Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Blog > Komentarze do wpisu

Piecha druga szansa w Legii?

Nie wybałuszę oczu ze zdziwienia, kiedy okaże się, że będący na oczywistym wylocie z drużyny mistrza Polski Arkadiusz Piech dostanie kolejną szansę. Znając szefów Legii, są w stanie iść pod prąd, a i zdarzało się przecież na Łazienkowskiej, że piłkarzom zdejmowano stryczek z głowy, oni zaś rozgrywali najlepsze sezony w karierze.

Najpierw krótko o sprawie, jeśli w świąteczno-noworocznej gorączce nie doczytał ktoś, jak 30-letni napastnik Legii świętował narodziny dziecka. Miał przyjechać do szpitala z kolegą, który miał ranę głowy. Ponieważ wizyta przedłużała się, według zeznań lekarza, piłkarz zwyzywał go, a później uderzył pięścią w twarz. Miał dwa promile alkoholu we krwi.

Sprawa nie jest jasna, nie ma monitoringu, słowo przeciwko słowu. To dlatego władze Legii zareagowały powściągliwie - nie rozwiązały kontraktu, czekają aż ustalone zostanie, co wydarzyło się w świdnickim szpitalu. Pierwszy trening drużyny Henninga Berga w 2015 r. zaplanowano na 14 stycznia.

Scenariusze są trzy - Piech wyleci, Piech zostanie wypożyczony, jak planowano jeszcze niedawno, Piech zostanie. Ten ostatni wcale nie jest taki nierealny. Dlaczego?

Weźmy sławny na cały kraj wypad legionistów do „Enklawy”. Tam czołowi piłkarze Danjel Ljuboja i Miroslav Radović w trakcie sezonu z drinkiem w ręku chcieli rzucić się na szyję prezesowi Bogusławowi Leśnodorskiemu. Z Ljuboją nie przedłużono kontraktu, Radović dostał szansę. Jak ją wykorzystał, pisać nie trzeba - to obecnie absolutny filar zespołu, prawdopodobnie, zważywszy na nowy kontrakt, dotrwa on w Warszawie do końca swoich piłkarskich dni.

Jeszcze wcześniej, w 2010 r., doszło do przesilenia w Legii prowadzonej przez Macieja Skorżę. Z dnia na dzień do rezerw przesunięci zostali Maciej Iwański, Piotr Giza i Jakub Wawrzyniak. Ówczesny szkoleniowiec tłumaczył to tak: „Wspólny mianownik decyzji o ich odsunięciu od pierwszej drużyny to dysproporcja między potencjałem tych zawodników a ich aktualną formą”. Minął nieco ponad miesiąc, Giza zdążył odejść z klubu, ale dwóch pozostałych przywrócono do pierwszego zespołu. Na Iwańskiego nie podziałało, w następnym sezonie odszedł, ale dla Wawrzyniaka był to impuls, który dał mu kopa do najlepszego czasu swojej kariery. Lewy obrońca sięgnął później z Legią po dwa mistrzostwa, trzy Puchary Polski, w reprezentacji aż do czasu Euro 2012 był kluczowym piłkarzem kadry Franciszka Smudy.

Po latach Skorża przyznał w niedawnym wywiadzie dla Przeglądu Sportowego, że to celowo zaplanowana „krytyczna decyzja”, która miała wstrząsnąć drużyną. Choć specjalnie nie przepadam za stylem pracy tego szkoleniowca, podjął jedną z lepszych decyzji podczas swojej pracy na Łazienkowskiej. Uratował dla piłki (już widzę te uśmieszki pod nosem) przynajmniej jednego człowieka, bo kto wie, jak skończyłby Wawrzyniak, gdyby z Legii wyleciał.

Niby różne to sytuacje od tej z Piechem, a jednak nasuwa się pewna analogia. Domyślam się, że większość ludzi pracujących w polskiej piłce wypędziłaby piłkarza na cztery wiatry, ale czy wytrawni menedżerowie nie podejmują czasem decyzji „wbrew”, zakładają stratę (tu wizerunkową), wiedząc, że może być z tego całkiem niezły zysk (sportowy)?

Żeby dobrze zrozumieć przypadek Piecha i podjąć w jego sprawie właściwą decyzję, warto również cofnąć się do innego niechlubnego epizodu w jego życiu z 2003 r. Wtedy pretekstem do awantury nie było „pępkowe”, a impreza z kolegami. Skończyło się tym, że omal nie skatowali rencisty. Piech odsiedział za to w więzieniu dziewięć miesięcy z półtorarocznego wyroku. Przestał pić, stając się na kilka sezonów całkiem przyzwoitym piłkarzem Ekstraklasy ocierającym się nawet o reprezentację.

Żeby nie było - Piech nie jest bohaterem mojej piłkarskiej bajki, widać, że klub taki jak Legia to prawdopodobnie dla niego za wysokie progi. Niewiele, bo niewiele, ale dostał jesienią kilka szans, których nie wykorzystał, zwłaszcza tę w meczu z Ruchem, kiedy był irytująco kiepski na tle reszty drużyny. Umówmy się, że w hierarchii napastników jest zdecydowanie na ostatnim miejscu.

Zaryzykowałbym jednak manewr z kolejną szansą, wiedząc, jakie bodźce na Piecha działają, i jak wielką motywacją jest dla niego poczucie „ostatniej deski ratunku”. Legia nie ma tu nic do stracenia - napastnika i tak trzeba utrzymywać zgodnie z kontraktowymi zapisami, można go co najwyżej wypożyczyć, ale kolejki chętnych do kupna raczej bym się nie spodziewał.

Szefowie Legii już nie raz szli pod prąd. Nie wykluczam więc, że Piech przy Łazienkowskiej zostanie, choćby z czysto ludzkiego powodu - warto czasem wyciągnąć rękę nawet do przypadków słabo rokujących, zwyczajnie w świecie pomóc. Sądzę, że wtedy drugiego tak „prującego” na treningach Legii nie będzie, a jak już będzie bił, to tylko rywali na ligowych boiskach. Piłką, nie pięścią.

piątek, 02 stycznia 2015, iwanczyk_gw_sport.pl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: fircyk, *.sgyl.cable.virginm.net
2015/01/03 02:19:13
Czy autor zna pilkarza Piecha? Ostatnia osoba jaka bronil byl skompromitowany, skorumpowany trener Wdowczyk, po czym sie okazalo, ze panowie dobrze sie znaja, a i do Szczecina samochodem razem jezdzili. Z Wdowyczkiem sie udalo, pracuje pomimo wyroku. Czy uda sie z Piechem?
-
Gość: gp, *.inet-siec.pl
2015/01/05 14:58:39
Wawrzyniak "w reprezentacji aż do czasu Euro 2012 był kluczowym piłkarzem kadry".

Żeby takie bzdury pisał ktoś uważający się za poważnego dziennikarza...



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco