Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Blog > Komentarze do wpisu

Zakładowa, miejską Ligę Mistrzów

Niby dziennikarz nie powinien opowiadać się za żadnym klubem. A co mi tam. W trudnym wyborze, kiedy grają dwie drużyny ulubionych trenerów, stawiam dziś na Atletico. Lubię, kiedy w sporcie piszą się niesamowite historie. Niech będzie taką finał Ligi Mistrzów z udziałem dwóch drużyn z jednego miasta. I to rozgrywany nieopodal, bo w sąsiedzkiej Portugalii.

W ogóle mam wielkie szczęście, bo ze wszystkich czterech półfinalistów z każdym łączy mnie jakaś ligomistrzowa historia, o czym było w poprzednich wpisach. Teoretycznie jest mi zatem ganz egal, która dwójka o trofeum zagra. Skoro już wiadomo, że po niesamowitym spektaklu Realu w Monachium będzie to Cristiano Ronaldo i spółka, szczerze życzyłbym sobie madryckiego finału.

Piszę o tym, bo praktycznie każde niesamotne oglądanie Ligi Mistrzów kończy się zakładami, czasem dość dziwnymi. Wczorajszy mecz oglądałem z Maćkiem Bykowskim, byłym piłkarzem Panathinaikosu Ateny, regularnego niegdyś uczestnika europejskich rozgrywek. Już po drugiej bramce dla Realu zaczęliśmy zastanawiać się, czy był kiedyś stricte derbowy finał. Nie zaglądaliśmy do internetu, o rozstrzygnięcie poprosiłem użytkowników Twittera. Pamięć moja okazała się zbyt ulotna - takiego w historii nie było.

Lata temu były i inne zakłady, z bardzo szalonymi karami za przegraną. Najdotkliwszą było wymienić choć jedno nazwisko piłkarza, który strzelił w jednym meczu cztery i więcej goli. To po ubiegłorocznym wyczynie Roberta Lewandowskiego. Nie wymieniłem, ganiałem ku uciesze jednego z naszych ligowców, który sprawdzał moją wiedzę, dwa razy po schodach wieżowca - z samego dołu na samą górę.

Piłkarską Ligę Mistrzów lubią też siatkarze, z jednym z nich oglądaliśmy finał z 1998 r. między Realem i Juventusem. Wymieniliśmy po trzech kandydatów na strzelca pierwszego gola. Padł tylko jeden, trafiłem ja - wytypowałem m.in. Predraga Mijatovicia. Że byliśmy w jednym z łódzkich pubów na Piotrkowskiej, przegrany stawiał piwo do końca wieczoru, wygrany musiał do końca wypijać postawione kolejki. Skończyło się prawie nad ranem. O co dziś się założyć?

Dziś o 20.45 drugi półfinał, wraz z nimi akcja Heinekena, sponsora LM, „Mecz za piwo". Wystarczy kupić jedno dowolne opakowanie Heinekena, wpisać kod spod kapsla lub zawleczki, by móc obejrzeć jeden mecz Ligi Mistrzów na www.liga.heineken.pl. Ponadto każdy będzie mógł wziąć udział w walce o cenne nagrody, przede wszystkim o wyjazdy na finał Ligi Mistrzów w Lizbonie, a także codziennie do wygrania PlayStation4 i pięciolitrowe kegi Heinekena. 



środa, 30 kwietnia 2014, iwanczyk_gw_sport.pl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/06/05 16:57:30
Panie Przemku świetna inicjatywa ;)
-
2014/06/25 14:50:41
Ciekawa inicjatywa Panie Przemku! ;)



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco