy, zgrany kolektyw, ale pamiętacie Puchar Świata? Tam musieli zmagać się z presją najlepszej drużyny kontynentu, dla nikogo - nawet dla Portorykańczyków, od których dostali łomot - nie byli większym zaskoczeniem. Nie mają też trenera, który poprowadził ich do sukcesu, a Andrea Anastasi znaczył dla nich tyle, co dla Polski Lozano. Z Serbami jak zwykle nigdy nic do końca nie wiadomo - czy zdrowi, czy nie poobrażani na siebie, etc.

Po drugie, ligę mamy silną. Na pewno lepszą od serbskiej czy hiszpańskiej, a pamiętam spory po mistrzostwach świata w Japonii, czy już dogoniliśmy Włochów i Rosjan, czy został nam do tego malutki krok. Niewykluczone, że szóstka Lozano będzie w całości ligowa: Zagumny, Gierczyński, Pliński, Gruszka (jako atakujący), Murek, Grzyb oraz Ignaczak lub Gacek na libero. Owszem, zdaję sobie sprawę, ile w siatkarskiej drużynie znaczy wyjęcie dwóch najmocniejszych ogniw, ale też pamiętam, jak wspaniałe mecze mogą zagrać ich zmiennicy. Gierczyński nie da rady? Dał radę Iskrze Odincowo z Gibą, Werbowem, Abramowem, Kuleszowem, dlaczego nie miałby uporać się z Hiszpanami, o wiele bardziej anonimowymi. Gruszka nie zastąpi Wlazłego? Wiele lat występował w kadrze po przekątnej z rozgrywającym i robił to znakomicie.

Piotr GruszkaKrzysztof Gierczyński

Po trzecie, brak presji, o której pisał Rafał. Polscy siatkarze wolą, kiedy się ich niedocenia. Tak jak robili to rosyjscy zawodnicy przed pamiętnym spokaniem 28 listopada 2006 roku, kpiący głośno z drużyny Lozano. Rosjanie zapłacili za to słono. Podobny rachunek można wystawić rywalom z Izmiru, bo ani jeden z nich nie uznał Polski za faworyta turnieju.

Sytuacja kadrowa siatkarek zaczyna być równie nieciekawa. Rozmawiałem kilka godzin temu z Marią Liktoras, która najpierw załamana szukała jeszcze ratunku u lekarzy, a wieczorem w rozmowie ze mną niemal wykluczyła wyjazd na turniej do Halle z powodu kontuzji kolana. Ze środkowych została tak naprawdę tylko Lena Dziękiewicz, bo młoda Agnieszka Bednarek też narzeka na uraz, a Katarzyna Gajgał dopiero dwa tygodnie temu usłyszała, że może zagrać w kadrze.

Maria Liktoras

Sytuacja bez wyjścia? Dlaczego? Wszyscy pamiętają Katarzynę Skowrońską jeszcze jako środkową. Grała fantastycznie. Choć sama nie chce rezygnować z pozycji atakującej, dla igrzysk pewnie się poświęci. Wtedy na atak przechodzi Małgorzata Glinka, a trener Marco Bonitta może zabrać cztery przyjmujące, w tym i Annę Barańską, i Dorotę Świeniewicz, choć wydawało się, że będzie miał nie lada dylemat. Wtedy szóstka wygląda tak: Sadurek, Podolec, Dziękiewicz, Glinka, Rosner, Skowrońska, na libero Zenik. A w rezerwie: Skorupa, Frątczak, Gajgał, Świeniewicz, Barańska. Czy to zły skład?

I tak jak w przypadków panów, można wyliczać niedostatki rywali, zdjąć z drużyny presję zwycięstwa (nie uda się w Halle, uda się w Japonii, wystarczy, by turniej wygrały Rosjanki lub Serbki).

20 stycznia możemy mieć na igrzyskach obie polskie drużyny...

 

23:49, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
środa, 02 stycznia 2008

Nieco w cieniu męskiej reprezentacji w Szczyrku rozpoczyna się w czwartek zgrupowanie siatkarek przed ich turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk. Dla niektórych zawodniczek walka o Pekin będzie trwała już od pierwszego dnia wspólnych treningów.

Trener Marco Bonitta ma nie lada problem. Wcale nie dlatego, że kolejna któraś z zawodniczek nie chce grać albo narzeka na zdrowie. Ma problem z wyborem, którego kobieca reprezentacja nie miała od wielu miesięcy. Nie wiem, jak włoski trener wybierze cztery z sześciu przyjmujących, skoro w grupie tej są: Małgorzata Glinka, Anna Podolec, Milena Rosner, Dorota Świeniewicz, Karolina Ciaszkiewicz i Anna Barańska. Przypuszczeniem graniczącym z pewnością jest wyjazd Glinki, Podolec i Rosner, kapitan reprezentacji (swoją drogą ciekawe, czy po powrocie znów będzie nią Świeniewicz). Ale co z czwartym miejscem? Jeszcze niedawno w ciemno można było obstawiać, że będzie to Świeniewicz. No ale chyba nie po to Bonitta jeździł kilka razy do Kalisza (z tego powodu odłożył nawet swój powrót do Włoch) i namawał Barańską do występów, by teraz zrezygnować z niej po zgrupowaniu. Zresztą przyjmująca Winiar Bakallandu ma znakomitą zagrywkę, a taka zawodniczka jest kadrze niezbędna. Świeniewicz ma za to wielkie doświadczenie, a to kluczowe w takiej imprezie jak kwalifikacje w Halle. A i Ciaszkiewicz Bonitta powiedział, że wcale nie musi czuć się skreślona, bo sezon zaczęła naprawdę dobrze.

Kto wygra - Barańska czy Świeniewicz - nie wiadomo. Wiadomo za to, że przegrana w tej rywalizacji może pożegnać się z kadrą już na dobre. Bonitta ma duży problem...

23:22, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco