Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Blog > Komentarze do wpisu

Oprawy, race, wojewodowie, kibice...

Przyparty do muru przez wnikliwych użytkowników portali społecznościowych, nie będę odpowiadał każdemu z osobna. Odpowiem wszystkim naraz tym oto wpisem. Sprawa dotyczy stadionowej oprawy, rac, wszystkiego, o czym teraz - od lat zresztą - mówi się zamiast piłki wszędzie i przy każdej okazji. Jakkolwiek to zabrzmi, odpowiadam „tak”. Podobają mi się stadionowe oprawy. Z zastrzeżeniem, o którym poniżej. W sumie nic to zaskakującego, bo wiele razy pisałem o tym czy na Twitterze czy na Facebooku. Robi to na mnie wrażenie, tak samo zresztą jak głośny doping, przy którym wiele lepiej ogląda się siermiężne niekiedy mecze. Niektórych spotkań, a robię dla telewizji Polsat po dwa ligowe skróty w każdej kolejce, oprawić i skomentować nie sposób. Nie tylko tych słabych piłkarsko, głównie tych, na których słychać każde odbicie piłki i bluzgi z ławki, kiedy sędzia wyda niepomyślny werdykt. Kiedy trybuny są puste lub „martwe”.

Powiem więcej, znam takich, którzy na stadion przychodzą tylko z powodu stadionowej zabawy. Nie jednego, nie dwóch, naprawdę sporo osób. Nie dalej jak kilkanaście dni temu podczas prywatnego spotkania wziąłem udział w dość burzliwej dyskusji na ten temat m.in. z zarządzającymi ligą, ludźmi polityki (obóz rządzący) i kibicami z sektorów tzw. ponadprzeciętnych, w dwóch przypadkach lóż najwyższej klasy. To właśnie wtedy udowadnialiśmy sobie ile piłki w piłce, zwłaszcza polskiej, co na stadiony zachęca, co od nich odstrasza, etc.

Wypowiedziałem się wówczas, że ligowa piłka bez żywiołowych trybun nie ma sensu, bo jest zupełnie nieatrakcyjna. Przeszliśmy wtedy do meczu Legia - Pogoń, rozmawialiśmy o niezwykłej kartoniadzie z Kazimierzem Deyną, czym na swoich łamach zachwycili się nawet powściągliwi zazwyczaj dziennikarze.

Tego prawo nie zabrania, także i mnie, tzw. stadionowy sznyt pozostaje kwestią gustu. Więc jeszcze raz powtórzę: mnie się podoba, choćbym tracił w oczach niektórych, i nie sądzę, by z jakichś powodów podobać mi się przestało. W szeroko pojętej oprawie dochodzimy jednak do rac, punktu spornego wielu środowisku z wielu powodów. I to jest zastrzeżenie, które zapowiadałem we wstępie.

W przywołanej powyżej dyskusji powiedziałem to samo, więc i teraz powtórzę: one absolutnie mnie nie rajcują, a jeśli są zabronione prawem, nie powinno ich być. Kropka. Choć mogłyby być pod pewnymi warunkami, o czym mówił mi m.in. twórca ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, gen. Adam Rapacki*. Póki co jednak używać ich nie można, a mimo to użycie pirotechniki jest mocno relatywizowane. Wojewodowie szastają podręcznym im prawem od sasa do lasa. Albo nie reagują wcale, albo idą na całość zamykając cały stadion, czym raczej wzbudzają śmieszność niż poczucie bezpieczeństwa obywateli. Wyjaśnia to zresztą doskonale Marcin Piątek z „Polityki”, że wyjmę z jego tekstu tylko dwa akapity, z którymi zgadzam się od początku do końca.

Władze Legii zostały ukarane prawdopodobnie za to, że odkąd prezesem został Bogusław Leśnodorski, wyraźnie wychodzą przed szereg i układają sobie relacje z kibicami według własnego widzimisię, niejednokrotnie balansując na granicy tego, co dozwolone. Na stadionie przy Łazienkowskiej kibice regularnie rozwijają ogromne flagi, tzw. sektorówki oraz (bardziej sporadycznie) odpalają race, co jest łamaniem obowiązującego prawa. Ale poza tym jest spokojnie, poprawiła się drożność sektorów, co zresztą wojewoda zauważa.

Mimo to sięga po taką karę, jakby kibice roznieśli w pył pół stadionu. Poza tym, że jest niekonsekwentny, niepotrzebnie eskaluje napięcie. Podnoszony publicznie argument, że „według policji istnieje realne zagrożenie użycia przez kibiców środków pirotechnicznych” brzmi trochę strasznie, a trochę śmiesznie. Gdyby brać go na poważnie, wszystkie mecze na polskich stadionach dla świętego spokoju powinny odbywać się przy hulającym na trybunach wietrze. Bo „realne zagrożenie” to stan permanentny.

Z racami bowiem jest jak z wieloma innymi rzeczami w Polsce niby uregulowanymi prawnie - wiele zależy od widzimisię. Czy to policjanta (a nawet przydrożnego radaru), który przekroczenie prędkości o 10/20 km zaakceptuje, ale 1 km/h powyżej tej „górki” surowo ukarze. Czy to wiceministra finansów, który grających u zagranicznych bukmacherów użytkowników internetu z Polski nie karze, choć przecież łamią oni prawo już tylko podejmując zakład (polecam wywiad z Jackiem Kapicą w poniedziałkowej „Gazecie Wyborczej”).

Przykłady z racami? Proszę bardzo.

10 maja tego roku napisałem tekst „Egzorcyzmy na futbolowych trybunach”. Podałem wiele przykładów użycia pirotechniki i flag sektorowych na wielu obiektach sportowych (piłka nożna, siatkówka, rugby). Na dowód mam wiele zdjęć. Wytknąłem wojewodom, na terenie których imprezy się odbywały, że nie zareagowali nawet na jotę. Odpowiedział tylko wojewoda pomorski, Ryszard Stachurski, który udowodnił mi, że kary jednak wymierzył. Reszta nie protestowała.

Jacek Kozłowski, wojewoda mazowiecki, zamykając stadion Legii na dzisiejszy mecz z Ruchem, zadziałał ponoć prewencyjnie, obawiając się na podstawie danych policji kolejnego złamania prawa. Co ciekawe impreza ma mimo to status podwyższonego ryzyka, podobno nie wejdą na nią nawet dziennikarze, tylko piłkarze, trenerskie sztaby, sędziowie i operatorzy kamer. Czekam teraz aż to samo zrobi Zygmunt Łukaszczyk, wojewoda śląski, i zamknie dla publiczności mecz Górnik Zabrze - Lechia Gdańsk (ostatnia kolejka w grudniu), bo we wtorkowym spotkaniu z Widzewem Łódź zabrzańscy fani też odpalili pod koniec race. Jeśli tego nie zrobi, oznacza to, że jego kolega z Mazowsza jest szeryfem, któremu - idąc za tekstem Marcina Piątka - łatwo używać kolta w dogodnej i wygodnej dla siebie sytuacji.

* Tu znajdziecie zapis debaty "Kibice, chuligani czy bandyci" w Radiu TOK FM z udziałem generała Rapackiego.

środa, 04 grudnia 2013, iwanczyk_gw_sport.pl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/12/04 11:17:09
Jestem epigonem. Zaczynałem oglądać mecze w czasach kiedy jedyną atrakcją był mecz i biegający po murawie zawodnicy. I to niekoniecznie NASI, bo zdarzało się, że chodziło się na mistrza, reprezentantów...
Myślę, że do dzisiaj tak oglądalibyśmy piłkarskie mecze, gdyby jakiś marketingowy idiota nie postanowił zrobić z widowiska sportowego - produktu. To już nie tylko bilet do sprzedania na stające miejsce w ścisku i powietrzu gęstym od dymu papierosowego, to towar pierwsza klasa z czasem antenowym, banerami, wydymanymi reklamodawcami i bezsensownie piszczącymi celebrytkami.
Wiem, że stare czasy nie wrócą, z resztą aż tak bardzo nie ma za czym tęsknić ale jedna rzecz dla mnie jest i pozostanie fundamentalna i powinna stanowić kryterium oceny tego co się na stadionie dzieje: NA STADION PRZYCHODZI SIĘ NA MECZ, WIDOWISKO SPORTOWE - WSZYSTKO CO PRZESZKADZA OGLĄDANIU - WIDOWISKU SZKODZI".
Nie tylko Ty "znasz takich, którzy na stadion przychodzą tylko z powodu stadionowej zabawy". Jako dziennikarz znasz też takich dla których wydarzenie sportowe jest wyłącznie pretekstem do kręcenia lodów, skoku na kasę. Odnoszę wrażenie, że cała ta dyskusja (również Twoja wypowiedź) to próba pogodzenia interesów zwolenników nieskrępowanej zabawy z interesami tych, którym nieskrępowana zabawa przeszkadza zarabiać jeszcze większe pieniądze.
Widowisko sportowe, sprzeczna z jego istotą decyzja Wojewody jest tylko pretekstem do tej dyskusji.

-
2013/12/04 11:58:26
Kibice nie zrezygnują z rac z bardzo prostego powodu. Bo dziś walczy się z racami, przekonuje, że skoro zabronione, to niech kibice obejdą się bez nich, że jak się chce to można i inne tego typu argumenty. Powoli przekonuje się opinię publiczną, że kibice to wielkie zło, bo odpalili odrobinę pirotechniki, że to tak wielkie zagrożenie, że zdrowie i życie (i to pomimo faktu, że z reguły na stadionach race odpalają osoby dość odpowiedzialne, bo ultrasi z żadnego klubu nie są idiotami i nie rozdadzą rac przypadkowym, nieznanym sobie osobom, a tymczasem podczas imprez sylwestrowych ta sama pirotechnika odpalana przez osoby przypadkowe i nieodpowiedzialne prowadzi bardzo często do tragedii. Podczas jednej nocy sylwestrowej pirotechnika wyrządza więcej szkód niż podczas całego sezonu piłkarskiego). Zacznie się od rac. Jak im (władzom politycznym i piłkarskim) się uda je wyeliminować to następne będą wulgaryzmy na stadionach, potem sektory gdzie ludzie dopingują. Stara dobrze znana praktyka - powoli dokręcać śrubę. Dlatego kibice nie mogą i nie dadzą się przekonać choćby o jotę w sprawie rac, opraw, sektorówek, dopingu i tak dalej. I żadne krzyki tego nie zmienią.

A jak ktoś ma odrobinę rozumu w głowie, to prędko zobaczy, że działania policji, wojewodów, władz są dalekie różne od tego jak próbują je przedstawić media.
-
Gość: nik, *.13-1.cable.virginm.net
2013/12/05 00:11:49
Bo polski futbol jest dla frajerow
-
2013/12/05 21:21:46
Miałem w zasadzie napisać to samo co max.88

Race są sprawą wtórną, marnym prektekstem i w żadnym wypadku nie chodzi o bezpieczeństwo widzów na stadionie. Coraz bardziej jasnym staje się, że cel jest właśnie odwrotny: chodzi o eskalację napięcia, wywołanie jakiejś większej rozróby, bo sprawa - tak za sprawą rządu, jak i przywódców środowisk kibicowskich - dawno stała się polityczna.

Problem polega jednak na tym, że to strona rządowa powinna wykazać się tu większą odpowiedzialnością, a oni zamiast tego idą w stronę sowieckiego podejścia do prawa jako do bata, którym można uderzać, tak, by osiągać polityczne cele. I to jest niestety sprawa daleko wykraczająca poza sport i pokazująca głęboki kryzys tego państwa:/

Kibicom pozostaje nie ustępować już ani o krok i liczyć, że przedłużająca się walka w końcu przestanie się rządowi opłacać, ale niestety wspomniane wyżej głebokie problemy wtedy nie znikną.
-
Gość: gp, *.inet-siec.pl
2013/12/06 12:51:43
A ja znam wielu kibiców, którzy na mecze chodzą wyłącznie dla meczu i nie odstrasza ich nawet niski poziom, bo kochają ten sport i niektórzy mogą iść nawet na mecz niższej ligi. Nie znam za to nikogo, kto chodziłby wyłącznie dla atmosfery. Owszem, jest lepiej, kiedy jest doping, pod warunkiem, że pozytywny, kulturalny, a nie bluzgi, ale jeżeli go nie ma, trudno, patrzy się na mecz, a dobre zagrania oklaskuje.
-
2013/12/11 15:58:05
Wszystko fajnie, ale jak to w tytule - kibice gdzieś tam na końcu. A na górze walka o bzdety i argumenty przedszkolaków. "Ja Panu nie przerywałem"
-
2013/12/27 01:37:21
To już przecież wiaodmo nie od dziś, że potrzeby kibiców zawsze są na szarym końcu. Szkoda największa, że na pierwszym stoi to, żeby ludzie przy korycie nażarli się do syta.



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco