Trzecia część meczu - blog Przemysława Iwańczyka
Blog > Komentarze do wpisu

Siatkarscy trenerzy nie chcą się uczyć

Gdyby wyciągać wnioski z dwóch zasłyszanych ostatnio historii, w polskim światku siatkarskim jest niewielu trenerów, którym jakoś wyjątkowo zależy na robocie i przyznają wprost, że nie pozjadali wszystkich rozumów.

Artur Popko, szef PlusLigi, opowiadał mi o szkoleniu w obsłudze zakupionego do Polski programu statystycznego Data Volley. Zjawili się oczywiście ludzie, którzy na co dzień parają się statystyką w klubach, ale zaproszenia dostali także trenerzy. Nie wiem, ilu szkoleniowców pracujących w lidze ma ten program w małym palcu (np. Krzysztof Kowalczyk z Politechniki ma, bo był kiedyś statystykiem), w każdym razie do Warszawy przyjechał tylko jeden. Powtórzę: jeden. I to nie z PlusLigi, gdzie program ten jest obowiązkowy, ale z klasy niżej. To Grzegorz Wagner, prowadzący BBTS Bielsko-Biała.

Równie symptomatyczna jest dykteryjka Pawła Zagumnego, w moim mniemaniu wciąż najlepszego polskiego siatkarza, o czteroletniej pracy z Raulem Lozano. Otóż przez cały ten czas na zgrupowaniach w Spale - a i owszem - pojawiali się polscy szkoleniowcy. Pokręcili się, coś tam pogadali i zawijali się po kilku godzinach. Zagumny twierdzi, że tylko jeden z nich przesiadywał z kartką i ołówkiem nawet po trzy tygodnie. Kto to był, nie zgadniecie nigdy. Zresztą pewnie kojarzycie go bardziej z boiska niż trenerskiej ławki. To Damian Dacewicz, którego karierę przerwała kontuzja. Teraz pracuje w Wieluniu. Już na marginesie dodam, że choć zespół Dacewicza spisuje się całkiem nieźle, znalazł się działacz PlusLigi, który chciał wysadzić go z tego stołka, próbując wcisnąć na miejsce Dacewicza swojego znajomka.

Piszę o tych dwóch historiach nie po to, by przyłożyć polskim trenerom. W kontekście tych dwóch historii śmieszą mnie do rozpuku szerokie komentarze szkoleniowców na bardzo często zadawane przez dziennikarzy pytanie: „jakie są pańskie plany?". Najczęstsza odpowiedź to: „doskonalić swój warsztat".

Pal licho program statystyczny. Bardziej intryguje mnie, czemu nikt nie chciał podglądać Lozano. Argentyńczyka można było nawet nienawidzić, ale wynik(i) miał. Gdybym był trenerem, ciekawiłoby mnie jak cholera, jaki jest jego warsztat, jak doszedł do wicemistrzostwa świata. Nawet gdybym go nie znosił, kulisy pracy „wroga" zawsze warto zgłębić. To tak jak z dziennikarzami. Ja np. rozpoczynam lekturę gazet od autorów, za którymi nie przepadam, ale ich cenię. Słucham namiętnie komentatora, który jest dla mnie wzorem, mimo że pracuje dla konkurencji.

Skoro w tym miesiącu piszę o trenerach, zahaczyłem również o reprezentację, poruszę wątek wyboru nowych selekcjonerów. Nie wiem, skąd polskim działaczom przychodzi taka łatwość zmiany planów z tym związanych. Zaraz po igrzyskach olimpijskich prezes Mirosław Przedpełski grzmiał: stawiamy na Polaków. Minęło kilka tygodni i dowiedzieliśmy się, że nad Wisłą nie ma odpowiednich kandydatów. W licznych przedwyborczych wywiadach działacze znów zmienili front: bierzmy polskich trenerów.

Karuzela się kręci, konkretów brak, kibice wciąż nie wiedzą, jakie zasady rządzą najważniejszą w najbliższym czasie sprawą dla polskiej siatkówki. PZPS wciska, że o wyłonieniu selekcjonerów zdecyduje konkurs. Czemu więc działacze zakładają a priori, że w przypadku mężczyzn będzie trener zagraniczny, a u kobiet krajowy? Skoro przyjęto formułę otwartych eliminacji, niech rzeczywiście takie będą. Niejasnym postępowaniem związek wystawia się na śmieszność. Nie zdziwię się, jeśli działacze w swoich absurdalnych kryteriach posuną się dalej i ogłoszą np. że trenerem kobiecej kadry może zostać każdy, pod warunkiem, że ma na imię Alojzy lub Jerzy.

Nie mam nic przeciwko trenerom Świderkowi czy Matlakowi, ale czemu reprezentacji pań nie może poprowadzić człowiek z zewnątrz? Niezależny, wolny krajowych układów, koterii i obiecanek (niektórzy polscy trenerzy dostali takie przyrzeczenie od działaczy). Taki, który i dla siatkarek, i dla kibiców będzie tabula rasa. Wiem, wiem, zaraz usłyszę oburzonych, że mieliśmy Marco Bonittę i wszyscy widzieliśmy, czym się to skończyło. Tyle że problemem nie był zagraniczny paszport Włocha, ale jego nie dość łatwa osobowość.

Mam nadzieję, że działacze - skoro jak sami mówią stać ich na każdego trenera - pójdą po rozum do głowy, zbiorą oferty z całego świata (wystarczy ogłoszenie na internetowej stronie FIVB) i wybiorą najlepszego kandydata. Chyba że są zwolennikami przetargów ustawionych i tak wygląda „transparentność", o której tyle w ostatnich latach mówił prezes Przedpełski.

Przemysław Iwańczyk

* felieton ten ukazał się w najnowszym numerze Super Volley'a

wtorek, 28 października 2008, iwanczyk_gw_sport.pl

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/10/29 22:51:54
Szanowny panie Redaktorze,
otóż nie jest tak całkiem źle jak Pan pisze w swoim felietonie, ponieważ są jeszcze w Polsce trenerzy w klubach siatkówki młodzieżowej.

Chciałby Panu donieść, że jest taki mały klubik , który nazywa sie MOS Wola Warszawa, w którym trenuje siatkówkę ponad 500 dziewcząt i chłopców w 30 grupach treningowych , pod kierunkiem 14 dyplomowanych trenerów.

I oto ten mały klubik , jeszcze w roku ubiegłym - kiedy większość klubów ligowych nie myślała o programie Data Volley - zakupił we Włoszech dla swoich trenerów ten program. Kierownictwo klubu zatrudniło specjalistę ze sztabu Raula Lozano, pana Nicolę Vettoriego, który przeszkolił kilku trenerów wolskiego ośrodka w korzystaniu z tego programu.
O korzystaniu z programu Data Volley przez MOS Wola pisano na stronie klubowej www.moswola.pl oraz na portalach siatkarskich , jak np. siatka.org.

Najczęściej korzysta z tego programu na codzień pierwszy trener w MOS Wola, pan Krzysztof Felczak i niewątpliwie korzystanie z tego programu wspomogło proces szkoleniowy i pomogło MOS-owi Wola w zdobyciu tytułu mistrza Polski juniorów 2008. W zespole mistrzowskim z Woli grali m.in. Fabian Drzyzga wybrany najlepszym rozgrywającym MP (obecnie w AZS Częstochowa) i Patryk Strzeżek (202 cm) , który został najlepszym atakującym MP i obecnie przeszdł do Resovii Rzeszów.

Kiedy ostatnio PZPS zorganizował szkolenie w obsłudze programu Data-Volley dla przedstawicieli klubów ligowych, to część szkolenia obyła się właśnie w MOS Wola i uczestniczyło w nim kilku trenerów MOS-u Wola.

Warto wiedzieć, że w obecnym sezonie gra ośmiu absolwentów MOS Wola w Plus Lidze i siedmiu w pierwszej lidze.

W Warszawie są doskonałe i nowoczesne ośrodki szkolenia młodzieży jak MOS Wola, Metro Warszawa i MDK Warszawa. W Plus Lidze i pierwszej lidze gra KILKUDZIESIĘCIU absolwentów tych ośrodków.

Ironia losu polega na tym ,że ci chłopcy muszą emigrować z Warszawy , bo tu się nimi mało kto interesuje i nie mają szans dalszego rozwoju.

Pozdrawiam
-
2008/11/02 14:22:38
Noooo, panie Przemku, wreszcie jakiś wpis z którym zgadzam się w stu procentach :-). Bardzo ciekawe i moim zdaniem słuszne spostrzeżenia. Brawo.
-
2008/11/02 16:37:29
Jestem w szoku :O
to na pewno blog Pana Przemysława ? ;)
sport.pl
Tam jestem
  • wyborcza
  • polsatsport
  • rugbypolska.pl
Bądź na bieżąco