Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Kategorie: Wszystkie | Iwańczyk | O piłce nożnej | O rugby | O siatkówce | Typowanie
RSS
czwartek, 26 stycznia 2012

30 mln zł rząd chce przekazać na siatkówkę. Obiecuje, że w każdym województwie powstaną po trzy gimnazja oraz liceum – osobno dla dziewcząt i dla chłopców.

Siatkarskie Ośrodki Szkolne to projekt unikatowy. Klasy w szkołach, które powstaną na bazie istniejących już publicznych placówek samorządowych, mają liczyć do 20 uczniów. Przejdą oni ujednoliconą edukację siatkarską, najzdolniejsi zostaną przyjęci do istniejących od dawna Szkół Mistrzostwa Sportowego. Patronat nad „piramidą”, której zadaniem jest masowe dostarczanie przyszłych reprezentantów Polski, objął w ubiegłym roku wicepremier Waldemar Pawlak. Właśnie dlatego SOS-y ochrzczono w środowisku „pawlikami”, co ma być odpowiedzią na piłkarskie „orliki” pod egidą Platformy Obywatelskiej, czyli pomysł byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego.

Projekt zakłada, że z „orlików” korzystać będzie także siatkówka, bo obok piłkarskich są tam także siatkarskie boiska. Na nich mają trenować i grać ci, którzy nie chcą uczyć się w SOS-ach, a marzy im się profesjonalna kariera. Tu największe talenty będą wyławiać organizatorzy turnieju „Orlik Volleymania”.

Przed wyborami wicepremier obiecał na „pawliki” nawet 50 mln zł. Wobec kryzysu kwota spadła do 30 mln zł, ale i tak to olbrzymi zastrzyk, bo dotychczas na sport młodzieżowy we wszystkich dyscyplinach ministerstwo przeznaczało 49,5 mln zł.

W niedzielę, na kuluarowym spotkaniu podczas finału Pucharu Polski w Rzeszowie, Pawlak zapewnił, że z obietnic się nie wycofa, a siatkówka stanie się w kraju sportem nr 1.

– Te 30 mln zł to i dużo, i mało – mówi Tomasz Rachwał, szef firmy marketingowej Polish Sport Promotion. – Jeśli jednak nie zostaną przeznaczone na budowę szkół, lecz na sam program, to siatkówka dostała naprawdę wiele i może się cieszyć. Pod pewnymi warunkami; borykamy się z systemem szkolenia, mówiąc krótko, nie ma kto szkolić dzieci i młodzieży, dlatego trzeba mieć pomysł na to, jak dalej będą funkcjonować SOS-y oraz siatkarskie boiska przy „orlikach”. Wizja musi sięgać wiele dalej niż tylko ustalenie zasad i przejęcie dotacji. Powinna przewidywać, co stanie się z młodzieżą, która wyjdzie z tego programu.

Według 30-stronicowego projektu, do którego dotarła „Gazeta”, mają to robić szkoleniowcy edukowani przez założoną jakiś przez PZPS Akademię Polska Siatkówka. Minister sportu Joanna Mucha rozmawiała z władzami PZPS dwa razy. Według naszych informacji projekt się jej spodobał, pozytywnie zaopiniowała go także sejmowa komisja sportu. Parlamentarzyści wywodzący się z innych dyscyplin początkowo protestowali, pytając, dlaczego na programie skorzysta tylko siatkówka. Kiedy usłyszeli, że albo 30 mln zł pójdzie na „pawliki”, albo sport nie dostanie ich w ogóle, zgodnie podnieśli rękę, głosując „za”.

Projekt SOS, który był dotąd tajemnicą, ma być teraz przedstawiony zarządowi PZPS. Kiedy zostanie dopracowany, ministerstwo przeznaczy pieniądze. Według urzędników przyjrzy się każdej wydanej złotówce. Jak informują nas współpracownicy minister Muchy, jeśli nie wszystkie pieniądze zostaną wydane, reszta wróci z powrotem do budżetu państwa.

– To ogromna szansa dla siatkówki. Inwestycje w młodzież – tego właśnie brakuje nam teraz najbardziej – mówi Alojzy Świderek, trener reprezentacji kobiet, który był współtwórcą Akademii Polska Siatkówka. – Od dawna chodziło nam o to, żeby początkujący chłopcy i dziewczyny byli szkoleni według tym samych zasad. Do tego potrzeba armii specjalnie wyuczonych trenerów. Trafiła nam się więc wielka rzecz. Włosi robili coś podobnego kilkanaście lat temu i wypaliło. Przyszły sukcesy klubów i reprezentacji. Nasze kluby, młodzież, ludzie pracujący na dole, czyli w najmniejszych ośrodkach, długo walczyli o pomoc. Teraz mają szansę. Nawet jeśli kiedyś ten program padnie, samorządy i lokalny biznes udźwigną go i będą kontynuować.

– Mam nadzieję, że to dobry krok. Jak na sport, to naprawdę duże pieniądze, więcej, niż cała siatkówka dostaje co roku od państwa – dodaje Paweł Papke, w przeszłości siatkarz kadry, a teraz poseł PO.

23:46, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 stycznia 2012

Choć PGE Skra Bełchatów po raz trzeci w pięciu ostatnich latach zorganizuje finał siatkarskiej Ligi Mistrzów, to tym razem przynajmniej nie mamy powodów podejrzewać, że krajowi potentaci zamierzali za wszelką cenę uniknąć walki w dwóch kolejnych rundach rozgrywek. Znów przypomnieliśmy sobie tylko, że całą tą dyscypliną kręcą wszechmocni działacze, których nie interesuje obrona fundamentalnych sportowych zasad, lecz umiejętne obchodzenie mgliście określonych reguł, szybki zysk i wykiwanie kolejnych naiwnych. W państwie siatkarskim niemal wszyscy wszystko załatwiają i kombinują.

Nasi kibice na finał najważniejszych klubowych rozgrywek zasługują. Jak nigdzie w Europie, a może nawet i na świecie, pragną siatkówki na tyle, że są gotowi wypełnić największe hale nawet na meczach drużyn, które u siebie w domu nikogo by nie obeszły. Z tego powodu na łódzki finał się cieszę.

Ale również żałuję, że znów odbędzie się w tym samym miejscu.

Żałuję, bo straciliśmy niepowtarzalną okazję, by zmierzyć się z imperium rosnących w siłę i obwodzie pasa działaczy z Europejskiej Federacji Siatkówki (urzędująca w Luksemburgu CEV). Do połowy stycznia nie mogli oni znaleźć chętnego na organizację - nie chciało jej ani bogate, wspomagane przez swój turystyczny region Trentino, ani pławiący się w petrorublach Zenit Kazań. Wydawało się, że wszystkie kluby, które stać na finał, zawiążą przymierze i zbojkotują jego organizację, który rok w rok kosztuje 250 tys. euro (można uszczknąć 50 tys., jeśli nie skorzysta się z elektronicznych band reklamowych), po 40 biletów VIP, pobyt, przelot, ekskluzywne jadło i wyszynk dla każdego ze sponsorów oraz tabunów samych działaczy.

Dlaczego płacić za prawo bycia gospodarzem, skoro CEV z trudem znajduje chętnych.

Podobno po długich negocjacjach na organizację przystała tylko Skra. Dała prezent szefowi europejskiej federacji, który ponoć chełpi się, że znów dostał tyle, ile sobie zażyczył (wbrew deklaracjom bełchatowskich działaczy). Uratowała twarz CEV-owskich burżujów, choć pewnie więcej by zyskała, gdyby też się zbuntowała.

Także dla prezesa PZPS Mirosława Przedpełskiego, jednego z siedmiu wiceprezesów CEV, była to dogodna chwila, by pokazać prawdziwą siłę. Mając w ręku wszelkie sportowe atuty (trzy medale repre-zentacji w ciągu jednego roku), mocną - jak sam opowiada - pozycję w światowych władzach, szef polskiej siatkówki mógł zwyczajnie postawić weto, np. proponując w zamian nowy system rozgrywek, którego celem nie będzie głównie chęć ograbienia uczestników LM, lecz rozwój, umacnianie prestiżu i możliwość realnej nagrody wzorem futbolowych pucharów.

Na razie w europejskiej siatkówce grabież trwa od lat. Kluby płacą haracze - muszą fundować wycieczki i pobyt tzw. supervisorom z ramienia CEV. Od federacji wymaga się telewizyjnych transmisji z meczów, żądając w zamian od każdej stacji od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy euro za sezon oraz produkcji w systemach najwyższej jakości (Polacy są w grupie płacących najwięcej). Nawet części tych pieniędzy nie dostają kluby. CEV zagarnęła także wyłączne prawo do najbardziej eksponowanych reklam, a za zwycięstwa i awans do następnych rund rzuca ochłapy.

Jestem pewien, że łódzkie Final Four znów będzie fantastycznie zorganizowane. I że najbardziej upasają się na nim działacze CEV. Może za rok wszystkie kraje, które czują się naprawdę mocne, sitwie z Luksemburga powiedzą wreszcie „dość”.

20:05, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
wtorek, 17 stycznia 2012

Jestem na urlopie. Ale gazety czytam namiętnie. Dzisiejszy „Przegląd Sportowy” zacząłem od wywiadu z Maciejem Iwańskim, jeśli ktoś nie pamięta, na szczęście byłym już piłkarzem Legii, a nawet reprezentacji Polski. Wywiadem zaczynającym się, dającym nadzieję tytułem „Myślę, czy nie skończyć”...
Dopadłem jak zwierzę. Myślałem, że to prawda najprawdziwsza, że już ogłosił, jak wielką stratę poniesie europejska piłka, że już zapewnił, że już dał słowo, które - niestety - zwykłym szantażem się okazało...

Maciej Iwański, posiadacz wielgachnego brzucha w historii ekstraklasy, niby informuje, że już kończy, a tak naprawdę tylko straszy, że swej „chodzącej” karierze chce powiedzieć „dość”.
Ale on przecież ma tupet, on tylko udaje, on ledwie informuje na potrzeby dziennikarskich pazurów i przyszłego kontraktu - oby nie - w lidze naszej najwyższej...
„W Polsce mówiono, że Iwański jest gruby, bo ktoś kiedyś umiejętnie zrobił zdjęcie [pewnie spreparowane w Fotoshopie - patrz wyżej - red.]. Mój brzuch to już legenda, nic na to nie poradzę, chociaż mówiąc już poważnie, ja nigdy go nie miałem. Przy moim wzroście, na mojej pozycji na boisku, nie grałbym na poważnie w piłkę. Muszę jednak przyznać, że w Turcji czułem się naprawdę dobrze i trochę schudłem, choć jadłem zdecydowanie więcej niż w Polsce”.
Wspomina Pan, że dopuszcza Pan możliwość całkowitej rezygnacji z futbolu. Nie wiem, jak europejski - pewnie poniesie wielką stratę; liczę, że do naszej ligi Pan nigdy nie wróci.
Panie Macieju - tak już reasumując - ja też mam brzuch, wiele większy, całkiem niedawno 88 kg ważyłem, jem pewnie i piję więcej niż Pan. I też w piłkę grać próbowałem, w Borucie Zgierz na licencji nawet. Sportu tykałem wiele - przyznaję - ale na pewno mniej niż Pan, a piszę o nim od 1994 r., jeśli chce Pan to w jakikolwiek sposób podważyć. Jestem od Pana cztery lata starszy, wzrostu mam podobnie jak Pan niewiele i wcale zdrowo się nie prowadzę. Patrząc jednak, jak Pan w naszej ekstraklasie prezentował się raczył, co Pan w poniedziałek w „Przeglądzie Sportowym” butnie zapowiedział, gotów jestem wejść z Panem w zakład niewielki. Jeśli oczywiście wciąż Pan utrzymuje, że sylwetkę ma Pan jak Cristiano Ronaldo.
Proponuję zawody.
Zakładam, że czasu ma Pan wiele, bo klubu nowego wciąż Pan poszukuje, więc liczę, że i zakład przyjmie Pan honorowo. Niech Pan wybierze dystans, na którym zmierzyć byśmy by się mogli, ja załatwię resztę - profesjonalnych sędziów i miejsce zawodów. Stawiam swoją miesięczną pensję w Gazecie Wyborczej, Pan niech postawi tureckie zarobki, które ponoć większe (za „Przeglądem Sportowym”) niż w Legii były. Jeśli wygram, na cele charytatywne przekażę, Pan niech uczyni z wygraną, co chce, choć liczę, że i na ten sam cel przekaże.
Rzucam Panu fit-rękawicę, liczę honorowe przez Pana przyjęcie zakładu.

01:02, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (11) »
środa, 11 stycznia 2012

Z żalem oglądałem w środę siatkarki Atomu Trefla Sopot, które w Lidze Mistrzów zbierały cięgi od rosyjskiego Dynama Kazań. Z jeszcze większym współczuciem patrzyłem na smutne buzie znanych na świecie gwiazd w niebiesko-zielonych strojach, które miały stworzyć potęgę zdolną triumfować nie tylko w Polsce, ale i w najważniejszych klubowych rozgrywkach w Europie.

Nawet wytrawnym kibicom tego sportu trudno zrozumieć, co w ostatnich tygodniach dzieje się w Sopocie. Dlaczego sportowy krezus wsparty wielomilionowym budżetem potężnej państwowej Polskiej Grupy Energetycznej zalega siatkarkom z wypłatami, a jego działacze mówią o budżetowej dziurze? Czemu w niejasnych okolicznościach odchodzą z klubu prezes Konrad Piechocki, jego zastępca Grzegorz Stawinoga oraz dyrektor sportowy Marek Brandt? Na jakiej podstawie prezydent Sopotu Jacek Karnowski, a później jeden z głównodowodzących klubem Kazimierz Wierzbicki rzucają oskarżenia o niegospodarności i marnotrawstwie w Atomie Treflu? Jaki wpływ na ten bałagan miała dymisja szefa całej grupy PGE Tomasza Zadrogi i dlaczego losy klubu sportowego zależą od jednej osoby, skoro kontrakt sponsorski podpisano na dłuższy czas? Czemu wreszcie najlepsza zawodniczka Turczynka Neriman Ozsoy bez problemu rozwiązuje kontrakt, podając za powód, że nie ma już w klubie osób, z którymi rozpoczynała pracę? 

Drużyna Atomu Trefl wzniecała niezdrowe emocje, jeszcze zanim powstała. Zamiast wywalczyć awans na boisku, kupiła miejsce w lidze od biedniejszego klubu z Piły, a później bez opamiętania zatrudniała nie tylko krajowe, ale przede wszystkim zagraniczne gwiazdy z Amerykankami i Niemkami w roli głównej. Szef PGE chciał wybierać komentatorów telewizyjnych w Polsacie, a wszystkich, którzy Atom Trefl śmiali się skrytykować, uważał za wrogów polskiego sportu.

Mimo to fani w Polsce zaakceptowali siatkarski twór z Sopotu, a nawet zaczęli mu kibicować. Nie na długo, bo teraz okazuje się, że była to jakaś półtoraroczna, polityczno-finansowa gierka za wielkie pieniądze. Straciły na niej nie tylko siatkarki, które teraz nie dostają pensji, ale cała PlusLiga Kobiet, której symbolem miał być budowany z publicznych funduszy Atom Trefl. Straciła przede wszystkim grupa PGE, która z wiarygodnego mecenasa polskiego sportu stała się symbolem niewypłacalności i niekonsekwencji.

Jeśli firmie tej - a na sport wydawała latami jak mało kto - zależy, by odzyskać twarz, powinna wraz z nowymi władzami klubu przeprowadzić wnikliwy audyt, a później poinformować o wynikach kontroli kibiców, którzy dziś słusznie podejrzewają, że ktoś nieźle zabawiał się za publiczną kasę.


 

21:49, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »

Wracamy po świąteczno-noworocznej przerwie z Magazynem Siatkarskim. Dziś paląca kibiców sprawa Atomu Trefla Sopot, o wyróżnieniu dla Bartosza Kurka oraz o kłopotach warszawskiej Politechniki. Polecam i zapraszam do dyskusji.

Rozsypuje się budowana na potęgę drużyna siatkarek z Pomorza - Atom Trefl Sopot. Odszedł prezes Konrad Piechocki, wiceprezes Grzegorz Stawinoga, dyrektor sportowy Marek Brandt, najlepsza zawodniczka Neriman Ozsoy, trener ledwie trzyma się stanowiska, a prezydent miasta mówi o niegospodarności. Wielkie pieniądze na ten klub przekazywał od półtora roku państwowy koncern PGE, teraz w finansach jest ponoć wielka dziura, a wszystko runęło po wyborach, kiedy zdymisjonowano szefa PGE Tomasza Zadrogę. - Nie wiadomo, o co chodzi, to wyjaśni audyt - mówi Jerzy Mielewski z Polsatu. - Robi to bardzo zły wizerunek przede wszystkim kobiecej siatkówce w Polsce - dodaje Wojciech Drzyzga i apeluje, by nie dotykać się do drużyny Anrei Anastasiego po wspaniałym roku męskiej siatkówki i nagrodzie wicesportowca roku dla Bartosza Kurka.

PS Dziś o 14 w Polsacie Sport mecz Atomu w Kazaniu w fazie grupowej LM. Komentujemy razem z Wojciechem Drzyzgą. Zapraszamy.



09:38, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 grudnia 2011

Na razie selekcjoner udowadnia polskim ligowcom, że kadra to dla nich za wysokie progi. Wiosna dla nich może być jednak wspaniała. Jeśli tylko uwierzą, że reprezentacja to nie kosmos.

Szanse na to, że będą smakować Euro jako kluczowi gracze, są dziś bardzo niewielkie, ale mają niebywałą okazję znaleźć się na mistrzostwach przynajmniej jako rezerwowi. I to aż w takiej liczbie, by uczynić kadrę najbardziej ligową od dziesięcioleci.

Gdyby wybrać dziś jedenastkę na pierwszy mecz Euro z Grecją, wyglądałaby ona mniej więcej tak: Szczęsny (Arsenal) - Piszczek (Borussia), Głowacki (Trabzonspor), Perqius (Sochaux), Wawrzyniak (Legia) - Błaszczykowski (Borussia), Polański (Mainz), Murawski (Lech), Peszko (Köln) - Obraniak (Lille) - Lewandowski (Borussia).

Zaledwie dwóch ligowców (tłustym drukiem), a może i żadnego, jeśli do zdrowia dojdzie uwielbiany przez selekcjonera lewy obrońca Boenisch (Werder), a rywalizację z Murawskim wygrałby w środku pomocy Matuszczyk (Köln).

Dla graczy T-Mobile Ekstraklasy to powód, by popaść w piłkarską depresję, bo tak źle nie było nigdy. Odwoływać się do czasów Kazimierza Górskiego nie ma po co, bo to był inny świat, do hiszpańskiego medalu Antoniego Piechniczka również. Ale już na jego kadrę jadącą w 1986 roku do Meksyku warto zwrócić uwagę. Granice dla piłkarzy otwierały się coraz szerzej i w 22-osobowej kadrze było 18 ligowców oraz aż czterech piłkarzy z obcych lig. Galopująca sportowa globalizacja i długa nieobecność Polaków w wielkich imprezach sprawiły, że na MŚ w Korei i Japonii w 2002 r. proporcje zmieniły się drastycznie. Tylko ośmiu ligowców pośród 15 reprezentantów zagranicznego świata. Kolejne turnieje tendencji nie odwróciły: * MŚ w Niemczech w 2006 r. - siedmiu ligowców, 16 piłkarzy z zagranicy; * ME w Austrii i Szwajcarii w 2008 r. - dziewięciu z ligi krajowej, 14 z lig zagranicznych.

Po Euro - ze Smudą czy bez - już jesienią kadrę czekają eliminacje do mundialu w Brazylii. Kolejnych Polaków, którzy grają poza krajem, wyciągnąć się już nie da, bo selekcjoner przetrzebił wszystkie rynki, szukając do kilku pokoleń wstecz polskiej emigracji. Nowych kadrowiczów może dać liga, zresztą już dziś można wyciągnąć do kadry nawet "nastu".

Problem w tym, że wszyscy czują się zniechęceni. Niestety, w swej niekonsekwentnej logice powołań Smuda raz do reprezentacji zaprasza, by innym razem zapewniać, że właściwie już wybrał i tylko kontuzje mogą uchylić drzwi do kadry. Gdyby był precyzyjniejszy, wyjaśniłby, o co mu chodzi. Wystarczy, by mówił to, co powtarza w prywatnych rozmowach z dziennikarzami. Bo o ile jedenastkę na pierwszy mecz ma prawie gotową, o tyle z rezerwowymi kłopot jest wielki. A tu jest aż 12 miejsc.

Na przyszłoroczne Euro bramkarzy z naszej ligi bym się nie spodziewał. Ale już obrońców może być wielu. Jak piszemy w alfabecie, to była jesień Celebana, który w kilka miesięcy stał się najwszechstronniejszym piłkarzem na swojej pozycji. I choć on dla Smudy jest zupełnie obcy, bo poznają się dopiero na grudniowym zgrupowaniu w Turcji, to Wojtowiaka i Wołąkiewicza z Lecha czy Sadloka z Polonii trener zna. Poznać powinien także Fojuta z wrocławskiego mistrza jesieni.

Pomocników z Polski, gdyby utrzymali formę z jesieni, może być na Euro kilku. Nawet w pierwszym składzie, bo przesunięty z obrony do środka Jodłowiec (Polonia) błyszczy w każdym meczu, a Rybus (Legia), który mógłby zastąpić Peszkę, fizycznie i psychicznie mężnieje w oczach. Podobnie jak jego kolega z Legii - Borysiuk. Nie brakuje też takich, którzy w młodym legioniście Wolskim widzą następcę Obraniaka. I to od zaraz.

Atak? Przepytywany przez nas Andrzej Juskowiak stawia na Piecha (Ruch) jako idealnego zmiennika dla Lewandowskiego i Brożka. Wymienia też kilku innych ligowców, nawet 19-letniego Kamińskiego z Lecha, ustawiając ich w reprezentacji w perspektywie Euro i eliminacji do MŚ.

Wiosna to dla nich wielka szansa. Mimo że sytuacja Polaków nie jest komfortowa, bo zagraniczni gracze zajęli w składach ekstraklasy blisko 40 proc. miejsc (w ubiegłym sezonie zagrało aż 155 obcokrajowców), to kilku błyszczało regularnie.

Wystarczy spojrzeć na jedenastkę jesieni. Jest w niej aż sześciu Polaków. Nie przypominam sobie podsumowań rundy w Po-Ligonach, kiedy było ich tak wielu.

Oto moje typy. Trener jesieni: Orest Lenczyk (Śląsk). Piłkarz jesieni: Miroslav Radović (Legia). Odkrycie jesieni: Rafał Wolski. Jedenastka jesieni: Kuciak (Legia) - Celeban (Śląsk), Żewłakow (Legia), Kamiński (Lech), Dudu (Widzew) - Radović (Legia), Jodłowiec (Polonia), Mila (Śląsk), Rybus (Legia) - Ljuboja (Legia) - Rudniew (Lech).



23:30, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
środa, 07 grudnia 2011

Do wielu kibiców nie dotarło, jaki sukces odnieśli nasi siatkarze. Powoli będzie dochodzić, a wynik ten zostanie przez dyscyplinę odpowiednio skonsumowany – mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl w Magazynie Siatkarskim.

Krzysztof Ignaczak, libero naszej reprezentacji, dodaje: - My, Polacy, potrafimy przecież mobilizować się w ważnych i trudnych sytuacjach. Uzupełnialiśmy się znakomicie. Także w tym, że mamy jeden cel – wygrywanie. Nie chcę składać deklaracji, ale na igrzyskach w Londynie będzie tak, jak do tej pory - włożymy w grę serce, będziemy walczyć do ostatniej piłki, zrobimy wszystko, by osiągnąć sukces – zapowiada.

- Albo ja się starzeję, albo do chłopaków też nie dotarło, co zrobili. Mówią ciągle o olimpijskiej kalifikacji, ale zapominają, co zrobili: są drugą drużyną świata. Teraz inne zespoły będą na nas patrzeć z wielkim respektem. Trener Anastasi jest inny niż Lozano i Castellani. Warsztatowo może i podobny, ale jako człowiek umiał wpasować się do pracy  Polsce. Nie wszedł w środowisko przejmując się każdą jego opinią. Schował się, ale też nie zamknął. Nie jest za ciepły, nie szuka poklasku, nie jest uległy. U niego wszyscy chcą, widzą nadzieję i szansę – kończy Drzyzga.



09:17, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 grudnia 2011

W podsumowaniu 16. kolejki T-Mobile Ekstraklasy goście w studio oceniają najpierw losowanie Euro. A później zastanawiają się, czy Moskal pozostanie trenerem Wisły? - Trener mistrzów Polski zrobił to, co powinien. Przewietrzył skład, wygrał trzy mecze, w niedzielę pokonał Widzew, pokazując, jak prosta może być piłka. Że nikt nie ma etatu w składzie. Jeśli Moskal wygra dwa kolejne mecze, zostawiłbym go na wiosnę - mówi Janusz Basałaj.

Trener Bakero, mimo że jego Lech rozgromił ŁKS, wcale nie musi być spokojny. - Trzeba spojrzeć na niego nie przez pryzmat jednego meczu, ale wszystkiego, co zrobił w Lechu. Przeanalizujmy wszystko, co zrobił przez ponad rok - twierdzi Jacek Zieliński.

Czy Polonia przenosi się do Gdańska? - Nie wykluczam, że właściciel Polonii Józef Wojciechowski to zrobi. A co z Polonią? Nie chcę mnożyć plotek, ale może być tak, że będzie martwić się o to prezydent Gronkiewicz-Waltz - mówi Basałaj.

Czemu trybuny na ligowych stadionach są puste? - zastanawiają się goście. - Na pewno towar ligowy nie podupadł. Otoczka wokół piłki nie sprzyja frekwencji - uważa Zieliński. Basałaj zwraca uwagę na 1500 dzieciaków, jakie stworzyły świetne widowisko na trybunach w Krakowie. I proponuje, by wszyscy, którym zależy na piłce, zmówili się i wypromowali ten towar.

Na koniec dyskusja o kadrze i szansach na powrót Michała Żewłakowa. - Można przenieść całą obronę Legii do kadry, ale spójrzmy na to, że przychodzi mecz w pucharach z PSV, gdzie gra jeden reprezentant Holandii, i mamy 0:3. Nie jest więc to takie proste. Mamy zdolnych piłkarzy do obrony, problem w tym, że nie zawsze wszyscy są zdrowi - kończy Zieliński. 



09:48, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 listopada 2011

- Polacy znaleźli się w wymarzonej sytuacji. Niczego lepszego nie można było sobie wyobrazić. Zaskakuje mnie skuteczność naszej drużyny. Można mieć indywidualne zastrzeżenia, ale nie ma to żadnego znaczenia i nie rzutuje na wynik. Chłopaki przegrali mecz z Iranem, ale to nie kelnerzy, bo ci wygrywali z kilkoma drużynami. Najlepszy mecz Polacy rozegrali z USA - mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl.

- Cieszę się z poziomu, ale na awans trzeba poczekać. Wygramy ostatnią akcję, będę się cieszył. Marzy mi się Puchar Świata, tym bardziej że nikt się tego nie spodziewał. Uwierzyłem w siłę naszego zespołu po meczu z Serbią. Po twarzach, zachowaniu widać power w chłopakach. Sukcesy przynosi konsekwentna polityka trenera Anastasiego i działaczy. Mamy najbardziej wyrównany zespół w tym turnieju. Zobaczmy, kto jest w czubie tabeli PŚ. Drużyny, których zawodnicy są najbardziej obciążeni w sezonie. Nagrody? Pieniądze są do zdobycia na igrzyskach, ale i tu na pewno coś się znajdzie - dodaje Mirosław Przedpełski, szef PZPS.

Czy sięgniemy po Puchar Świata? - Zaczniemy ostatnią serię gier od Włochów, a ta drużyna trochę nam nie leży. Jeśli zniwelujemy ich siłę na zagrywce, uda nam się. Nie możemy podchodzić do nich ze zbyt dużą pokorą - podsumowuje Drzyzga.



11:45, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
środa, 23 listopada 2011

Po trzech meczach rozgrywanego w Japonii Pucharu Świata, najlepszej i najbardziej wiarygodnej siatkarskiej imprezie globu, Polacy, którzy wracają na tę imprezę po 30 latach, wygrali trzy mecze z bardzo silnymi przeciwnikami, potęgami światowej siatkówki - Kubą, Serbią i Argentyną.

- To ostatnie spotkanie było odpowiedzią dla malkontentów, którzy narzekali, że Polacy nie mają zmian. Procentuje praca na zgrupowaniach kadry i w klubach. Przecież ci ludzie już się potwierdzili, sięgając po dwa brązowe medale w Lidze Światowej i mistrzostwach Europy. Stworzyli bazę dla dwóch gwiazd, które dołączyły, czyli Pawła Zagumnego i Michała Winiarskiego - opowiada Ireneusz Mazur, były trener kadry, jeden z gości Magazynu Siatkarskiego.

- Mamy grupę ludzi sprawdzonych w boju. Na nowo rodzi nam się drużyna. Powtórzę: drużyna. Grupa ludzi, którzy chce grać ze sobą, a nie musi. Trener Anastasi ma kapitalną sytuację, wszystko rozwiązuje sam, nie słucha podpowiadaczy. Przy poprzednim trenerze Danielu Castellanim siatkarze byli rozpuszczeni - dodaje Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl.

Jacek Nawrocki, trener Skry Bełchatów, uważa po trzech meczach, że Polacy mogą wygrać cały turniej. - Mogą popaść w zawirowania, ale start mamy bardzo dynamiczny. Jesteśmy pełni nadziei i optymizmu - uważa Mazur. - Mamy szeroki skład, możliwości, jeśli wszystko zadziała, to czego chcieć więcej? Mamy drużynę, która zdolna jest wejść na poziom, z którym zdobywa się Puchar Świata - dodaje Drzyzga. 



08:44, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 21 listopada 2011

Moimi gośćmi w Magazynie Ekstraklasy byli Rafał Wolski, bohater 14. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, i Tomasz Smokowski z Canal+.

- To były ułamki sekund, nie zastanawiałem się, trzeba było podjąć decyzję, więc przyjąłem sobie piłkę, podbiłem i uderzyłem na bramkę. Szczerze? Zamknąłem przy tym oczy - opowiada pomocnik Legii o swoim najpiękniejszym golu 14. kolejki, a może nawet całego sezonu. Zaraz po tym Ivica Vrdoljak, jeden z najstarszych graczy, podbiegł do Wolskiego i zaczął czyścić mu buty. Czy musimy wracać do lat 90. i Wojciecha Kowalczyka, by znaleźć punkt odniesienia do tak udanego wejścia w ligę? - Powiem przekornie, by Rafał nam nie odleciał. Michał Żyro nie jest gorszy, obaj idą łeb w łeb - dodaje szef sportu w Canal+.

Co musi poprawić pomocnik Legii, by błyszczeć w każdym sezonie? Czy nie powinien być bardziej umięśniony? - Patrząc na Xaviego i Iniestę można dojść do wniosku, że siła to nie wszystko - odpowiada Wolski. - Rafał powinien zostać w Legii, choć dyrektor sportowy tego klubu stwierdził, że nie ma piłkarza nie na sprzedaż.

Legia czy Śląsk? Kto będzie mistrzem jesieni? - Wrocławianie mnie zaskakują z każdym meczem. Patrząc, jaką mają przewagę, na koniec roku będą na czele tabeli - uważa Smokowski. - Wiadomo skąd jestem, ja powiem, że Legia - twierdzi Wolski.

W rozsypce jest Wisła, która przegrała kolejny mecz. - Gdyby Górnik prowadził z nimi do przerwy 2:0, nie byłoby zaskoczenia. Jeśli ktoś zagrał w Wiśle, to młody Michał Czekaj, który wszedł w 9 minucie. Każde jego dobre zagranie pogrążało Jaliensa i Maaskanta, który na niego uparcie stawiał - podsumowuje Smokowski.

Łódź pogrążona w kryzysie - i Widzew, i ŁKS, który stoi coraz gorzej. W piątek odeszli z klubu Tomasz Kłos i Tomasz Wieszczycki, alternatywą ma być Andrzej Grajewski. - Szczerze? Dla mnie to folklor - mówi Smokowski. Wolski z kolei opowiada, kiedy piłkarz zaczyna myśleć o pieniądzach i wielkim kontrakcie.



08:41, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (11) »
czwartek, 17 listopada 2011

Mam nadzieję, że powołanie Joanny Muchy na ministra sportu wynika nie tylko z chęci sfeminizowania rządu czy obniżenia średniej wieku gabinetu. Że 35-letnia posłanka z Lublina to nie jest tylko alternatywą dla stereotypu brzuchatego, podpitego, ubabranego w korupcję działacza sportowego. Zwłaszcza że przed nami trudny 2012 rok - z Euro w Polsce i na Ukrainie oraz olimpiadą w Londynie.

Do tej pory w III RP Ministerstwo Sportu to był resort przeklęty, często przystań dla partyjnych kolegów, miejsce zesłania politycznych niedojd. Jego szefowie zamiast sport naprawiać, chcieli na nim wypływać. Potem niektórzy kończyli w niesławie. Jacek Dębski odchodził po skandalu z wypowiedzią o kwitach na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Tomasz Lipiec podał się do dymisji w związku z podejrzeniami o korupcję, a Mirosław Drzewiecki odszedł jako bohater afery hazardowej.

Premier Donald Tusk zapewnia, że z minister Muchą będzie inaczej, że jest kompetentna. Startu jej nie ułatwił, przyznając, że o nowym stanowisku rozmawiał z nią raz, w dodatku kilka godzin przed ogłoszeniem składu rządu. Wśród największych jej kompetencji wskazał znajomość angielskiego i talent komunikacyjny.

Posłanka na propozycję przystała. I choć trudno mi wyobrazić sobie jej dyplomatyczne batalie z prezesem PZPN Grzegorzem Latą czy sekretarzem tego związku Zdzisławem Kręciną, zakładam, że nie będzie złym ministrem.

Szefowa polskiego sportu nie musi być absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego, wiedzieć, jak zdobywa się punkty w curlingu albo kto jest trenerem Termaliki Nieciecza. Ważne, by wśród doradców miała ludzi, którzy sport rozumieją. Takich wparlamencie jest wielu - piłkarze, siatkarze, koszykarze, nawet snowboardziści. Są i w ministerstwie urzędnicy, którzy pracują z pasją, a nie dla ciepłej i dobrze płatnej posady. Najważniejsze jednak, by nowa minister miała na zarządzanie sportem pomysł, a z okrojonego przez kryzys budżetu przekazywała pieniądze na dyscypliny istotne, rokujące medale i te, w których mamy talenty. By rozprawiając się z korupcją, kibolstwem i innymi patologiami, miała wsparcie swojej partii, swojego rządu i parlamentu. I żeby była w tym konsekwentna do bólu.

Kończąc przedstawianie składu nowego rządu, premier ostrzegał, by na nową minister uważać, bo sama kiedyś sport uprawiała, a w dodatku były to sztuki walki. Mocny „cios" na tym stanowisku jest niezbędny, żeby sport choć trochę zreformować. Poprzednicy albo nie próbowali w ogóle, albo na rozbijaniu skostniałych związkowych struktur łamali sobie ręce. 

22:52, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 07 listopada 2011

13. kolejkę T-Mobile Ekstraklasy w moim magazynie podsumowują tym razem Tomasz Łapiński, Janusz Basałaj oraz Czesław Michniewicz.

- Jestem pod dużym wrażeniem wypowiedzi trenera Maaskanta, który czuje się fantastycznie. Na jego miejscu nie spałbym spokojnie, a on sprawia wrażenie, jakby był z kompletnie innej planety. Poza tym stracił okazję, by milczeć w tej sprawie - mówi po przegranych przez Wisłę derbach Krakowa redaktor naczelny stacji Orange Sport i dodaje, że Wisła może przegrać z Legią, ale nie może przegrać z Cracovią. Bogusław Cupiał, właściciel klubu nie przyjmuje tego do wiadomości. - Musi się zdarzyć coś, co sprawi, że krakowianie zaczną grać lepiej. Potrzebny jest wstrząs, czy to na boisku, czy poza nim - mówi Tomasz Łapiński na pytanie, czy zmieniłby trenera w Wiśle.

Obaj zastanawiają się również, czy mistrzem Polski zostanie lider, Śląsk. - Trener Orest Lenczyk wykorzystuje doświadczenie, które zebrał przez lata pracy. Stąd jego miejsce na podium - mówią obaj goście. - Nie przesądzałbym jednak, że jego drużyna, która wygrała teraz z Zagłębiem 5:1, sięgnie po mistrzostwo - dodaje Basałaj, a Łapiński przypomina sobie największe dziwactwa polskiego Fergusona, kiedy pracowali razem w Widzewie.

Po odejściu Michała Probierza rozsypał się ŁKS, który przegrał z Ruchem 0:4. - Cieszę się, że Tomek Wieszczycki, który poprowadził zespół, zobaczył, jak trudne to zadanie. Mówiłem mu kiedyś: siedzisz w studio Canal+, rysujesz, rozstawiasz, podsumowujesz, zobacz sam, co to jest - wspomina Basałaj.

Poniedziałkowy mecz Jagiellonia - Legia zapowiada trener tych pierwszych Czesław Michniewicz. Opowiada też, czy chce wyciągnąć z Widzewa czołowych piłkarzy i ile pieniędzy jest mu winien właściciel łódzkiego klubu Sylwester Cacek. - Dla mnie to dużo, dla niego to drobne, które nosi w tylnej kieszeni - mówi Michniewicz.





10:09, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
piątek, 04 listopada 2011

To nasz nowy magazyn Przed-Ligon. Przed hitem 13. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, Polonia - Lech, trener Czarnych Koszul, Jacek Zieliński, zapewnia, że powołany na stanowisko wiceprezesa legendarny polski piłkarz - Włodzimierz Lubański - nie ogranicza suwerenności obecnego szkoleniowca. Pozostałe mecze zapowiadają: Antoni Piechniczek, Leszek Ojrzyński, Tomasz Kafarski, Sebastian Mila, Michał Probierz (jeszcze jako trener ŁKS) i Kazimierz Węgrzyn.

Zobaczcie, piszcie recenzje, komentujcie, typujcie...



02:30, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (1) »
środa, 02 listopada 2011

Dziennikarstwo sportowe ma jednak pewien feler. Wchodząc w ten światek, żyjąc w nim kilkanaście lat, nabiera się doń chłodnego dystansu. Postępującego z wiekiem i stażem, co piszę nawet z lekką goryczą.

Zawód ten z kibicowskich emocji wyzuwa. Sukcesy sportowców, o których się pisze i opowiada, wciąż cieszą, porażki - smucą. Ale już nie tak, jak kiedyś, nie w takiej formie, gdy na futbolowym meczu reprezentacji lub nawet klubowej drużyny w kibicowskiej gorączce skakało się pod sufit. Czy to z radości, czy ze złości. Zresztą podobnie z siatkarzami, których spotkania zawsze były wydarzeniem rozpoczynającym się i kończącym gęsią skórką.

Poznanie wszystkiego od podszewki euforię zabija, raczej skłania do analizy niż do bezgranicznego uwielbienia. Według kanonów, nic lepszego niż chłodnym okiem widzenie dziennikarza spotkać nie może, choć przypadłość ta dotknęła nie wszystkich, co często widać na rozpalonych od emocji prasowych trybunach.

Z pozycji tej trudniej również o sportowych idoli. Wcześniej z dystansu podziwiani, w rzeczywistości często rozczarowywali. Ich życiowe prawdy, przeklejane przez rozmaite media, okazywały się słodkimi komunałami, którymi latami paśli się kibice. A jeszcze gorzej, kiedy ci, za których fani gotowi byli rzucić się w ogień, stawiali się zwykłymi oszustami ściganymi przez policję i prokuraturę (np. wielu piłkarskich ligowców i ich trenerów).

Piszę o tym dlatego, bo są jednak tacy, którym wciąż tak samo gorąco kibicuję. A że nie chcę silić się na patos i opisywać, ile sportowcy ów dla mnie znaczą, polecam wywiad, który ukaże się w czwartkowej Gazecie Wyborczej, a którego fragmenty znajdziecie tu.

Przeczytać to jedno, ale tak naprawdę trzeba by słyszeć, w jaki sposób Piotr Gruszka opowiadał o swojej nieobecności w kadrze na Puchar Świata. Legendarny - jak by nie patrzeć - polski siatkarz, mimo że kariery jeszcze nie skończył. Bez zawiści, żalu, ze szczerością w głosie. Trzeba by słyszeć przede wszystkim to, co dodał na koniec - czym jest dla niego kadra, czemu brzmi jak nastolatek, który do wielkiego sportu dopiero wchodzi, a nie z nim kończy.

Gruszka, mój rówieśnik zresztą, przez lata nie zmienił się nic a nic. Był taki sam, kiedy mu tylko kibicowałem, jest taki sam, kiedy teraz o nim piszę. Mało takich, niestety...

17:15, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
środa, 26 października 2011

List Wlazłego, który atakuje PZPS i prezesa Mirosława Przedpełskiego, to atak na wyczyszczonej siatce - mocny, bezkompromisowy. Nie lubię tego typu manifestów, z którymi nie można polemizować. W środowisku mówi się, że nie jest to do końca głos Wlazłego. Czyj? Niedługo się okaże. Jego oświadczenie to początek wojny o wpływy, niestety. Siatkarz został w niej wykorzystany - uważa Jerzy Mielewski, dziennikarz Polsatu w Magazynie Siatkarskim. O co w tym sporze chodzi Skrze Bełchatów, najpotężniejszemu polskiemu klubowi? - Klub ten chce mieć coraz większy wpływ na PZPS. To początek batalii o władze w związku. Nie jest to bezcelowe działanie. Przez list Wlazłego kibice widzą w siatkarskich działaczach największych hamulcowych - dodaje.




11:20, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 24 października 2011

Jordan & Pablopavo, kibice ze Starogardu Gdańskiego, miasta, z którego pochodzi Kazimierz Deyna, uczcili niedzielne, 64. urodziny legendy Legii i reprezentacji Polski. Uczcili bardzo sensownym, wpadającym w ucho kawałkiem, który znalazłem dziś w sieci.

Za muzyczne recenzje brać się nie chcę, ale o co chodzi w tym teledysku?

Wiem, wiem, Kazimierz Deyna spokojnego życia nie wiódł, jednak w kawałku wspominającym jego karierę niekończące się wygibasy roznegliżowanych do rosołu nastolatek mają się jak kalosze do opery. Zamiast szybkich fur i fajnych lasek (tak chyba teraz mówią młodzi), zdecydowanie wolałbym fragmenty meczów z udziałem Deyny, by ci młodzi właśnie słuchając i oglądając wiedzieli o kogo w ogóle chodzi.

Zresztą obejrzyjcie i oceńcie sami.

 



14:44, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »

Magazyn T-Mobile Ekstraklasy po 11. kolejce. Żyro i Wolski strzelili bardzo ważne gole dla Legii. Zwłaszcza że ten drugi miał tylko kilka minut, by potwierdzić swoją klasę. 19-latkowie trafiający do bramki w takim klubie jak Legia, to nie jest proste zadanie - opowiada Cezary Kucharski, menedżer obu piłkarzy, a także poseł VII kadencji sejmu. - W ostatnim meczu pucharowym Legia zagrała po europejsku. W meczu z Widzewem zaowocowała praca z młodzieżą. To przykład dla innych klubów, że warto być cierpliwym - dodaje Andrzej Strejlau, były selekcjoner. Ale dopiero wyjazdowy mecz z Lechem w następnej kolejce będzie dla warszawiaków prawdziwym testem.

- Szkoda mi ŁKS, wyrównujący gol Kaczmarka w meczu z Wisłą zdobyty był prawidłowo, a sędzia jednak go nie uznał. Życzę naszym arbitrom większej koncentracji - mówi Kucharski. Mecz ten prowadził Robert Małek, zawodowy policjant. - Jestem zdziwiony, bo był to jeden z kandydatów do sędziowania na Euro 2012. Więcej rozwagi polecam też trenerowi Maaskantowi. Lepiej niech nic nie mówi, jeśli ma w ten sposób oceniać pracę sędziów, którzy wypaczają wyniki meczów - twierdzi Strejlau.

Po bardzo dobrym meczu Lechia zremisowała 0:0 z Lechem. Kibice z Gdańska wywiesili transparent przeciwko trenerowi Tomaszowi Kafarskiemu. - Nie byli to wszyscy kibice, ale tylko garstka. Większość fanów trzyma stronę szkoleniowca. Hasło: Lechia to my jest skandaliczne - grzmi Kucharski. - Ktoś steruje kibicami - uważa Strejlau.

Jana Urbana zwalnia się z Zagłębia po każdej kolejce, mimo że ma nowy zespół, a teraz wygrał z Koroną. Waldemar Fornalik z biednym Ruchem wygrał na wyjeździe derby Śląska i pnie się w górę. Czy powinien pracować w lepszym klubie?

Po ostatnich wpadkach różne kary spotkały arbitrów. Sędzia Krztoń został zdegradowany z ekstraklasy, sędzia Lyczmański - nie. Dlaczego? Wyjaśnia Andrzej Strejlau.





09:59, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
środa, 19 października 2011

Jeśli traktujemy PlusLigę jako europejski, wartościowy produkt, nie jest dla mnie zaskoczeniem przyście Łukasza Kadziewicza do AZS Olsztyn. Koszula bliższa ciału, dlatego nie Skra, Resovia, ZAKSA czy Jastrzębski Węgiel. Poza tym wielu uważa, że to siatkarz z trudnym charakterem. A ja mówię: siatkarz z charakterem, niekoniecznie trudnym – komentuje transferowy strzał olsztynian Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl.

W najnowszym Magazynie Siatkarskim opowiada również o niespodziewanych rozstrzygnięciach w PlusLidze oraz wprowadzonym od tego sezonu systemie wideoweryfikacji. - Niespodziewane wyniki w PlusLidze były do przewidzenia. Początek ligi sypie niespodziankami. Drużyny grają nierówno, na tyle że nie ma szans wygrać nawet Skra Bełchatów. Choć na tę drużynę liczyłem, bo przygotowywała się w miarę stabilnym składzie. Cóż, inni też mają ambicje, tym bardziej że wielu nowych obcokrajowców wniosło dużo jakości. Czy system powtórek kontrowersyjnych sytuacji dobry czy zły? Ja zganię ten system. Bo trzeba z niego umieć korzystać, a nie czynić jarmark lub bazar – kończy Drzyzga.



09:23, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 października 2011

W swojej karierze bardzo często spotykałem sędziów, którzy widzieli jedno, a gwizdali drugie. Wiele razy czułem się oszukiwany w żywe oczy. Dlatego sędziowie, którzy wpłynęli na wyniki meczów Polonia - Górnik i Wisła - Jagiellonia, muszą ponieść karę - mówi Tomasz Łapiński, były obrońca reprezentacji w Magazynie Ekstraklasy.

- Przy Konwiktorskiej każdy z trzech sędziów mógł zabrać decydujący głos, widząc, że napastnik Górnika przyjął piłkę ręką i strzelił gola. Oczywiście to wielki błąd, ale przeanalizujmy cały mecz, remis był sprawiedliwy, bo w drugiej połowie Górnik miał wiele okazji. Robienie z sędziego jedynego winnego to odwracanie uwagi od swojej postawy. Sędziowie niech nie mówią o sobie, niech przestaną się mylić. Bo jak można było nie dostrzec, że obrońca Wisły wpycha do bramki bramkarza rywala? Jak trener Wisły Robert Maaskant mógł tego nie widzieć? Jak może mówić, że po obejrzeniu powtórki nie zauważył faulu? Trudno komuś wmówić, że czarne jest białe.

W dalszej części programu Łapiński spiera się z Tomaszem Kłosem, kto wygra 61. derby Łodzi. - Jestem pewny, że Widzew - mówi Łapiński, były widzewiak.

- To my wygramy 2:1 - odpowiada Kłos, dyrektor sportowy, a kiedyś piłkarz ŁKS.

Obaj wspominają, jak to bywało kiedyś, dlaczego ich meczami żyło całe miasto, o wojenkach między piłkarzami i podzielonej na pół Łodzi, gdzie granicę wyznacza przebiegająca od południa na północ ulica.





09:27, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (6) »
piątek, 14 października 2011

Odejście Adama Giersza z ministerstwa sportu jest niemal przesądzone. W nowym rządzie Donalda Tuska mają zostać tylko szefowie strategicznych resortów. Strategicznych z punktu widzenia polityki zagranicznej i ekonomii. W sporcie - na ważny rok Euro i igrzysk olimpijskich - szykują się zmiany. I jest już niemal przesądzone, że ktoś zastąpi Giersza, ministra od przecinania wstęg, otwierania „orlików” i śniadań z medalistami.

Kandydatów jest niby dwóch, ale właściwie jeden - prezydencki minister Sławomir Nowak, o czym informowała m.in. Janina Paradowska w czwartkowym poranku Radia TOK FM.

Zainteresowany na razie nie potwierdza. Drugi, jak przekazano mi przed chwilą ze środka kiereszowanej wewnętrzną wojenką Platformy, to kandydat, cyt. „autopromocyjny”.

Chodzi o Roberta Korzeniowskiego, wybitnego chodziarza, poczwórnie złotego medalistę olimpijskiego, byłego szefa sportu w publicznej telewizji, ostatnio uczestnika „Tańca z gwiazdami”, który w przededniu wyborów wskoczył premierowi do objeżdżającego Polskę „Tuskobusa” i z miejsca stał się medialnym faworytem na szefa urzędu (piątkowy Fakt).

Ale tu, cytuję dalej wiadomość, którą dostałem: „Rząd nie może zaryzykować złej prasy nawet na polu sportowym”...

Wychodzi więc na to, że Nowak ma najlepsze notowania. I choć jego pozycja w PO jest bardzo mocna, co gwarantowałoby sportowi, że nie zostanie odrzucony jako resort ostatniej potrzeby, nie wiem, jakim Nowak byłby ministrem. Czy poradziłby sobie ze zmurszałą strukturą związków, tabunami wyczekujących emerytury działaczy oraz głodnych korzyści początkujących menedżerów. Mówiąc wprost, czy postawiłby sport na nogi, bo ten - mimo sieci „orlików” czy ładnych stadionów - ma się, niestety, coraz gorzej. Jeśli coś w jego przypadku mnie niepokoi, to tylko reakcja szefów niektórych związków sportowych, którzy nie zawahają się przykryć swoją niekompetencję i rozmaite interesiki znajomością z przyszłym ministrem.

Przy okazji Korzeniowskiego, przypomniał mi się wywiad z nim w specjalnym wydaniu „Przeglądu Sportowego” przed Balem Mistrzów Sportu. Miał tytuł: „Straszny sen o ministrze”, a na pytanie o objęcie urzędu, Korzeniowski odpowiadał tak:

To są urzędy, funkcje. Nie ma co się śmiać. Mnie kiedyś wcale nie było do śmiechu, jak mi się przyśniło, że jestem ministrem sportu. Byłem - w tym śnie - na urlopie u moich rodziców i w radiu podają, że właśnie zostałem nominowany. Mówię: mamo, to pomyłka. Po czym przyjeżdża skoda - bo takie jeździły wówczas w ministerstwie - i kierowca przywozi dokumenty, zwraca się do mnie: „Panie ministrze, jedziemy do Warszawy"... Na szczęście się obudziłem, ale byłem przerażony i cały spocony. Nie mówię, że to jest jakaś straszna funkcja, ale jestem na takim etapie życia, że jeszcze nie czuję się gotowy. Jeszcze by się chciało robić coś innego, rozwijać się”...

Mnie się dziś nic nie śniło. Chciałbym jedynie ministra sportu, który chce nim być, a nie mu każą. Którego kadencja - jak w przypadku Jacka Dębskiego, Tomasza Lipca i Mirosława Drzewieckiego - nie skończy się przedwcześnie i skandalem. By sprawowany przez niego urząd nie był poletkiem do rozmaitych interesów, gierek i spełniania nieposkromionych ambicji. Jako następcę Giersza chcę ministra, który spełnia trzy kryteria: sport lubi, ale przede wszystkim na nim się zna i go rozumie.

14:53, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (5) »
środa, 12 października 2011

Czy nietykalni dotąd siatkarze PGE Skry Bełchatów będą jak rottweiler i pogryzą kolejnych rywali? W sobotę przegrali u siebie z ZAKS-ą Kędzierzyn-Koźle aż 0:3, w środę mierzą się z Asseco Resovią.

- Skra to zespół, który szybko wyciąga wnioski ze swoich błędów. Tym bardziej że przeciwko rzeszowianom Skra nie będzie faworytem – mówi Ireneusz Mazur w Magazynie Siatkarskim.

- Co roku takie rzeczy się zdarzały, ale rzadkie porażki budują ich zespół, seryjne zwycięstwa uspokajają – dodaje Wojciech Drzyzga.

W Rzeszowie zagra kilku kadrowiczów powołanych przez Andreę Anastasiego na listopadowy Puchar Świata. - Skład mnie nie zaskoczył, był do przewidzenia. Największą niespodzianką jest nieobecność doświadczonego Daniela Plińskiego. Zastanawiałem się jeszcze, czy Paweł Woicki, czy Grzegorz Łomacz. Nie jestem zaskoczony, że nie ma Mariusza Wlazłego, już wcześniej dawał sygnał, że warto mu dać spokój ze względów zdrowotnych - mówi Mazur.

- Dla mnie Mariusz Wlazły nie jest kadrowiczem, nie mam w tej sprawie nic więcej do powiedzenia - dodaje Drzyzga.

Prezes PGE Skry Konrad Piechocki opowiada nam, jak przebiegały ostatnie negocjacje między PZPS a Wlazłym. - Mariusza nikt nie prosił, nie błagał, choć doszło do rozmów z prezesem Przedpełskim. Jest wielu chłopaków w Polsce, którzy są w stanie wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za kadrę - mówi szef PGE Skry.

Klubowe Mistrzostwa Świata, w których gra Jastrzębski Węgiel, to tylko wycieczka? - Ważny jest wygrany przez Jastrzębski mecz z Zenitem Kazań. Wygrany w dobrym stylu – uważa Mazur. Czy Jastrzębie może w tym roku odegrać czołową rolę w PlusLidze? - Jeśli prześledzimy pięć ostatnich lat w tym klubie, wyjdzie na to, że żadnego planu nie było – dodaje Drzyzga.





10:16, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 10 października 2011

Spóźnienie selekcjonera na wyjazd do Korei uważam za spory skandal. Dotychczas uważałem go za trenera chaotycznego, ludycznego, a teraz zarzucam mu dodatkowo grzech lenistwa. On się bezczelnie spóźnił, leniuszek, mówiąc krótko - mówi Janusz Basałaj, szef stacji Orange Sport, o zgrupowaniu kadry i wyjeździe do Korei.

Razem z Marianem Kmitą z Polsatu w Magazynie Ekstraklasy Extra podsumowują ostatnie dni w polskim futbolu i zastanawiają się, czy kibice równie chętnie jak na inaugurację oglądają ligową piłkę.

Opowiadają równiez, dlaczego stadiony są puste? - Frekwencja na stadionach to system naczyń połączonych. Jeśli ktoś ma w domu dobry telewizor, a na zewnątrz pada, nie wybierze się na mecz. Z realizacją meczów jest lepiej, ale do ideału jeszcze wiele brakuje - uważa Kmita. - U nas jak we Francji: wybudowaliśmy piękne kościoły, ale wiernych nie ma w nich zbyt wielu. Kluby nie zachęcają kibiców, by przychodzili na mecze - dodaje Basałaj i opowiada, dlaczego jego stacja zdecydowała się pokazywać mecze pierwszej ligi.

Wspominając dobrą grę Śląska Wrocław, Basałaj stwierdza również, że trener Orest Lenczyk poradziłby sobie w kadrze jako selekcjoner.

Kto chce pracować w cyrku z Konwiktorskiej, czyli po ostatnich wybrykach szefa klubu Józefa Wojciechowskiego Basałaj mówi: - Zapytałem kiedyś młodego ambitnego trenera: Michał, chciałbyś pracować w Polonii? Odpowiedział mi: Tak, milion złotych z góry i mogę iść do tego cyrku. Trener, który ma za nic poczucie własnej godności, może iść pracować na Konwiktorską. Ktoś, kto się bardzo ceni, klub ten powinien obchodzić z daleka - kończy Basałaj ligowe reminiscencje.





10:51, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
niedziela, 09 października 2011

Męczyli się pięć lat temu z Jastrzębskim Węglem w finale ligi, przegrywali dwa lata temu ćwierćfinał Pucharu Polski z Resovią, ulegli ZAKS-ie Kędzierzyn-Koźle w pierwszym ubiegłosezonowym meczu finału u siebie. Za każdym razem miał to być początek końca hegemona. I co? I nic.

Siedem tytułów mistrzowskich w kraju i pięć Pucharów Polski - Skra utrzymuje się na krajowym szczycie niemal wieczność. I jeszcze długo będzie się utrzymywać, bo siatkówka to sport, który nie znosi niecierpliwości. Sedno tej gry - opartej na schematach i powtarzalności - to stabilizacja, i ta finansowa, a w Skrze kasy nie brakuje na nic, i ta sportowa, a szperając w historii, trudno znaleźć zespół, którego kluczowi zawodnicy grają ze sobą tak długo jak bełchatowscy. Wlazły - osiem lat, Pliński - cztery lata, Kurek - trzy lata, Falasca - trzy lata, Możdżonek - trzy lata, Winiarski - w sumie trzy lata, Bąkiewicz - w sumie pięć lat.

Przez konkurencyjne kluby siatkarze przewijali się stadami, zwłaszcza obcokrajowcy. Niewiele drużyn może poszczycić się rozgrywającym, który prowadzi grę dłużej niż dwa lata. Nie ma też zespołu, w którym trener pracowałby od dziesięciu lat.

Skra to zbyt doświadczony i stabilny zespół, by porażki zdarzały mu się częściej niż incydentalnie. Ta drużyna latami powinna rządzić nie tylko w PlusLidze, ale także w Europie. Na sobotnią sensacyjną porażkę Skry najlepiej zareagował trener wygranych. Cieszył się, ale później dodał rozsądnie: „Stąpamy po ziemi”. Ja też nie biorę serio euforii kibiców, którzy zapalili się, że w tym sezonie Skra zostanie wreszcie zdetronizowana.

19:20, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (8) »
czwartek, 06 października 2011

Zapraszam na cotygodniowy Magazyn Siatkarski. Dziś z Wojciechem Drzyzgą.

- Dzika karta na Puchar Świata dla męskiej reprezentacji nie jest żadnym zaskoczeniem, bo już wcześniej było wiadomo, że to jeden z elementów interesów między światową federacją a telewizją Polsat. Druga karta dla Rosji też mnie zupełnie nie dziwi, bo to jeden z najlepszych zespołów na świecie, który wysypał się w mistrzostwach Europy. U pań przywilej ten spotkał Włoszki, które na to zasługują, i Argentynki. Stawia to Polki w nie najlepszej sytuacji i jeśli dostaną tylko jedną szansę na grę w kwalifikacjach olimpijskich, do Londynu mogą nie jechać - mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl, któremu nie chce się już rozmawiać o sprawie powrotu do kadry Mariusza Wlazłego, jednego z najlepszych polskich atakujących.

- Na miejscu trenera Anastasiego wysłałbym mu powołanie i czekał. Jeśli go nie przyjmie, niech się wytłumaczy. To normalny gracz, który podlega selekcji i weryfikacji. Oczywiście jego nieobecność byłaby dużą stratą - kończy Drzyzga.

Mój gość zabrał także głos w głośnej sprawie Michała Kubiaka i jego dwóch kontraktów. - Sprawa ta była rozstrzygana zbyt długo. Rozwiązano ją nie za pięć dwunasta, a pięć po dwunastej, kiedy rozegrano już jedną kolejkę, a oba zainteresowane zespoły - Jastrzębski Węgiel i AZS Politechnika Warszawska wychodziły właśnie na boisko, by zmierzyć się w bezpośredniej walce. W profesjonalnych rozgrywkach trzeba takie sprawy rozstrzygać jak najszybciej, według litery prawa. Podobnie z przyznawaniem licencji na grę, kryteria muszą być równe wobec wszystkich - mówi Drzyzga.


08:37, iwanczyk_gw_sport.pl
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
sport.pl
Tam jestem
  • wyborcza
  • polsatsport
  • rugbypolska.pl
Bądź na bieżąco