Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Blog > Komentarze do wpisu

Justyny Kowalczyk tupanie na barykadach

Znów dotknę narodowej świętości, narażę się więcej niż 9/10 Polaków, którzy na niepokorę naszej gwiazdy równie dumnie podnoszą głowę, krzyczą, tupią, nie pozwolą sobie dmuchać w kaszę. Ja za to pozwolę sobie na nieakceptowane u nas sportowe świętokradztwo, bo za godzin kilka zamiast spektakularnego protestu i wycofania się z prestiżowego dla narciarzy Tour de Ski, to królowej polskiego sportu przyjdzie pewnie wycofać się rakiem ze swoich zapowiedzi.

W czwartek miała Justyna Kowalczyk rezygnować z Tour de Ski na 90 proc., wieczorem sprawa była właściwie przesądzona, bo osiągnęła w szacunkach aż 99 proc. W piątek proporcje spadły do 70-30 proc., dziś pewnie wahają się w okolicy 50 na 50. Jak sami widzicie, notowania były niestabilne jak dalekowschodnie giełdy, zresztą dni i godziny ostatecznego komunikatu też zmieniały się kilka razy, napięcie rosło, w sobotę około południa musi w końcu dojść do rozstrzygnięcia.

Przypuszczam, że Polka potwierdzi swój start, wyjaśniając przy tym, że osiągnęła cel, bo zwróciła uwagę świata na nierówne traktowanie, być może nawet - czego szczerze jej życzę - wymusi na organizatorach powrotną zmianę, by cykl w TdS nie był preferencyjny dla rywalek lepiej spisujących się w stylu dowolnym. Nie zamierzam zresztą wnikać w stricte narciarskie zagadnienia tej zawieruchy, o co dokładnie chodzi przeczytacie tutaj. Rzecz rozbija się o formę i niesmak, jaki kolejny spór Kowalczyk vs. Reszta Świata przetacza się w przededniu igrzysk w Soczi.

Kibicom pewnie tak samo jak sukcesy podoba się, kiedy sportowcy mają swoje zdanie. Nawet jeśli wyrażają je w osobliwy sposób, jak np. Tomasz Majewski, nasz podwójny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą (rozmowa w sobotniej Gazecie Wyborczej). W jego wypowiedziach oraz innych polskich gwiazd słyszę często wyraźne opinie, mocno kontrowersyjne niekiedy, nigdy jednak (może coś przeoczyłem) nie kwestionujące klasy przeciwnika i uczciwości rywalizacji. No chyba że sprawa jest ewidentna i ktoś z rywali perfidnie się naszprycował.

A Kowalczyk się zdarza i to dość regularnie. Pisałem o tym dokładnie rok temu:

„Norweżkom pomaga psycholożka-szarlatanka, Norweżki się szprycują, Norweżki mają lepsze narty, Norweżki mają liczniejszy sztab, Norweżki są bogatsze, Norweżki po świńsku ze sobą współpracują. Czekam, kiedy w tych absurdalnych pomówieniach Norweżki zaczną rozpylać mgłę, by polska królowa sportu tuż przed metą zgubiła drogę”.

Za ten wpis rzucili mi się do gardła bez pamięci zakochani w Kowalczyk kibice, więc liczę się z tym, że i teraz wymierzone zostaną we mnie ciosy z zarzutami o brak patriotyzmu włącznie.

Uprzedzam więc ataki i próbuję napisać, że Kowalczyk mocno kibicuję. Nawet rozumiem rozżalenie naszej sportowej gwiazdy na ostatnie regulaminowe zmiany, które nie stawiają jej teraz w pozycji faworytki. Może nawet w tym wszystkim Kowalczyk ma rację, tylko po co szukać w tym wszystkim ogólnoświatowego spisku, krzyczeć, tupać lub co gorsza nieskutecznie protestować, kłaść się krzyżem, skoro w pozycji tej długo wytrzymać nie można.

W przypadku Kowalczyk nie można, bo choć twarda to i zawzięta sportsmenka, zbyt wiele może stracić. Tak ze sportowej strony, bo jednak TdS wpływa znacząco na pozycję Kowalczyk w igrzyskach, jak i marketingowej, bo jednak wiele potężnych firm oraz ministerstwo sportu składa się na wielką narciarską przygodę jednej z najwybitniejszych naszych sportsmenek.

Właśnie dlatego, że w polskim panteonie sportowych sław Kowalczyk znalazła się - daj Bóg - jeszcze przed najlepszymi dla niej igrzyskami, każe oczekiwać nam kibicom od niej ruchów rozsądnych i przemyślanych, a nie dyktowanych emocjami, zapalczywością i wszechogarniającą podejrzliwością rodem z drogowych barykad „Samoobrony”. I choć nie chcieli tego autorzy rozmów z Kowalczyk, znów wypłynęła z niej nieokiełznana frustracja i podejrzenia. Tym razem bez precyzyjnego wskazania beneficjentów regulaminowej roszady, ale z wyraźną sugestią, że choć nie wiadomo pod kogo zmiana organizatorów została przeprowadzona, to na pewno przeprowadzono ją pod kogoś.

W takich sytuacjach są trzy rozwiązania. Albo Kowalczyk wypisze się z tej zabawy, uznając, że bierze udział tylko w zawodach, których regulamin jej odpowiada i ma w nich szansę na zwycięstwo, albo przyjmie, że dochodzi do mniej lub bardziej znaczących zmian w zasadach gry, ale niekoniecznie wszystkie wymierzone są w biedną, szykanowaną polską narciarkę. Może też Kowalczyk zaprotestować. Ale tak, żeby wszystkim narty spadły, nie ograniczając się jedynie do medialnych szantaży.

W to ostatnie rozwiązanie jakoś wierzyć mi się nie chce. Za dużo jest do stracenia.

PS Tu znajdziecie moją rozmowę o proteście Kowalczyk w Radiu TOK FM z Pawłem Wilkowiczem ze Sport.pl.



sobota, 28 grudnia 2013, iwanczyk_gw_sport.pl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: KG, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/12/28 07:50:32
W końcu jakiś racjonalny komentarz. Nie znam się na biegach, ale ogólnie w sporcie czasami jest lepiej, żeby sportowcy się nie odzywali. Kowalczyk jest tego świetnym przykładem. JK (inicjały nieprzypadkowe) po raz kolejny kompromituje siebie, związek, a Szaranowicz pewnie stracił ostatnie włosy przez to całe zamieszenie.
-
2013/12/28 08:34:51
Frustracja to wypływa z każdego słowa wpisu autora tego blogu. Kompromituje sie to ten Pan co sam przyznaje, że na biegach się nie zna a zarzuca Kowalczyk kompromitację. Panie Iwańczyk tu nie chodzi o to, czy sie kibicuje Kowalczyk czy nie. Tu chodzi o elementarną przyzwoitość, której pańskiej wypowiedzi brakuje. Tegoroczny TdS to jest farsa i niesprawiedliwość, która już na samym starcie pozbawia Justynę nie tylko zwycięstwa ale i dobrego rezultatu. A niby dlaczego Justyna miałaby siedzieć cicho skoro zmiany wprowadzone na ostatnia chwile tak bardzo ją krzywdzą? Bo Pan tak uważa? Gdyby nie Kowalczyk to oglądalność biegów narciarskich w wydaniu kobiet byłaby na poziomie okręgowych zawodów w pluciu na odległość. Medialnie ta dyscyplina by nie istniała-to ona zapewnia oglądalność, to ona sprawia, że miliony Polaków zasiada przed telewizorami, by oglądać jej rywalizację z Norweżkami. FiS ponoć to docenia, Norwegowie ponoć to doceniają, jednak to nie pierwszy raz decydenci krzywdzą naszą rodaczkę irracjonalnymi, pozbawionymi sensu decyzjami. I o tym trzeba i należy mówić głośno i dobitnie!Niechże Pan "majstruje artykuliki" o tym, na czym się Pan zna, a Kowalczyk niechże Pan zostawi w spokoju. Więcej profesjonalizmu Panie Iwańczyk i mniej jadu na 2014 rok!
-
Gość: :- , *.dialog.net.pl
2013/12/28 09:59:31
Cały świat ogląda biegi kobiet tylko dzięki Kowalczyk? Ciekawa teoria ...

Od siebie dodam, że doper zawsze będzie doper. Życzę JK jak najlepiej, ale zarzucanie innym nieuczciwości po tym, jak się miało zawiasy za doping jest żenujące.
-
Gość: jaceklaczynski, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/12/28 10:06:03
Od prawie 40 lat "siedzę" w sporcie. Byłem zawodnikiem, trenerem, zawsze jestem i będę kibicem. Zawsze zastanawiam się dlaczego Polska to taki kraj w którym ludzie ciągle narzekają, nie potrafią się cieszyć z tego co mają, szukają dziury w całym. Podziwiam nasze wspaniałe dziewczyny Agnieszkę i Justynę. Zarówno za osiągnięcia sportowe jak i charakter. To nasze dobra narodowe!!! Kibicujmy wiec im, trzymajmy ich stronę, cieszmy się ich sukcesami, bądźmy szczęśliwi że odnoszą takie sukcesy i nie "szukajmy dziury w całym". Pozdrawiam
-
2013/12/28 10:10:31
Brawo Panie Przemku. Zgadzam się w 100%. Robi się za dużo fochów a za mało samego sportu. Justyna zaczyna sprawiać wrażenie rozkapryszonej gwiazdy. I bardzo mi się to nie podoba.
-
2013/12/28 12:22:54
No cóż, sprawa jest oczywista znając poprzednie zachowania pani Kowalczyk. Im słabsza forma, tym głośniejsze protesty. Klasą sportowca jest umiejętność godnego przyjmowania porażek a przede wszystkim umiejętność wycofania się w odpowiednim czasie. Moim skromnym zdaniem czas Justyny Kowalczyk jako dominatorki w biegach narciarskich już się skończył. Stale towarzyszące bóle, operacje, po prostu naturalne procesy zużycia organizmu wskutek ciężkich treningów sprawiają, że Polka z wolna wypada ze światowej czołówki. Umysł by chciał nadal wygrywać, ale ciało się buntuje i tyle. Decyzja Justyny Kowalczyk o wycofaniu się z TdS to de facto koniec jej kariery. Przegrany PŚ, przegrane co wszystko na to wskazuje Igrzyska, za chwilę pewnie decyzja trenera Wieretelnego o zakończeniu współpracy. Taki rysuje się scenariusz zdarzeń.
-
Gość: irekw, *.lcs.net.pl
2013/12/28 13:07:09
Panie Iwańczyk,to co Pan pisze to jest chore.Trenuje Pan np.kolarstwo/jest pan specjalistą w jeździe na czas/i wie,że tego i tego dnia,gdzieś tam są zawody,Pan się na nie przygotowuje.
I nagle na miejscu dowiaduje się Pan że to są wyścigi na czas,owszem,ale tylko z jednym pedałem w suporcie/np.lewym/.Pan mi odpowie jak się Pan by poczuł,wiedząc,że ten koleś z boku ma dużo lepszą lewą nogę ale ma "wujka" wśród organizatorów.Tego rodzaju ustawki
na co dzień uchodzą w powiecie.
-
Gość: , *.dynamic.mm.pl
2013/12/28 14:08:10
chyba teraz łysiutko troszeczkę- będzie komentarzyk czy już cisza?
-
Gość: anka, 80.50.231.*
2013/12/29 18:23:19
Autor to sfrustrowany antypisarzyna niekoniecznie polskiego pochodzenia. Żałosne! Justyna walcz o sprawiedliwośc !w tym gronie astmatyczek pompujących się dopingiem jestes najlepsza! Pseudopisarzyno czy Ty tego wszystkiego nie widzisz co widzą wszyscy????



Bez zbędnego cukru od strony technicznej wspiera mnie
agencja interaktywna
Bądź na bieżąco