Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Blog > Komentarze do wpisu

Skurczybyk kontra skurczybyk w Lidze Mistrzów

Może i brzmi wulgarnie, ale to nie moje słowa. Wypowiadali je polscy piłkarze, którzy blisko 20 lat temu mieli przyjemność z Diego Simeone i Jose Mourinho. Obaj wyglądają na drani, ale także dzięki temu zyskują aż taką sympatię. Z drańskim wyrachowaniem, bez cienia respektu dla rywali grają też prowadzone przez nich drużyny.

Tego pierwszego, szkoleniowca Atletico, przypomniał mi ostatnio na piwie Tomek Łapiński. A że po piwie, to z dużą swadą opowiadał, że Argentyńczyk to kawał skurczybyka. Opowiadał dosadniej, ale nie wypada mi na łamach pisać w ten sposób. Simeone jako piłkarz wcześniej nie zna litości - gryzł, pluł, szczypał, łapał za genitalia. Styl ten wymagany jest przez jego zespół, ale więc żadna to nowość, że zgodnie z zasadą „z ojca na syna" wymaga od swoich ludzi tego, co sam czynił.

Nie pamiętam już który z innych byłych piłkarzy Widzewa też narzekał na mecze z Atletico w Lidze Mistrzów 18 lat temu. Oprócz Simeone był u madrytczyków wtedy drugi gość z Argentyny, który był równie nieprzyjemny, trzy lata młodszy napastnik Juan Esnaider. Ten, choć zaliczył trzy sezony w Realu, aż takiej kariery nie zrobił. Ale razem z Simeone (106 meczów dla kadry) byli ponoć jak bracia. Z widzewiaków radził sobie z nimi jedynie Marek Citko, który znalazł mało wyszukany sposób na Argentyńczyków - wkładał im palce do oczu.
W pierwszym meczu z Atletico (1:4 dwa gole Simeone, wspaniałe uderzenie Citki nad Moliną) Łapiński nie grał z powodu kontuzji. Spotkanie to nie tylko ze względu na wyniki ówcześni widzewiacy rozpamiętują do dziś. Jestem pewien, że dziś żaden z nich nie będzie kibicował Hiszpanom i ich argentyńskiemu trenerowi. W rewanżu na Vicente Calderon było wiele lepiej (0:1). Łapiński już grał i wspomina, że łodzianie mogli tam nawet wygrać.



Drugi tytułowy skurczybyk wziął się od graczy ŁKS. W 1994 r. przeciwnikiem łodzian w Pucharze Zdobywców Pucharów było FC Porto, gdzie Jose Mourinho terminował jako asystent u boku Bobby'ego Robsona. Zdaje się, że był to Grzegorz Krysiak (może Tomasz Cebula), w każdym razie któryś z nich wściekł się i na Mourinho, i na maleńkiego skrzydłowego Folhę. Ten drugi kręcił Krysiaka jak dzieciakiem, co polski pomocnik zapamiętał do końca kariery. Jakby tego było mało, schodząc do szatni z Polaków, którzy koniec końców osiągnęli przyzwoite 0:1, naigrywał się obecny szkoleniowiec Chelsea, przez co został zwyzywany przez złych na przegrane spotkanie ełkaesiaków.



Znając te historie od podszewki z przyjemnością obejrzę dziś pierwszy półfinał Ligi Mistrzów. Z niespotykanym dotąd dylematem, któremu skurczybykowi kibicować. Chyba jednak będzie to Atletico.

***

Dziś o 20.45 wielki mecz, wraz z nimi akcja Heinekena, sponsora LM, „Mecz za piwo". Wystarczy kupić jedno dowolne opakowanie Heinekena, wpisać kod spod kapsla lub zawleczki, by móc obejrzeć jeden mecz Ligi Mistrzów na www.liga.heineken.pl. Ponadto każdy będzie mógł wziąć udział w walce o cenne nagrody, przede wszystkim o wyjazdy na finał Ligi Mistrzów w Lizbonie (dwa wyjazdy z osobami towarzyszącymi i całą oprawą organizacyjną), a także codziennie do wygrania PlayStation4 i pięciolitrowe kegi Heinekena. 



wtorek, 22 kwietnia 2014, iwanczyk_gw_sport.pl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/04/29 20:09:12
Ciekawy artykuł, pozdrawiam. :)
-
2014/05/15 11:42:22
Instruktor, który mnie w rzeczonym edukował w owym treningu nazywał się Dawid Jackiewicz. Kiedy się tak problemowi z bliska przyjrzę, zatem musze poświadczyć, że niezwykle frapujące są te zmagania .



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco