Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Blog > Komentarze do wpisu

Lewandowski. Ambasador marki Polska

Zdaje się, że mamy do czynienia ze zjawiskiem powracającym po chudych latach futbolowej posuchy. Znów patrzą na nas, jak na kraj piłkarsko całkiem cywilizowany, o naszym rodaku kopiącym piłkę zaczynają wiedzieć coraz więcej. Nawet kochający inne sporty spoza Europy wiedzą doskonale, kto to Robert Lewandowski.

Kiedy w sobotę na gali tygodnika „Piłka nożna” mama polskiego napastnika odbierała nagrodę dla najlepszego piłkarza 2013 r., uznałem to za w ogóle nie zaskakujące wydarzenie. Zasłużył, wybił się jak mało kto od dekad, dostał wyróżnienie. Kiedy przez ostatnie dni hulała w sieci informacja, że Lewandowski stał się jednym z najwyżej wycenianych piłkarzy globu, też nie specjalnie mnie to obeszło, bo przecież rozmach finansowy jego przejścia do Bayernu Monachium musiał taki rezonans wywołać.

Jednak to, w jaki sposób odbierają polskiego napastnika w Europie, jest już dla mnie dużym zaskoczeniem.

Przebywam akurat na hiszpańskich wyspach, o tej porze roku to mekka kolarskiego światka, ale z głupia frant zaczepiłem we wtorek kilku zagranicznych gości o polską piłkę. No i się zaczęło. O Zniczu Pruszków i perypetiach w pierwszych latach kariery Lewandowskiego nikt nie widział. Ale już o rekordowo wysokim kontrakcie z monachijczykami - tak. Goście jak z rękawa sypali mi atutami piłkarskimi naszego zawodnika, podkreślali niesamowitą motorykę (tu włączył się nawet fizjoterapeuta jednej z renomowanych grup kolarskich), opisywali akcje, po których strzelał gole Realowi, był oczywiście i taki, który wspomniał o ukradzionych niedawno kołach w porshe napastnika Borussii.

A byli to wszystko ludzie z piłką związani jedynie z pozycji kibiców. I to pewnie nie takich z karnetem w portfelu.

Następnie przysiadłem się do kilkunastoosobowej grupki oglądającej mecz w Pucharze Niemiec HSV - Bayern, ci nie wypuścili mnie do późnych godzin, uznając za... Momentami czułem się jak ten, dzięki któremu Lewandowski zaczął brylować na piłkarskim topie. Ponieważ znane są już wyniki losowania półfinałów Pucharu Niemiec, wiadomo, że może dojść do symbolicznego starcia w decydującym meczu między Bayernem a Borussią właśnie. No i wtedy scenariuszy, jakie wysuwali niemieccy, ale nie tylko (Holendrzy, a także Japończycy) było mnóstwo.

Dalej doszliśmy do Ligi Mistrzów i rozpoczynającej się niebawem batalii w decydującej odsłonie tych rozgrywek. Oko im zbielało, kiedy powiedziałem, że w tym roku najprawdopodobniej będę miał szansę zobaczyć na żywo bohaterów tych harców. Odkładam jedynie decyzję, na który mecz się wybrać, bo chcę być świadkiem jak najdalszej fazy rozgrywek z udziałem Polaków. Tak się niestety poskładało (kontuzja Kuby Błaszczykowskiego), że zobaczę jednego z nich - Lewandowskiego i Łukasza Piszczka.

Kiedyś zapowiadałem na Twitterze, że będę miał dla czytelników fajną niespodziankę. No to mam. Niewykluczone, że na mecz wybiorę się z kimś z Was, pod tym linkiem liga.heineken.pl znajdziecie informacje o zabawie, w której bardzo łatwo stać się wygranym. Codziennie można zgarniać fanty, najwięksi szczęściarze polecą na majowy finał LM do Lizbony.

Szczegóły? Każde opakowanie produktów Heinekena - sponsora Ligi Mistrzów - to możliwość  obejrzenia meczu za darmo. Ponadto każdy będzie mógł wziąć udział w walce o cenne nagrody, przede wszystkim o wyjazdy na finał Ligi Mistrzów w Lizbonie (dwa wyjazdy z osobami towarzyszącymi i całą oprawą organizacyjną), bilety na ćwierćfinał i półfinał (osiem podwójnych biletów plus organizacja wyjazdu), a także codziennie do wygrania PlayStation4 i pięciolitrowe kegi Heinekena.

czwartek, 13 lutego 2014, iwanczyk_gw_sport.pl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/02/13 09:41:14
Polska piłka nie ma żadnego pożytku z Lewandowskiego. Ani reprezentacyjna, ani klubowa.
-
Gość: przecinek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/13 14:02:00
Wbijając 4 gole Realowi w półfinale LM, można się wbić w świadomość przeciętnego kibica na bardzo długi czas.

A kto wie, może Polska za parę lat, będzie rajem dla skautów. Pierwsi zdolni w typie Wolskiego, Zielińskiego, się pojawili, jeśli szkolenie młodzieży przyniesie z czasem efekty, skauci będą mieli tu masę roboty. Wszak, jeszcze przez parę lat, Polak o podobnych umiejętnościach jak Chorwat czy Brazylijczyk, będzie od nich sporo tańszy.



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco